Przeliczyliśmy się, zakładając, że obie strony wojny irańskiej będą chciały spędzić jeszcze trochę czasu, gromadząc siły przed następną wymianą ciosów. Minionej nocy Iran wystrzelił kilka pocisków balistycznych w kierunku amerykańskiej bazy w Jordanii. CENTCOM określił to jako „próbę ataku z zaskoczenia”. Wszystkie pociski – było ich najpewniej pięć – strącono, zanim uderzyły w cel.

Wybór celu nie zaskakuje. Baza imienia Mowaffaka as-Saltiego w Azraku w północnej Jordanii, używana zarówno przez Jordańczyków, jak i przez Amerykanów, jest jednym z najczęściej atakowanych przez Iran obiektów poza ścisłym obrębem Zatoki Perskiej. 17 lipca zginęło tam troje Amerykanów.

O tym, że Jordania może się stać celem nasilonych ataków, pisaliśmy 19 lipca. To w dużej mierze pokłosie zwiększonej obecności amerykańskich sił w tym kraju, przebazowanych z bardziej narażonych Bahrajnu, Kataru i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Bogate monarchie naftowe mogą dyskutować z Waszyngtonem na w miarę partnerskich warunkach. Jordania nie ma takiego komfortu i nie ma sposobu, aby wymusić usunięcie amerykańskich wojsk ze swojego terytorium.

Jordania jest szczególnie wdzięcznym celem również z tego powodu, że nie ma jak się odgryźć. Siły powietrzne Arabii Saudyjskiej czy ZEA mogą wykonać krótki skok przez Zatokę Perską, aby porazić jakieś cele na wybrzeżu, choćby i symbolicznie. Jordanii brakuje nawet tego symbolicznego potencjału. Kraj ma też dużo słabszą obronę przeciwlotniczą.

To pierwszy atak rakietowy Iranu na amerykańską bazę w regionie od czasu, gdy Donald Trump w piątek 24 lipca wstrzymał naloty na Iran, aby znów dać szansę dyplomatom. Jak pisaliśmy wczoraj, Trump kilkakrotnie mówił o „dobrych rozmowach” i sugerował, że z tej mąki może być chleb. No więc chyba jednak nie będzie. Trump zapowiedział już uderzenia odwetowe na Iran. Tamtejszy reżim oczywiście musiał się spodziewać takiej reakcji, a to, że mimo wszystko zaatakował, samo w sobie jest interesujące i mówi wiele o postrzeganiu Trumpa w Teheranie. Ale na razie – piszemy te słowa tuż przed północą 29 lipca – żadnego odwetu się nie doczekaliśmy.

Zamiast tego o 2.20 nad ranem czasu polskiego CENTCOM poinformował, że we współpracy z siłami zbrojnymi Arabii Saudyjskiej przeprowadził uderzenia lotnicze na obiekty w Iraku należące do bojówek wspieranych i kontrolowanych przez Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej. Według Amerykanów formacje te dokonały w ciągu minionych 72 godzin ponad 30 ataków dronami i szykowały się do kolejnych uderzeń na saudyjską infrastrukturę naftową.

Utrzymanie Konfliktów jako serwisu wolnego od reklam Google to dla nas priorytet. Dzięki Waszemu wsparciu z Patronite i BuyCoffee udało się to do tej pory i chcielibyśmy, aby tak zostało.

Żeby działać bez reklam Google, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie. To próg, który pozwala nam skupić się na pracy. Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.

Nie spodziewamy się, że każdy będzie nas wspierał finansowo. Ale jeśli zdecydujecie się pomóc, zadbamy o to, by każda złotówka realnie pracowała na rozwój serwisu.

Nasze comiesięczne raporty finansowe możecie przeczytać tutaj.

WRZESIEŃ BEZ REKLAM GOOGLE 61%

Przedstawiciele Sił Mobilizacji Ludowej (Al‑Haszd asz‑Szabi), związku kilku­dzie­się­ciu proirań­skich formacji działają­cych głównie w Iraku, ale też walczących w Syrii, przyznali, że w nalotach zginęło co najmniej 20 bojowników, a 32 zostało rannych. Nie wiadomo, czy w tej liczbie zawierają się czterej irańscy „doradcy” – oficerowie Sił Ghods, elitarnego „długiego ramienia” Pasdaranów odpowiedzialnego za projekcję irańskiej siły za granicą. Ich śmierć szybko potwierdziły proirańskie kanały na Telegramie.

Operację potępiły zarówno Iran, jak i Irak. Wkrótce potem sprawa nabrała rumieńców. Iracki rząd wydał oświadczenie, w którym twierdzi, że potrzebuje dowodów, iż pierwotne ataki na saudyjską infrastrukturę naftową zostały przeprowadzone z terytorium Iraku. Była to nagła zmiana kursu – wcześniej Bagdad skarżył się na naruszenie suwerenności, ale dawał do zrozumienia, że rozumie, dlaczego mogło to być konieczne. Skąd taka wolta? Jak zwykle, jeśli coś się chrzani, to znaczy, że winowajcy trzeba szukać w Białym Domu.

Donald Trump ogłosił bowiem, że rząd iracki koordynował działania w ramach uderzeń na Siły Mobilizacji Ludowej. To wyjątkowo niewygodne oświadczenie dla premiera Alego az-Zajdiego, któremu oczywiście jest nie na rękę, że Siły Mobilizacji Ludowej hasają sobie po kraju, nie zważając na jego legalne władze, ale jednocześnie musi się liczyć z bardzo silnym lobby proirańskim w kraju, kontrolującym też znaczną część mandatów w parlamencie.

Głos zabrał również prominentny duchowny Muktada as-Sadr, tenże sam, którego bojownicy z Armii Mahdiego ponad dwie dekady temu stoczyli z polskimi i bułgarskimi żołnierzami bitwę o ratusz w Karbali. Tym razem Sadr wezwał Irańczyków, aby zaprzestali atakowania okolicznych krajów z terenu Iraku i nie dawali już więcej nikomu pretekstu do działań odwetowych.

Kolejnym paplą okazał się izraelski minister obrony Jisrael Kac, który ujawnił, że USA wykorzystywały lotniska izraelskie do ataków na Iran. Owszem, każdy to podejrzewał, ale podejrzewać a wiedzieć to dwie różne sprawy. Gadulstwo Kaca wzbudziło szał w CENTCOM-ie. Ramatkal (szef sztabu Cahalu) był zmuszony osobiście przeprosić szefa CENTCOM-u, admirała Brada Coopera.

Po wcześniejszych atakach na Azrak w sieci pojawiło się wiele nagrań, wykonanych nie tylko przez obserwatorów zewnętrznych, ale także przez amerykańskich żołnierzy w samej bazie (takie jak to poniżej). Z naszej perspektywy jest to oczywiście ogromnie ciekawe, ale jest to też skrajny idiotyzm z perspektywy bezpieczeństwa operacyjnego. Sprawa przybrała taką skalę, że admirał Cooper był zmuszony zaapelować do żołnierzy, aby nie ujawniali tego typu materiałów, gdyż pomaga to Irańczykom w koordynowaniu dalszych uderzeń. Chyba podziałało, bo z dzisiejszego ataku żadnych takich filmików na razie nie ma.

Pojawiły się też nowe informacje na temat opisywanego przez nas wczoraj niedoboru pocisków w amerykańskich systemach przeciwlotniczych i przeciwrakietowych. Think tank CSIS szacuje, że przed operacją „Epic Fury” amerykańskie siły zbrojne miały około 2300 efektorów systemu Patriot, w momencie zawarcia rozejmu było to już tylko 1030, a 27 lipca liczba ta zawierała się w przedziale 759–827. W przypadku efektorów systemu THAAD liczby te wynosiły odpowiednio w tych samych momentach 452, 232–262 i 234–278.

Autorzy raportu podkreślają, że „dostawy pocisków THAAD w czasie zawieszenia broni przewyższyły szacowane zużycie w tym samym okresie, co skutkuje wyższymi zapasami na dziś niż w kwietniu”. Zaznaczono również, że obliczenia co do Patriota pomijają kilkaset pocisków starszej wersji PAC-2 zalegające w arsenałach.

O tempie zużycia efektorów najlepiej świadczy przebieg dzisiejszego ataku na jordańską bazę. Jako się rzekło, nad cel nadleciało pięć pocisków balistycznych. Do ich strącenia użyto – zgodnie ze standardami operacyjnymi – najprawdo­po­dob­niej 10 pocisków systemu Patriot.

A skoro o broni przeciwlotniczej mowa, trzeba też odnotować, że według Reutersa w ciągu kilku tygodni Iran otrzyma pierwszą partię z 300–400 zamówionych chińskich przenośnych wyrzutni pocisków przeciwlotniczych QW-12 i FN-16. Reuters podaje, że pośrednikiem w transakcji jest hongkońska firma Zhongqing Baoshang International Investment. Broń taka nie zaszkodzi oczywiście wysoko latającym samolotom bojowym, ale gdyby któraś z tych maszyn została strącona, wyrzutnie naramienne będą ogromnym zagrożeniem dla śmigłowców realizujących misję CSAR.

Aktualizacja (30 lipca, 2.35): CENTCOM poinformował, że rozpoczął uderzenia odwetowe na cele w Iranie w odpowiedzi na wczorajsze ataki na amerykańskie bazy.

Barak Rawid z serwisu Axios donosi, że Trump spotkał się w środę 29 lipca z saudyjskim ministrem obrony, księciem Chalidem ibn Salmanem, młodszym bratem księcia koronnego Muhammada, faktycznego władcy państwa. Spotkanie zostało dodane do planu podróży saudyjskiego ministra, który wcześniej rozmawiał z wiceprezydentem J.D. Vance’em i poinformował go, w imieniu Muhammada, że Arabia Saudyjska optuje za deeskalacją konfliktu z Iranem.

Według ustaleń The Wall Street Journal admirał Cooper podczas narady sztabowej przedstawił opcję 10–14 dni intensywnych uderzeń lotniczych, mających sparaliżować irański potencjał rakietowy. Cooper proponuje swoiste uderzenie prewencyjne: skoro amerykańskie siły zbrojne nie mają czym się bronić przed irańskimi pociskami, trzeba zneutralizować te pociski szybko i na dużą skalę, zanim będą mogły wyrządzić poważne szkody. Przewodniczący Połączonego Szefostwa Sztabów, generał Dan Caine, jak zwykle zajmuje ostrożniejsze stanowisko i ostrzega przed ryzykiem związanym z brakiem efektorów.

Aktualizacja (30 lipca, 3.40): Na poniższym nagraniu, wykonanym opodal Abadanu w południowo-zachodnim Iranie, tuż przy granicy z Irakiem, widać pożar i eksplozje wtórne w instalacji będącej magazynem amunicji. Cel porażono prawdopodobnie pociskami balistycznymi systemu HIMARS – albo PrSM, albo ATACMS.

Służba prasowa CENTCOM-u opublikowała też własne nagrania z uderzeń lotniczych.

Ataki objęły między innymi wyspę Keszm, z której Irańczycy dozorują ruch na wodach cieśniny Ormuz. Tu znajdują się posterunki obserwacyjne. Ale wyspa jest duża, mieszka tam około 150 tysięcy ludzi, z czego jedna trzecia w mieście o tej samej nazwie. Jedna z dzielnic mieszkalnych tego miasta stała się dziś celem amerykańskiego ataku. Na razie wiadomo o dwóch osobach rannych.

Eurofighter Jagdflugzeug GmbH / Geoffrey Lee