Zapadła decyzja o docelowym rozmiarze floty latających stanowisk dowodzenia E-130J Phoenix II. US Navy zamówi aż 31 egzemplarzy. Zbudowane na bazie transportowych C-130J-30 Super Herculesów maszyny przejmą zadania łączności z podwodnymi nosicielami pocisków balistycznych wykonywane obecnie przez samoloty E-6B Mercury, których w służbie jest obecnie 16.

Zadania E-6B są nazywane TACAMO – Take Charge and Move Out (przejmij kontrolę i ruszaj). Gdyby nieprzyjacielski atak jądrowy wyeliminował amerykańskie kierownictwo państwa i dowództwo sił zbrojnych, to właśnie generał czy admirał na pokładzie tego samolotu miał pokierować amerykańskim uderzeniem odwetowym. Aby zapewnić przetrwanie ataku jądrowego, w czasie zimnej wojny samoloty TACAMO zawsze dyżurowały w powietrzu.

Jak pisze serwis Aviation Week, program TACAMO przeszedł wstępny przegląd w zeszłym miesiącu i postępuje zgodnie z planem. W raporcie Departamentu Obrony – sporządzonym w kwietniu, ale dopiero niedawno opublikowanym – ujawniono, że po sześciu maszynach fazy rozwojowej Pentagon zamówi kolejne 25. Według obecnego kosztorysu każdy E-130J ma kosztować 361 milionów dolarów. Pełna cena, uwzględniająca prace badawczo-rozwojowe, wyniesie 732,8 miliona dolarów. Dla porównania: cena bazowego C-130J to około 110 milionów.

Raport przewiduje, że marynarka wojenna planuje obecnie krytyczny przegląd projektu E-130J we wrześniu 2027 roku, a decyzję o produkcji (Milestone C) ma zapaść w sierpniu 2029 roku. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, próby operacyjne ruszą w 2033 roku. Montaż pierwszego egzem­plarza C-130J, który w przyszłości stanie się E-130J, rozpoczął się w fabryce Lockheeda w Marietcie w stanie Georgia w listopadzie ubiegłego roku.

Produkcja pierwszego C-130J, który zostanie przerobiony na E-130J.
(David L. Key, Lockheed Martin)

E-6B – powstałe na bazie płatowców Boeinga 707-320B – wymagają zastąpienia ze względu na wiek i stan techniczny. Produkcja rozpoczęła się w pierwszej połowie lat 80. i chociaż są to samoloty ze specjalnie wzmocnionym płatowcem i przeszły kilka modernizacji, wiek daje o sobie znać. Wzmocniona konstrukcja wynikała z tego, że samolot został zaprojektowany aby wytrzymać 72‑godzinny lot, podczas którego skręca w jedną stronę, bo tak zostały opracowane rejony dyżurowania. W czasie zimnej wojny dwa lub trzy samoloty cały czas przebywały w powietrzu, dlatego ich nalot jest znaczny. Dzisiaj E-6B pełni dyżur naziemny w całodobowej i całorocznej gotowości do startu alarmowego.

Utrzymanie Konfliktów jako serwisu wolnego od reklam Google to dla nas priorytet. Dzięki Waszemu wsparciu z Patronite i BuyCoffee udało się to do tej pory i chcielibyśmy, aby tak zostało.

Żeby działać bez reklam Google, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie. To próg, który pozwala nam skupić się na pracy. Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.

Nie spodziewamy się, że każdy będzie nas wspierał finansowo. Ale jeśli zdecydujecie się pomóc, zadbamy o to, by każda złotówka realnie pracowała na rozwój serwisu.

Nasze comiesięczne raporty finansowe możecie przeczytać tutaj.

PAŹDZIERNIK BEZ REKLAM GOOGLE 66%

– Nasz samolot jest stary – mówił przed komisją sił zbrojnych Izby Reprezentantów szef Dowództwa Strategicznego, generał John Hyten, zapytany, czy E-6B mogą powrócić do pełnienia stałych dyżurów w powietrzu. – Jak długo może przebywać w powietrzu bez przerwy, to zagadka. Od dawna nie praktykowaliśmy całodobowych dyżurów powietrznych i jest to czynnik ryzyka. Wiemy, że możemy to robić przez dłuższy czas, ale nie wiem, czy to będzie miesiąc, dwa, trzy czy cztery, ponieważ to stary samolot.

Na nosiciela wybrano zmodernizowanego C-130J z powodów budżetowych. Jest to samolot użytkowany masowo, sprawdzony i dosyć tani w eksploatacji. Herculesy były zresztą wykorzystywane w tej roli jeszcze przed E-6B. Wtedy nosiły oznaczenie EC-130Q. Można się jednak zastanawiać, czy dysponują wystarczającym zasięgiem i długotrwałością lotu, aby dolecieć dostatecznie blisko zanurzonych okrętów podwodnych i przekazać im rozkazy uderzenia jądrowego. W czasie zimnej wojny, gdy rutynowo w powietrzu przebywały przynajmniej trzy takie samoloty, uznano, że latanie wzdłuż wybrzeża Stanów Zjednoczonych nie pozwala na taką łączność, ale należy wziąć pod uwagę rozwój techniki, jaki nastąpił od tego czasu.

Samolot TACAMO E-6B Mercury.
(Airwolfhound, Creative Commons Attribution-Share Alike 2.0 Generic)

E-130J są budowane dla marynarki wojennej, a siły powietrzne planują pozyskać własny samolot tej klasy w ramach programu Survivable Airborne Operations Center. W czasie zimnej wojny i niedługo po jej zakończeniu US Air Force używało w tym celu samoloty EC-135 Looking Glass, ale zostały one wycofane, a wszystkie zadania tego typu przejęły E-6B marynarki wojennej. Dwie maszyny tego typu trafiły pod dowództwo sił powietrznych. Nie wiadomo, czy oba samoloty będą ze sobą w pełni kompatybilne i będą mogły wzajemnie dowolnie wymieniać się obowiązkami, co byłoby wskazane.

Aby nie powstała luka w tym strategicznie ważnym potencjalne. US Navy zapowiedziała, że wycofanie E-6B nastąpi dopiero po wejściu do służby E-130J. Innymi słowy: nie ma, że boli, ​​Mercury będą musiały latać do momentu, gdy ich następcy osiągną pełną gotowość operacyjną. Aby trochę oszczędzić resurs płatowców, US Navy dzierżawi cywilnego Boeinga 737NG do szkolenia załóg.

O wyposażeniu specjalistycznym nowego samolotu nic nie wiadomo. Na pewno będzie wyposażony w bardzo szeroki wachlarz systemów łączności. Jak to ujęto w dokumentach US Navy, podstawowym zadaniem samolotu tego typu będzie zapewnienie połączenia między prezydentem, sekretarzem obrony i Dowództwem Strategicznym a jednostkami tworzącymi triadę jądrową Stanów Zjednoczonych. W jej skład wchodzą okręty podwodne z pociskami balistycznymi, bombowce strategiczne B-52H i B-2A oraz lądowe wyrzutnie między­kon­ty­nen­tal­nych pocisków balistycznych. Możliwości i wyposażenie E-130J możemy jedynie przewidywać na podstawie informacji ujawnionych o E-6B.

Początkowo latające stanowiska dowodzenia Looking Glass nosiły oznaczenia typowe dla latających cystern KC-135A. Oznaczenie EC-135 wprowadzono od 1963 roku wraz z pojawieniem się wyspecjalizowanych EC-135C.
(USAF)

Podstawowym systemem łączności jest radiostacja wysokiej mocy (około 200 kilowatów) bardzo niskiej częstotliwości transmitująca za pomocą rozwijanych za samolotem anten długości 8530 i 1520 metrów. Opór indukowany rozwiniętych anten powoduje, że E-6B leci zaledwie 20 kilometrów na godzinę powyżej prędkości przeciągnięcia. Anteny wykorzystywane są do wysyłania rozkazów do zanurzonych okrętów podwodnych. Aby wiadomość dotarła do adresata, antena musi być skierowania pionowo ku morzu. W tym celu samolot wykonuje zwroty z przechyłem 25°–40°, co powoduje przeciągnięcie i opadnięcie anteny do pozycji pionowej.

Drugim kluczowym elementem jest system zdalnego odpalania pocisków balistycznych Airborne Launch Control System (ALCS) w połączeniu z radiostacją bardzo wysokiej częstotliwości AN/ARC-171. Radiostacja pozwala na głosowe przekazywanie rozkazów do załóg silosów z pociskami międzykontynentalnymi, a system ALCS pozwala na zdalne odpalenie pocisków Minuteman III z pokładu samolotu. Pierwotnie to wyposażenie znajdowało się jedynie na należących do US Air Force samolotach Looking Glass, ale po ich wycofaniu zostało przeniesione na E-6B. Umożliwia ono wykonanie uderzenia odwetowego nawet w wypadku ataku dekapitacyjnego na przywódców Stanów Zjednoczonych.

Ponadto samolot jest wyposażony w radiostację AN/ARC-33 Digital Airborne Inter­com­mu­ni­cations Switching System (DAISS), bezpieczny telefon STU (Secure Telephone Unit) IIIR, szeroko­pas­mowe łącze satelitarne, łącze wymiany danych Multi-Role Tactical Common Data Link czy system łączności prezydenckiej – Presidential National Voice Conferencing. Samolot jest również wyposażony w system łączności dalekiego zasięgu Common VLF Receiver umożliwiający komunikację z bombowcami strategicznymi, w tym bezpieczną łączność z B-2A. W ostatnich latach E-6B zostały doposażone w urządzenia pozwalające im służyć w roli stacji przekaźnikowych telefonii komórkowej.

Nie jest to pełna lista wyposażenia, ale pozwala sobie wyrobić wyobrażenie o tym, ile sprzętu musi się zmieścić do E-130J. Tak duży wybór środków łączności służy do utrzymania komunikacji w warunkach wojny jądrowej, gdy kolejne detonacje będą wytwarzały silne impulsy elektromagnetyczne zakłócające łączność.

Nie wiadomo, czy E-130J będą przenosiły cały wachlarz powyższego wyposażenia, ponieważ w tej chwili E-6B działają na rzecz i marynarki wojennej, i sił powietrznych, a w przyszłości USAF ma ponownie dysponować własnymi samolotami o takim przeznaczeniu. Tak czy inaczej projektantów czeka trudne zadanie upchnięcia rozbudowanego wyposażenia na samolocie mniejszym od E-6B. A trzeba jeszcze gdzieś zmieścić operatorów wszystkich urządzeń.

Panel zdalnego odpalania pocisków Minuteman III w E-6B.
(Keifer Bowes / US Air Force)

Skład załogi E-6B jest zmienny, ale może ona liczyć do 22 ludzi, co nie obejmuje załogi odpowiedzialnej bezpośrednio za pilotowanie samolotu. Operatorami systemów są głównie marynarze, ale na pokładzie zawsze jest kilku przedstawicieli sił powietrznych. Głównodowodzącym jest admirał lub generał lotnictwa. Pozostali członkowie załogi odpowiadają za planowanie misji dla podległych im sił, odpalanie pocisków balis­tycz­nych bazowania lądowego, przeka­zy­wa­nie rozkazów na okręty podwodne czy wskazywanie celów (targeting). Ponadto w skład załogi wchodzą logistycy, specjaliści łączności, meteorolog i oceanograf.

Być można zmiana platformy i skierowanie jej do wykonywania zadań jedynie na rzecz marynarki wojennej sprawi, że E-130J będzie można częściej potkać poza Stanami Zjednoczonymi niż dzieje się to w przypadku E-6B. Nie będą one obarczone koniecznością dyżurowania w Ameryce na wypadek konieczności odpalenia pocisków balistycznych i będą mogły się częściej przebazowywać, aby lepiej dostosować się do harmonogramu działań okrętów podwodnych. Będą mogły również operować z mniejszych lotnisk, nawet polowych.

Northrop Grumman