Siły powietrzne Turcji spodziewają się dostaw pierwszych samolotów bojowych Eurofighter Typhoon już w lutym. Będą to maszyny pozyskane z zasobów sił powietrznych Kataru. 21 stycznia w Ad-Dausze odbyło się spotkanie trójstronne w tej sprawie z udziałem Turków, Katarczyków i Brytyjczyków. Docelowo w składzie Türk Hava Kuvvetleri ma się znaleźć 44 Typhoonów, z czego 20 będzie fabrycznie nowych. Szkolenie tureckich lotników już się rozpoczęło.
27 października 2025 roku w Ankarze podpisano umowę zakładającą pozyskanie przez Turków 20 Typhoonów wyprodukowanych w Wielkiej Brytanii. Umowa ma wartość 8 miliardów funtów (około 38,6 miliarda złotych), a pierwsze samoloty mają trafić do Turcji w 2030 roku. Dodatkowo Turcja planuje odkupić 24 Typhoony z zasobów sił powietrznych Kataru i Omanu – po dwanaście od jednego i drugiego kraju.
Katar zamówił w grudniu 2017 roku dwadzieścia cztery Typhoony, w tym cztery dwumiejscowe, a wraz z nimi także dziewięć szkolno-treningowych Hawków Mk 167. Wojska lotnicze Omanu zamówiły dwanaście Typhoonów i osiem samolotów szkolenia zaawansowanego Hawk Mk 166, z których pierwsze dostarczono w czerwcu 2017 roku.
Turcja zaczęła interesować się pozyskaniem Eurofighterów w 2023 roku. Niewiele informacji na ten temat przedostało się do mediasfery, aczkolwiek plan ma się wiązać z oceną nowych potrzeb tureckich sił powietrznych. Można wskazać dwa główne powody, które wzajemnie się nie wykluczają. Pierwszym jest oczywiście F-35, a w zasadzie brak perspektyw na powrót do programu, po tym jak Stany Zjednoczone wyrzuciły zeń Turcję z powodu kupna rosyjskiego systemu przeciwlotniczego S-400.

RAF-owski Typhoon (stacjonujący w Malborku) w trakcie przechwycenia rosyjskiego samolotu rozpoznawczego i walki radioelektronicznej Ił-20M nad Bałtykiem, maj 2025 roku.
(RAF / UK MOD © Crown copyright 2025)
Druga przyczyna to rezultaty analizy doświadczeń z wojny rosyjsko-ukraińskiej. Dowództwo tureckiego lotnictwa mogło uznać, że potrzebuje myśliwców przewagi powietrznej. Relacje z Waszyngtonem ciągle są kiepskie, więc kupno F-15EX raczej nie wchodzi w grę. Pozyskanie rosyjskich lub chińskich samolotów byłoby niepotrzebnym przeciąganiem struny w relacjach z USA, na placu boju pozostał więc Typhoon.
Gwoli sprawiedliwości, Donald Trump zasygnalizował, że coś może się w sprawie F-35 zmienić, ale uczynił to dopiero kilka tygodni temu, gdy kwestia Typhoonów była już dogadana.
Plan sprzedaży 40 myśliwców blokował Berlin, poróżniony z Ankarą na tle wojny Hamasu z Izraelem. Jednak na przełomie września i października 2024 roku ówczesny rząd „koalicji świateł drogowych” (SPD, Zielonych i liberałów z FDP) miał zgodzić się na umowy zbrojeniowe z Turcją o wartości ponad 330 milionów euro. Ówczesny kanclerz Olaf Scholz spotkał się z prezydentem Turcji Recepem Tayyipem Erdoğanem i na wspólnej konferencji prasowej powiedział, że negocjacje w sprawie sprzedaży Turcji Eurofighterów są na wczesnym etapie i odpowiada za nie Wielka Brytania.
Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.
Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.
Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.
W listopadzie tamtego roku turecki minister obrony Yasar Güler w trakcie telewizyjnego wywiadu na żywo zapowiedział kupno myśliwców. Nakłonić Niemców do zmiany zdania miały naciski ze strony Wielkiej Brytanii, Włoch i Hiszpanii, czyli pozostałych członków konsorcjum Eurofighter. Wreszcie w marcu tego roku pojawiły się informacje, że Londyn przedstawił oficjalną ofertę sprzedaży 40 Typhoonów dla dwóch eskadr.

Brytyjski Typhoonn FGR.4 w malowaniu odwzorowującym Hawkera Typhoona z 257. Eskadry z czasu lądowania w Normandii.
(Flt Lt Andy Donovan / UK MOD © Crown copyright 2024)
Z kolei przełom na linii Londyn–Berlin–Ankara nastąpił w lipcu ubiegłego roku. Wówczas Turcja i Wielka Brytania podpisały porozumienie w sprawie zakupu Typhoonów. Jednocześnie rząd Niemiec, który wcześniej blokował kontrakt, otworzył drogę do eksportu maszyn do Turcji – niemieckie ministerstwo obrony poinformowało, że przekazano stronie tureckiej pisemne potwierdzenie zgody na eksport.
Niemniej umowa podpisana przez Starmera i Erdoğana nie spotkała się z dużym entuzjazmem tureckich ekspertów. Ci twierdzą, że Ankara kupuje myśliwce po bardzo wysokiej cenie, gdyż według prostej matematyki koszt pojedynczego egzemplarza to 400 milionów funtów. Ich zdaniem to cena zbliżona do zakupu jednej fregaty rakietowej w lokalnych stoczniach. Z drugiej strony nie wiemy nic o szczegółach transakcji – wersji, pakiecie wyposażenia i uzbrojenia, a także pakiecie szkoleniowym i wsparcia eksploatacji. Cała ta niezbędna otoczka znacząco podbija koszty transakcji.
Interesujący jest jednak fakt pozyskania tylko jednej fabrycznie nowej eskadry. Wprawdzie brytyjskiego premier sir Keir Starmer dodał, że umowa przewiduje możliwość sprzedaży większej liczby samolotów w przyszłości, jednak Ankara najwyraźniej nie zamierza korzystać z tej opcji.
Pozyskanie używanych samolotów pozwoli wprowadzić Typhoony do służby szybciej i taniej, niż gdyby pełne 40 maszyn zamówiono u producenta. Ale to rozwiązanie ma też pewne wady. Nie chodzi tylko o to, że samoloty mają już nadgryziony resurs (choć te katarskie latały stosunkowo mało). Problemem jest też to, że samoloty należące do Kataru i Omanu reprezentują różne konfiguracje, odpowiednio P3Eb (Phase 3 Enhancement B) i P2E (Phase 2 Enhancement).
Różnice są niewidoczne na pierwszy rzut oka, ale znaczące. Na przykład tylko P3Eb jest zintegrowana z pokładową stacją radiolokacyjną klasy AESA European Common Radar System, podczas gdy omańskie maszyny wykorzystują radar Captor-M o skanowaniu mechanicznym (chociaż wersja P2E dysponuje oprzyrządowaniem pozwalającym na stosowanie radaru klasy AESA).
Jakby tego było mało, fabrycznie nowe Typhoony dla Turcji będą reprezentowały najprawdopodobniej konfigurację P4E, w której jedną z najważniejszych modyfikacji jest system automatycznego zarządzania danymi pozyskiwanymi ze wszystkich czujników, co pośrednio zwiększa możliwości radaru pokładowego i zmniejsza obciążenie pilota pracą. Maszyny w konfiguracji P4E dysponują też systemem lokalizacji emiterów promieniowania radarowego (Emitter Location System) oraz są zintegrowane z pociskami AARGM i HARM. Wszystkie te różnice skomplikują zarówno logistykę, jak i proces szkolenia pilotów i techników.