O tym, że dyplomacja czasów Trumpa często jest realizowana naprędce, wiemy nie od wczoraj. Porozumienie o rozejmie z Iranem okazało się kreślone na kolanie, a sytuacja na miejscu wkrótce znów pogrążyła się w chaosie. Cieśnina Ormuz została zamknięta w mniej niż dobę po ogłoszeniu jej otwarcia. Rozejm całkowicie nie upadł, chociaż po prawdzie nigdy też nie został w pełni wprowadzony.

Najważniejszym problemem jest kwestia zakresu terytorialnego rozejmu. Według Iranu i Pakistanu miał on objąć nie tylko Iran, ale również Liban, gdzie od miesiąca trwa izraelska inwazja. Zapewne w tej interpretacji również Jemen był brany pod uwagę jako front tej samej wojny. Amerykanie jednak zakładali, że wstrzymanie działań bojowych dotyczy jedynie Iranu. Co kuriozalne, żadna ze stron nie oskarżyła drugiej o kłamstwo. Wynika z tego, że faktycznie nie ustaliły, na co dokładnie się zgadzają.

Sprawie nie pomógł fakt, że Izrael nie został włączony w rozmowy. Jerozolima co prawda uznała zawarty rozejm, ale jedynie w amerykańskiej interpretacji. O ile Netanjahu robił dobrą minę do złej gry, o tyle jego przeciwnik, Jair Lapid, otwarcie nazwał całą sytuację „polityczną katastrofą”. Szef knesetowskiej komisji bezpie­czeń­stwa narodowego nazwał natomiast Trumpa tchórzem. Warto pamiętać, że nie pierwszy raz Trump wystawił Izrael. W maju 2025 roku zawarł z Ruchem Huti rozejm, który zatrzymał ataki w Bab al-Mandab, ale dopuścił ataki na Izrael. Jak widać, nawet Państwo Żydowskie nie może ufać w pełni obecnej administracji w Waszyngtonie.

Pomijając kwestię libańską (do której wrócimy poniżej), w ciągu ostatniej doby doszło do innych naruszeń. Według irańskiego Tehran Times siły izraelsko-amerykańskie zaatakowały rafinerię na wyspie Lawan. Sam Iran w odpowiedzi zaatakował obiekty na terenie ZEA i Kuwejtu, w tym rafinerie i zakłady odsalania wody. Pojawiły się nawet oskarżenia, jakoby emirackie Mirage’e 2000 przypuściły atak na Iran, co jednak na ten moment wydaje się nieprawdą. Według Axiosa tak naprawdę ograniczone działania zbrojne trwały cały czas. Trudno ocenić, kto odpowiada za pierwsze naruszenie rozejmu. Jednym z wytłumaczeń może być radykalna decentralizacja sił Iranu. Część oddziałów mogła nie otrzymać wiadomości o nagłej decyzji. Jest to jednak tylko spekulacja.

Myto

Na osobną uwagę zasługuje w tym kontekście pomysł Donalda Trumpa, żeby Iran i Oman pobierały opłaty za przepusz­cza­nie (i nieniepo­ko­je­nie) statków przechodzą­cych przez Ormuz. Punkt taki znalazł się w porozumieniu o zawieszeniu broni. Trump rzekomo ma nadzieję, iż Teheran wykorzysta pozyskane w ten sposób fundusze na odbudowę kraju.

Omański minister transportu oświadczył, że umowy międzynarodowe zabraniają Omanowi pobierania takich opłat. Tymczasem Iran chce podobno narzucić stawkę w wysokości 1 dolara za baryłkę ropy, co przekładałoby się na mniej więcej 2 miliony dolarów za przejście zbiornikowca kategorii VLCC. Myto miałoby być opłacane kryptowalutą.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

MAJ BEZ REKLAM GOOGLE 54%

Pomysł oczywiście wzbudza mamucie kontrowersje. Premier Grecji Kiriakos Mitsotakis stwierdził, że pobieranie opłat przez Iran byłoby nieodpuszczalne. Grecy kontrolują jedną z największych flot handlowych na świecie.

– To porozumienie nie może, powtarzam: nie może, zawierać jakiejś opłaty, którą statki będą musiały płacić za każdym razem, gdy przekroczą cieśninę – mówił Mitsotakis. – Nie było tak przed wybuchem wojny i nie może być tak po jej zakończeniu. Gdyby do tego doszło, stworzylibyśmy bardzo, bardzo niebezpieczny precedens dla wolności żeglugi.

Wczoraj po południu irańskie media doniosły, iż Ormuz został ponownie zamknięty. Zbiornikowiec Auroura pod banderą panamską chcący opuścić Zatokę Perską zawrócił i stanął na kotwicy. Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt zapewnia jednak, iż cieśnina pozostaje otwarta.

Co się tyczy prawa międzynarodowego, kluczowym dokumentem pozostaje Konwencja Narodów Zjednoczonych o Prawie Morza sporządzona w Montego Bay z 1982 roku i obowiązująca od 16 listopada 1994 roku. Konwencja ta wprowadziła do prawa morskiego pojęcie „przejścia tranzytowego”, które zapewnia wolność żeglugi statków morskich (w tym wszystkich okrętów) i przelot statków powietrznych (w tym wojskowych) w cieśninach, które w całości leżą na wodach terytorialnych jednego lub kilku państw, używanych w żegludze międzynarodowej, w celu nieprzerwanego, szybkiego i niezakłóconego tranzytu między jedną częścią morza pełnego a drugą częścią morza pełnego. Dotyczy to tak kluczowych cieśnin jak Gibraltarska, Kaletańska, Bab al-Mandab, Malakka czy właśnie Ormuz.

Pokój nadal w zasięgu?

Rozejm jeszcze nie upadł, co nie zmienia faktu, że wydarzenia ostatnich godzin świadczą, że nawet na tym poziomie nie ma zgody między walczącymi stronami. Zarazem nie ma informacji na temat odwołania zapowiadanych rozmów pokojowych w Pakistanie. Stronę amerykańską mają w niej reprezentować Steve Witkoff i Jared Kushner, którzy byli zaangażowani również w negocjacje dotyczące Strefy Gazy. Dołączy do nich wiceprezydent J.D. Vance. Stronę irańską będą reprezentowali marszałek parlamentu Bagher Ghalibaf i minister spraw zagranicznych Abbas Araghczi. Rozmowy mają rozpocząć się w sobotę.

Również w tym obszarze mamy do czynienia z chaosem. Nadal nie wiadomo, jaką treść mają punkty zaprezentowane przez Iran. W światowych mediach pojawiły się przewidywalne żądania Iranu, które jednak trudno nazwać „nadającymi się do pracy nad nimi”. Mowa o zniesieniu wszystkich sankcji, wycofaniu się USA z regionu i zaakceptowaniu irańskiego zwierzchnictwa nad cieśniną Ormuz.

Sam Trump oświadczył, że te doniesienia są nieprawdziwe i zwyzywał dziennikarzy od szarlatanów. W innym wpisie Trump wspominał, że Iran wstrzyma wzbogacanie uranu, a jego zapasy zostaną zniszczone. W jeszcze kolejnej wypowiedzi oświadczył, że każde państwo handlujące bronią z Iranem poniesie konsekwencje w postaci dodatkowych 50-procentowych ceł. Jeśli traktować te groźby poważnie, oznaczałoby to kolejną wojnę celną z Chinami.

Jeśli rozejm się utrzyma, a w Islamabadzie dojdzie do spotkań na wysokim szczeblu, będzie można mówić o niedużym sukcesie. Obie strony najwidoczniej są zmęczone działaniami zbrojnymi. Nie zmienia to faktu, że Teheran i Waszyngton nadal zachowują się bardzo pewnie, co nie wróży dobrze negocjacjom. Nie wiemy, jak sytuacja wygląda za kulisami i komu bardziej zależało na rozejmie. Biorąc pod uwagę sprzeciw Iranu wobec walk w Libanie, można założyć, że Teheran nadal prezentuje mocno asertywną postawę, chociaż również jest w stanie zaakceptować rozejm na bardziej korzystnych zasadach. Sytuacja zapewne wyklaruje się w ciągu następnej doby.

Co się dzieje w Libanie?

2 marca izraelskie wojsko rozpoczęło – zaplanowaną pierwotnie tylko na kilka dni – kampanię wymierzoną w siły Hezbollahu. Początkowo chodziło przede wszystkim o zneutralizowanie jednostek Partii Boga, które rozpoczęły ostrzał Izraela w odwecie za śmierć Alego Chameneiego. Kampania szybko zaczęła nabierać tempa i obecnie trudno już mówić o niej inaczej jak tylko o inwazji Izraela na terytorium północnego sąsiada.

Premier Libanu potępił atak Hezbollahu na Izrael i zakazał działalności pionu wojskowego organizacji, a następnie także anulował prawo do ruchu bezwizowego dla obywateli Iranu. Jerozolima ogłosiła jednak, iż libańskie władze nie radzą sobie z problemem, w związku z czym Cahal musi wziąć sprawy we własne ręce.

Od tej pory izraelskie lotnictwo kontynuuje regularne bombardowania celów zidentyfikowanych jako należące do Hezbollahu, a wojska lądowe wkraczają dalej w głąb libańskiego terytorium. Wczoraj Chejl ha-Awir przeprowadził największą serią uderzeń lotniczych atak na Liban w tej wojnie – ponad sto celów porażonych w mniej więcej dziesięć minut, głównie w Dolinie Bekaa, południowym Libanie i samym Bejrucie.

Według danych libańskiego ministerstwa zdrowia tylko wczoraj w izraelskich nalotach zginęły 182 osoby (w tym 12 sanitariuszy), a 890 zostało rannych. Na wskroś absurdalnie brzmią w tym kontekście zapewnienia J.D. Vance’a, iż Izrael będzie się „trochę hamował” w Libanie, aby zmniejszyć napięcie podczas negocjacji. Od początku wojny liczba ofiar śmiertelnych przekroczyła 1700 (a więc ponad 10% zginęło wczoraj!), a rannych zbliża się do 6 tysięcy. Nie wiadomo jednak, jaki odsetek stanowią bojownicy Hezbollahu. Według danych izraelskich zginęło do tej pory 1100 członków Partii Boga.

Najbardziej, jak zwykle, cierpią cywile. Liczbę uchodźców wewnętrznych szacuje się już na ponad 1,7 miliona. Innymi słowy: jedna piąta obywateli kraju. Wsie w pasie przygranicznym zostały doszczętnie spustoszone, ponieważ Cahal stara się utworzyć tam strefę buforową. Oficjalnie ma ona istnieć jedynie w trakcie wojny, ale w praktyce większość obserwatorów sądzi, że jeśli już powstanie, to na dobre.

W prywatnych rozmowach z przywódcami społeczności chrześcijańskich i druzów w południowym Libanie oficerowie Cahalu zapewniali, że mogą one pozostać w strefie ewakuacyjnej. Naciskali jednak, aby wypędzili Libańczyków ze społeczności szyickich, którzy szukali u nich schronienia. Szyici stanowią większość mieszkańców południowego Libanu. Irańska teokracja także jest szyicka.

– Izraelskie wojsko nie może twierdzić, że bezpiecznie ewakuuje ludność cywilną ze względu na naglące konieczności wojskowe [taką możliwość przewiduje IV konwencja genewska – przyp. red.], skoro w niektórych rejonach wysiedlenia są motywowane względami religijnymi, a do opuszczenia kraju zmuszani są jedynie cywile szyiccy – powiedziała Nadia Hardman, badaczka z Human Rights Watch, cytowana przez The New York Times.

Dzisiaj libańskie wojsko zamknęło ostatni otwarty most na rzece Litani w pobliżu Tyru. Izraelczycy zagrozili, że w przeciwnym razie most zostanie zbombardowany. Na południe od Litani wciąż przebywają (mimo apeli Cahalu) setki cywilów, które teraz zostały tam uwięzione. Część mostów zniszczono już w połowie marca.

Hezbollah stara się także nawiązywać walkę z pododdziałami Cahalu na ziemi. Do tej pory w walce poległo 12 żołnierzy, ostatni – 20-letni sierżant sztabowy Tuwel Josef Lifszic z brygady „Golani” – przedwczoraj. Bojownicy Partii Boga wyciągnęli też wnioski z wojny w Ukrainie i używają dronów FPV kierowanych światłowodowo do ataków na izraelskie wozy pancerne i opancerzone. Skala i skuteczność tych ataków jest trudna do oszacowania, różne źródła podają różne liczby nieodwracalnie zniszczonych czołgów Merkawa, od zera do stu.

Sam Hezbollah pod koniec marca chwalił się zniszczeniem 21 Merkaw i kilku buldożerów Dubi na przestrzeni 24 godzin. Cahal przyznaje, że pewna liczba czołgów została uszkodzona, ale dementuje informacje o bardzo wysokich stratach.

Wśród ofiar inwazji znaleźli się także żołnierze misji pokojowej UNIFIL (United Nations Interim Force In Lebanon). W poniedziałek 30 marca służba prasowa misji poinformowała o śmierci trzech błękitnych hełmów z Indonezji w dwóch osobnych incydentach. Najpierw jeden żołnierz zginął, kiedy pocisk uderzył w posterunek UNIFIL-u we wsi Adszit al-Kusajr. Kilka godzin później eksplozja zniszczyła pojazd we wsi Bani Hajan, leżącej vis-à-vis izraelskiego miasta Kirjat Szemona. Tym razem zginęło dwóch żołnierzy, a kolejnych dwóch zostało rannych, w tym jeden ciężko.

Na tym nie koniec nieszczęść personelu z Kraju Siedemnastu Tysięcy Wysp. W piątek 3 kwietnia trzech żołnierzy zostało rannych (w tym dwóch ciężko) wskutek eksplozji w posterunku we wsi Al-Adajsa. Indonezja wystawia największy liczebnie kontyngent w misji UNIFIL (755 żołnierzy). Według ustaleń oenzetowskich śledczych pocisk w Adszit al-Kusajr pochodził z izraelskiej Merkawy, natomiast ajdik w Bani Hajan został podłożony przez Hezbollah.

Wczoraj włoski minister obrony Guido Crosetto oskarżył Izraelczyków o celowe ostrzelanie konwoju UNIFIL-u jadącego na trasie Szama–Bejrut, a tamtejszy MSZ wezwał na dywanik izraelskiego ambasadora. Na przestrzeni całej historii misji ONZ w Libanie to właśnie Włosi delegowali tam najwięcej żołnierzy, a obecnie stanowią drugi największy kontyngent (754 żołnierzy) po Indonezyjczykach. Od blisko 20 lat jest też przyjęte, że włoski oficer dowodzi lądowymi pododdziałami operacyjnymi UNIFIL‑u.

US Air Force