Brytyjska Royal Navy wspólnie z resortem obrony podejmuje ryzykowne decyzje, często określane mianem nieroztropnych. W ostatnich dniach zamknięto program budowy niszczycieli rakietowych typu 83, które w przyszłej dekadzie miały zastąpić dotychczas eksploatowane jednostki typu 45. Miejsce planowanych okrętów zajmie sześć okrętów dowodzenia Common Combat Vessels (CCV), które oprócz zdolności przeciwlotniczych będą kierować kilkoma typami nawodnych bezzałogowców.

Jednak po kolei. Kilka dni temu Luke Pollard, brytyjski minister do spraw przemysłu obronnego, w odpowiedzi na interpelację posła Aleca Shelbrooke’a, stwierdził, że obecne kierownictwo resortu otrzymało po poprzednikach niedopracowaną koncepcję niszczycieli typu 83. W ciągu trzech lat na prace projektowe wydano niespełna milion funtów, a łączna kwota przeznaczona na ogólny rozwój programu wyniosła 6,9 miliona funtów.

Niszczyciele typu 83 miały zostać pozyskane w ramach programu Future Air Dominance System (FADS). Byłyby przeznaczone głównie do zwalczania celów powietrznych i obrony przeciwra­kietowej. Plany pozys­kania nowych niszczy­cieli dla zastąpienia typu 45 pojawiły się w 2019 roku, zaś dwa lata później przed­sta­wiono wstępną koncepcję. Przez długi czas opinia publiczna dysponowała wyłącznie szczątkowymi informacjami, nie określono nawet planowanej liczby okrętów.

Rok później resort obrony poinformował, że typ 83 ma stanowić odpowiedź na nowe zagrożenia, które pojawiły się w ostatnich latach. Podobnie jak dotychczas eksplo­atowane przez Royal Navy niszczyciele, nowe okręty mają skutecznie zwalczać pociski hiper­soniczne. Jeszcze we wrześniu ubiegłego roku informowaliśmy, iż program stopniowo posuwa się naprzód, zaś kierownictwo Royal Navy analizuje możliwość pozyskania bezzałogowych okrętów nawodnych jako ich uzupełnienia.

Utrzymanie Konfliktów jako serwisu wolnego od reklam Google to dla nas priorytet. Dzięki Waszemu wsparciu z Patronite i BuyCoffee udało się to do tej pory i chcielibyśmy, aby tak zostało.

Żeby działać bez reklam Google, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie. To próg, który pozwala nam skupić się na pracy. Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.

Nie spodziewamy się, że każdy będzie nas wspierał finansowo. Ale jeśli zdecydujecie się pomóc, zadbamy o to, by każda złotówka realnie pracowała na rozwój serwisu.

Nasze comiesięczne raporty finansowe możecie przeczytać tutaj.

SIERPIEŃ BEZ REKLAM GOOGLE 62%

Teraz uzupełnienie stało się zastępstwem. Brytyjczycy od kilku lat konsekwentnie realizują program budowy „hybrydowej marynarki wojennej”. Owa hybrydowość polegać ma na tym, że klasyczne okręty załogowe będą wspierane przez jednostki autonomiczne i bezzałogowe. Najlepiej obraz koncepcji rysuje budowa brytyjskich sił przeciwminowych.

Do tej pory wycofano większość załogowych niszczycieli min, a ich funkcje przejęły okręty HMS Stirling Castle (M01) i RFA Lyme Bay (L3007). Oba wyposażono w moduły przeciwminowe złożone z bezzałogowych jednostek nawodnych i podwodnych, dzięki czemu pełnią one funkcję „okrętu matki” dla bezzałogowych platform przeciwminowych.

RFA Lyme Bay (L3007) podczas testów z wykorzy­sta­niem bez­zało­go­wego systemu przeciw­mino­wego MMCM u wybrzeży Gibraltaru w maju 2026 roku.
(LPhot Kevin Walton / UK MOD © Crown copyright 2026)

Obecna forma rozszerzyła się, jak widać, na okręty bojowe. Sześć dotychczas używanych niszczycieli typu 45 ma być zastąpionych przez tyleż okrętów dowodzenia Common Combat Vessels. Czym konkretnie mają być? Dokładnie nie wiadomo. Resort obrony milczy. Ale trochę więcej informacji w poprzednich miesiącach przedstawił przemysł.

Babcock pod koniec ubiegłego roku zaprezentował koncepcję fregaty rakietowej, rozbudowaną o możliwość dowodzenia i kontroli rozproszoną grupą okrętów autonomicznych. Wówczas była to koncepcja fregaty bazującej na projekcie Arrowhead 140, stanowiącym pierwowzór fregat typu 31. Koncepcję zaprezentowano w ramach programu Autonomous and Remote Maritime Operational Response (ARMOR; grafiki koncepcyjne poniżej).

Rozwiązanie to sugeruje, że CCV oprócz funkcji dowodzenia i kontroli (a co za tym idzie, dużą liczbą dodatkowych systemów) miałyby klasyczne sensory i uzbrojenie fregaty rakietowej. Wprawdzie na ten moment Babcock zaprezentował projekt oparty na AH140, jednak nic nie stałoby na przeszkodzie, żeby projekt oprzeć chociażby na większych fregatach typu 26 budowanych przez BAE Systems. Niewykluczone też, że CCV mogłyby zmaterializować się jako fregaty typu 32, które również w założeniu miały dysponować i dowodzić bezzałogowcami.

Renderings of Babcock’s proposed ARMOR concept for the Royal Navy’s future air defender. [Album]
by
u/Odd-Metal8752 in
WarshipPorn

Ciekawiej robi się w przypadku przedstawionych koncepcji bezzałogowców. Resort obrony chciałby zbudować trzy LUSV-y (Large Unmanned Surface Vessel, duże bezzałogowe jednostki nawodne) i jednego drona podwodnego. Najpierw przyjrzymy się koncepcjom nawodnym. Pierwszą będzie pływająca bateria rakietowa typu 91. Sama koncepcja jednostek tego typu nie jest nowa, resort obrony wypowiadał się o niej pod koniec ubiegłego roku jako uzupełnienie dla niszczycieli typu 83.

Bezzałogowce typu 91 wciąż pozostają na etapie przedkoncepcyjnym, jednak ostatnio coraz częściej ze strony mediów i rządu słychać o chęci ich opracowania. Czym w zasadzie mają być te jednostki? Resort obrony wypowiada się o nich jako o dużych pływających platformach dla uzbrojenia rakietowego. Okręt otrzymałby wyrzutnię pionową, mogącą pomieścić „dużą” liczbę pocisków, nie wiadomo jednak, ile dokładnie.

Platforma typu 91 nie będzie działać samodzielnie, ale operować jako zintegrowana część systemu i wzmacniać zdolność rażenia niszczycieli typu 83. Zdaniem Royal Navy taki bezzałogowy okręt może stanowić skuteczną odpowiedź na zagrożenie ze strony zmasowanych ataków rakietowych, jakie widzimy w Ukrainie.

Drugim planowanym typem będą bezzałogowce typu 92 do poszukiwania i zwalczania okrętów podwodnych. Najpewniej będą to jednos­tki wyposażone w sonar holowany, boje sonarowe lub sonary podkadłubowe. Również prawdopo­dobne jest, że będą wykorzystywać śmigłowce bezzałogowe do poszukiwania okrętów podwod­nych i dysponować własnymi wyrzut­niami torped. Jednostki typu 92 mogłyby odpowia­dać za nadzór akwenów północ­nego Atlantyku oraz przesmyku GIUK, kluczowego dla nieprzer­wa­nego funkcjo­no­wa­nia morskich linii komuni­ka­cyj­nych i linii zaopatrzeniowych między europej­skimi członkami NATO a Stanami Zjednoczonymi.

Ostatnim i jednocześnie najbardziej interesującym jest typ 94. Jednostki te mają być przede wszystkim autonomicznymi platformami z zaawansowanymi stacjami radiolokacyjnymi, a nie klasycznymi okrętami rakietowymi. Ich zadaniem byłoby wykrywanie i śledzenie celów na dalekich dystansach i przekazywanie danych do innych uzbrojonych platform, jak CCV czy bezzałogowce typu 91. Z kolei jednostki typu 93 byłyby dużymi UUV, czyli dronami podwodnymi.

Nie wiadomo jeszcze, czy typy 91, 92 i 94 powstaną na wspólnym kadłubie. Możliwe, że typ 94 będzie większy ze względu na konieczność przenoszenia radaru, będzie też musiał dysponować siłownią generującą znacznie większą moc, aby zasilić sensory. Jeśli jednostki te mają działać w trudnych warunkach północnego Atlantyku, mogą osiągać nawet 80–100 metrów długości i 2–3 tysiące ton wyporności.

Niszczyciel rakietowy HMS Dragon typu 45.
(LA(Phot) Nicky Wilson / MOD)

Skąd pomysł na taką nowatorską koncepcję? Przede wszystkim Royal Navy cierpi z powodu braków kadrowych, a jednostki bezzałogowe pozwoliłyby podtrzymać zdolności kosztem okrętów załogowych. Dodatkowo teoretycznie budowa nawet pływającego radaru czy baterii wyrzutni pionowych może być tańsza niż klasycznego niszczyciela rakietowego. Niemniej opracowanie pożądanych jednostek w taki sposób, aby koncepcja działała, byłoby zarówno kosztowne, jak i czasochłonne, zwłaszcza że muszą być interoperacyjne z innymi okrętami Royal Navy i sojuszniczymi.

Program obarczony jest ponadto dużym ryzykiem technicznym. Sama koncepcja wymiany danych między poszczególnymi platformami w czasie rzeczywistym wymagałaby stworzenia wydajnego i odpornego na działania zewnętrzne systemu łączności. Satelity mogą zostać zagłuszone, poddane cyberatakom lub zniszczone. Sieci radiowe mogą zostać zakłócone przez działania wojsk radioelektronicznych, a łącza danych mogą zostać zakłócone dokładnie wtedy, gdy są najbardziej potrzebne.

Im więcej rozproszonych systemów opartych na oddzielnych platformach, tym większe prawdopodobieństwo, że któryś element zawiedzie. Pojawiają się również wątpliwości co do całego procesu zarządzania walką. Podejmowanie decyzji o strąceniu celu lub zaatakowaniu obiektu pod wodą wymagać będzie i tak ostatecznej decyzji człowieka, a im więcej platform włączonych w system, tym bardziej proces siłą rzeczy się wydłuża.

Wizja fregaty typu 31.
(Babcock)

USV będą musiały cechować się również bardzo wysoką niezawodnością, ponieważ nawet przy zdalnym monitorowaniu stanu technicznego na pokładzie nie będzie marynarzy zdolnych do szybkiego usuwania usterek czy prowadzenia pełnej kontroli uszkodzeń. Jednostki bezzałogowe nadal będą wymagały obsługi technicznej, logistyki, wsparcia oprogramowania, modernizacji, infrastruktury portowej i wyspecjalizowanego personelu, a także paliwa i uzbrojenia, którego koszt pozostaje taki sam niezależnie od nosiciela. Stąd też istnieje prawdopodobieństwo, że całkowity koszt CCV i floty typu 9X może ostatecznie zbliżyć się do kosztu pozyskania sześciu niszczycieli typu 83, biorąc pod uwagę wszystkie wyzwania, które muszą przezwyciężyć inżynierowie i sama Royal Navy.

Na koniec warto przytoczyć ciekawe opinie pojawiające się w dyskursie publicznym wskazujące, iż cała koncepcja wymuszona jest przez polityków zasiadających w ministerstwie finansów. Poszukiwanie oszczędności wymusza na flocie poszukiwanie ryzykownych, jednak teoretycznie tańszych rozwiązań, które muszą zostać przedstawione opinii publicznej jako innowacja, pomimo że w zasadzie nie da się zagwarantować powodzenia projektu.

Babcock
Babcock