Społeczność syryjskich druzów z As-Suwajdy wyszła na ulice, domagając się prawa do samostanowienia. Jest to największe wystąpienie tej grupy od czasu walk toczonych w lipcu. Rany po wydarzeniach na wybrzeżu i południu kraju pozostają świeże. Zbrodnie w trakcie walk w As-Suwajdzie nadal są wyjaśniane. ONZ wydała za to swój raport dotyczący marcowych zbrodni w regionie Latakii.

Trudno znaleźć informacje na temat dokładnej skali protestów, media wspominają jedynie o „setkach” osób, które mają domagać się samostanowienia, a nawet niepodległości regionu i społeczności. Nie jest to pojedyncze wystąpienie, ale część serii demonstracji trwających od końcówki lipca. Protesty nie lansują konkretnej wizji na przyszłość tych terenów, ale raczej prezentują nastroje części syryjskich druzów. Jednym z powtarzających się motywów była oczywiście pamięć o wydarzeniach sprzed miesiąca, które mają być jednym z najważniejszych argumentów świadczących o potrzebie odrębności regionu. Oprócz kwestii politycznych pojawiły się również żądania dotyczące jakości życia.

Najbardziej kontrowersyjnym elementem wystąpień były liczne gesty przyjaźni skierowane w kierunku Izraela, a nawet samego Binjamina Netanjahu. Jerozolima aktywnie uczestniczyła w walkach po stronie druzyjskiej, wspierając między innymi bojówki powiązane z Hikmatem al-Hidżrim. Nie było to jedynie działanie wojskowe, Netanjahu dążył to wykreowania się na protektora tej społeczności w Syrii, co do pewnego stopnia się udało. Izrael jest również domem dla pokaźnej grupy druzów, liczącej około 100–150 tysięcy osób. Pomimo bycia Arabami mają oni obowiązek służby w Cahalu, jednak tyczy się to tylko mężczyzn.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

MAJ BEZ REKLAM GOOGLE 59%

Na zdjęciach z demonstracji łatwo zauważyć izraelskie flagi, pojawiły się również hasła z podziękowaniami dla Netanjahu czy nawet deklaracje chęci dołączenia do Państwa Żydowskiego. Według Kurdistan24 nie wszyscy demonstranci mieli aż tak przychylne zdanie o Izraelu, jednak to właśnie ta grupa najbardziej przebiła się do mediów. Napisy na transparencie poniżej: „Dziękuję Netanjahu” i „Chcemy dołączyć do Izraela”.

O ile poglądów przedstawionych w trakcie demonstracji nie należy przekładać na ogół społeczności, o tyle zdecydowanie należy je traktować jako poważny sygnał określający nastroje w muhafazie, gdzie rząd nie cieszy się dużym zaufaniem. Otwarte deklaracje sympatii wobec Izraela nie znajdą uznania wśród reszty syryjskiego społeczeństwa, co może wywołać dalsze napięcia w kraju. Działanie to jest jednak nałożeniem presji na obecne władze, jak również prezentem dla Izraela.

Władze w Damaszku usiłują polepszyć swój wizerunek, ale nadal dają powody do krytyki. Drogi w prowincji nie są bezpieczne, a jadące nimi pojazdy mogą paść ofiarą napaści dokonywanych przez uzbrojone grupy. Również sytuacja polityczna budzi wątpliwości. Rząd w trakcie walk zdecydowanie wspierał beduinów walczących z druzami. Koniec otwartych starć nie oznacza końca napięć, których rozładowanie jest bardzo trudnym wyzwaniem. Na wrzesień zapowiedziano częściowo wolne wybory parlamentarne, gdzie jedna trzecia mandatów zostanie wyznaczona przez Asz-Szarę, reszta zostanie wybrana demokratycznie. W wyborach mają wziąć udział również terytoria druzyjskie i kurdyjskie.

Z drugiej strony nie można zarzucić władzy, że kompletnie pozostawiła sprawę samej sobie. Powołano komisję mającą zająć się nadużyciami sił rządowych podobnie jak przypadku wydarzeń na wybrzeżu. Tym razem założono jednak, iż wyjaśnienie zajmie trzy miesiące.

Warto również cofnąć do Latakii. Swój raport w tej sprawie wydała oenzetowska komisja. Cały dokument ma 66 stron i jest pokaźną analizą wydarzeń na wybrzeżu wraz z otaczającym je kontekstem. Komisja wydała również rekomendacje skierowane dla rządu.

Najciekawszym elementem jest oczywiście wskazanie winnych. Komisja wymieniła trzy główne (chociaż nie jedyne) formacje odpowiedzialne za zbrodnie. Są to 62. Dywizja, 76. Dywizja i 400. Dywizja. Dwie pierwsze, znane wcześniej jako Brygada Sułtana Sulejmana Szaha i Dywizja Al-Hamza, to ugrupowania powiązane z proturecką Narodową Armią Syrii (SNA), której często przypisuje skłonność do zbrodni. 400. Dywizja składa się natomiast z dawnych bojowników Hajat at-Tahrir asz-Szam, czyli dawnego ugrupowania Ahmada asz-Szary. Nie znaleziono jednak dowodów świadczących, że zbrodnie były elementem świadomej polityki rządu.

Pomimo przemianowania ugrupowań rebelianckich na siły zbrojne i wewnętrzne, przekształcenie bojowników, a nawet terrorystów, w żołnierzy i policjantów to długi i trudny proces, a część osób po prostu nie powinna brać udziału w tym projekcie. Raport nie wskazuje dokładnej liczby ofiar. Według wydanego wcześniej raportu rządowego łącznie w trakcie walk i zbrodni zginąć miało ponad 1400 osób. Warto zaznaczyć, że władze przynajmniej w pewnym stopniu zaczęły wymierzać sprawiedliwość w związku ze zbrodniami wojennymi, a część winnych została aresztowana.

Komisja rządowa wskazała wcześniej 298 winnych po stronie rządowej i 265 po stronie zwolenników dawnej władzy. Trudno znaleźć informacje na temat skali tych aresztowań. Wymierzanie sprawiedliwości zapewne jest utrudnione z racji na wpływy poszczególnych frakcji i młode struktury nowego reżimu.

Fadel Itani / UPI / Alamy Live News