Prezydent Donald Trump zagroził uderzeniami na elektrownie w Iranie, „poczynając od tej największej”, jeśli kraj ten do poniedziałku nie otworzy całkowicie cieśniny Ormuz. Byłby to nowy poziom eskalacji po bombardowaniu infrastruktury wojskowej na wyspie Chark i pola gazowego Pars Południowy. Oba te ruchy nie przyniosły skutku, Ormuz jak był zablokowany, tak jest nadal. Blokada nie jest wprawdzie całkowita, ale wystarcza aż nadto, aby napędzać kryzys na globalnym rynku energetycznym.

Odnotujmy w tym kontekście, że Międzynarodowy Trybunał Karny w akcie oskarżenia zarzucającym Siergiejowi Szojgu i Walerijowi Gierasimowowi zbrodnie wojenne wskazał między innymi na kampanię wymierzoną w ukraińskie elektrownie.

Zarazem Trump daje do zrozumienia, iż… jest gotów machnąć ręką na Ormuz i przerzucić rolę Heraklesa sprzątającego stajnię Augiasza na regionalnych (i nie tylko) sojuszników. W innym poście w swoim serwisie społecznościowym Truth Social prezydent raczył oświadczyć: „cieśniny Ormuz będą musiały strzec i kontrolować, w razie potrzeby, inne państwa, które z niej korzystają — Stany Zjednoczone tego nie robią! Jeśli zostaniemy poproszeni, pomożemy tym krajom w ich działaniach na rzecz Ormuzu, ale nie powinno to być konieczne, gdy zagrożenie ze strony Iranu zostanie wyeliminowane. Co ważne, będzie to dla nich łatwa Operacja Wojskowa. Dziękuję za uwagę w tej sprawie!”.

Zgodnie z zapowiedziami amerykański Departament Skarbu, w związku z ciągłym wzrostem cen ropy, zniósł sankcje na 140 milionów baryłek irańskiej ropy już załadowanej na statki. Administracja Trumpa twierdzi, że pomoże to obniżyć ceny, nie dodaje wszakże, iż krok ten zapewni też fundusze na irańskie działania wojenne. Urzędnicy administracji przekonują, że ropa naftowa już teraz trafia do Chin po obniżonej cenie, a zniesienie sankcji umożliwi jej przepływ do innych krajów.

Tymczasem Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (MAEA) poinformowała, że otrzymała komunikat od Iranu o ataku na obiekt nuklearny w Natanzie, gdzie znajduje się jeden z głównych irańskich zakładów wzbogacania uranu. Dotąd nie odnotowano wzrostu poziomu promieniowania poza obiektem. Cahal oświadczył, że „nie ma informacji” o ataku w tym miejscu, Pentagon nie komentuje sprawy. Wiadomo, że Natanz stał się celem nalotu w pierwszej fazie wojny, a także w czasie wojny w czerwcu ubiegłego roku.

Atak na południowy Izrael

Prawie 200 osób zostało rannych, w większości lekko, minionej nocy w miastach Dimona i Arad na południu Izraela. Co najmniej dwa pociski balistyczne przedarły się przez izraelski system wielowarstwowej obrony powietrznej. Miasto Dimona znane jest jako stolica izraelskiego programu jądrowego i faktycznie, irańskie media podały, że celem ataku był właśnie ośrodek imienia Szimona Peresa i że miał to być odwet za atak na Natanz. Szkopuł w tym, że znajduje się on 10 kilometrów od miasta Dimona i ponad 20 kilometrów od Aradu. Z drugiej strony prawdą jest, że personel ośrodka mieszka głównie w tych dwóch miejscowościach.

W internecie krążą informacje, jakoby za obronę Dimony odpowiadała amerykańska bateria systemu THAAD i to broń zza Atlantyku zawiodła, a nie systemy rodziny Chec. Nie ma jednak dowodów, które by to potwierdzały. Wydaje się, że te pogłoski pochodzą od źródeł proizraelskich, które uznały (być może za aprobatą władz), iż lepiej zwalić winę na sojusznika niż przyznać, że zawiodło coś rodzimej produkcji. Nie można jednak nie zauważyć, że południowy Izrael był uznawany za obszar niskiego ryzyka, jeśli chodzi o ataki z Iranu i Libanu. Teraz się to zmieni.

Arabowie wydalają dyplomatów

Arabia Saudyjska i Katar wydaliły część irańskiego personelu dyplomatycznego, zajmującego się przede wszystkim sprawami wojskowymi. W przypadku saudyjskim status persona non grata otrzymał attaché wojskowy, jego asystent i trzech dodatkowych pracowników. W przypadku Kataru decyzja dotyczy attaché wojskowego i attaché bezpieczeństwa. W obu przypadkach powód jest ten sam – powtarzające się ataki Iranu. Biorąc pod uwagę skalę szkód, jakie wywołują działania Teheranu, decyzja As-Dauhy i Rijadu jest w sporej mierze zasłoną dymną, która nie niesie poważnych konsekwencji. Państwa arabskie nie chcą zaangażować się w konflikt, jednak starają się wywrzeć presję na Iran i zademonstrować własnej populacji, że państwo nie jest bierne.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

MAJ BEZ REKLAM GOOGLE 55%

Wojna szpiegów

O tym, że Amerykanie i Izraelczycy mają sporo informacji na temat Iranu, świadczy między innymi szybkość, z jaką państwa są w stanie zabijać kluczowych irańskich oficjeli (z najwyższym przywódcą na czele). O problemach Iranu z bezpieczeństwem informacji pisaliśmy jeszcze przed wojną. Trzeba jednak przyznać, że mimo poważnych strat irański system był gotowy do przyjęcia poważnych ciosów.

Wojna oczywiście działa w obie strony i wiąże się również z wytężoną pracą irańskiego wywiadu. Szin Bet (izraelski kontrwywiad) aresztował Raza Kohena – rezerwistę służącego przy bateriach Żelaznej Kopuły. Mężczyzna jest podejrzewany o przekazywanie informacji Irańczykom w zamian za pieniądze. Nie pierwszy raz rezerwiści współpracują z irańskimi służbami. W 2025 roku do sądu trafiła sprawa Jurija Iljaspowa i Gieorgija Andriejewa. 22- i 21-latek również najprawdopodobniej zdecydowali się na zdradę w zamian za korzyści finansowe. Rok wcześniej rozmontowano dużą siatkę, która wykonała około 600 zadań zleconych przez Teheran.

Brytyjski tabloid The Sun poinformował o aresztowaniu dwóch irańskich szpiegów próbujących dostać się do bazy HMNB Clyde, w której stacjonują brytyjskie okręty podwodne. Royal Navy potwierdziła aresztowania 34-latka i 31-latki, nie ujawniła jednak szczegółów. Oczywiście doniesienia te mogą być na wyrost. Nie zmienia to faktu, że MI5 od lat informuje o działaniach Iranu w Zjednoczonym Królestwie.

Problem ma także Bahrajn, który od początku wojny wydał już dwa komunikaty o aresztowaniach. Pierwszy, opublikowany 12 marca, mówił o ujęciu czterech osób, w tym kobiety. Siatka miała fotografować obiekty strategiczne i wysyłać zdjęcia Korpusowi Strażników Rewolucji Islamskiej. Następny komunikat, z 15 marca, wspominał o kolejnych pięciu osobach wykonujących podobne czynności. Według ministerstwa spraw wewnętrznych przynajmniej jedna osoba z tej drugiej grupy miała odbyć szkolenie w obozie Pasdaranów.

Mosad liczył na upadek reżimu?

Kulisy początku tej wojny cały czas dostarczają nam nowych informacji. Według izraelskiego Kanału 12 szef Mosadu Dawid Barnea podczas spotkań z premierem Binjaminem Netanjahu mówił, że obalenie władzy jest możliwe, jednak wymaga znaczącego osłabienia wrogich instytucji, jak również może zająć dużo czasu.

Kanał 12 przekazał tę informację, powołując się na bliżej nieokreślone źródła. Trudno ocenić, na ile te doniesienia są prawdziwe. Równie trudno ocenić, czy Izrael i Stany Zjednoczone brały pod uwagę zmianę reżimu jako realny scenariusz. Niedawno opisywaliśmy, że Izrael zakładał, iż wystąpienia ludności przeciw reżimowi skończą się masakrą. Wtedy jednak mówiliśmy o depeszy wysłanej już podczas wojny. Pełne odtworzenie procesu decyzyjnego może być trudne jeszcze przed długi czas.

DOGE zbiera żniwo

Starożytny Rzym, Chiny i Persja różniły się pod wieloma względami, jednak wszystkie te imperia, jak również wiele innych, łączył rozbudowany aparat urzędniczy, potrafiący przetrwać nawet upadki państw, którym służył. Muzułmańscy Arabowie czy Mongołowie Czyngis Chana, stając się nowymi ośrodkami siły, również musieli dbać o efektywną biurokrację. O ile przerośnięta i skorumpowana biurokracja może ciągnąć kraj w dół, o tyle, chcąc prowadzić politykę mocarstwową, nie można budować państwa minimum. O tym w bolesny sposób przekonała się obecna władza w Waszyngtonie.

Jak donosi serwis NOTUS, w trakcie działania kierowanego przez Elona Muska Departamentu Efektywności Rządowej (DOGE) doszło do zwolnienia dużej części Biura Surowców Energetycznych w Departamencie Stanu. To właśnie ci ludzie dokonywaliby analiz dotyczących efektów zablokowania Ormuzu. Ponadto pracownicy zostali zwolnieni w sposób nagły i nie przekazali swoich obowiązków (ani wiedzy) następcom. Częściowo obowiązki miał przejąć Departament Energii. Pula ludzi w systemie została jednak zmniejszona. Eksperci od energetyki, podobnie do wszystkich innych prawdziwych ekspertów, nie są łatwi do zastąpienia. Pomijając specjalistyczną wiedzę, administracja musi rywalizować o takich ludzi z podmiotami prywatnymi.

Trudno wierzyć, że urzędnicy do spraw energetyki z Departamentu Stanu byliby w stanie zatrzymać wybuch wojny. Bez wątpienia zasialiby jednak pewien niepokój i pomogliby swojemu krajowi w radzeniu sobie z obecnymi wyzwaniami.

Leon XIV kontra MAGA

Stolica Apostolska od początku nie wyraża się przychylnie o wojnie prowadzonej przez Stany Zjednoczone. Ambasada Iranu zażądała nawet oficjalnego określenia wojny jako złamania prawa międzynarodowego, co jednak się nie wydarzyło. Leonowi przypisuje się również odrzucenie zaproszenia od Donalda Trumpa na obchody 4 lipca, chociaż według Waszyngtonu zaproszenie nie było powiązane z obchodami. Zamiast tego papież planuje na początku lipca udać się na Lampedusę – włoską wyspę słynącą jako ognisko kryzysu migracyjnego. Sam Watykan temu zaprzecza, ale część komentatorów dostrzega tu kontrę do działań ICE za oceanem. Z drugiej strony bardziej lewicowe lub proirańskie środowiska uważają, że Robert Prevost z racji na pochodzenie traktuje Waszyngton lżej, niż powinien. Faktem jest, że w swojej krytyce papież zazwyczaj nie wymienia nazwy Stanów Zjednoczonych ani konkretnych nazwisk.

W administracji Trumpa jest co najmniej dwóch istotnych katolików – Marco Rubio i J.D. Vance, którzy jednak zazwyczaj unikają starć z papieżem. Największym jastrzębiem w religijnym amerykańskim nacjonalizmie jest Pete Hegseth. Pomimo bycia ewangelikiem sekretarz obrony jest autorem książki Amerykańska Krucjata, jak również dumnym posiadaczem tatuażów z krzyżem jerozolimskim i napisem Deus Vult, uznawanym za zawołanie krzyżowców. Obecnie poniżej łacińskiej sentencji na ciele Hegsetha znajduje się również napisane po arabsku słowo kafir oznaczającego niewiernego, również spotykane niekiedy na naszywkach wykorzystywanych przez prawicowe środowiska.

Niepodważalny następca Godfryda z Boullion i Ryszarda Lwie Serce powiedział nawet, że amerykańscy żołnierze znajdują się pod boską ochroną. Leon XIV nie odniósł się do tych słów bezpośrednio, jednak podczas jednej ze swoich wypowiedzi wspomniał o ludziach przywołujących imię Boga w wyborach śmierci.

US Air National Guard / Master Sgt. John Hughel