Zgodnie z zapowiedziami amerykańska marynarka wojenna wprowadziła blokadę morską Iranu. Operację realizuje obecnie ponad 15 okrętów. Blokada jest jeszcze we wczesnej fazie, toteż trudno ocenić, jak dokładnie jest egzekwowana, ale wstępne doniesienia wskazują, iż Amerykanie postępują dokładnie tak, jak obiecywali.

Podstawowym kryterium jest to, czy statek wychodzi z irańskiego portu lub do niego zmierza, lub przynajmniej czy jego trasa może być w ten sposób zinterpretowana. Jednostki bander neutralnych stojące w irańskich portach dostały zgodę na wyjście w morze i opuszczenie Zatoki Perskiej. Statki wychodzące z portów w innych krajach opuszczają zatokę bez przeszkód, choć na razie była ich tylko garstka. Obecnie na Zatoce Perskiej uwięzionych jest 500–700 statków o nośności powyżej 10 tysięcy ton.

Irańczycy stoją na stanowisku, że bezpieczeństwo na wodach Ormuzu jest dla wszystkich lub dla nikogo, a podprowadzanie okrętów w pobliże irańskich wód terytorialnych stanowi naruszenie rozejmu. Teheran jest też gotów nałożyć blokadę na wszystkie porty w rejonie Bliskiego Wschodu i uznać wszystkie wychodzące z nich statki za cele kwalifikujące się do zniszczenia.

W dużej mierze sprawa rozbija się o miny. W ubiegłym tygodniu Iran po raz pierwszy oficjalnie zakomunikował, że w cieśninie znajdują się miny, i wytyczył dwie trasy, którymi statki mogą je ominąć. Jedna z tras obejmuje „teherańską bramkę poboru opłat”, wiedzie na północ od wyspy Larak i wymaga skontaktowania się z Pasdaranami w celu dostarczenia dokumentacji, a w niektórych przypadkach również uiszczenia opłaty. Na północ od wyspy leży miasto Bandar-e Abbas, w którym znajduje się duży port cywilny i wojenny. Statki próbujące iść tym szlakiem będzie można zatrzymać pod pretekstem, iż chcą zawinąć do Bandar-e Abbas.

Serwis MarineTraffic zwraca uwagę, że co najmniej dwa zbiornikowce idące do Chin zawróciły po ustanowieniu blokady. Co istotne, wyszły one nie z portu w Iranie, ale z Szardży i Ghantutu w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Ich trasa wskazywała jednak, iż chcą obejść wyspę Larak od północy, a więc kierowały się na „bramkę poboru opłat”. Jeden z nich – Rich Starry pod banderą Malawi (!) – opuścił Zatokę Perską kilka godzin później szlakiem na południe od Laraku, ale wciąż pozostaje „wewnątrz” blokady (która znajduje się na wschód od Ormuzu, a nie w samej cieśninie).

Wniosek jest prosty: trzeba rozminować tradycyjny, centralny szlak używany przez statki przed wojną. W tym celu US Navy ściąga na miejsce okręty przeciwminowe. Proces rozpoczęły niszczyciele typu Arleigh Burke – USS Frank E. Petersen Jr. (DDG 121) i USS Michael Murphy (DDG 112) – które kilka dni temu przeszły cieśninę tam i z powrotem. Oczywiście nie są to okręty przeciwminowe, ale mogą być wyposażone w bezzałogowe pojazdy podwodne. Może właśnie o to chodziło – przemknąć się szybko na drugą stronę, zostawić drony działające w trybie autonomicznym, i opuścić Zatokę Perską.

Irańczycy uparcie twierdzą, że zmusili okręty do zawrócenia, ale bez dowodów. Trudno sobie wyobrazić, żeby im się to udało bez otwarcia ognia, a gdyby tak się stało, mielibyśmy teraz znowu pełnoskalową wojnę. Jedyne, co wiemy na pewno, to że Pasdarani starali się zmusić Amerykanów do zawrócenia, nadając komunikaty radiowe i podpływając do niszczycieli motorówkami.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

CZERWIEC BEZ REKLAM GOOGLE 58%

Niecały miesiąc temu zwracaliśmy uwagę, że co najmniej dwa z trzech okrętów przeciw­minowych LCS typu Independence, na co dzień stacjonujących na Bliskim Wschodzie, przeniesiono na Pacyfik. USS Tulsa (LCS 16) i USS Santa Barbara (LCS 32) zawędrowały aż do Singapuru. Tulsa ruszyła potem dalej na zachód. Oba okręty należą do nielicznej grupy w ramach typu Independence wyposażonej w moduły do zwalczania min morskich. Nieznany pozostawał wówczas status trzeciej takiej jednostki – USS Canberra (LCS 30).

Para niszczycieli min typu Avenger stacjonujących na co dzień w Sasebo w Japonii – USS Chief i USS Pioneer – zmierza obecnie na Bliski Wschód. Je również zauważono w Singapurze, tyle że idą w przeciwną stronę – na Wschód. Nieoficjalne doniesienia wskazują, że zawinęły do Phuket w Tajlandii.

Pod koniec ubiegłego roku US Navy wycofała ze służby ostatnie niszczyciele min typu Avenger z flotylli, która przez lata odpowiadała za ochronę przeciwminową i bezpieczeństwo żeglugi na wodach Bliskiego Wschodu. Samo istnienie tej flotylli dowodziło, że US Navy traktuje zagrożenie ze strony irańskich min w miarę poważnie. Rolę Avengerów przejęły właśnie LCS-y typu Independence wyposażone w moduł przeciwminowy.

Trump szkaluje papieża

O tym, że obecny biskup Rzymu nie jest zwolennikiem jastrzębiej polityki Donalda Trumpa, wiemy praktycznie od samego początku pontyfikatu. Konflikt między tronem a ołtarzem nasilił się jednak w trakcie wojny irańskiej. 22 marca pisaliśmy o odrzuceniu przez Leona XIV zaproszenia na wizytę w USA na początku lipca. Na tamtym etapie rywalizacja ruchu MAGA i Watykanu była już widoczna, jednak miała mniej bezpośredni charakter.

W homilii podczas niedzieli palmowej papież wielokrotnie nazwał Jezusa z Nazaretu „królem pokoju” i potępił wykorzystywanie jego postaci w celach usprawiedliwiania wojny.

– Jezus jest Królem Pokoju, który odrzuca wojnę, którym nikt nie może się posłużyć do jej usprawiedliwienia – powiedział papież. – Nie wysłuchuje modlitw tych, którzy prowadzą wojnę, lecz je odrzuca.

Jeszcze bardziej zdecydowana krytyka pojawiła się w ostatnich dniach. W piątek konto papieskie w serwisie X opublikowało dwa wpisy podkreślające bezsens przemocy i niemożność jej usprawiedliwienia. Mocniejsze słowa pojawiły się w sobotę. Nawet one nie wspominały Trumpa z imienia, jednak nietrudno znaleźć powiązanie.

Reakcja zza oceanu

Trump zrewanżował się długim wpisem, w którym oskarżył papieża o słabość wobec przestępczości i beznadziejną politykę zagraniczną. Oskarżył Leona o milczenie w trakcie, gdy obostrzenia pandemiczne utrudniały sprawowanie obrzędów religijnych. Powiedział, że nie chce papieża, który jest przeciwny atakowi na Wenezuelę, i wskazał na eksport narkotyków i przestępców do USA. Zasugerował również, że papież nie widzi problemu z Iranem mającym broń atomową.

Koronny „argument” jest taki, że to właśnie dzięki Trumpowi konklawe wybrało Amerykanina: „Leon powinien być wdzięczny, bo jak wszyscy wiedzą, jego zwycięstwo było szokującą niespodzianką. Nie był na żadnej liście kandydatów na papieża, a Kościół umieścił go tam tylko dlatego, że był Amerykaninem, a oni uznali, że to najlepszy sposób na poradzenie sobie z prezydentem Donaldem J. Trumpem. Gdybym nie był w Białym Domu, Leon nie byłby w Watykanie”.

Mniej niż godzinę później amerykański prezydent opublikował grafikę AI, na której, ubrany w szaty przywodzące na myśl Jezusa, uzdrawia chorego. W tle jest amerykańska flaga, orły, myśliwce i Statua Wolności. Mężczyzna, którego uzdrawia (a może wskrzesza?) Trump, jest podejrzanie podobny do nieżyjącego już pedofila i gwałciciela Jeffreya Epsteina – przyjaciela prezydenta.

Post ten został już usunięty, co najprawdopodobniej jest wynikiem reakcji sojuszników Trumpa. Bardziej pobożni prawicowi publicyści, protestanci i katolicy, uznali, że taka grafika jest bluźnierstwem. Wśród tej grupy znaleźli się Megan Basham i Isabel Brown, powiązani z Daily Wire, czy podcasterzy Riley Gaines i Michael Knowles. Znany teksaski pastor Joel Webbon stwierdził wręcz, że Trump jest opętany przez demona.

Sam prezydent, zapytany o całą sytuację, powiedział, że grafika miała przedstawiać go jako lekarza Czerwonego Krzyża. Najwidoczniej te słynne testy kognitywne nie są takie trudne.

Dzisiaj przed odlotem do Afryki papież odniósł się to tej krytyki:

– Nie chcę wdawać się z nim w dyskusję – powiedział. – Sądzę, że przesłanie Ewangelii nie powinno być nadużywane w taki sposób, jak to robią niektórzy.

– Nadal będę głośno wypowiadać się przeciwko wojnie, dążąc do promowania pokoju, dialogu i wielostronnych relacji między państwami w celu znalezienia sprawiedliwych rozwiązań problemów – dodał.

Jeszcze bardziej w swojej krytyce zaszarżował Sean Hannity z protrumpowskiej stacji Fox News. Dziennikarz zasugerował, że papież nie czytał Biblii, w której Bóg przecież pozwolił Żydom pokonać ich wrogów. Przytoczył chociażby historię Dawida i Goliata.

Walka o rząd dusz

Ktoś może zastanawiać się, dlaczego tak dużo uwagi poświęcamy przepychance Trumpa z papieżem. Są ku temu dwa powody. Po pierwsze obecna walka może wpłynąć na tegoroczne midtermy, czyli wybory do Kongresu w połowie kadencji prezydenta, zaplanowane na listopad. Około 55% amerykańskich katolików głosowało na Trumpa w 2024 roku. Jeśli zawęzimy tę grupę do „Białych” katolików (między innymi Irlandczyków, Polaków i Włochów, bez populacji hiszpańskojęzycznej), obecny prezydent zyskał aż 62% głosów tej społeczności.

Ostatnie badania wskazują spadek poparcia wśród tych grup. Względem lutego 2025 roku poparcie białych katolików miało spaść z 59% do 52%, a wśród katolików latynoskich z 31% do 23%. Oczywiście religia jest zapewne jednym z powodów, często zapewne znajdując się za kwestiami ekonomicznymi czy polityką wewnętrzną.

Po drugie: temat ten dobrze również pokazuje pewne różnice mentalne między Stanami Zjednoczonymi a Europą. Zazwyczaj, analizując politykę międzynarodową, operujemy takimi zagadnieniami jak interesy, siła zbrojna czy potencjał gospodarczy. W tego typu pracy nie należy jednak pomijać warstwy ideowej.

Chrześcijaństwo w Stanach Zjednoczonych często różni się od tego, które kojarzymy z Europy. Oczywiście trudno uogólniać bardzo szerokie i zróżnicowane populacje. Warto jednak zauważyć, w jaki sposób religia wiąże się z amerykańskim nacjonalizmem.

Samo zjawisko łączenia religii z prawicowymi poglądami nie jest unikatowe. Polski czy chorwacki nacjonalizm często łączy się z katolicyzmem, Serbowie czy Rosjanie robią to samo z prawosławiem. W przypadku amerykańskim religia łączy się z poczuciem mesjanizmu. Chrześcijaństwo było wykorzystane w „Manifest Destiny” (Oczywistym Przeznaczeniem) – przekonaniu, że amerykańscy osadnicy mają prawo i obowiązek dokonać ekspansji od Atlantyku po Pacyfik.

Retoryka religijna była też wykorzystywana przez Ronalda Reagana do walki z sowieckim imperium zła. Reagan często przedstawiał się jako pobożny chrześcijanin. W podobny sposób wojnę z Irakiem przedstawiał George W. Bush walczący z osią zła. W jednej ze swoich wypowiedzi amerykański prezydent określił walkę z terroryzmem jako krucjatę. Cytat ten jest bardzo chętnie przytaczany przez propagandystów dżihadystycznych.

Istnieje również historia, jakoby w rozmowie telefonicznej z prezydentem Francji Jakiem Chirakiem Bush powoływał się na biblijne przepowiednie i doszukiwał się działalności Goga i Magoga na Bliskim Wschodzie. Ani Chirac, ani Bush nie zaprzeczyli tym doniesieniom, chociaż nigdy nie otrzymaliśmy również bezpośredniego potwierdzenia. Samo znaczenie religii w wojnie z Irakiem było badane przez naukę, chociaż trudno określić jej dokładny wpływ na decyzje Białego Domu.

Warto pamiętać, że w obu przypadkach mówimy przede wszystkim o protestanckim podejściu do religii. Reagan był prezbiterianinem, George W. Bush natomiast metodystą. Katolicyzm w Stanach Zjednoczonych historycznie był kojarzony jako religia mniejszości – Latynosów, ale także Irlandczyków, Włochów i Polaków. W wielu kongregacjach protestanckich w USA powszechne jest nauczanie, iż katolicy w ogóle nie są chrześcijanami.

Innym zjawiskiem wartym uwagi, widocznym szczególnie w Stanach Zjednoczonych, chociaż występującym również w innych krajach jest „chrześcijański syjonizm”. Pogląd ten wywodzi się z protestantyzmu i wyraża się poparciem dla istnienia państwa Izrael na podłożu religijnym. Powrót narodu wybranego do Ziemi Świętej ma być elementem boskiego planu i oznaką nadejścia końca czasów.

Zarówno okres władzy Reagana, jak i młodszego Busha przypadły na pontyfikat Jana Pawła II. Polski papież nie posuwał się aż tak daleko, by uzasadniać konflikty zbrojne religią, chociaż pośrednio wspierał antykomunizm Reagana. W przypadku inwazji na Irak w 2003 roku Stolica Apostolska wyraziła sprzeciw wobec wojny. Watykan sprzeciwiał się nawet usankcjonowanej przez ONZ pierwszej wojnie w Zatoce Perskiej, chociaż krytyka była w tym wypadku łagodniejsza.

Sam Trump również jest prezbiterianinem, a religia często pojawia się w jego przekazie, pomimo niezbyt pobożnego stylu życia. To właśnie Bóg miał ocalić amerykańskiego prezydenta przed zamachem podczas kampanii wyborczej. Niedawno Biały Dom sugerował również możliwość interwencji wojskowej w Nigerii mającej na celu obronę chrześcijan. W marcu do Białego Domu zjechała się grupa pastorów, by modlić się za amerykańskich żołnierzy.

US Navy