27 września Szwajcarzy poszli głosować w referendum w sprawie wpisania do konstytucji restrykcyjnej definicji neutralności. Głosowanie zakończyło się klęską ortodoksyjnych zwolenników neutralności. Temat był niezwykle gorący z uwagi na poparcie, jakiego inicjatywie udzieliła Moskwa. Efekt był odwrotny do zamierzonego, a na dodatek zwrócił baczniejszą uwagę opinii publicznej i polityków na rosyjskie działania na terenie Helwecji.
Pełnoskalowa agresja Rosji na Ukrainę wywołała niemałe poruszenie także w Alpach. Szwajcaria przyłączyła się do sankcji nałożonych przez Stany Zjednoczone i ich sojuszników, jednak z całą siłą ujawniły niejasności w prawodawstwie.
Najważniejsza, z punktu widzenia Ukrainy i nie tylko, jest dyskusja na temat zasad eksportu szwajcarskiej broni. W 2021 roku parlament zaostrzył Ustawę o materiałach wojennych (Kriegsmaterialgesetz). Wszelkie wyjątki zniesiono, szwajcarskiej broni nie można sprzedawać ani reeksportować do krajów uwikłanych w wewnętrzne i zewnętrzne konflikty zbrojne. Wraz z wybuchem wojny zaczęła się dyskusja nad rewizją przepisów. W roku 2024 komisja polityki bezpieczeństwa Rady Narodowej jednym głosem przegłosowała złagodzenie przepisów, ale nowelizacja utknęła w parlamencie i cały czas pozostaje w zawieszeniu.
Przede wszystkim jednak rosyjska inwazja na Ukrainę wywołała dyskusję na temat przyszłości szwajcarskiej neutralności. Politycy partii centrowych chcą ściślejszej współpracy z państwami Zachodu. Popiera ich Rada Federacji, czyli rząd. Przeciw są lewica i prawica, co prowadzi do nieoczekiwanych sojuszy w parlamencie. W jednym panuje zgoda: obecne podejście do neutralności wymaga poważnej rewizji.
Tutaj na scenę wchodzą Christoph Blocher ze Szwajcarskiej Partii Ludowej i ruch Pro Schweiz. W ich opinii Szwajcaria wyraźnie opowiedziała się po stronie Ukrainy, co jest naruszeniem neutralności. Podjęta przez Blochera i Pro Schweiz inicjatywa dążyła do wpisania do konstytucji zakazu dołączania Szwajcarii do jakichkolwiek sojuszy wojskowych. Współpraca wojskowa z innymi państwami miałaby być możliwa tylko w przypadku bezpośredniego ataku na Helwecję. Szwajcaria nie powinna także brać udziału w konfliktach zbrojnych toczonych przez inne państwa ani stosować sankcji, z wyjątkiem tych nałożonych przez ONZ.
Neutralności stan obecny
Takie postawienie sprawy w przypadku sukcesu referendalnego przyniosłoby korzyści przede wszystkim Rosji. Na Blochera i Pro Schweiz szybko padły więc oskarżenia o działanie w interesie Moskwy. Wywołało to sporo wątpliwości. Przeciwko proponowanym zmianom opowiedziały się wszystkie główne ugrupowania polityczne z wyjątkiem Partii Ludowej i Federalnej Unii Demokratycznej. W efekcie w referendum z 27 września aż 70,2% głosujących zagłosowało przeciw. Na początek jednak przyjrzyjmy się w telegraficznym skrócie szwajcarskiej neutralności.
Diejenigen, die früher jedem Linken ‚Moskau einfach‘ wünschten, sind jetzt zu sehr einfachen Putinisten geworden. So zahm hat die @SVPch noch nie auf eine Einmischung des Auslands in einen Abstimmungskampf in der Schweiz (nicht) reagiert.
— Gerhard Pfister 🤍❤️ 💛💙 (@gerhardpfister) August 5, 2026
Faktycznie, obowiązujące obecnie przepisy są niejednoznaczne. Neutralność jest wpisana do konstytucji, nie jest jednak precyzyjnie zdefiniowana. Większą rolę niż szwajcarskie przepisy odgrywa tutaj prawo międzynarodowe. Neutralność Helwecji wprowadziły postanowienia pokoju paryskiego z roku 1815. Natomiast obowiązki państw neutralnych określiła konwencja haska z roku 1907. W jej myśl Szwajcaria powinna traktować obie strony konfliktu tak samo, dotyczy to tak działań dyplomatycznych, jak i handlu. Może jednak opowiedzieć się po jednej ze stron, a także wprowadzić sankcje wobec jednego z uczestników konfliktu. Szwajcaria nigdy nie wprowadza ich samodzielnie, lecz przejmuje je od ONZ lub UE.
Rosyjskie operacje wpływu
Oczywiście Moskwa, jak zawsze i wszędzie, usiłuje podsycać napięcia polityczne i polaryzację także w Szwajcarii. Nie przesądza to oczywiście o ewentualnej współpracy Blochera i Pro Schweiz z rosyjskimi służbami. Tego typu dyskurs jest obecny w szwajcarskiej polityce „od zawsze” i byłoby dziwne, gdyby Moskale nie próbowali wykorzystać okazji. Elementem kampanii mającej wesprzeć inicjatywę neutralnościową był raport o stanie praw człowieka w pewnych krajach, opublikowany 21 lipca przez rosyjskie i białoruskie ministerstwa spraw zagranicznych. W liczącym tysiąc stron dokumencie aż 26 poświęcono Szwajcarii.
Jeśli kiedykolwiek się zastanawialiście, czy nas wspierać czy nie – teraz nadszedł moment na decyzję.
Od blisko dwóch lat utrzymujemy się głównie z Waszej hojności i zrezygnowaliśmy z reklam Google. Od kilku miesięcy nasze dochody nie zbliżają się do założonego progu i nasza „poduszka”, z której finansujemy wszystko poza podstawowymi kosztami utrzymania serwera i domeny, się kurczy.
W tym roku byliśmy w Berlinie na ILA i w Kielcach na MSPO. Na przyszły rok też mamy ambitne plany. Tymczasem koszty utrzymania serwisu idą w górę. Zależy nam aby Konflikty dalej były wolne od reklam Google, dlatego prosimy Was o wsparcie.
Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.
Jak łatwo się domyślić, Helwecja zmaga się na tym polu z szeregiem poważnych niedociągnięć. Szwajcarska demokracja ma jedynie udawać angażowanie obywateli w istotne kwestie. Zdaniem autorów raportu referenda są „nierzadko” organizowane w sprawach nieistotnych, natomiast nie dotyczą kluczowych decyzji, zwłaszcza w zakresie polityki zagranicznej i obronności. Faktycznie, Szwajcarzy udają się do urn średnio raz na kwartał, głosowania najczęściej dotyczą spraw gminy i kantonu, a więc z wysokości wież Kremla spraw błahych. Natomiast referendum w sprawie neutralności, jak też na przykład wyboru samolotów bojowych, przeczy tej tezie.
Kolejne zarzuty dotyczą udziału w sankcjach nałożonych na Rosję przez Unię Europejską i zbliżenia z NATO. Listę grzechów uzupełniają tolerowanie ideologii nazistowskiej, antysemityzmu, rasizmu, a przede wszystkim rusofobii. Ciekawostką, na którą uwagę zwróciły lokalne media, jest uwzględnienie w raporcie i wymienienie z nazwy szwajcarskich koncernów. Glencore, Nestlé, Mondelez, Mars i Barry Callebaut zostały wskazane jako obiekty międzynarodowej krytyki.
Krótko mówiąc, w Bernie, Zurychu i Genewie raport wywołał raczej rozbawienie. Wkrótce jednak do sprawy wmieszała się rzeczniczka rosyjskiego ministerstwa spraw zagranicznych Marija Zacharowa. Stanowisko szwajcarskiego rządu określiła jako „nie do utrzymania”.

Szwajcarscy fizylierzy z transporterem opancerzonym Mowag Piranha.
(TheBernFiles via Wikimedia Commons)
Według komunikatu Zacharowej Moskwa nie uważa już Szwajcarii za kraj neutralny. Wyciągnęła także sprawę polityki wobec Żydów podczas drugiej wojny światowej. Nie chodziło jednak o majątki pomordowanych przez Trzecią Rzeszę pozostawione w szwajcarskich bankach, lecz rzekome aresztowanie Paula Grüningera. Ówczesny komendant policji w Sankt Gallen miał ponieść karę za wpuszczenie do kraju 3 tysięcy niemieckich żydów. Jest to kłamstwo. Grüninger działał wprawdzie na własny rachunek, ale rząd zaakceptował jego decyzję.
Obserwując dalsze działania Moskwy, trudno oprzeć się wrażeniu, że zastosowano wszystkie standardowe procedury bez uwzględnienia lokalnej specyfiki. Momentami można wręcz odnieść wrażenie, że cała operacja była bardziej obliczona na użytek wewnętrzny i krajów pozaeuropejskich.
Kolejny etap rozpoczął się 1 sierpnia wraz z publikacją przez propagandowy serwis Russia Today artykułu poświęconego historii Szwajcarii. Kluczową datą jest tam rok 1815 i ogłoszenie neutralności Helwecji. Kluczową rolę miał w tym odegrać podczas kongresu wiedeńskiego car Aleksander I, któremu los Szwajcarii miał wielce leżeć na sercu. Dzisiaj neutralność ma być zagrożona przez „liberalne i lewicowe elity polityczne Berna”.
Specjalizujący się w dziejach szwajcarskiej neutralności historyk Marco Jorio nazwał wynurzenia Russia Today „nieuzasadnioną przesadą. Po pierwsze, kongres wiedeński w umiarkowanym zakresie zajmował się Szwajcarią, decyzje jej dotyczące zapadły, jak już wiemy, w Paryżu. Natomiast Aleksander I był bardziej zainteresowany, jak to określa Jorio, „aneksją Polski” niż sprawami alpejskimi. Duże zainteresowanie stworzeniem neutralnej Szwajcarii wykazywały także, a może przede wszystkim, Wielka Brytania, Francja i Prusy. Do tego, decyzję o przyjęciu neutralności szwajcarski parlament podjął już w roku 1813.
Naciski przyniosły odwrotny skutek. Politycy Partii Ludowej zaczęli wypierać się powiązań z Rosją, Berno złożyło w rosyjskiej ambasadzie notę protestacyjną przeciwko mieszaniu się w sprawy wewnętrzne kraju. Media i politycy zaczęli bić na alarm.
– Rosyjska dezinformacja uległa radykalnej eskalacji – stwierdziła reprezentująca Aargau w Radzie Kantonów Marianne Binder-Keller. – Trzeba pokazać, że fałszywe informacje i propaganda państwa prowadzącego wojnę nie będą tolerowane na naszym terytorium – powiedziała o nocie protestacyjnej.
Szwajcarski wywiad od dawna ostrzegał przed rosyjskimi kampaniami dezinformacyjnymi. W 2024 roku Rada Federalna podjęła decyzję o wzmocnieniu analizy sytuacji i koordynacji działań, a także o opracowaniu środków zaradczych. W tym celu powołano grupę roboczą podporządkowaną Sekretariatowi Stanu do spraw Polityki Bezpieczeństwa (Sepos). Sekretariat uznał ochronę demokracji i swobodnego kształtowania opinii publicznej za „kwestię o kluczowym znaczeniu”. Rosyjskie działania zainteresowały tematem główne partie. Socjaliści chcą wiedzieć, jakie środki podejmują władzę i jak są skuteczne. Natomiast liberałowie domagają się opracowania strategii przeciwdziałania dezinformacji.
Wyniki referendum w sprawie neutralności pokazały, że wpływanie na Szwajcarów nie jest łatwe. Nie oznacza to możliwości zamknięcia dyskusji na temat neutralności i polityki zagranicznej Szwajcarii. Według politologa Michaela Hermanna większość Szwajcarów popiera politykę władz w sprawie Ukrainy. Wydarzenia ostatnich lat wiele tutaj zmieniły. Zdaniem Hermanna przed rokiem 2022 wynik referendum nie byłby tak jednoznaczny. Agresja Moskwy doprowadziła do przesunięcia akcentów. Neutralność jest częścią szwajcarskiej tożsamości, natomiast większość obywateli oczekuje od rządu polityki zagranicznej, która będzie pragmatyczna, elastyczna, ale także zorientowana na wartości.