Wojna domowa w Sudanie trwa już trzy lata. W tym czasie doszło do niemal całkowitego zniszczenia państwa. ⅔ ludności wymaga wsparcia humanitarnego, a ataki na ludność cywilną na stałe wpisały się w krajobraz życia w wielu częściach kraju. Rząd i walczące przeciwko niemu Siły Szybkiego Wsparcia generała Mohameda Hamdana Dagalo „Hemedtiego”, zajęte sobą nawzajem, całkowicie ignorują cierpiących Sudańczyków.

Według danych opublikowanych przez przedstawicieli ONZ w ciągu pierwszych trzech miesięcy 2026 roku w wyniku ataków z użyciem dronów zginęło 700 cywilów. Szczególnie zagrożeni są mieszkańcy Kordofanu Południowego na południu kraju. Zarówno siły rządowe, jak i SSW chętnie korzystają z bezzałogowców i atakują w sposób charakterystyczny dla tej wojny domowej: niemal całkowicie na oślep. Drony i pociski spadają zarówno na przeciwnika, jak na i skupiska cywilów.

Jednym z przykładów bezsensowności takiego sposobu walki był ostrzał szpitala klinicznego w Ad-Duajn, stolicy stanu Darfur Wschodni, 20 marca. Zginęły 64 osoby, w tym 13 dzieci. Placówka musiała całkowicie wstrzymać działalność. Powody są nieznane, jednak dziennikarze Associated Press uzyskali nieoficjalne informacje, że siły rządowe mogły nieprawidłowo zidentyfikować cel. Planowano zaatakować pobliski posterunek policji kontrolowany przez Siły Szybkiego Wsparcia.

Chińskie drony

Drony, obok artylerii, pozostają najważniejszymi elementami sudańskiego teatru działań wojennych. Pozyskanie odpowiedniej ich liczby jest kluczowe dla utrzymania tempa działań. SSW doskonale zdają sobie sprawę, że w tym zakresie pozostają w tyle za rządem. Dysponują mniejszą, choć stale rozbudowywaną flotą, wykorzystywaną na równi do walki co do ataków na zwykłych Sudańczyków. Jak pokazało uderzenie na meczet w Al-Faszir, drony stają się kolejnym elementem kampanii terroru wymierzonej w cywilów niezaangażowanych w wojnę generałów.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

CZERWIEC BEZ REKLAM GOOGLE 63%

W październiku pisaliśmy, że w kontrolowanej przez SSW bazie lotniczej Nijala w Darfurze Południowym zauważono ponad 40 dronów i 36 wyrzutni. Większość tego sprzętu pojawiła się tam w ostatnich dniach wrześ­nia. Zau­wa­żono tam między innymi chińskie drony znane na Zachodzie pod nazwą Sunflower-200 i będące kopią (lub przynajmniej wariacją na temat) irańskich Szahedów i rosyjskich Gierani, a także nieznacznie mniejsze ZT-180. Jedne i drugie zostały dostarczone najprawdopodobniej przez wspie­ra­jące SSW Zjednoczone Emiraty Arabskie. Operując z bazy w Nijali, samoloty pociski o zasięgu do 2,5 tysiąca kilometrów są w stanie zaatakować cele na terenie całego kraju.

Rozbudowa arsenału powietrznego bojowników zagroziła panowaniu w powietrzu, którym cieszyły się dotąd siły sudańskiego rządu. Bez niego kolejne ofensywy stracą na impecie, ale raczej nie przechyli to szali zwycięstwa. Wraz ze zrównaniem się potencjału stron wojna będzie za to przeciągać się na kolejne lata.

Chińskie uzbrojenie trafiające do Sudanu to nie tylko bezzałogowce. Bojownicy zyskali dostęp do broni przeciwlotniczej. Justin Lynch, dyrektor Conflict Insights Group, stwierdził, że Europa za dekadę pożałuje bierności wobec wydarzeń w Sudanie. Działające w kraju grupy mają coraz łatwiejszy dostęp do zaawansowanych systemów i zyskują możliwości atakowania maszyn wojskowych i cywilnych. Poziom nasycenia tego rodzaju uzbrojeniem doskonale było widać podczas walk o Chartum. Bojownicy bez oporów porzucali ogromną liczbę zestawów Strzała-2, urządzeń do zakłócania dronów, moździerzy i granatników przeciwpancernych. Sankcje i embarga nie wpływają na rozbudowane siatki przemytników wspierane przez państwa regionu pragnące pomóc „swojej stronie” w wojnie domowej.

Trzy lata wojny domowej

Jedną z grup szczególnie dotkniętych skutkami wojny generałów są nieletni. UNICEF poinformował, że w analizowanym okresie udokumentowano śmierć 250 dzieci. Stanowi to wzrost o 50% w stosunku do takiego samego okresu w 2025 roku. Najmłodsi są również szczególnie narażeni na głód.

Inną grupą szczególnie narażoną na skutki wojny domowej są kobiety. Gwałty i inne przestępstwa na tle seksualnym są wykorzystywane przez obie strony w kampaniach terroru. Skala przestępstw wobec kobiet w stosunku do zeszłego roku wzrosła dwukrotnie. Faktyczny upadek struktur państwowych sprawił, że ściganie sprawców jest niemożliwe z powodu braku środków i woli po stronie zarówno rządu, jak i rebeliantów.

Pramila Patten, specjalna przedstawicielka sekretarza generalnego ONZ do spraw przemocy seksualnej w konfliktach, poinformowała że bojownicy SSW powszechnie stosują przestępstwa seksualne jako metodę zastraszania cywilów. Ten proceder istniał w konflikcie od początku, jednak wraz z upadkiem Al-Faszir i Bary w Kordofanie doszło do eskalacji. Dowódca SSW, generał „Hemedti”, w sierpniu 2023 roku wezwał swoich ludzi do powstrzymania się od przemocy seksualnej, jednak nikt nie spodziewał się, że będzie to coś więcej niż pusta deklaracja.

Około 19 milionów Sudańczyków boryka się z niedostatecznym dostępem do żywności. Wielu ma również problem z dostępem do wody pitnej. Jednocześnie skala pomocy międzynarodowej skierowana do ludności cywilnej jest mniejsza o 14% od poziomu zapewnionego w zeszłym roku. ONZ zgromadziła 2,9 miliarda dolarów, około 16% kwoty, jakiej potrzebują cierpiący cywile. Szacuje się, że 34 miliony Sudańczyków potrzebują wsparcia humanitarnego – stanowi to ⅔ populacji kraju. Konflikt w Sudanie od lat pozostaje największą tragedią humanitarną na świecie.

Przetrwanie Sudańczyków możliwe jest dzięki oddolnym inicjatywom. Organizowanie wspólnot zorientowanych wokół samopomocy pomogło im przeżyć zarówno pod jarzmem dyktatora, jak i w realiach wojny domowej. Dla wielu z nich pojawienie się przedstawicieli państwa oznacza nie wsparcie, lecz zagrożenie. Wobec braku nadziei od wewnątrz wzrok zwracany jest w stronę zagranicy.

Odrzucona pomoc

Międzynarodowe wysiłki zmierzające w stronę zabezpieczenia środków na wsparcie humanitarne pozostają niewystarczające. Konferencja w Berlinie, na której władze Niemiec liczyły na zabezpieczenie przynajmniej miliarda dolarów na rzecz Sudańczyków, spotkała się z krytyką ze strony… Chartumu. Junta skrytykowała inicjatywę, ponieważ spotkanie zorganizowano bez konsultacji z jej przedstawicielami.

Rozmowy objęły przedstawicieli rządów gotowych na uczestnictwo w zbiórce środków, organizacji pomocowych i fundacji zaangażowanych w udzielanie pomocy. Przedstawiciele sudańskiego rządu i SSW nie zostali zaproszeni. Wobec klęski podobnych konferencji w Paryżu i Londynie nie uznano, że udział reprezentantów walczących stron przyniesie jakikolwiek pożytek.

Ukazuje to rosnącą frustrację społeczności międzynarodowej. Ani rząd, ani rebelianci nie wydają się zainteresowani faktyczną pomocą ludności cywilnej. Dla nich najważniejsza jest wymiana ciosów i rządzenie nad zgliszczami, miast czego najlepszym przykładem było zniszczenie Al-Faszir.

Monitorowanie sytuacji w Sudanie jest utrudnione przez problemy z pozyskiwaniem danych. W momencie wkroczenia bojowników SSW w Al-Faszir pozostawało 260 tysięcy mieszkańców. Według szacunków ONZ około 65 tysięcy uciekło. Większość z nich całkowicie zniknęła ze statystyk. Wielu z nich spodziewano się znaleźć w leżącym opodal mieście Tawila, jednak uciekinierzy ze stolicy Darfuru Północnego liczą tam jedynie 6 tysięcy osób.

Zakończenie oblężenia nie przyniosło ustabilizowania sytuacji w Al-Faszir. Tragedia cywilów okazała się kolejną metodą zarabiania dla bojowników SSW. Byli dżandżawidzi porywają Sudańczyków, którzy próbują uciec z miasta. Okup wynosi równowartość około 25 tysięcy dolarów amerykańskich. Ci, których bliscy nie są w stanie zapłacić, są mordowani. „Wasze milczenie przyniosło wstyd historii i pozostanie świadectwem czasów, w których świat porzucił swoje człowieczeństwo” – stwierdził gubernator Darfuru Minni Minnawi. Społeczność międzynarodowa nie tylko nic nie zrobiła, aby uratować Al-Faszir, ale przyczyniła się do jego upadku.

Bojownicy i sprzymierzone z nimi milicje etniczne ustawiły dziesiątki punktów kontrolnych na drogach prowadzących do miasta. Służą one przede wszystkim jako miejsca, z których koordynuje się polowania na cywilów. Podobny system wymuszeń działa w Nijali, gdzie za opłatą można opuścić więzienie. W samym mieście kwestie finansowe doprowadziły do szabrowania sklepów. Sprawcami byli członkowie SSW, którzy od dawna nie otrzymali żołdu. Na ironię zakrawa fakt, że szczególnie ucierpiały komisy samochodowe zajmujące się sprzedażą pojazdów ukradzionych cywilom w Chartumie.

Armijainform