W PGZ Stoczni Wojennej w Gdyni odbyła się dzisiaj uroczystość pierwszego palenia blach pod okręt ratowniczy budowany w ramach projektu „Ratownik”. Była to symboliczna inauguracja fizycznej budowy okrętu, który nie tylko zwiększy bezpieczeństwo przyszłych załóg nowych okrętów podwodnych, ale będzie wykorzystywany również do szeregu innych zadań.
Umowę na budowę okrętu podpisano w grudniu zeszłego roku. Niemal dokładnie rok później odbyło się pierwsze palenia blach, a położenie stępki zaplanowane jest na luty przyszłego roku. Jeśli wszystko będzie przebiegało zgodnie z harmonogramem, wodowanie odbędzie się w trzecim kwartale 2027 roku, a gotowy okręt ma być przekazany Marynarce Wojennej RP do końca 2029 roku. Za budowę odpowiada konsorcjum w składzie: Polska Grupa Zbrojeniowa z PGZ Stocznią Wojenną na czele i Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Centrum Techniki Morskiej.
– Po pięćdziesięciu latach rząd polski zdecydował się zastąpić wysłużone okręty ORP Piast i ORP Lech nowym okrętem wielozadaniowym pod kryptonimem „Ratownik” – mówił prezes zarządu PGZ Stoczni Wojennej, Marcin Ryngwelski. – Będzie on wsparciem dla nowych okrętów podwodnych. Życzymy Marynarce Wojennej dobrego wyboru [Uroczystość odbyła się przed ogłoszeniem zwycięzcy w programie „Orka”]. Nowy okręt zwiększy zdolność Marynarki Wojennej do ochrony polskich interesów na morzu oraz wzmocni naszą pozycję w NATO. Dzisiaj, rozpoczynając proces budowy, jesteśmy już na zaawansowanym etapie realizacji tego programu. Marynarka będzie miała czas poznać okręt, wyszkolić załogę zanim przyjdzie pierwszy okręt podwodny.
„Ratownik” to nazwa projektu, a nie docelowa nazwa okrętu, który będzie jego efektem. Niezależnie od tego, jakie będzie nosił imię, będzie okrętem dużym: 96 metrów długości, 19 metrów szerokości i wyporność 6500 ton. Dla porównania: będące obecnie w służbie okręty ratownicze ORP Lech i ORP Piast mają długość 73 metry i wyporność około 1800 ton. Natomiast fregaty budowane w ramach programu „Miecznik” będą miały około 7 tysięcy ton wyporności. Okręt będzie miał zasięg około 6 tysięcy mil morskich, autonomiczność około 30–40 dni, a prędkość maksymalna wyniesie 19 węzłów.
Załoga będzie się składała ze 100 osób. W dużej części będą to specjaliści od prac podwodnych, ratownictwa, lekarze, nurkowie głębinowi czy operatorzy systemów bezzałogowych. Na pokładzie znajdzie się również miejsce dla dodatkowych dziewięciu członków załogi, którzy mogą zostać zaokrętowani w zależności od charakteru konkretnej misji.
Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.
Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.
Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.
Jak sama nazwa wskazuje, podstawowym zadaniem okrętu będzie ratowanie załóg okrętów podwodnych. Do wypadków z ich udziałem dochodzi bardzo rzadko, zwłaszcza w krajach szeroko pojętego Zachodu, ale gdy już się to stanie, są to jedne z najtrudniejszych do wyobrażenia akcji ratunkowych. NATO regularnie trenuje operacje ratunkowe zatopionych okrętów podwodnych w czasie ćwiczeń SUBMAREX i „Dynamic Monarch”. Od lat uczestniczą w nich również polskie okręty ratownicze dysponujące zdolnością do dostarczania tlenu, żywności czy części zamiennych na zatopiony okręt podwodny.
„Ratownik” będzie wyposażony w zaawansowane systemy sonarowe umożliwiające wykrycie zatopionego okrętu podwodnego, jak również systemy pozycjonowania dynamicznego do utrzymywania optymalnej pozycji w czasie prowadzonej akcji. Na pokładzie znajdzie się system komór dekompresyjnych, dzwon nurkowy, a także inne urządzenia umożliwiające podejmowanie z dna dużych obiektów.
Podobnie jak na dzisiejszych okrętach, na nowej jednostce będzie również wyposażenie do nawiązywania łączności z zatopionym okrętem, podawania tlenu oraz zapasów wody i jedzenia czy narzędzi. Obecne okręty ratunkowe mają możliwość prowadzenia prac podwodnych do głębokości około 90 metrów. Zgodnie z zapowiedziani „Ratownik” będzie miał możliwość prowadzenia prac do głębokości co najmniej 450 metrów, a więc nawet w najgłębszych częściach Bałtyku. Ma to kluczowe znaczenie w kontekście nowych okrętów podwodnych, które w odróżnieniu od ORP Orzeł będą mogły się zanurzać. Na okręcie znajdzie się również lądowisko dla dużego śmigłowca, co na przykład umożliwi szybszy transport poszkodowanych do szpitala.
Te same systemy, które można wykorzystać do ratowania załóg okrętów podwodnych, mogą służyć również do inspekcji czy naprawy podwodnej infrastruktury krytycznej. Podwodne kable przesyłowe, gazociągi, infrastruktura portowa czy powstające farmy wiatrowe z pewnością budzą zainteresowanie przeciwnika, który nie ma problemu z tym, aby w działaniach niekonwencjonalnych próbować im zaszkodzić. W ostatnich latach byliśmy świadkami kilku takich zdarzeń na Bałtyku, a można spodziewać się kolejnych.
– Po kilkudziesięciu latach, w trzecim podejściu, udaje nam się w końcu realizować program „Ratownik”, który dzieje się w ekspresowym tempie – powiedział podsekretarz stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych, Konrad Gołota. – Jest to okręt bardzo nowoczesny. I jest to okręt, którego pozazdrości nam niejedna marynarka wojenna. To jest również niemal w całości polska myśl techniczna. To jest coś, co będziemy mogli eksportować. Polski przemysł obronny przez lata nie był mistrzem świata, jeśli chodzi o eksport, a tutaj nasz przemysł stoczniowy wyznacza trendy, budując coś, co może stać się naszym hitem eksportowym i czymś, co na pewno bardzo wzmocni nasze bezpieczeństwo.
– Palenie blach to nie tylko jeden z kluczowych etapów budowy okrętu, ale przede wszystkim wyraz naszej determinacji w budowaniu nowoczesnych sił morskich zdolnych skutecznie bronić polskich interesów na Morzu Bałtyckim – napisał w liście skierowanym do uczestników uroczystości minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz. – Dzisiejsza uroczystość stanowi ważny moment w historii polskiej marynarki. W najbliższych latach Marynarka Wojenna wzbogaci się również o fregaty wielozadaniowe, kolejne niszczyciele min oraz okręt rozpoznania radioelektronicznego.
– Budowany okręt ratowniczy stanowi strategiczne uzupełnienie tych zdolności, zapewniając możliwość prowadzenia kompleksowych operacji ratowniczych oraz wsparcie dla działań operacyjnych okrętów podwodnych. W obliczu nasilających się zagrożeń hybrydowych na Bałtyku, nowa jednostka, wyposażona między innymi w sonary wysokiej rozdzielczości, znacząco wzmocni nasze zdolności w zakresie ochrony podmorskiej infrastruktury krytycznej. Jednostka ta będzie również istotnym elementem realizacji programu pozyskania okrętów podwodnych nowego typu w ramach programu „Orka”. Nie sposób pominąć sojuszniczego wymiaru tej inwestycji. Okręt ratowniczy przyczyni się do wzmocnienia potencjału Polski w zakresie wsparcia działań NATO na obszarze Morza Bałtyckiego.
Nowy magazyn w PGZ Stoczni Wojennej
Tego samego dnia na terenie Stoczni Wojennej odbyła się również druga uroczystość: otwarcie hali magazynowej, w której będą składowane podzespoły planowane do późniejszego zamontowania na budowanych fregatach. Dzięki temu dostawy poszczególnych komponentów będzie można realizować szybciej, niezależnie od postępów w budowie samego kadłuba. Dla stoczni korzyść będzie polegała na tym, że nie będzie musiała czekać na dostawę zamówionych elementów od producenta, tylko w odpowiednim momencie będzie je na bieżąco wyciągała z magazynu.
Budynek będzie wykorzystywany również przy budowie czy remontach innych okrętów. Hala jest wyposażona w dwudziestotonową suwnicę, a wewnątrz zainstalowano również systemy utrzymujące zawsze optymalną temperaturę i wilgotność powietrza. Hala została zbudowana zgodnie z wymaganiami jednego z producentów wyrzutni rakiet dostarczającego te komponenty dla „Mieczników”.



