Żyjemy w czasach, gdy coś, co jeszcze wczoraj wydawało się niemożliwe, jutro może być czymś absolutnie normalnym. Jak donoszą tajwańskie media, Tajpej jest zainteresowane japońskimi fregatami udoskonalonego typu Mogami FFM, Tokio miało zaś udzielić pozytywnej odpowiedzi. Oczywiście sprawa jest skomplikowana, a szybkie podpisanie kontraktu nie wchodzi w grę.
Udoskonalona wersja typu Mogami ma szanse stać się japońskim przebojem eksportowym. 18 kwietnia Australia podpisała pierwszą umowę wykonawczą na trzy okręty. W planach jest pozyskanie łącznie 11 jednostek. Zainteresowanie Mogami FFM w ubiegłym roku wyraziła Nowa Zelandia, a okrętami wersji bazowej przez pewien czas interesowała się także Indonezja. Ta ostatnia zdecydowała się finalnie na włoskie FREMM-y uzupełnione modułowymi okrętami patrolowymi PPM.
Skąd tak duże zainteresowanie japońskimi fregatami? Odpowiedź jest stosunkowo prosta. Mogami to nieduże okręty oferujące duże możliwości. Kluczowymi czynnikami są zaawansowany system zarządzania walką, projekt powstały z myślą o szerokim zastosowaniu systemów bezzałogowych i daleko posunięta automatyzacja, dzięki której liczebność załogi udało się zredukować do około 100 osób. To istotna cecha dla marynarek wojennych zmagających się z brakiem chętnych do służby i kurczącymi się populacjami.
Zaledwie dzień po umowie z Australią Morskie Siły Samoobrony opublikowały reportaż w sporej części poświęcony jednostkom typu Mogami. Przy tej okazji pierwszy raz publicznie pokazano bojowe centrum informacji tych fregat.
もがみ型FFMのCICってこうなってるんやな…ガッツリ見せてるhttps://t.co/zinPVQuogK pic.twitter.com/0wVhjWEB4V
— みお (@milspec_mi) April 19, 2026
Wszystkie wymienione cechy są atrakcyjne dla Tajwanu. Do tego systematyczne łagodzenie japońskich przepisów dotyczących eksportu uzbrojenia otwiera nowe możliwości. Według anonimowego źródła, na które powołuje się tajwański serwis Up Media, w grę wchodzi udostępnienie przez Japonię planów okrętów, czyli de facto sprzedaż licencji. Z uwagi na rozwinięty lokalny przemysł stoczniowy to dobre rozwiązanie, przynajmniej z punktu widzenia Tajpej. Mogami FFM mają idealnie wpisywać się w wymagania wobec następnej generacji dużych okrętów nawodnych dla marynarki wojennej Republiki Chińskiej.
Utrzymanie Konfliktów jako serwisu wolnego od reklam Google to dla nas priorytet. Dzięki Waszemu wsparciu z Patronite i BuyCoffee udało się to do tej pory i chcielibyśmy, aby tak zostało.
Żeby działać bez reklam Google, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie. To próg, który pozwala nam skupić się na pracy. Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.
Nie spodziewamy się, że każdy będzie nas wspierał finansowo. Ale jeśli zdecydujecie się pomóc, zadbamy o to, by każda złotówka realnie pracowała na rozwój serwisu.
Nasze comiesięczne raporty finansowe możecie przeczytać tutaj.
Więcej informacji ujawnił tajwański serwis LTN. Według jego źródeł Tajwan nieoficjalnie zwrócił się do Japonii z pytaniem o wspólny rozwój okrętów wojennych lub udostępnienie przez Tokio planów technicznych, na których podstawie powstałby projekt tajwańskiej jednostki nowej generacji, budowanej następnie w ramach wspólnego programu. Japonia miała nie wyrazić sprzeciwu.
Sprawa oczywiście nie jest prosta. Nawet jeżeli doszłoby do powstania tajwańskiego wariantu Mogami FFM, fregaty te byłyby wyposażone przede wszystkim w tamtejsze systemy uzbrojenia, a do pewnego stopnia także we własne systemy łączności i dowodzenia. Integracja tajwańsko-japońska, a w dalszym rzędzie z systemami amerykańskimi byłaby więc ograniczona.
日本向澳洲出售11艘改良型「最上」級護衛艦。該艦的設計特色,便是一體化桅桿。日本防衛省的官方宣傳片中,將其譽為日本武士隱匿術的精神傳承,片中也對工程和設計難點做了大致介紹。目前改型艦艇被視為全球最先進護衛艦。 pic.twitter.com/CxYi9GvOTk
— 縱橫日本 (@zonghengjp) April 20, 2026
Najważniejszy problem sprowadza się jednak do reakcji Chińskiej Republiki Ludowej. Histeryczna reakcja pekińskiej propagandy na stwierdzenie premierki Sanae Takaichi, że bezpieczeństwo Japonii jest zależne od bezpieczeństwa Tajwanu, byłoby cichym echem tego, co działoby się po sprzedaży Mogami Republice Chińskiej. Tymczasem Takaichi nie powiedziała nic nowego ani szokującego. Japońskie oficjalne dokumenty dotyczące bezpieczeństwa i obrony od pięciu lat otwarcie mówią o znaczeniu Formozy dla bezpieczeństwa Japonii.
Nie idą za tym żadne konkretne deklaracje, jak Tokio zareaguje w przypadku inwazji z kontynentu na wyspę. Z drugiej strony wiadomo nieoficjalnie o wspólnych planach działań w takiej sytuacji przygotowywanych z Waszyngtonem, a i Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza buduje na poligonach makiety japońskich baz.
Obawa przed reakcją Pekinu była przez lata głównym czynnikiem zniechęcającym innych producentów niż Stany Zjednoczone do zawierania umów z Tajpej. To jednak powoli się zmienia. Wiadomo, że przy projektowaniu okrętu podwodnego Hai Kun Tajwan dostał wsparcie z Europy i Japonii. W marcu tego roku tajwańska korporacja stoczniowa CSBC podpisała list intencyjny z BAE Systems. Obie firmy mają zbadać możliwości współpracy na polu integracji systemów dla okrętów nawodnych i rozwiązań bezzałogowych. Skłoniło to Up Media do spekulacji, że oprócz Mogami jako baza dla dużych jednostek nawodnych nowej generacji pod uwagę mogą być brane fregaty typu 26.
台船與BAE Systems簽署合作備忘錄 探索先進海事防禦解決方案 #財經https://t.co/a6zzUmmr3q pic.twitter.com/GBjLyLXHCQ
— RockWard (@RockWar32834785) March 3, 2026
Tutaj dochodzimy do zasadniczego pytania: po co Tajwanowi w ogóle duże jednostki nawodne? Tso-Juei Hsu przypomina na łamach Naval News, że od roku 2016 trwają poszukiwania następców fregat typów Cheng Kung (Oliver Hazard Perry) i Kang Ding (La Fayette). Program wielokrotnie znajdował się na mieliźnie, ale nigdy z niego nie zrezygnowano. Prezydent Lai Ching-te potwierdził, że trwa kolejna rewizja założeń, zaś docelowo pozyskana ma zostać niesprecyzowana liczba fregat o wyporności pełnej około 6,5 tysiąca ton. W tym przedziale mieszczą się Mogami FFM, ale już nie typ 26.
Równolegle realizowany jest program budowy 12 fregat lekkich o wyporności około 2,5 tysiąca ton. Połowa z nich ma zostać ukończona w wariancie zwalczania okrętów podwodnych, a połowa w wariancie przeciwlotniczym.
Odpowiedź na pytanie o przydatność fregat dla Tajwanu kryje się w założeniach planistów. W Tajpej ryzyko inwazji oceniane jest jako stosunkowo niskie. Do tego w ramach przygotowań do obrony rozwijane są zdolności asymetryczne oparte o mobilne wyrzutnie pocisków przeciwokrętowych i systemy bezzałogowe. Tajwańczycy bardzo uważnie obserwują ukraińskie działania na Morzu Czarnym, a i operacje Iranu w rejonie cieśniny Ormuz dostarczają wielu materiałów do przemyśleń.

Tajwańska fregata Cheng Ho (PFG 1103) typu Cheng Kung i (w tle) fregata Fong Yang (FFG 933) typu Knox.
(總統府)
Nie rozwiązuje to jednak problemu chińskich działań w szarej strefie, które stają się głównym wyzwaniem. Z tego powodu nigdy nie porzucono klasycznych atrybutów siły militarnej, jak modernizacja lotnictwa i floty. Tajwan w końcu musi reagować na częste i liczne naruszenia strefy identyfikacji powietrznej czy rejsy chińskich okrętów naokoło wyspy. Pozostawienie tych działań bez odpowiedzi byłoby niczym innym jak zaproszeniem do tańca, na który nie ma się ochoty.
Jest też scenariusz blokady. Nawet jeżeli będzie realizowana przez chińską straż wybrzeża i milicje morskie, marynarki wojenne po obu stronach będą aktywnie wspierać formacje paramilitarne. Utrzymanie morskich i lądowych połączeń wyspy z resztą świata jest kluczowym czynnikiem na wypadek jakiegokolwiek konfliktu z Chińską Republiką Ludową. Stąd też rosnąca uwaga poświęcana budowie sił eskortowych. Dodajmy jeszcze, że nowoczesne fregaty, grając w „kotka i myszkę” z chińskimi siłami nawodnymi i podwodnymi, będą zbierać cenne dane wywiadowcze przekazywane później Amerykanom i Japończykom.