W Stanach Zjednoczonych zapadła decyzja o nałożeniu sankcji na osoby i podmioty z zaplecza rekrutacyjnego Sił Szybkiego Wsparcia generała Mohameda Hamdana Dagalo „Hemedtiego”, tak aby utrudnić mu dostęp do południowoamerykańskich najemników. Objęcie werbowników sankcjami nie wpłynie prawdopodobnie na przebieg wojny, lecz jest sygnałem że Waszyngton zaczyna zwracać uwagę na sytuację w Sudanie.

Sankcjami objęto trzy osoby, a także dwie firmy. Jako odpowiedzialni za zbudowanie siatki zaciągu kolumbijskich najemników kierowanych do walki w Sudanie wskazani zostali José Óscar García Batte, Omar Fernando García Batte oraz José Libardo Quijano Torres. Wszyscy powiązani są zawodowo lub towarzysko z kolumbijskimi siłami zbrojnymi i działającym w kraju kartelem z Norte del Valle.

Zagraniczni specjaliści wykorzystywani są przez SSW do łatania dziur kadrowych, zwłaszcza w obszarach wymagających doświadczenia i specjalistycznego przeszkolenia. Szczególnie poszukiwani są operatorzy dronów, snajperzy i tłumacze.

Waszyngton wezwał również do natychmiastowego przerwania walk i wprowadzenia trzymiesięcznego bezwarunkowego zawieszenia broni. Czas ten miałby zostać wykorzystany na dostawy pomocy humanitarnej i ewakuację cywilów ze szczególnie narażonych rejonów. Amerykanie apelują również o wstrzymanie udziału państw trzecich w podsycaniu niepokojów. Nikt nie został wskazany wprost (choć wiadomo, że jednym z głównych winowajców są Zjednoczone Emiraty Arabskie), a bez skutecznych metod nacisku samo oświadczenie było raczej dyplomatycznym rytuałem.

Jedną z osób obłożonych sankcjami już wcześniej za organizowanie zaciągu wśród Kolumbijczyków jest Álvaro Andrés Quijano Becerra. Posiadający podwójne kolumbijsko-włoskie obywatelstwo były wojskowy cieszy się dostępem do szerokiej sieci kontaktów obejmującej zarówno kolumbijskie siły zbrojne, jak i kartel z Norte del Valle. W zbudowaniu firmy organizującej wyjazdy żołnierzy do Afryki pomogła mu Claudia Viviana Oliveros Forero, właścicielka i kierowniczka International Services Agency (A4SI), a prywatnie jego żona.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

CZERWIEC BEZ REKLAM GOOGLE 58%

A4SI działała swobodnie do 2025 roku, korzystając z pośrednictwa innych firm zaangażowanych w rekrutowanie najemników. Jedną z nich była zarejestrowana w Panamie Talent Bridge (wcześniej Global Staffing), która odpowiadała za bezpośredni kontakt z przyszłymi najemnikami. Po 2025 roku zmieniono nazwę z A4SI na Fénix Human Resources. Jej oficjalnym szefem jest José Libardo Quijano Torres.

Współpracuje z nim kolumbijski pułkownik w stanie spoczynku José Óscar García Batte i jego Global Qowa Al-Basheria, której udział w wysyłaniu obywateli Kolumbii do Sudanu jest powszechnie znany. Firma zajmowała się również organizacją kontraktów dla najemników walczących w wojnie między Rosją a Ukrainą i oferowała swoje usługi obu stronom.

Popyt na Kolumbijczyków

Żołnierze z Kolumbii cieszą się dobrą opinią na międzynarodowym rynku usług wojskowych. Od Haiti przez Zjednoczone Emiraty Arabskie aż po Rosję wykorzystywani są do walki na różnych frontach. Pojawili się też w Ukrainie. Już dwa lata temu dwaj Kolumbijczycy, José Aron Medina i Alexander Ante, wracający do ojczyzny z Ukrainy, zostali aresztowani w Wenezueli i wydaleni do Rosji. W listopadzie ubiegłego roku obu skazano na 13 lat więzienia.

Czynnikiem, który odróżnia Kolumbijczyków od innych narodowości, jest połączenie wysokiego poziomu przeszkolenia z dyskrecją. Ich działania stosunkowo rzadko wychodzą na światło dzienne, ponieważ żołnierze nie chwalą się tym, co robią, wykonują rozkazy i pozostają znacznie tańszą opcją niż Amerykanie, Brytyjczycy czy byli żołnierze z RPA. Napływowi Kolumbijczyków sprzyjały również ogromne stawki oferowane na początku wieku dla najemników walczących w Iraku i Afganistanie. Tam też zaczęła rodzić się marka made in Colombia.

Należy pamiętać, że kolumbijscy żołnierze stosunkowo wcześnie przechodzą w stan spoczynku. Wielu w wieku 40 lat staje się emerytami, którymi państwo się nie interesuje. Kolumbia nie ma holistycznej polityki wobec byłych żołnierzy. Tymczasem kolumbijskie prawo nie zakazuje obywatelom pracy w charakterze najemników, co daje im wolną rękę w zakresie poszukiwania pracy. Niskie świadczenia w połączeniu z poszukiwanymi umiejętnościami tworzą mieszankę, która sprzyja poszukiwaniu zatrudnienia w sektorze prywatnym. A dzięki aktywnemu uczestnictwu w ćwiczeniach międzynarodowych żołnierze mają kontakty z kolegami po fachu z całego świata, co ułatwiało włączenie się do międzynarodowego rynku usług wojskowych.

US Army / Sgt. Monique Tindal