Amerykańska marynarka wojenna nie ma szczęścia do nowych typów okrętów, zwłaszcza fregat. Po fiasku programu Constellation przyszły mocno krytykowane fregaty FF(X), bazujące na kutrach typu Legend służących w straży wybrzeża. Potrzeby operacyjne stają się jednak coraz pilniejsze, powrócił więc pomysł wprowadzenia zagranicznego typu, w nieco zmienionej formule. Modelem ma być w tym przypadku program nowych lodołamaczy dla US Coast Guard.

Prezydent Donald Trump jest poważnie zainteresowany sprawami marynarki wojennej i kluczowego dla niej przemysłu stoczniowego. Wymyśla w tej sprawie liczne inicjatywy. Jedne są mniej sensowne lub całkowicie bezsensowne, jak memorandum w sprawie powrotu katapult parowych na lotniskowcach typu Ford i ogólna zmiana wyglądu tych okrętów. Inne mają jednak ręce i nogi.

W tej drugiej grupie znajduje się opublikowane 13 sierpnia memorandum Rebuilding the United States Navy and America’s Shipbuilding Industrial Base (Odbudowa Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych i amerykańskiej bazy przemysłowej w zakresie budowy okrętów). Prezydent zleca w nim sekretarzowi wojny (obrony) przedstawienie w ciągu 90 dni planu konkursu na okręty nawodne przeznaczone do zwalczania okrętów podwodnych i nawodnych oraz ogólnych działań eskortowych, a także jednostek pomocniczych, w tym klasy ro-ro i szybkich zbiornikowców floty. Wzorem dla postępowania ma być „model fiński”.

Wizja artystyczna fregaty rakietowej typu Constellation.
(US Navy)

O co chodzi? Administracja szuka sposobów obejścia opóźnień, chronicznego przekraczania budżetu i ograniczonych zdolności produkcyjnych amerykańskich stoczni, trapiących programy budowy okrętów. To te problemy, wraz z ciągłymi zmianami w projekcie, posłały na dno fregaty typu Constellation, bazujące przecież na udanym francusko-włoskim typie FREMM (na zdjęciu tytułowym). Ostatecznie powstaną tylko dwie jednostki, a w ich miejsce US Navy ma otrzymać fregaty FF(X), wywodzące się z typu Legend. Jednak i te ostatnie budzą zastrzeżenia, głównie z uwagi na słabe uzbrojenie i zapowiadane dodatkowe „moduły uzbrojenia”, budzące negatywne skojarzenia z niezbyt udanymi LCS-ami.

Jeśli kiedykolwiek się zastanawialiście, czy nas wspierać czy nie – teraz nadszedł moment na decyzję.

Od blisko dwóch lat utrzymujemy się głównie z Waszej hojności i zrezygnowaliśmy z reklam Google. Od kilku miesięcy nasze dochody nie zbliżają się do założonego progu i nasza „poduszka”, z której finansujemy wszystko poza podstawowymi kosztami utrzymania serwera i domeny, się kurczy.

W tym roku byliśmy w Berlinie na ILA i w Kielcach na MSPO. Na przyszły rok też mamy ambitne plany. Tymczasem koszty utrzymania serwisu idą w górę. Zależy nam aby Konflikty dalej były wolne od reklam Google, dlatego prosimy Was o wsparcie.

Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.

LISTOPAD BEZ REKLAM GOOGLE 87%

Nasi stali Czytelnicy zapewne domyślają się, czym jest „model fiński”. W paź­dzier­niku ubiegłego roku Stany Zjednoczone i Finlandia podpisały umowę na dostarczenie USCG lodołamaczy w ramach programu Arctic Security Cutter. Pierwsza para powstanie w fińskiej Helsinki Shipyard, kolejne trzy zbuduje stocznia Gulf Copper w Teksasie, w którą Finowie zainwestują. Budowa pierwszego lodołamacza ruszyła w czerwcu. Trump chce powtórzyć ten sam model w przypadku fregat – pierwsza para powstanie za granicą, kolejne w amerykańskich stoczniach, w które zainwestują zagraniczni partnerzy.

Krótka lista

Serwis USNI News opublikował 1 września krótką listę projektów branych pod uwagę przez US Navy. Na pierwszym miejscu znalazł się zmodyfikowany japoński typ Mogami. Nie jest to zaskoczeniem. Fregaty tego typu wybrała Australia, będą budowane dla japońskich Morskich Sił Samoobrony, a ich wybór rozważa Nowa Zelandia. Japońskie stocznie pracują pełną parą, podstawową wersję Mogami dostarczano w tempie średnio dwóch okrętów rocznie.

Fregata Noshiro (FFM 3) typu Mogami wraz z lotniskowcem lekkim Izumo (DDH 183) w 2024 roku.
(Kaijō Jieitai)

Pozostałe dwa typy są bardziej zaskakujące. To połud­niowo­kore­ań­skie fregaty Chungnam (FFX-III) i tureckie İstanbul. Połud­niowo­kore­ań­skie stocznie to potęga, zdolna bez problemu zrealizować zamówienie eksportowe na dwa okręty, do tego już inwestują w Stanach Zjednoczonych. Bardziej zaskakujące są jednostki tureckie.

Relacje między Waszyngtonem i Ankarą od lat są napięte wskutek afery z S-400 i w konsekwencji wykluczeniem Turcji z programu F-35. Jednak na ostatnim szczycie NATO w rozmowie prezydentów Trumpa i Recepa Tayyipa Erdoğana miał pojawić się wątek budowy jednostek dla US Navy w tureckich stoczniach. Trzeba też pamiętać, że budowane w ramach programu MİLGEM (kryptonim powstał z połączenia tureckich słów oznaczających „okręt narodowy”) fregaty İstanbul wywodzą się z typu Ada, który święci kolejne sukcesy eksportowe. Tureckie stocznie bez wątpienia będą w stanie zrealizować zamówienie.

Lista potencjalnych kandydatów na tym się nie wyczerpuje, chociaż ostatnia pozycja jest bardzo egzotyczna. Według fińskiego dziennika Kauppalehti pod uwagę są brane korwety/fregaty lekkie Pohjanmaa. Jednostki te projektowano z myślą o działaniach na Bałtyku, w tym w szkierach, a nie jako pełnomorskie eskortowce. Z drugiej strony amerykańskie doświadczenia ze współpracy z Finami są na razie pozytywne. Nie bez znaczenia może być też fakt, że prezydent Alexander Stubb regularnie grywa w golfa z Trumpem.

Zastanawiające jest nieuwzględnienie innych, licznych przecież europejskich typów fregat. Odpowiedź może być banalna i w ogóle niezwiązana z niechęcią wielu członków administracji Trumpa do Starego Kontynentu. FREMM zapewne będzie za Atlantykiem przez jakiś czas spalony. Natomiast, jak zwraca uwagę brytyjski serwis Naval Lookout, stocznie oferujące jednostki takie jak Arrowhead 140, FDI, MEKO czy typ 26 są obłożone zamówieniami eksportowymi i na potrzeby własnych sił zbrojnych, przez co trudno będzie im zrealizować kolejny kontrakt, do tego w ramach pilnej potrzeby operacyjnej.

Nie tak łatwo

– Marynarka wojenna nie może funkcjonować, dysponując okrętami tylko jednego typu – tłumaczył w lipcu kontradmirał Brian Metcalf, zastępca dyrektora do spraw zamówień okrętów. – Fregaty wypełnią tę lukę. Można je wykorzystywać na wodach o mniejszym stopniu zagrożenia. Mogą służyć jako eskorta o wysokiej wartości. Fregaty mogą wypełnić lukę w wielu różnych obszarach, umożliwiając niszczycielom realizację najbardziej wymagających misji.

HMS Glasgow – pierwsza fregata typu 26 – przed wodowaniem.
(Ian Dick, Creative Commons Attribution 2.0 Generic)

W tej sprawie w Waszyngtonie panuje zgodność. Nie wszyscy jednak popierają pomysł kupna okrętów „z półki” i budowy ich w stoczniach zagranicznych. Zdecydowanie przeciw jest Shipbuilders Council of America – stowarzyszenie branży stoczniowej. Jego zdaniem pieniądze należy przeznaczać na rozwój krajowych zdolności produkcyjnych. Według prezesa grupy Matthew Paxtona, proponując wprowadzenie „modelu fińskiego”, administracja przeczy samej sobie.

– Każdy kadłub zbudowany za granicą to zamówienie, miejsca pracy i potencjał przemysłowy odbierane amerykańskim stoczniom, których odbudowę obiecała ta administracja – dowodzi Paxton.

Te argumenty to nic nowego. Shipbuilders Council of America sprzeciwia się budowie okrętów dla US Navy za granicą, chociaż złagodziła postawę wobec zagranicznych inwestycji w amerykańskie stocznie. Nadal nie potrafi przeko­nująco wyjaśnić, dlaczego korzys­tanie z usług japońskich i połud­niowo­kore­ańs­kich stoczni to zły pomysł. Więcej tam uprzedzeń i lęków o naruszenie własnych interesów niż konkretnych argumentów.

Te argumenty jednak istnieją. Zebrał je serwis Breaking Defense. Mają one zdecydowanie techniczny charakter. Pierwsze kluczowe pytanie to, czy zagraniczne fregaty są projektowane według amerykańskich norm przeżywalności, standardów bezpieczeństwa i podatności na przyszłe modernizacje. US Navy używa także swoich okrętów znacznie intensywniej niż sojusznicy. Do tego dochodzą normy techniczne i stosowane jednostki miary. Jeżeli projekt jest w układzie metrycznym i stosuje śruby mierzone w milimetrach, przejście na stopy, funty i śruby calowe wygeneruje całą masę problemów.

Na tym nie koniec. Mimo wysokiego stopnia interoperacyjności, unifikacji i częstego stosowania amerykańskiego sprzętu sojusznicy w wielu przypadkach stosują własne uzbrojenie oraz systemy łączności, zarządzania walką i elektroniczne. To zaś wpływa na projekty. Wprowadzenie wyposażenia wymaganego przez US Navy będzie wymagać wielkiego nakładu pracy, aby docelowa fregata spełniała wszystkie oczekiwania. Ponownie więc stajemy na szczycie spirali, która doprowadziła do zatopienia programu Constellation.

Dlatego też Kongres jest bardzo niechętnie nastawiony do pomysłu Trumpa i to zarówno po stronie demokratów, jak i republikanów. Przedstawiona przez senacką komisję sił zbrojnych wersja ustawy National Defense Authorization Act na rok budżetowy 2027 dawała zgodę na zamówienie w zagranicznych stoczniach jedynie dwóch jednostek pomocniczych i to pod warunkiem inwestycji obcego zleceniobiorcy w amerykański przemysł okrętowy w celu budowy dodatkowych jednostek. Dalsze procedowanie ustawy w Senacie zostało wstrzymane przez demokratów w związku z zastrzeżeniami wobec wydatków Pentagonu i wojny z Iranem. „Model fiński” nie jest jedynym obiektem zastrzeżeń Kongresu. Kolejnymi są fregaty FF(X) i oczywiście pancerniki typu Trump.

Z tego wszystkiego wyłania się nieciekawy obraz. Amerykanie dobrze zdają sobie sprawę ze swoich braków i tego, co należałoby zrobić. W Białym Domu, niezależnie od tego, kto tam zasiada, a także na Kapitolu wypracowano w tej sprawie konsensus. Jednak podejmowane próby rozwiązania w ciągu ostatnich lat sprowadzają się do dreptania w kółko.

Fabius1975, domena publiczna