Izraelska polityka wobec Syrii po raz kolejny się zaostrza. Wczoraj lotnictwo Cahalu przeprowadziło nalot na bazę Abu az-Zuhur w północnej części kraju, w muhafazie Idlib. Powodem miały być plany rzekomego rozmieszczenia tam wojsk tureckich. Tymczasem Syria zmaga się również z pozostałościami asadowskiego programu nuklearnego.
Napięcia między oboma krajami w ostatnich miesiącach ograniczały się do aresztowań i niewielkich ostrzałów terytorium syryjskiego. Damaszek nie odpowiadał na te ataki, po cichu przyzwalając na okupację części swojego terytorium. Decyzja ta nie miała żadnej sensownej alternatywy, zmęczony wojną kraj woli skupić się na odbudowie gospodarki i pozycji międzynarodowej, a jakiekolwiek uderzenie na Izrael spotkałoby się nie tylko z „kinetyczną” odpowiedzią Cahalu, ale i presją Waszyngtonu.
Przełom nastąpił wczoraj, kiedy izraelskie lotnictwo zbombardowało bazę w Abu az-Zuhur. Atak potwierdziła kancelaria premiera Izraela, którego komunikat oskarżył Damaszek o próbę zburzenia ustalonego status quo poprzez pozwolenie na stacjonowanie w bazie wojsk tureckich. Damaszek miał być wielokrotnie ostrzegany przed takim działaniem. Na końcu padło zdanie: „Izrael nie będzie tolerował zagrożeń dla swojego bezpieczeństwa i z zadowoleniem powita powrót do status quo”.
The Prime Minister's Office:
Israel and Syria agreed to a status quo in security matters, which Syria was on the verge of breaching by permitting Turkish troops to deploy at an airbase near Aleppo.Israel repeatedly warned Syria that such a deployment would pose a threat to…
— Prime Minister of Israel (@IsraeliPM) August 18, 2026
Turcja zaprzeczyła izraelskim oskarżeniom i potępiła ataki. Niezadowolenie wyraził ambasador USA w Turcji i specjalny wysłannik do spraw Syrii Tom Barrack, który nazwał działania „niepotrzebną eskalacją”. Wezwał również strony do dialogu.
– Rząd Asz-Szary nie był drapieżny i nie utrzymywał sił żadnych grup proxy – możemy przeczytać w komunikacie. – Wręcz przeciwnie, wielokrotnie sygnalizował preferencję dla deeskalacji w stosunkach z Izraelem. Stany Zjednoczone w przeszłości, i nadal będą w przyszłości, prowadziły rozmowy, aby promować dyplomatyczny rytm nad frustracją kinetyczną obu państw.
We are deeply concerned that the confirmed Israeli airstrikes on Abu al-Duhur Airbase constitute an unnecessary escalation that does not advance regional stability.
The Al-Sharra government has neither adopted a predatory posture nor maintained proxy forces. It has, in fact,…
— Ambassador Tom Barrack (@USAMBTurkiye) August 18, 2026
Według izraelskiej telewizji Kan, powołującej się na źródło w aparacie bezpieczeństwa, Izrael miał posiadać dane wywiadowcze na temat planowanego rozmieszczenia tureckich wojsk w bazie i podzielił się tymi informacjami z Waszyngtonem. Według Barracka Turcja nie została ostrzeżona przed atakami i bacznie obserwowała samoloty zbliżające się do jej granic.
Jak widać, izraelskie działania wywołały niezadowolenie nawet za oceanem. Na ten moment nie mamy opinii Donalda Trumpa. Najprawdopodobniej jest to kolejny przykład, że Waszyngton może jedynie w ograniczonym zakresie kontrolować działania Netanjahu. Punktowa presja jest w stanie zmusić Izrael do ustępstw, co widzieliśmy w Libanie, jednak w ostatnich latach widzieliśmy także wiele przypadków, kiedy rozbieżne interesy dawały o sobie znać. Trump miał już co najmniej dwa razy pokłócić się z Netanjahu przez telefon.
Jeśli kiedykolwiek się zastanawialiście, czy nas wspierać czy nie – teraz nadszedł moment na decyzję.
Od blisko dwóch lat utrzymujemy się głównie z Waszej hojności i zrezygnowaliśmy z reklam Google. Od kilku miesięcy nasze dochody nie zbliżają się do założonego progu i nasza „poduszka”, z której finansujemy wszystko poza podstawowymi kosztami utrzymania serwera i domeny, się kurczy.
W tym roku byliśmy w Berlinie na ILA i w Kielcach na MSPO. Na przyszły rok też mamy ambitne plany. Tymczasem koszty utrzymania serwisu idą w górę. Zależy nam aby Konflikty dalej były wolne od reklam Google, dlatego prosimy Was o wsparcie.
Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.
Kolejnym, mało odkrywczym wnioskiem jest to, że Izrael wierzy w pokój jedynie oparty na dominacji. W szczególności, jeśli chodzi o bezpośrednich sąsiadów. Egipt do dzisiaj nie utrzymuje znacznych sił na Synaju, Jordania jest bezkonfliktowa, a w przypadku Syrii i Libanu mamy do czynienia z okupacją części ziem. Co istotne, powodem ataku nie było rozmieszczenie wojsk, ale sama możliwość takiego scenariusza. Budzi to analogię z działaniami Rosji wobec Ukrainy, gdzie rzekome plany budowy baz NATO również przedstawiano jako powód inwazji. Dla uczciwości trzeba zauważyć, że Stany Zjednoczone także zareagowały gwałtownie, kiedy odkryły radzieckie instalacje na Kubie. W 1962 roku mieliśmy jednak do czynienia z faktami dokonanymi.
W przypadku Izraela trudno mówić o polityce strefy wpływów, jej namiastkę mieliśmy co najwyżej w Libanie, kiedy Cahal współpracował z chrześcijańską Falangą. Widać jednak, iż według tamtejszych polityków Państwo Żydowskie ma prawo do tworzenia strefy buforowej, zapewniającej krajowi komfortową pozycję. Jest to jasna wiadomość dla Syrii, że jakiekolwiek działania, a nawet plany w zakresie bezpieczeństwa muszą mieć zgodę Izraela.
Cała sytuacja pokazuje również, jak bardzo Izrael obawia się rosnących wpływów Turcji. O ironio, Ankara uznaje Izrael już od 1949 roku. Problemem nie jest jednak historia, ale współczesność. Recep Tayyip Erdoğan jest jednym z najgłośniejszych krytyków Izraela. W dodatku jego środowisko jest łączone z Bractwem Muzułmańskim, podobnie jak Hamas i Katar. Turcy mają również potencjał zbrojny, gospodarczy i polityczny, pozwalający na aktywną politykę w regionie.
Ciekawym przykładem, jak bardzo złowieszczym państwem jest Turcja w oczach Izraela, jest niedawna wypowiedź Naftalego Bennetta. Były premier Izraela jest liderem opozycji wobec Netanjahu, a jego obietnice są niekiedy bardzo odważne. Ostatnio polityk obiecał, że Izrael stworzy sojusz z „umiarkowanymi siłami” regionu przeciwko radykałom. Do tych drugich mają należeć Katar, Turcja i Iran. W tym samym kontekście Bennett obiecał również normalizację relacji z Arabią Saudyjską i Indonezją. Wypowiedź jest w sporej mierze myśleniem życzeniowym. Ankara ledwo co zawarła sojusz z Rijadem, a proces normalizacyjny utknął od czasów wojny w Gazie. Najważniejsze jednak w kontekście obecnych wydarzeń jest to, że państwo będące drugą armią NATO jest stawiane w jednym szeregu z Iranem.
Former Israeli PM Naftali Bennett:
We will bring normalization with Saudi Arabia, with Indonesia, and with additional countries.
We will build an alliance of the "moderate forces" in the region against the "Islamist forces"—against Iran, against Qatar, Türkiye, and all the… pic.twitter.com/elVJadY7JK
— Clash Report (@clashreport) August 19, 2026
Swoją drogą, Arabia Saudyjska to bardzo ciekawy przypadek. Może być umiarkowanym i miłującym pokój państwem lub zamordystyczną szariacką dyktaturą w zależności od tego, jakiej jej wersji potrzebujemy. Co najlepsze, obie te tezy można całkiem nieźle uzasadnić. Ale to już temat na inną historię.
ONZ bada syryjski program nuklearny
Władza Baszszara al-Asada pozostawiła po sobie wiele niewygodnych pozostałości. Najbardziej pamiętliwym są więzienia, które były jednymi z najgorszych katowni w historii regionu, a nawet całego świata. Miejsca zbrodni, choć wymagają badań i rozliczeń, nie są dużym problemem. Nawet ściganie asadowskich zbrodniarzy jest przede wszystkim potrzebą realizacji sprawiedliwości, a nie koniecznością z perspektywy bezpieczeństwa państwa.
Możecie nas obserwować na Blue Sky tutaj i na Facebooku tutaj.
Co innego pozostałości broni masowego rażenia. Do dzisiaj nie wiemy za wiele na temat syryjskiego programu nuklearnego. W 2007 w ramach Operacji „Mi-Chuc Le-Kufsa” Izrael zniszczył reaktor jądrowy w muhafazie Dajr az-Zaur. Według IAEA na terenie kraju pozostało jednak kilka ton „żółtego ciasta”, czyli sproszkowanego uranu. Inspektorzy mieli odwiedzić dwa obiekty. Według władz syryjskich materiał radioaktywny nie stanowi bezpośredniego zagrożenia i znajduje się pod kontrolą władzy. Damaszek sam zgłosił się do IAEA w tej sprawie, a przewodniczący organizacji Rafael Grossi pochwalił działania władz.
Kilka dni temu IAEA ogłosiła, że przygotowuje się do usunięcia uranu. Według syryjskiego MSZ na ten moment materiał pozostanie w syryjskich rękach, jednak będzie nadzorowany międzynarodowo. Materiał nie jest wzbogacony, a Syria nie ma infrastruktury do produkcji broni z tego typu substancji. Najprawdopodobniej nawet „brudna bomba” z jej wykorzystaniem nie byłaby szczególnie efektywna.