Amerykański Korpus Piechoty Morskiej jest na półmetku największej restruktu­ry­za­cji i reor­ga­ni­za­cji w swoich dziejach. Z tej okazji w ostatnich tygodniach ujawniono szereg idei przyświe­ca­ją­cych dalszym krokom na drodze ku Force Design 2030. Wiele z tych idei koncentruje się na wdrażaniu systemów bezzałogowych, ale jak zastrzegają sami marines, daleko im jeszcze do finalnych koncepcji.

Force Design 2030 został ogłoszony w marcu 2020 roku przez ówczesnego dowódcę USMC generała Davida H. Bergera. Największym echem odbiła się decyzja o likwidacji jednostek pancernych Korpusu. Decyzja ta nie wynikała z przekonania o malejącej przydatności czołgów na współczesnym polu walki, ale z założeń operacyjnych dla obszaru Indo-Pacyfiku. W myśl Force Design 2030 marines mają wrócić do korzeni, czyli na powrót stać się formacją desantową, a nie ciężką formacją zmechanizowaną do działań w głębi lądu. USMC nabrał takiego charakteru podczas działań w Afganistanie i Iraku.

Reorientacja na Pacyfik i przygotowania na wypadek wojny z Chinami wymusiły rewizję założeń. Force Design 2030 kładzie nacisk na doktrynę działań przybrzeżnych w środowiskach przeciwdziałania (Littoral Operations in Contested Environments, LOCE) i działania ekspedycyjne w bazach wysuniętych (Expeditionary Advanced Base Operations, EABO).

Marines z pułku piechoty morskiej do działań w strefach przybrzeżnych przygotowują polowe stanowisko dowodzenia podczas ćwiczeń na Hawajach.
(US Marine Corps / Lance Cpl. Cody Purcell)

Przygotowując się do walki wewnątrz chińskich baniek antydostępowych, Korpus zakłada, że marines będą operować w niedużych, wysoce mobilnych i autonomicz­nych oddziałach, nastawionych – oprócz zdobywania lub bronienia wysp uznanych za kluczowe – także na zwalczanie celów powietrznych i morskich w celu zapewnienia US Navy większej swobody operacyjnej. Do realizacji tych zamierzeń potrzebne są nowe narzędzia jak średnie okręty desantowe i systemy bezzałogowe.

Korpus od dawna był otwarty na wszelkie drony. W skład formowanych z myślą o działaniach na Pacyfiku Marine Littoral Regiments (MLR), czyli specjalnych pułkach piechoty morskiej do działań w strefach przybrzeżnych, mają wejść pododdziały uzbrojone w zdalnie sterowane wyrzutnie systemu NMESIS (Navy Marine Expeditionary Ship Interdiction System) na podwoziu samochodu terenowego JLTV uzbrojone w pociski Naval Strike Missile.

Inne pomysły dotyczą budowy bezzałogowej logistyki. Z racji środowiska działania piechota morska bardziej niż robotami naziemnymi (UGV) zainteresowana jest bezzałogowymi łodziami (USV) i śmigłowcami. Jeden z pomysłów zakłada wdrożenie USV wzorowanych na łodziach półzanu­rzalnych użytko­wanych przez kartele narkotykowe. Systemy takie mają być używane do zaopatrywania odciętych jednostek marines.

Kolejny projekt to MARV-EL (Medium Aerial Resupply Vehicle – Expeditionary Logistics, średni pojazd do zaopatrzenia z powietrza – logistyka ekspedycyjna). Jak można się domyślić, chodzi o bezzałogowy śmigłowiec. 27 kwietnia Korpus przyznał wart 15,5 miliona dolarów kontrakt na drugi etap projektu Lockheedowi Martinowi, a konkretnie jego spółce zależnej Sikorsky. W celu ograniczenia kosztów zdecydo­wano się skorzystać z komercyjnych rozwiązań. MARV-EL ma powstać w oparciu o komercyjny śmigłowiec bezzałogowy R66 Turbinetruck, będący wspólnym dziełem Sikorsky’ego i Robinsona.

Przystosowanie do celów wojskowych ma w pierwszym rzędzie opierać się na zastosowaniu techno­logii auto­no­micznej MATRIX, opracowanej przez Sikorsky’ego i DARP‑ę na potrzeby bezzałogowych statków powietrznych, jak rozwijany z myślą o US Army U-Hawk, bezzałogowa wersja UH-60L. Wymagania stawiane przed MARV‑EL to udźwig 1300–2500 funtów (589–1133 kilogramów) i zasięg operacyjny rzędu 100 mil morskich (185 kilometrów).

Bez strachu przed drontastycznością

Po doświadczeniach wojny rosyjsko-ukraińskiej nikt już nie ma wątpliwości, że systemy bezzałogowe to przyszłość. Kwestią sporną pozostaje zakres dronizacji. Na jednym końcu jest Robert „Madziar” Browdi, dowódca ukraińskich Sił Systemów Bezzałogowych, zadeklarowany zwolennik jak najszerszego wykorzystania systemów bezzałogowych i elementów sztucznej inteligencji. Na drugim końcu – admirał Tony Radakin, były brytyjski Szef Sztabu Obrony, ostrzegający przed „drontastycznością”, czyli przekonaniem że „wszystkie przyszłe walki będą toczyć się wyłącznie przy użyciu dronów”.

Utrzymanie Konfliktów jako serwisu wolnego od reklam Google to dla nas priorytet. Dzięki Waszemu wsparciu z Patronite i BuyCoffee udało się to do tej pory i chcielibyśmy, aby tak zostało.

Żeby działać bez reklam Google, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie. To próg, który pozwala nam skupić się na pracy. Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.

Nie spodziewamy się, że każdy będzie nas wspierał finansowo. Ale jeśli zdecydujecie się pomóc, zadbamy o to, by każda złotówka realnie pracowała na rozwój serwisu.

Nasze comiesięczne raporty finansowe możecie przeczytać tutaj.

LIPIEC BEZ REKLAM GOOGLE 62%

USMC zdecydowanie bliżej do Browdiego. Chociażby pod względem przekonania o przydatności dronów FPV. Na razie wybór padł na cztero­wirni­ko­wiec Archer firmy Neros. Na przełomie maja i kwietnia Korpus deklarował, że ma na wyposażeniu już 3,5 tysiąca dronów FPV. Do połowy bieżącego roku liczba ta ma wzrosnąć do 5 tysięcy, a w przy­szłym roku zostać podwojona do 10 tysięcy. Osobną kwestią są koszty. USMC wymaga ceny poniżej 4 tysięcy dolarów za sztukę. Archer ma kosztować około 3,6 tysiąca dolarów, chociaż masowe zamówienia mają pozwolić na zbicie ceny do około 2,1 tysiąca dolarów. To jednak cały czas więcej niż w przypadku masowo produkowanych chińskich i ukraińskich dronów FPV.

Piechota morska cały czas szuka sposobów na zwiększenie jednocześnie możliwości bojowych posiadanego już sprzętu i zasięgu dronów FPV. Jeden z pomysłów testowano podczas ćwiczeń przeprowadzonych w połowie maja w Twentynine Palms w Kalifornii. W ich trakcie Archery startowały z ziemi, a następnie kontrolę nad nimi przejmowali operatorzy ulokowani na pokładzie śmigłowca UH-1Y Venom krążącego w odległości kilku kilometrów. Drugi wariant obejmował zrzut dronów FPV z pokładu Venoma, gdzie przebywał też operator. W tym drugim wariancie udało się zwiększyć zasięg Archera do przeszło 20 kilometrów. Korpus chciał w ten sposób sprawdzić, czy śmigłowce UH-1Y i AH-1Z Viper można wykorzystać do zwiększenia zasięgu dronów FPV, a tym samym przekształcenia ich w tanią amunicję lotniczą pozwalającą śmigłowcom atakować cele spoza zasięgu obrony przeciwlotniczej dolnego piętra.

Sam pomysł nie jest wyjątkowy. Już w grudniu 2024 roku Francuzi przeprowadzili podobne testy z wykorzystaniem dronów FPV sterowanych ze śmigłowca Gazelle. Różne warianty tworzenia mieszanych zespołów śmigłowców i towarzyszących im, lub przenoszonych przez nie, bezzałogowców są prowadzone od przeszło dekady w USA, Chinach, Rosji, a ostatnio także Hiszpanii.

Kluczowym zagadnieniem pozostaje jednak cały czas wzmocnienie naziemnego komponentu USMC.

– Kiedy wyobrażamy sobie rodzaj walki, do której się przygotowujemy, gdzie mierzymy się z równym sobie lub niemal równym sobie przeciwnikiem w starciu z szerokim użyciem zaawansowanych technologii, gdzie walka toczy się we wszystkich domenach, a w niektórych z nich przeciwnik będzie miał przewagę, to nie jest to pole bitwy, na którym dotychczas walczyliśmy, przynajmniej odkąd służę w Korpusie Piechoty Morskiej – stwierdził podczas kwietniowej konferencji Modern Day Marine generał Farrell Sullivan, dowódca 2. Dywizji Piechoty Morskiej.

Stąd koncepcja Ground Combat Element 2040, której szczegóły mają zostać przedstawione w najbliższym czasie. Pewne elementy zostały już jednak wspomniane wcześniej, chociażby w opublikowanym w październiku ubiegłego roku „Force Design Update” (plik PDF tutaj). Po latach poszukiwań Korpus wraca do pomysłów proponowanych jeszcze przed ogłoszeniem Force Design 2030. Jednym z nich jest zwiększenie liczebności drużyny piechoty morskiej i dodanie do niej wyspecjalizowa­nego operatora dronów. Według „Force Design Update” drużyna ma liczyć ponownie 13, a nie 12 żołnierzy, jak po ostatnich zmianach. Składać się będzie z trzech czteroosobowych sekcji plus operatora dronów.

Na szerszą skalę ma zostać wdrożona lekka amunicja krążąca, która najprawdo­po­dob­niej będzie przydzielana na szczeblu kompanii. W planach jest sformowanie w składzie każdego batalionu kompanii rozpoznawczo-ogniowej. Pomysł jest wyraźnie inspirowany doświadczeniami z Ukrainy. USMC chce mieć pododdział prowadzący rozpoznanie zarówno w tradycyjny sposób, jak i przy użyciu bezzałogowców, zdolny do szybkiego atakowania wykrytych i rozpoznanych celów.

Istotnym zagadnieniem jest też obrona przed dronami FPV. Plany rozbudowy obrony przeciwlotniczej marines dolnego piętra szerzej opisywaliśmy tutaj. Koncentrują się one jednak na obronie pododdziałów, także w marszu, przed większymi bezzałogowcami. Podpułkownik Richard S. Barcley z Marine Air Command and Control System określił budowę obrony przed dronami FPV opartej na systemach przenoszonych przez indywidualnych żołnierzy jako „pilną potrzebę operacyjną”. Konkretne wymagania mają zostać ogłoszone w ciągu kilku najbliższych miesięcy, jednak USMC wyraźnie preferuje środki „niekinetyczne”.

Mimo wszelkich wątpliwości systemy bezzałogowe już doprowadziły do rewolucji w sposobie prowadzenia walk. Postęp techniczny zachodzi w zawrotnym tempie, Ukraińcy są w stanie wprowadzać zmiany w swoich dronach co kilka tygodni, a nawet szybciej. Rosjanie niewiele im ustępują, chociaż mają istotny problem z wdrażaniem nowości na szeroką skalę. Natomiast armie, które nie prowadzą działań wojennych na dużą skalę, nie są pod taką presją. Nie oznacza to jednak, że w obecnej sytuacji mogą sobie pozwolić na spokojne i metodyczne poszukiwanie optymalnych rozwiązań.

Szef działu operacyjnego dowództwa USMC, generał Jason Morris, ujął to bardzo trafnie:

– Budujemy samolot w trakcie lotu, ale nie możemy czekać na realizację standardo­wego harmonogramu programu zakupów, który przewiduje wprowadzenie sprzętu do służby za pięć do siedmiu lat, ponieważ sytuacja na polu walki zmienia się tak bardzo i tak szybko, że musimy być w stanie dostosować się do niej, i to szybciej, w ciągu tygodni i miesięcy.

US Marine Corps / Sgt. Symira Bostic