Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump ogłosił plan budowy nowych „pancerników” dla US Navy. Okręty mają być klasyfikowane jako typ Trump (bo jakżeby inaczej?) i mają być „sto razy potężniejsze” od wszystkich wcześniejszych okrętów. Stanowić będą rdzeń „Złotej Floty” (szkoda, że nie Złotej Armady) i wespół z dopiero co zapowiedzianymi nowymi fregatami otworzą kolejny rozdział w historii amerykańskiej marynarki wojennej.

Docelowo ma powstać 20–25 jednostek, choć początkowo zbudowane będą tylko dwie (za to budowa ma ruszyć bardzo szybko). Pierwsza, jak wynika z materiałów opublikowanych przez Biały Dom, otrzyma nazwę USS Defiant (BBG 1). To de facto nowa nazwa w US Navy, do tej pory nosiła ją tylko jedna jednostka, maleńki holownik o numerze burtowym YT-804, służący obecnie w porcie wojennym Kitsap.

Na marginesie trzeba zwrócić uwagę na różnice terminologiczne. To, co po angielsku nazywa się battleship, po polsku jest „pancernikiem”. Tyle że „pancernik” implikuje obecność nie byle jakiego pancerza. Tymczasem w bardziej dosłownym ujęciu battleship to po prostu „okręt bitewny”. Mamy też w polszczyźnie termin „okręt liniowy”, odnoszący się do nieistniejącego już sposobu toczenia bitew morskich (od angielskiego ship of the line, z którego zresztą wywodzi się termin battleship). Będziemy się umownie posługiwać tutaj terminem „pancernik”, ale ze świadomością, że robimy to z braku laku, a nie dlatego, że typ Trump ma mieć cokolwiek wspólnego z typem Iowa.

Nowe pancerniki mają być uzbrojone w „największe działa”, które kiedykolwiek znalazły się na amerykańskim okręcie, oraz wyrzutnie systemu „natych­mias­to­wego uderze­nia konwen­cjo­nal­nego” (Conventio­nal Prompt Strike) dla pocisków hiper­sonicz­nych i wyrzutnie opraco­wy­wa­nych obecnie pocisków manewrują­cych z głowicami jądrowymi SLCM-N. Mają one także dyspono­wać zdolnością wykonywa­nia zadań obrony przeciwlotni­czej na rzecz grup bojowych lotniskow­ców i zadań zwalczania okrętów podwodnych. W hangarze ma się mieścić piono­wzlot V-22 Osprey.

Według oficjalnego komunikatu Trumpy (litości…) mają być trzy razy tak duże jak niszczyciele typu Arleigh Burke. Oznaczałoby to wyporność rzędu 30 tysięcy ton. Dużo – to mniej więcej dwa Zumwalty. Jak podaje USNI News, na wstępnym etapie analizowano różne projekty o wypornościach od 15 tysięcy do nawet 50 tysięcy ton.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

LUTY BEZ REKLAM GOOGLE 85%

No i właśnie niszczyciele (czy może raczej krążowniki) typu Zumwalt są tu żywym ostrze­że­niem. Najnowo­cześ­niej­sze i najpotęż­niej­sze (w założeniu) okręty okazały się koszmarnie drogimi białymi słoniami. Zamiast 32 okrętów powstały trzy, a US Navy musiała się przeprosić z poczciwymi Burke’ami. Trudno się nie zastanawiać, czy typ Trump (litości…) nie podzieli ich losu.

O tym, że Trumpowi marzy się powrót pancerników, wiadomo nie od dziś. Mówił on o tym nawet w czasie pierwszej kadencji. W październiku tego roku na zwołanym przez sekretarza obrony Pete’a Hegsetha zebraniu najwyższych rangą wojsko­wych sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych w swoim stylu odświeżył ten właśnie pomysł.

– Myślę, że powinniśmy zacząć myśleć o pancernikach – mówił Trump do zgromadzonych w Quantico generałów i admirałów. – To coś, co rozważamy, koncepcja pancernika. Ładna sześciocalowa burta, solidna stal, a nie aluminium, które topi się na widok nadlatującej rakiety. Zaczyna topić się, gdy rakieta znajduje się około dwóch mil od niej. Nie, takich okrętów już się nie buduje.

Uzbrojenie nowych pancerników

Trump w swoim dążeniu do powrotu pancerników kieruje się przede wszystkim względami estetycz­nymi, a nie operacyjnymi i taktycznymi. Prezydentowi zwyczajnie nie podobają się nowoczesne okręty budowane tak, by sprostać wymogom ograniczonej wykrywalności. Za to pancernik w eskorcie niszczycieli jest imponujący. Trump poczynił jedną istotną uwagę, dlaczego pancerniki mogą być użyteczne: pociski artyleryjskie są znacznie tańsze niż pociski rakietowe.

Pierwszym punktem wyjścia są rewolucyjne zmiany w artylerii na przestrzeni ostatnich lat. Dla Amerykanów głównym atutem okrętów z solidnym uzbrojeniem artyleryjskim była możliwość szybkiego wysłania w stronę celu na lądzie dużej ilości materiałów wybuchowych i utorowania tym samym drogi lądującej piechocie morskiej. Pociski rakietowe, mimo wszystkich swoich zalet, są coraz droższe, a to ogranicza możliwość ich masowego wykorzystania.

Wydaje się, że rozwój systemów bezzałogowych i zacieranie się granicy między amunicją krążącą a tanimi pociskami manewrującymi przechyla szalę znowu w kierunku pocisków rakietowych, jednak nadal tylko artyleria jest w stanie zapewnić zmasowany ostrzał w każdych warunkach pogodowych.

Wizualizacja przewidywanego uzbrojenia USS Defiant.

Pierwszą próbę w dziedzinie dalekonośnej okrętowej artylerii precyzyjnej optymalizowanej pod kątem zwalczania celów lądowych podjęli Amerykanie wraz z Advanced Gun System kalibru 155 milimetrów dla nieszczęsnych Zumwaltów. Każdy z okrętów otrzymał dwa takie działa i na tym się skończyło. Przyczyną okazały się koszty. Amunicja LRLAP (Long‑Range Land Attack Projectiles) miała umożliwić zwalczanie celów na dystansach do 120 kilometrów, jednak cena pojedynczego pocisku urosła do astronomicznej kwoty najpierw 800 tysięcy, a następnie okrągłego miliona dolarów za sztukę, co pogrzebało projekt.

Na szczęście bardzo dobre rezultaty przyniosły projekty amunicji precyzyjnej dla artylerii lądowej, takiej jak Excalibur. Pomysł jej zastosowania na Zumwaltach jednak upadł. Tymczasem po naszej stronie Atlantyku na lidera w dziedzinie amunicji precyzyjnej dla artylerii okrętowej wyrósł włoski Leonardo. Po licznych próbach i błędach udało się wdrożyć skuteczną amunicję DART kalibru 76 milimetrów.

Później nadeszła udana amunicja Vulcano oferowana w kilku wariantach w kalibrach 127 i 155 milimetrów. W zależności od wersji ma ona zasięg od 60 do około 100 kilometrów. Co więcej, Vulcano można wystrzeliwać w trybie „odpal i zapomnij”, umożliwiając okrętowi niemal jednoczesne atakowanie kilku celów.

Wizualizacja USS Defiant w walce.

Tym sposobem nawet stosunkowo niewielkie okręty zyskują możliwość precyzyjnego rażenia celów nawodnych i lądowych. Równie istotna jest duża szybko­strzel­ność, pozwalająca „zdusić” obronę przeciwnika – istotny atut i w zwalczaniu celów lądowych, i w obronie przeciwlotniczej. Za potwierdzenie tych założeń uchodzi skuteczne użycie działa Super Rapid kalibru 76 mili­metrów przez włoski niszczyciel Caio Duilio przeciwko dronowi wysłanemu przez jemeńskich Hutich. Kolejne możliwości otwierają nowe rozwiązania, takie jak działa elektromagnetyczne i broń laserowa. Ta ostatnia przede wszystkim w obronie, i to z ograniczeniami.

Jak wynika z grafik udostępnionych przez Amerykanów, to właśnie działo elektromagnetyczne – jedno – będzie stanowiło główne dalekosiężne uzbrojenie artyleryjskie na okrętach. Będzie ono uzupełniane przez parę dział Mk. 45 kalibru 127 milimetrów. Głównym uzbrojeniem ofensywnym będą jednak wyrzutnie pionowe systemu „natych­mias­to­wego uderze­nia konwen­cjo­nal­nego” (12 komór, co powinno oznaczać 36 pocisków). Na śródokręciu przewidziano miejsce dla 128 komór systemu wyrzutni pionowych Mk. 41.

Oprócz tego pojawią się zestawy obrony bezpośredniej – lasery ODIN, działka kalibru 25 milimetrów i wyspecjalizowane systemy przeciwdronowe. Część materiałów wspomina też o wyrzutniach pocisków rakietowych RIM-116 Rolling Airframe Missile. Wszystko to wsparte będzie przez system walki radioelektronicznej AN/SLQ-32(V)7 SEWIP Block 3.

Na koniec wypada odnotować, że Trump wyraźnie próbuje odciągnąć uwagę od ujawnianych właśnie (z problemami) akt sprawy pedofila i gwałciciela Jeffreya Epsteina, z którym prezydent miał bliskie związki osobiste i finansowe. Wydaje się, że nawet nowe pancerniki stały się jednym ze środków do tego celu.

The White House