Początek berlińskiej wystawy przemysłu lotniczo-kosmicznego ILA upłynął w cieniu decyzji o zakończeniu niemiecko-francusko-hiszpańskiego projektu samolotu bojowego następnej generacji FCAS/SCAF. Tym samym bez przedramatyzowania dobiegła końca wieloletnia tragifarsa. Kluczowym pytaniem jest teraz: co dalej?

Śmierć programu ogłaszano na przestrzeni minionych lat wielokrotnie. Po raz ostatni, wraz z obszerną listą wzajemnych żali i wymówek, pisaliśmy o niej w lutym. Serwis Europäische Sicherheit und Technik niezwykle trafnie podsumował koniec projektu:

Projekt FCAS zakończył się niepowodzeniem nie dlatego, że Europa nie dysponuje odpowiednimi możliwościami technologicznymi. Nie powiódł się, ponieważ nie udało się w odpowiednim czasie pogodzić ambicji politycznych, interesów przemysłowych i wymagań wojskowych.

Kroplą, która przelała czarę, okazało się fiasko mediacji między Dassaultem i Airbusem. W takiej sytuacji prezydent Emanuel Macron i kanclerz Friedrich Merz doszli na spotkaniu 5 czerwca do wniosku, że kontynuacja projektu nie ma sensu. Temat śmierci FCAS poruszył Merz podczas wystąpienia na otwarciu ILA. Jego zdaniem należy szukać pozytywów, oto zostały usunięte długotrwałe blokady, a przed przemysłem „otwierają się nowe możliwości przyspieszenia prac nad nowoczesnymi samolotami bojowymi przy użyciu innych metod”.

Śmierć FCAS nie jest przy tym całkowita. Skreślono projekt myśliwca szóstej generacji (NGF), czyli rdzeń całego przedsięwzięcia, ale sam projekt był pomyślany jako „system systemów”. NGF miał być częścią Next Generation Weapons System (NGWS) – systemu składającego się z samolotów załogowych, rojów bezzałogowców (remote carriers) i innych rodzajów uzbro­je­nia. To wszystko byłoby z kolei częścią FCAS, na który poza NGWS składałyby się naziemne, lotnicze i kosmiczne środki rozpoznawcze oraz wiele innych systemów wspie­ra­jących.

Zarówno Francja i Niemcy są zainteresowane kontynuacją w tej czy innej formie innych elementów FCAS takich jak bezzałogowce, silniki, czujniki, a przede wszystkim chmura bojowa. W lipcu delegacje niemieckiego i francuskiego ministerstwa obrony mają spotkać się i opracować plan przemysłowej współpracy, koncentrujący się na mniejszej liczbie projektów, za to bardziej realistycznych i istotnych.

Utrzymanie Konfliktów jako serwisu wolnego od reklam Google to dla nas priorytet. Dzięki Waszemu wsparciu z Patronite i BuyCoffee udało się to do tej pory i chcielibyśmy, aby tak zostało.

Żeby działać bez reklam Google, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie. To próg, który pozwala nam skupić się na pracy. Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.

Nie spodziewamy się, że każdy będzie nas wspierał finansowo. Ale jeśli zdecydujecie się pomóc, zadbamy o to, by każda złotówka realnie pracowała na rozwój serwisu.

Nasze comiesięczne raporty finansowe możecie przeczytać tutaj.

SIERPIEŃ BEZ REKLAM GOOGLE 66%

Cztery opcje dla Niemiec

Przepytywany przez serwis Deutsche Welle, co po końcu FCAS, minister obrony Boris Pistorius wskazał cztery opcje. Pierwszą jest kupno dodatkowych F-35A Lightningów II jako swego rodzaju rozwiązania pomostowego. Pomysł taki krąży co najmniej od ubiegłego roku. W marcu 2022 roku Berlin zdecydował się na kupno 35 F-35A w celu zastąpienia wycofywanych Tornad w ramach NATO Nuclear Sharing. W myśl spekulacji pojawiających się w niemieckich mediach branżowych w grę ma wchodzić zakup dodatkowych 20–25 samolotów.

Druga opcja to dołączenie do któregoś z istniejących programów samolotu bojowego następnej generacji. W grę wchodzi tutaj tylko brytyjsko-japońsko-włoski GCAP, a temat dołączenia Niemiec do programu powraca regularnie. Trzecia opcja to opracowanie nowego myśliwca samodzielnie lub we współpracy ze Szwecją. Także te warianty pojawiały się już w niemieckiej debacie. Minister Pistorius wspomniał jeszcze, że może pojawić się czwarta opcja, ale nie chciał rozwijać tematu.

Każda z trzech pierwszych opcji ma swoje wady i zalety. Kupno dodatkowych F-35 pozwoliłoby w miarę szybko zwiększyć potencjał Luftwaffe. Nie należy jednak oczekiwać, by Amerykanie pozwolili na integrację Lightninga II z opracowanymi w ramach FCAS „dodatkami”, takimi jak bezzałogowce i chmura bojowa. Do tego F-35 ma być rozwiązaniem pomostowym, nie wyklucza więc pozostałych opcji. Wśród niemieckich decydentów panować ma konsensus, że samolot reprezentujący standard co najmniej generacji 5+ to konieczność. Również Airbus i hiszpańska Indra wzywają Berlin i Madryt, aby wspierały dalszy rozwój technologii opracowanych w ramach FCAS.

Dołączenie do GCAP pozwoliłoby na wykorzystanie zdobytych umiejętności i możliwości. Jednak i drugi program europejskiego samolotu bojowego następnej generacji boryka się z problemami. Najważniejszym jest brak pieniędzy, najbardziej widoczny po stronie Wielkiej Brytanii. Dołączenie Niemiec mogłoby rozwiązać ten problem, ale równocześnie stworzyć nowe. Prezes koncernu Leonardo, Lorenzo Mariani, chociaż otwarty na możliwość dołączenia Niemiec do GCAP, obawia się, iż może to opóźnić planowane na rok 2035 rozpoczęcie dostaw myśliwców. Jest to kluczowy czynnik dla Japonii.

Wizja artystyczna myśliwców NGF systemu FCAS na przyszłym francuskim lotniskowcu nowej generacji.
(Rama, Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 France)

W teorii szybszym rozwiązaniem może być samodzielna kontynuacja prac przez Niemcy i Hiszpanię, ewentualnie w konsorcjum ze Szwecją. Dałoby to możliwość najszerszego wykorzystania rozwiązań z FCAS. W Niemczech istnieje już tak zwany Team Gen 6 zrzeszający spółki Airbus Defence and Space, Autoflug, Diehl Defence, Hensoldt, Liebherr, MBDA Deutschland, MTU Aero Engines i Rohde & Schwarz. Analogiczna grupa w Hiszpanii obejmuje Indrę, hiszpańską gałąź Airbus Defence, Grupo Oesia, GMV, ITP i Senerę. Osobną kwestią pozostajem jak układałaby się współpraca Airbusa z Indrą i Saabem. Mariani ostrzega natomiast przed rozpraszaniem wysiłków. Zdaniem prezesa Leonardo Europy nie stać na zbyt wiele myśliwców szóstej generacji.

Francja idzie swoją drogą

Ostrzeżenie to odnosi się także do Francji. Éric Trappier, prezes Dassaulta, już na początku roku 2021 ogłosił plan „B”, czyli samodzielne opracowanie samolotu bojowego następnej generacji. Jego zdaniem Francja jest zdolna całkowicie samodzielnie opracować taką maszynę, a ostatnie sukcesy eksportowe Rafale’a zapewniły koncernowi środki na finansowanie prac. Co więcej, Trappier zyskał dla swoich planów poparcie polityków od skrajnej prawicy do skrajnej lewicy.

Nie wszyscy są jednak tak optymistyczni. Republikański senator Hugues Saury otwarcie pyta rząd o plan „B”, a odpowiedź szefowej resortu sił zbrojnych Catherine Vautrin, że w całej Europie tylko Francja jest zdolna opracować nowoczesny myśliwiec, trudno uznać za satysfakcjonującą, zwłaszcza że francuski rząd najwyraźniej wcale tak nie uważa. Jak donosi dziennik Les Echos, Paryż od pewnego czasu intensywnie zabiega o względy Sztokholmu w celu przekonania Szwedów do uruchomienia wspólnego programu myśliwca następnej generacji. Jak twierdzi źródło gazety, „Dassault i Saab się szanują”. Na razie wygląda na to, że największym beneficjentem francusko-niemieckiego rozwodu może okazać się szwedzki koncern.

Hiszpania na lodzie

Hiszpania pozostawała na uboczu niemiecko-francuskich sporów, a po śmierci FCAS znalazła się w próżni. Na dobrą sprawę przed Madrytem rysują się takie same opcje jak przed Berlinem, jednak sytuacja jest znacznie trudniejsza. Wobec burzliwych relacji z administracją Trumpa kupno F-35 raczej nie wchodzi w grę. W przeci­wień­stwie do Niemiec Hiszpania nie jest otwarcie zapraszana do udziału w GCAP. Jeżeli Niemcy i Francja uruchomią swoje programy myśliwca następnej generacji, Hiszpania może negocjować dołączenie. Takie programy muszą jednak zostać najpierw zainicjowane, a Madryt nie będzie miał na to dużego wpływu.

Według serwisu defensa.com najbardziej realistyczną opcją jest obecnie inwestowanie w rozwój Eurofightera Tranche 5. Nie może to być jednak rozwiązanie docelowe. Bez samolotów bojowych chociażby piątej generacji hiszpańskie lotnictwo zostanie w tyle. Jak jednak pisaliśmy nie tak dawno temu, może pojawić się jeszcze jedna, niekonwencjonalna opcja. Jest nią Turcja i jej rodzimy myśliwiec Kaan. Relacje między Madrytem a Ankarą są bardzo dobre, a dość zaawansowany hiszpański przemysł lotniczy może sporo wnieść do programu. Hiszpania z jednej strony została na lodzie, jednak z drugiej może mieć do wyboru wiele opcji.

Co dalej?

Trzeba przy tym pamiętać, że wymagania stawiane przed szóstą generacją cały czas wyznaczają Stany Zjednoczone. F-47, który ma zostać oblatany w roku 2028 i osiągnąć wstępną gotowość operacyjną na początku następnej dekady jest przez Amerykanów określany jako „szczytowy system bojowy”. Wśród cech charakteryzujących samolot bojowy następnej generacji są silnik o zmiennym cyklu i poszycie wykonane z materiałów nowej generacji, dopasowujących swoje właściwości do warunków misji. Chociaż Chiny pokazały dwa demonstratory lub wczesne prototypy samolotów bojowych następnej generacji, to cały czas muszą gonić, zwłaszcza w dziedzinie silników lotniczych. Europa tak samo.

Jeśli F-47 faktycznie tak daleko odskoczy od konkurencji, to najlepszym określeniem wobec GCAP i jakichkolwiek innych europejskich czy chińskich samolotów faktycznie będzie generacja 5+. Wcześniej jednak należy odpowiedzieć na szereg kluczowych pytań, jakie ES&T stawia przed Niemcami, chociaż dotyczą one też innych państw. Zaprojektowanie nowego myśliwca to jedno, projekt musi jednak określić, jaką rolę siły powietrzne danego państwa mają odgrywać w przyszłych działaniach wojennych, jakie zdolności należy utrzymać na szczeblu krajowym, jakie formy współpracy są rzeczywiście realne, jak skutecznie zarządzać wielonarodowym projektem i jak dokonać klarownego podziału zadań. Wreszcie należy unikać projektów, w których polityka ma nadmierne znaczenia, a podstawy przemysłowe pozostają niejasne.

Airbus / Herve Gousse