Wojny w Ukrainie, Syrii i Sudanie udowodniły, że drony stanowią integ­ralny element współczesnego pola walki. Do niedawna bezzałogowce wykorzystywane były przede wszystkim przez siły państwowe i dobrze zorganizowanych rebeliantów, ale coraz częściej pojawiają się w rękach sahelskich terrorystów. I nie są to tylko tanie komercyjne maszyny.

W ramach operacji pod kryptonimem „Hadin Kai”, prowadzonej przez nigeryjskie wojsko, lokalne grupy samoobrony i myśliwych, w słynnych lasach Sambisa, zatrzymano między innymi niejakiego Daubę Gubulę, oskarżonego o dostarczanie zmodyfikowanych dronów członkom Boko Haram. Przy Gubuli znaleziono dwa niewielkie drony, zestaw akcesoriów i 20 zasilaczy na ogniwa słoneczne. Akcję przeprowadzono na parkingu w Madagali w stanie Adamawa – jednym z miejsc szczególnie dotkniętych przez wojnę między państwem a rebeliantami.

Obejmująca zasięgiem część stanu Adamawa i Borno operacja wymierzona jest bezpośrednio w zaplecze logistyczne Boko Haram (chociaż obejmuje też ataki bezpośrednio na bojowników; 2 marca uderzenia lotnicze zlikwidowały aż 18 „oficerów” organizacji). Innym aresztowanym był handlarz bronią Ismail Muhammed. Akcja została przedstawiona jako sukces sił rządowych, jednak pokazuje raczej niezdolność państwa do złamania bojowników, którzy szybko adaptują się do nowych warunków pola walki.

Do 2021 roku drony stanowiły techniczną ciekawostkę w arsenale bojowników. Początkowo wykorzystywano je niemal wyłącznie do rozpoznania. Z czasem jednak również nigeryjscy terroryści docenili ich potencjał bojowy. Lokalna komórka tak zwanego Państwa Islamskiego wykorzystywała bezzałogowce do zrzucania ładunków wybuchowych na grupy żołnierzy, aby rozproszyć formację i wykorzystać chaos do przeprowadzenia ataku bezpośredniego.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

MAJ BEZ REKLAM GOOGLE 54%

Nigeryjskie siły zbrojne pozostają nieprzygotowane na stawianie czoła takiemu zagrożeniu. W marcu 2025 roku generał Godwin Mukut wprost stwierdził, że wojsko nie dysponuje odpowiednią liczbą systemów do zagłuszania sygnału czy zdolnych do niszczenia bezzałogowców. Samo zwalczanie zaopatrzenia na poziomie krajowym nie uderzy w sedno problemu.

Problemem jest konieczność ścisłej współpracy państw położonych wokół jeziora Czad. Zwalczanie transgranicznych grup terrorystycznych musi odbywać się jednocześnie z uderzeniem w lokalne sieci przemytników. Zatrzymywanie pojedynczych przestępców nie narusza całego systemu, który powstał w wyniku symbiozy półświatka i terrorystów.

Ale w Nigerii udział dronów w atakach przeprowadzanych przez Boko Haram i Państwo Islamskie nadal pozostaje marginalny. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja po drugiej stronie kontynentu, gdzie w Sudanie trwa wyścig między zwaśnionymi stronami o dostęp do coraz lepszych dronów.

Sudańska smart army

Podczas wystąpienia na Uniwersytecie Karary w Omdurmanie rządzący Sudanem generał Abd al-Fattah al-Burhan zapowiedział przyspieszenie budowy nowoczesnych sił zbrojnych, opartych na nowoczesnych technologiach, wśród których znajdą się drony. Zapowiedział, że „bitwa o godność”, jak określił sudańską wojnę domową, będzie trwała do całkowitego pokonania Sił Szybkiego Wsparcia generała Mohameda Hamdana Dagalo „Hemedtiego”.

Drony, obok artylerii, pozostają najważniejszymi elementami sudańskiego teatru działań wojennych. Pozyskanie odpowiedniej ich liczby jest kluczowe dla utrzymania tempa działań. SSW doskonale zdają sobie sprawę, że w tym zakresie pozostają w tyle za rządem. Dysponują mniejszą, choć stale rozbudowywaną flotą, która wykorzystywana jest na równi do walki co do ataków na zwykłych Sudańczyków.

W kontrolowanej przez SSW bazie lotniczej Nijala w Darfurze Południowym zauważono ponad 40 dronów chińskiej produkcji i 36 wyrzutni, między innymi drony znane na Zachodzie pod nazwą Sunflower-200 i będące kopią (lub przynajmniej wariacją na temat) irańskich Szahedów i rosyjskich Gieraniów, a także nieznacznie mniejsze ZT-180. Jedne i drugie zostały dostarczone najprawdopodobniej przez wspie­ra­jące SSW Zjednoczone Emiraty Arabskie we wrześniu ubiegłego roku.

Tymczasem po drugiej stronie barykady – tureckie drony zyskały doskonałą reputację po walkach we wschodniej Ukrainie, nic więc dziwnego, że rząd Sudanu chciał je kupić. Stroną, z którą negocjowali przedstawiciele producenta, była rządowa agencja Defence Industries Systems, sudański odpowiednik naszej Agencji Uzbrojenia. DIS jest objęta amerykańskimi sankcjami za zaangażowanie w dostawy broni do Sudanu. Kontrakt miał zostać podpisany przez Mirghaniego Idrisa Suleimana, dyrektora DIS.

Oficjalnie ani producent, firma Baykar, ani turecki rząd nie odnieśli się do doniesień o zawarciu kontraktu z Chartumem. Powodem prawdopodobnie jest ochrona dobrego wizerunku. Wiązanie tureckiego sprzętu z niezwykle brutalną wojną domową nie ułatwi budowania dobrego piaru. Faktem pozostaje, że panowanie w powietrzu było podstawą ogromnego tempa kontrofensywy sudańskich sił zbrojnych. Sukces Chartumu jest kolejnym sukcesem tureckiej zbrojeniówki.

Wojna to jednak ogromne zyski. Krwawe pieniądze płyną szerokim strumieniem, szczególnie do tych podmiotów, które gotowe są do działania na dwa fronty. W czasie, gdy przedstawiciele Baykara negocjowali dostawy dla sudańskich sił zbrojnych, turecka Arca Defence miała układać się z przedstawicielami SSW. Również w tym przypadku wszystko opiera się na plotkach. Dostawy broni do kraju objętego zarówno amerykańskimi, jak i europejskimi sankcjami zawsze będą ukrywane, nawet jeśli ostatecznie staną się tajemnicą poliszynela.

Przejrzystości i otwartości w kwestii zaopatrywania Sudańczyków w broń nie ułatwiają doniesienia o kolejnych zbrodniach. Jedną z najbardziej wstrząsających był ostrzał przeprowadzony w Górach Nubijskich. 30 listopada 2025 roku wojsko przeprowadziło dwuetapowy atak dronem na wieś Kumo. Po pierwszej eksplozji, gdy z domów wybiegli cywile chcący pomóc rannym, uderzył drugi dron. Według bojowników Sudańskiego Ruchu Wyzwolenia Ludu – Północ zginęło 48 osób. Wszyscy byli cywilami. Nieprecyzyjne ataki dronami stały się stałym elementem sudańskiej wojny domowej. Powszechne jest wykorzystywanie bezzałogowców przeciw celom niemilitarnym.

Rewolucja techniczna w Sahelu

O ile wojna domowa w Sudanie oraz starcia między Abudżą a Boko Haram dotyczą organizacji dysponującymi znacznymi zasobami i doświadczeniem, o tyle realia walk w zachodnim Sahelu wyglądają zupełnie inaczej. Tamtejsze grupy terrorystyczne opierają swoją skuteczność na szybkich uderzeniach z wykorzystaniem taniej broni o stosunkowo dużej sile rażenia. Rajdy uzbrojonych motocyklistów stały się ulubioną metodą ataków. Do niedawna terroryści działający w Mali, Nigrze i Burkina Faso nie włączali na szeroką skalę nowoczesnych bezzałogowców.

Wraz ze wzrostem doświadczenia organizacje rozszerzają wykorzystywany arsenał. Coraz częściej bojownicy korzystają z dronów do prowadzenie rozpoznania, jednak spodziewany jest większy udział w celach bojowych. Ogromna większość to przerobione komercyjne drony wyprodukowane w Chinach. Głównym użytkownikiem tych maszyn na terenie Nigru i Mali jest lokalny oddziała Al-Ka’idy. W latach 2023–2025 organizacja przeprowadziła 89 operacji z wykorzystaniem bezzałogowców, z czego 69 to bezpośrednie operacje bojowe.

Ataki ze strony sahelskich bojowników są dość proste w swoich założeniach. Drony wykorzystywane są do szybkiego przenoszenia i zrzucania niewielkich ładunków wybuchowych oraz, znacznie rzadziej, w charakterze „kamikaze”.

We flocie, którą dysponują terroryści, awangardę stanowi DJI Mavic, jednak najbardziej zaawansowaną konstrukcją stwierdzoną w ich arsenale jest wyposażony w kamery termowizyjne DJI M30T. Drony tego typu były wykorzystywane między innymi do monitorowania blokad dostaw paliwa podczas niedawnego kryzysu w Mali. Al-Ka’ida, urządzając demonstrację siły, była w stanie całkowicie odciąć stolicę. Październikowe oblężenie nie byłoby możliwe bez zakrojonej na dużą skalę obserwacji prowadzonej z wykorzystaniem bezzałogowców.

Malik Samuel, ekspert z Good Governance Africa, podejrzewa, że za rewolucją techniczną wśród terrorystów stoi napływ zagranicznych bojowników i rozpowszechnienie się know-how w zakresie zastosowania bezzałogowców. Ograniczenie strat przy jednoczesnym utrzymaniu siły rażenia prawdopodobnie napędzi rewolucję techniczną wśród sahelskich bojowników. Bez zacieśnienia współpracy między państwami i unowocześnienia posiadanego arsenału można spodziewać się zwiększenia efektywności organizacji terrorystycznych.

Drony FPV

Bojowe drony FPV powstałe z przeróbek komercyjnych maszyn stały się jednym z symboli wojny rosyjsko-ukraińskiej. Na dużą skalę są też stosowane przez strony wojny domowej w Birmie. Tym sposobem wojska lądowe, szczególnie biedniejszych państw i grup niepańs­two­wych, zyskały namiastkę rozpoznania i wsparcia lotniczego operujące na pierwszej linii.

Zdaniem niemieckiego publicysty Waldemara Geigera masowe wykorzystanie dronów FPV nie zwiastuje nowej ery tanich, masowo stosowanych środków napadu powietrznego, lecz jest fenomenem specyficznym dla wojny rosyjsko-ukraińskiej i mniejszych konfliktów. Przede wszystkim drony FPV nie są kolejnym w ciągu ostatnich stu lat zwiastunem końca czołgów. Zasady wykorzystania broni pancernej na polu walki cały czas ewoluują. Co jednak najważniejsze – ze względu na niewielki ładunek bojowy, poza sytuacjami, gdy uda się wlecieć przez otwarty właz, dron FPV ma niewielkie szanse na zniszczenie czołgu. Znane są przypadki znacznie słabiej opancerzonych wozów bojowych po obu stronach, które wytrzymywały wielokrotne trafienia i nadal były zdolne kontynuować walkę.

To samo dotyczy amunicji krążącej. Wrażenie potęgi tej broni, podobnie jak dronów FPV, wynika z dużej liczby widowiskowych filmów z akcji umieszczanych przez obie strony w mediach społecznościowych. Jaki procent operacji z wykorzystaniem tego typu uzbrojenia przynosi pełen sukces, to osobna sprawa.

Geiger zwraca uwagę na jeszcze jeden istotny szczegół. Upowszechnianie się bezzałogowców, zwłaszcza tych niewielkich, spowodowało równoległe upowszechnianie się środków walki elektronicznej. W razie ewentualnego konfliktu Rosja–NATO w niedalekiej przyszłości, w sytuacji, gdy systemy zakłócania będą montowane na praktycznie wszystkich pojazdach, a przenośne wersje na szeroką skalę trafia na wyposażenie piechoty, skuteczność dronów FPV, nawet mimo masowości zastosowania, może znacząco spaść.

W podobnym tonie wypowiada się Michael Kofman. Jego zdaniem przyszłość mniejszych dronów leży nie w widowiskowych akcjach bojowych, ale w realizacji zadań znacznie mniej medialnych, co na coraz większą skalę zaczynają robić Ukraińcy. Chodzi tutaj o minowanie i transport zaopatrzenia. Defensywne minowanie i podrzucanie przez bezzałogowce min na rosyjskich liniach zaopatrzeniowych stało się stałą praktyką. Jeszcze istotniejsze jest wykorzystanie dronów do dostarczania zaopatrzenia, chociażby na pierwszą linię. Niewielkie aparaty mają wprawdzie małą ładowność, ale są trudniejsze do wykrycia i zniszczenia. Do tego przy większych bezzałogowcach zbieraliby się żołnierze, stając się tym samym łatwym celem. To właśnie niewielkie drony były podstawą zaopatrzenia ukraińskiego przyczółka pod Krynkami.

Kofman zwraca także uwagę na inne koszty związane z eksploatacją na szeroką skalę dronów FPV. Do ich obsługi konieczni są ludzie, którzy mogliby obsługiwać inne, skuteczniejsze systemy uzbrojenia. Tutaj wracamy do „Madziara” Browdiego i jego „prawdzi­wie bez­zało­gowej” wojny. Zespół obsługujący drony FPV składa się nie tylko z pilota, ale jeszcze drugiego pilota-nawigatora, specjalisty od uzbrojenia i technika. Nawet jeżeli bezzałogowce nie będą w pełni autonomiczne, wyższy stopień autonomizacji pozwoli zmniejszyć liczbę ludzi koniecz­nych do ich obsługi. Tym samym będzie można jeszcze zwiększyć liczbę zespołów operatorów dronów albo przesunąć żołnierzy tam, gdzie będą bardziej potrzebni.

Z drugiej strony drony FPV i inne niewielkie bezzałogowce umożliwiają stały dozór strefy walk. W wypadku strącenia przez przeciw­nika można je szybko zastąpić, ma to zajmować zwykle dziesięć do piętnastu minut. Tutaj objawia się kolejna zaleta. Tanie, niewielkie aparaty można wykorzystać do sprowokowania obrony przeciw­lot­ni­czej przeciw­nika, by ta ujawniła swoje pozycje i wystrzelała się z amunicji, a tym samym miała mniej środków do rażenia bardziej niebezpiecznych celów, jak większe bezzałogowce, śmigłowce bojowe i samoloty.

Gaelle1106, Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International