Grubo ponad półtora roku od upadku rządów Baszszara al-Asada Syria nareszcie uregulowała kwestię rosyjskich baz na swoim terytorium. Na mocy ogłoszonego wczoraj porozumienia Moskwa zachowa swoich żołnierzy w Humajmim i Tartusie, jednak Damaszek będzie miał o wiele większą kontrolę nad działaniami swojego partnera.

Podpisane memorandum zakłada, że Syria przejmie zarządzanie obiektami przeznaczonymi do użytku cywilnego, w tym lotniskiem Humajmim i czwartym stanowiskiem cumowniczym w Tartusie. Obiekty te mają być stopniowo integrowane z krajową administracją. Infrastruktura wojskowa zostanie natomiast przekształcona w wspólne centra treningowe, mające na celu zabezpieczenie interesu obu krajów. Cały proces realizowania zmian ma potrwać trzy miesiące.

Rosjanie na ten moment nie skomentowali porozumienia. Syryjczycy natomiast ogłosili umowę największym sukcesem i nowym otwarciem w relacjach z Rosją. Jeszcze tego samego dnia minister spraw zagranicznych Asz-Szajbani odwiedził port w Tartusie i lotnisko w Latakii. Takie reakcje są zrozumiałe. Dla Syryjczyków to znak, że kraj nie zatrzymuje się w działaniach mających na celu rozszerzenie kontroli nad własnym terytorium. Rosjanie, nawet jeśli zadowoleni z porozumienia, nadal muszą uznać, że sielankowe czasy potulnego Asada minęły, i najprawdopodobniej nie chcą nagłaśniać tego faktu.

Zaprezentowane informacje nie ujawniają nam wielu szczegółów dotyczących przyszłego funkcjonowania baz. Pojęcie „wspólnego ośrodka szkoleniowego” wskazuje jednak, iż Rosjanie nie będą mieli takiej autonomii i jakiekolwiek działania będą musiały być koordynowane ze Damaszkiem. W takiej sytuacji potencjalna zdolność Moskwy do projekcji siły jest mocno ograniczona. Inną kwestią jest fakt, że od czasów inwazji na Ukrainę rosyjska marynarka i lotnictwo nie stanowi już takiej siły jak dawnej. Również rosyjskie grupy najemnicze wydają się mieć złote czasy za sobą i zbierają baty od malijskich dżihadystów.

Wynik tych rozmów nie powinien stanowić szczególnego zaskoczenia. Wpisuje się w ogólny trend rozwoju relacji syryjsko-rosyjskich. Jeszcze w grudniu 2024 roku Ahmad asz-Szara mówił o wspólnych interesach obu krajów i historycznej więzi. Przypomniał również, że Rosja jest uznawana za drugie najsilniejsze państwo na świecie, chociaż ten układ słów wskazywał, że nie jest to jego opinia.

Bliskie relacje Damaszku i Moskwy to przede wszystkim zasługa zimnej wojny, chociaż warto pamiętać, że tradycje kontaktów ze światem arabskim sięgają czasów caratu. Wielu syryjskich ekspertów kształciło się w Związku Radzieckim, a rosyjska technika jest powszechna w kraju, w sferze zarówno cywilnej, jak i (tym bardziej) wojskowej. Nie zapominajmy również, że Syria jest uzależniona od importu żywności. Damaszek kieruje się też zwykłym pragmatyzmem.

Utrzymanie Konfliktów jako serwisu wolnego od reklam Google to dla nas priorytet. Dzięki Waszemu wsparciu z Patronite i BuyCoffee udało się to do tej pory i chcielibyśmy, aby tak zostało.

Żeby działać bez reklam Google, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie. To próg, który pozwala nam skupić się na pracy. Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.

Nie spodziewamy się, że każdy będzie nas wspierał finansowo. Ale jeśli zdecydujecie się pomóc, zadbamy o to, by każda złotówka realnie pracowała na rozwój serwisu.

Nasze comiesięczne raporty finansowe możecie przeczytać tutaj.

PAŹDZIERNIK BEZ REKLAM GOOGLE 66%

Ściągnięcie Asada do kraju raczej nie było w zasięgu, nawet przy szerszych ustępstwach. Jednocześnie co najmniej poprawne relacje z Kremlem mogą być przydatne w balansowaniu wpływów tureckich czy amerykańskich. Co ciekawe, za pozostaniem Rosjan w Syrii opowiadał się również Izrael, obawiający się rosnącej siły Ankary.

Częściowo skutkiem, a częściowo przyczyną dobrych relacji Syrii z Rosją jest inne postrzeganie tego kraju na Bliskim Wschodzie. Brak doświadczenia ruskiego miru połączony z powszechnymi nastrojami antyzachodnimi powoduje, że kraj ten jest odbierany inaczej niż nad Wisłą. Efekt ten jest widoczny wśród części lokalnych chrześcijan, postrzegających Moskwę jako potencjalnego protektora i obrońcę tradycyjnego, konserwatywnego chrześcijaństwa. Kolejnym czynnikiem są rosyjskie media, prowadzące aktywne działania w świecie arabskojęzycznym. Rządzących może za to przekonać fakt, że Moskwa raczej nie będzie pytać o stan demokracji w ich krajach.

Nie oznacza to jednak, iż wpływy rosyjskie na Bliskim Wschodzie są niezagrożone. Gospodarczo Bliski Wschód to jeden z wielu obszarów ekspansji Chin. Ostatnie lata nie przyniosły również znaczących kontraktów zbrojeniowych w regionie. Najprostszym i słusznym wyjaśnieniem jest oczywiście wojna z Ukrainą, jednak nawet po jej zakończeniu Rosjanie mogą nie wrócić do dawnej pozycji. Większe państwa regionu starają się rozwijać własne zdolności, a nawet po zakończeniu wojny w Ukrainie uzupełniania strat w sprzęcie zajmie lata.

Rosjanie nadal mają kilka silnych kart. Warto wspomnieć między innymi o budowanej przez nich egipskiej elektrowni atomowej. Moskwa jest również częścią OPEC+. Wspomniana wcześniej żywność, a nawet eksport ropy do regionu też mają swój udział. Z tego powodu nie należy się spodziewać, że Rosja całkowicie wypadnie z bliskowschodniego koncertu. Kwestia baz jest jednak symbolem szerszego procesu – spadku Moskwy do drugiej ligi mocarstw.

mil.ru