Na zwołanym przez sekretarza obrony Pete’a Hegsetha zebraniu najwyższych rangą wojsko­wych sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych pojawił się także prezydent Donald Trump. Wśród rzucanych przez niego haseł i pomysłów pojawiła się koncepcja powrotu pancerników. Idea może wydawać się kolejnym niewydarzonym pomysłem Trumpa, jednak wbrew pozorom ma swój sens.

– Myślę, że powinniśmy zacząć myśleć o pancernikach – mówił Trump do zgromadzonych w Quantico generałów i admirałów. – To coś, co rozważamy, koncepcja pancernika. Ładna sześciocalowa burta, solidna stal, a nie aluminium, które topi się na widok nadlatującej rakiety. Zaczyna topić się, gdy rakieta znajduje się około dwóch mil od niej. Nie, takich okrętów już się nie buduje.

Gdy w USA pojawia się hasło „pancernik”, w pierwszej kolejności przychodzi na myśl kolejna reaktywacja okrętów typu Iowa. Wszystkie cztery pancerniki po rozległej modernizacji w latach 80. przeszły do rezerwy i obecnie pełnią funkcję muzeów. Jednak kontrakty marynarki wojennej ze stowarzyszeniami prowadzącymi okręty muzea zawierają klauzulę powrotu pancerników do służby, jeżeli pojawi się pilna konieczność. Ryan Szimanski, kurator muzeum USS New Jersey, wyliczył, że przy budżecie 10 milionów dolarów okręt można by przywrócić do służby w ciągu 60 dni.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

MAJ BEZ REKLAM GOOGLE 59%

Takie działanie nie miałoby jednak sensu. Brakuje marynarzy przeszkolonych do służby na pancernikach, brakuje części zamiennych, których już się nie produkuje, podobnie jak amunicji kalibru 406 milimetrów. Nie bardzo też widać zastosowania dla jednostek typu Iowa poza wsparciem desantu na silnie bronione wybrzeże, na przykład podczas odbijania Tajwanu. Wówczas wracamy jednak do braku amunicji dla artylerii głównej, najważniejszego atutu jednostek. Dodajmy, że aby przetrwać na współczesnym polu walki, Iowy musiałyby przejść kolejną głęboką modernizację, a to nie są tanie rzeczy.

Pozornie Trump w swoim dążeniu do powrotu pancerników kieruje się względami estetycz­nymi. Prezydentowi zwyczajnie nie podobają się nowoczesne okręty budowane tak, by sprostać wymogom ograniczonej wykrywalności. Za to pancernik w eskorcie niszczycieli jest imponujący. Trump poczynił jedną istotną uwagę, dlaczego pancerniki mogą być użyteczne: pociski artyleryjskie są znacznie tańsze niż pociski rakietowe.

Temat pancerników nie jest nowy. Trump mówił o nich już w trakcie pierwszej kadencji w Białym Domu. Całkiem serio omawiano wówczas koncepcję pancernika wykorzystującego doświadczenia z prac nad niszczycielami typu Zumwalt oraz następcami krążowników typu Ticonderoga. Dyskusja na temat nowoczesnych pancerników powraca zresztą regularnie, nie tylko w USA.

Pierwszym punktem wyjścia są rewolucyjne zmiany w artylerii na przestrzeni ostatnich lat. Dla Amerykanów głównym atutem okrętów z solidnym uzbrojeniem artyleryjskim była możliwość szybkiego wysłania w stronę celu na lądzie dużej ilości materiałów wybuchowych i utorowania tym samym drogi lądującej piechocie morskiej. Pociski rakietowe, mimo wszystkich swoich zalet, są coraz droższe, a to ogranicza możliwość ich masowego wykorzystania.

Wydaje się, że rozwój systemów bezzałogowych i zacieranie się granicy między amunicją krążącą a tanimi pociskami manewrującymi przechyla szalę znowu w kierunku pocisków rakietowych, jednak nadal tylko artyleria jest w stanie zapewnić zmasowany ostrzał w każdych warunkach pogodowych.

Ćwiczenia ogniowe na USS New Jersey typu Iowa w marcu 1987 roku.
(National Archives at College Park)

Pierwszą próbę w dziedzinie dalekonośnej okrętowej artylerii precyzyjnej optymalizowanej pod kątem zwalczania celów lądowych podjęli Amerykanie wraz z Advanced Gun System kalibru 155 milimetrów dla niszczycieli typu Zumwalt. Każdy z okrętów otrzymał dwa takie działa i na razie na tym się skończyło. Przyczyną okazały się koszty. Amunicja LRLAP (Long‑Range Land Attack Projectiles) miała umożliwić zwalczanie celów na dystansach do 120 kilometrów, jednak cena pojedynczego pocisku urosła do astronomicznej kwoty najpierw 800 tysięcy, a następnie okrągłego miliona dolarów za sztukę, co pogrzebało projekt.

Na szczęście bardzo dobre rezultaty przyniosły projekty amunicji precyzyjnej dla artylerii lądowej, takiej jak Excalibur. Pomysł jej zastosowania na Zumwaltach jednak upadł. Tymczasem po naszej stronie Atlantyku na lidera w dziedzinie amunicji precyzyjnej dla artylerii okrętowej wyrósł włoski Leonardo. Po licznych próbach i błędach udało się wdrożyć skuteczną amunicję DART kalibru 76 milimetrów. Później nadeszła udana amunicja Vulcano oferowana w kilku wariantach w kalibrach 127 i 155 milimetrów. W zależności od wersji ma ona zasięg od 60 do około 100 kilometrów. Co więcej, Vulcano można wystrzeliwać w trybie „odpal i zapomnij”, umożliwiając okrętowi niemal jednoczesne atakowanie kilku celów.

Tym sposobem nawet stosunkowo niewielkie okręty zyskują możliwość precyzyjnego rażenia celów nawodnych i lądowych. Równie istotna jest duża szybko­strzel­ność, pozwalająca „zdusić” obronę przeciwnika – istotny atut i w zwalczaniu celów lądowych, i w obronie przeciwlotniczej. Za potwierdzenie tych założeń uchodzi skuteczne użycie działa Super Rapid kalibru 76 mili­metrów przez włoski niszczyciel Caio Duilio przeciwko dronowi wysłanemu przez jemeńskich Hutich. Kolejne możliwości otwierają nowe rozwiązania, takie jak działa elektromagnetyczne i broń laserowa. Ta ostatnia przede wszystkim w obronie, i to z ograniczeniami.

Wobec fiaska programu AGS szukano właściwego zastosowania dla niszczycieli typu Zumwalt. Duże rozmiary oznaczają możliwość zabrania dużej liczby uzbrojenia ofensywnego. Chociaż Zumwalty z ledwie 80 VLS są niedozbrojone, po demontażu dwóch AGS otrzymały w to miejsce cztery wyrzutnie Payload Modular Adapter systemu „natychmiastowego uderzenia konwencjonalnego” (Conventional Prompt Strike) dla pocisków hiper­sonicznych. Dzięki ograniczonej wykrywalności powstały okręty zdolne przeniknąć w głąb stref antydostępowych (A2/AD) przeciwnika i rozbijać je przy użyciu pocisków manewrujących, hipersonicznych i amunicji krążącej.

W koncepcjach teoretycznych zamiast uzbrojenia ofensywnego pancerniki mogą zabierać dużą liczbę pocisków przeciwlotniczych, zapewniając rozszerzoną obronę przeciwlotniczą i przeciwrakietową zespołom floty i przyczółkom zdobywanym przez piechotę morską. Zdolności defensywne rozszerza oczywiście uzbrojenie artyleryjskie i lasery. Dzięki dużym rozmiarom nowoczesny pancernik mógłby także zabierać na pokład dużą liczbę systemów bezzałogowych.

Zumwalt w 2016 roku. Dobrze widoczne wieże Mk 51 Advanced Gun System. Lufy są składane do wnętrza wieży, aby obniżyć echo radarowe okrętu.
(US Navy / Petty Officer 1st Class Ace Rheaume)

W oparciu o te założenia jeszcze w roku 2017 Robert Farley na łamach serwisu Foxtrot Alpha przedstawił kilka propozycji, jak mógłby wyglądać pancernik XXI wieku, nazwany roboczo USS Montana. Uzbrojenie miałoby się składać z dwóch dział elektromagnetycznych, kilku zestawów obrony bezpośredniej, laserów, a przede wszystkim kilkuset wyrzutni pionowych dla pocisków ESSM i Tomahawk. Cały zestaw byłby uzupełniony szeroką gamą dronów. W grę wchodziła także ochrona newralgicznych punktów kevlarowym pancerzem o grubości około pół cala (12,7 milimetra). Ażeby podołać tym wymaganiom, pancernik musiałby mieć wyporność przekraczającą 30 tysięcy ton i osiągać prędkość ponad 30 węzłów, by móc towarzyszyć lotniskowcom. Zapotrzebowanie na energię wymuszałoby zastosowanie napędu jądrowego.

Duże, silnie uzbrojone okręty nawodne nie odeszły do lamusa po drugiej wojnie światowej. Wystarczy wspomnieć rosyjskie krążowniki atomowe projektu 1144 (NATO: Kirov). Najmłodszy z nich, Admirał Nachimow, rozpoczął niedawno próby po 26‑letnim remoncie. Wypornością ponad 10 tysięcy ton mogą pochwalić się chińskie krążowniki typu 055 i południowokoreańskie niszczyciele Sejongdaewang-Ham. Nowe niszczyciele z systemem Aegis budowane przez Japonię będą miały wyporność standardową około 12 tysięcy ton, a pełną – około 14 tysięcy ton. Przypomnijmy, że początkowo mówiono nawet o wyporności rzędu 20 tysięcy ton.

Najdalej idą jednak Brytyjczycy, chociaż temat nie przyciągnął uwagi mediów. Już dziesięć lat temu Royal Navy rozpoczęła prace koncepcyjne nad nowoczesnym pancernikiem, który mógłby wejść do służby w połowie stulecia. Projekt otrzymał wymowną nazwę Dreadnought 2050.

Okręt ma charakteryzować się solidną ochroną bierną i aktywną, a na jego uzbrojenie wejdą działa elektromagnetyczne i lasery. Duża waga przykładana jest na obecnym etapie do systemów bezzałogowych. Projekt zakłada nawet wyposażenie pancernika w dok do obsługi podwodnych bezzałogowców, a zapewne także łodzi sił specjalnych. Dreadnought 2050 ma także otrzymać częściowo holograficzne systemy dowodzenia.

Calvin Larsen via National Archives at College Park