Polski resort obrony jeszcze nigdy nie był tak blisko zamówienia nowych okrętów podwodnych dla Marynarki Wojennej w ramach programu „Orka”. Kilka dni temu minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz poinformował, że powołany zespół zadaniowy wypracował rekomendację oferty, która ma w jak najlepszym stopniu spełniać oczekiwania i wymagania, a następnie przekazano ją Radzie Ministrów do zatwierdzenia. Nieoficjalne informacje wskazują jednak, iż rząd skłonił się ku rozwiązaniu budzącemu pewne kontrowersje, nie tyle pod względem technicznym, ile potencjalnego czasu dostawy.

Wypracowanie decyzji pozwala sądzić, że zgodnie z wcześniejszymi zapewnieniami MON‑u dostawca okrętów w ramach programu „Orka” zostanie wskazany do końca roku. Oczywiście nie będzie to podpisanie umowy wykonawczej, lecz jedynie wybór partnera zagranicznego, z którym docelowy kontrakt ma zostać zawarty w formule szerszej umowy między­rzą­do­wej. Nieoficjalnie wskazuje się już od dłuższego czasu, że dostawcę „Orki” poznamy jeszcze podczas Święta Marynarki Wojennej – w najbliższy piątek 28 listopada.

Zespół zadaniowy do spraw wypracowania rekomendacji powołano 1 października. Tego dnia resort przesłał również do wszystkich oferentów dodatkowe zapytanie o udzielenie informacji, obejmujące między innymi transfer technologii i dostarczenie rozwiązania pomostowego. Na podstawie udzielonych informacji i rekomendacji zespołu wskazany zostanie docelowy dostawca.

Na czele zespołu stoi minister obrony narodowej, w jego skład wchodzą również ministrowie aktywów państwowych i finansów, szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego i szef Agencji Uzbrojenia. Funkcję doradców pełnią dowódca operacyjny i dowódca generalny, natomiast w roli obserwatorów uczestniczą przedstawiciele Służby Wywiadu Wojskowego, Służby Kontrwywiadu Wojskowego i Żandarmerii Wojskowej.

Umowa zostanie podpisana na szczeblu rządowym, więc dużą rolę odegrają kwestie polityczne, finansowe i offset. Dlatego w skład zespołu weszli także przedstawiciele resortów finansów i aktywów państwowych. Kluczowe będzie zapewnienie udziału polskiego przemysłu i możliwość sfinansowania zakupu w formule kredytu międzyrządowego, podobnie jak w przypadku wcześniejszych kontraktów ze Stanami Zjednoczonymi czy Koreą Południową.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

LUTY BEZ REKLAM GOOGLE 85%

Należy jednak pamiętać, że przede wszystkim program „Orka” ma na celu dostarczenie trzech nowych okrętów podwodnych, i właśnie na tę kwestię powinien zostać położony największy nacisk. Do wyboru jest sześć typów: niemiecki typ 212CD, szwedzki A26 Blekinge, włoski typ 212NFS, francuski Scorpène, hiszpański S‑80 Plus oraz koreańskie okręty KSS‑III. Wraz z zbliżającym się końcem roku koncerny zaczęły ujawniać karty, jakimi chcą rozegrać polskich decydentów, aby wygrać w programie „Orka”.

Koreańczycy na ostatniej prostej zaproponowali Polsce jednak inny typ okrętu, będący nieco pomniejszoną odmianą oceanicznych KSS-III. Z kolei Włosi do kompletu z typem 212NFS zaproponować mieli miniaturowe okręty podwodne serii C, których pozyskaniem interesuje się Polska. Z kolei brytyjski rząd poparł szwedzką ofertę na okręty typu A26, przesyłając stosowny list drogą dyplomatyczną Warszawie i Sztokholmowi.

Wizja artystyczna okrętu typu A26 Blekinge.
(Saab)

Przy okazji wcześniejszego tekstu dotyczącego programu „Orka” zwracaliśmy uwagę na aspekty techniczne. Każda z ofert bardziej lub mniej dostosowana do potrzeb Morza Bałtyckiego. Na przykład część propozycji – włoska, niemiecka czy szwedzka – dysponuje lub będzie dyspo­no­wać napędem niezależnym od powietrza (AIP). Jego zastosowanie pozwala na operowanie w zanurzeniu nawet przez trzy tygodnie, zależnie od konkretnego napędu. Francuska Scorpène dysponuje jedynie akumulatorami litowo-jonowymi. Tutaj czas operowania pod wodą wynosi około tygodnia. Z kolei inne oferty – tak jak hiszpańska – mogą dać użytkownikowi wybór co do zastosowanego napędu: pierwsze dwa okręty typu nie dysponują AIP, zaś dwa kolejne takowy napęd otrzymają.

Rozmiary okrętu mają duże znaczenie, ponieważ mniejsze jednostki lepiej radzą sobie z trudnym dnem Bałtyku i zróżnicowanymi warstwami wody, które pozwalają wprawionej załodze „zawiesić” okręt i utrudnić jego wykrycie. Duże konstrukcje oceaniczne, takie jak KSS-III, Scorpène czy S-80 Plus, miałyby większe problemy z manewrowaniem w takich warunkach i mogłyby utrudniać realizację zadań na naszym morzu Dywizjonowi Okrętów Podwodnych.

Nieprawdą jest przy tym, że okręt zaprojektowany z myślą o działaniach na Bałtyku nie sprawdzi się na innych akwenach. Wręcz przeciwnie – jak podkreślają sami marynarze, jednostka, która potrafi skutecznie operować w wymagających warunkach Morza Bałtyckiego, poradzi sobie praktycznie wszędzie. W przypadku programu „Orka” możliwy jest więc wybór oferty, która w większym lub mniejszym stopniu odpowiada oczekiwaniom marynarzy.

Italian U212 Near Future Submarine (1400 x 973) with planned lithium-iron-phosphate (LFP) battery system
byu/fedeita80 inWarshipPorn

Decydenci wraz z Marynarką Wojenną uznali jednak, iż wszystkie oferty za spełniające wymagania wojskowe, co w praktyce przenosi decyzję na poziom polityczno-finansowy. Dzięki temu marynarze najpewniej wreszcie doczekają się nowych okrętów podwodnych, choć istnieje ryzyko, że nie będą one najlepiej dopasowane do specyfiki Bałtyku, jeśli przeważą argumenty pozatechniczne, takie jak offset. „Orka” to wydatek rzędu 20 miliardów złotych, a pozyskane jednostki mogą służyć nawet 40 lat, wspierając bezpieczeństwo energetyczne kraju, ochronę szlaków żeglugowych oraz przyszłych farm wiatrowych i elektrowni atomowej, dlatego wybór powinien jak najlepiej odpowiadać realnym potrzebom operacyjnym.

Tak pisaliśmy jeszcze na początku ubiegłego miesiąca. Według najświeższych nieoficjalnych doniesień Rada Ministrów zdecydowała się zatwierdzić ofertę na okręty podwodne zaprojektowane stricte do operowania na wodach Morza Bałtyckiego – szwedzkie A26 Blekinge. Wcześniej wskazywano, że zwycięstwo w programie „Orka” przypadnie Francuzom lub Koreańczykom z naciskiem na tych pierwszych. Podkreślimy natomiast: są to informacje nieoficjalne i ostateczna decyzja może okazać się zupełnie inna.

Natomiast gdyby okazały się one prawdą, to do wyboru szwedzkiej oferty można mieć mieszane uczucia. Z jednaj strony A26 są jednostkami opracowanymi stricte do potrzeb operowania na wodach Morza Bałtyckiego, jednakże nie są wolne od problemów. Część ekspertów zaznacza, że konkurencyjne oferty mają dużo nowocześniejszy napęd niezależny od powietrza. Naszym zdaniem jest to ważny aspekt, lecz i tak obecność takiego napędu byłaby przeskokiem o kilka generacji w porównaniu z obecnie używanego ORP Orzeł (291; na zdjęciu tytułowym), radzieckiego projektu 877E (w kodzie NATO: Kilo).

Niemiecki okręt podwodny typu 212A. Widoczne jest charakterystyczne dla tego modelu usterzenie w układzie X.
(Maciej Hypś, Konflikty.pl)

Dużo bardziej martwiące są opóźnienia programu A26. W październiku szwedzka agencja zamówień obronnych Försvarets materielverk (FMV) podpisała aneks do umowy ze stocznią Saab Kockums wprowadzający zmiany w programie budowy okrętów podwodnych dla szwedzkiej marynarki wojennej. Zaktualizowany harmonogram przesunął dostawy jednostek na przyszłą dekadę, a koszt całego programu wzrósł do 25 miliardów koron (około 9,5 miliarda złotych) względem wcześniejszych 14 miliardów koron z aneksu sprzed czterech lat.

W 2015 roku FMV podpi­sała kontrakt na budowę dwóch okrętów typu A26 w stoczni Saab Kockums w Karlskronie. Początkowy koszt budowy wyniósł 8,6 miliarda koron. Planowano, że oba okręty – Blekinge i Skåne – zostaną przekazane do użytku w latach 2022–2024. Ale w 2021 roku terminy prze­su­nięto na lata 2027–2028 z przewidywanym podniesieniem bandery w latach 2028–2029. Na mocy nowego harmonogramu Blekinge zostanie dostarczony dopiero w 2031 roku, zaś Skåne – w 2033 roku. Potwierdziły się tym samym marcowe doniesienia szwedzkich mediów o kolejnych opóźnieniach projektu.

Pytanie więc, kiedy Szwedzi byliby wstanie rozpocząć budowę pierwszego okrętu dla Polski lub czy na przykład odstąpiliby nam drugą jednostkę. Bo ponownie podkreślimy – do zawarcia umowy wykonawczej jeszcze długa droga, a zwłaszcza do zwodowania okrętu podwodnego. Szwedzi swój pierwszy okręt budują już dziewięć lat. Opóźnienia mają wynikać między innymi ze złego stanu stoczni Kockums, która nie budowała nowych okrętów podwodnych od połowy lat 90.

To wówczas dostarczono ostatnią jednostkę typu Gotland. Choć część kompetencji udało się utrzymać dzięki projektowi australijskich okrętów typu Collins, przebudowie jednostek typu Västergötland do standardu Södermanland oraz modernizacji singapurskich Archerów i szwedzkich Gotlandów, powrót do budowy okrętów podwodnych od podstaw, zwłaszcza jednostek nowej generacji, okazał się znacznie trudniejszy i bardziej czasochłonny, niż pierwotnie zakładano.

A ORP Orzeł jest już niestety okrętem na skraju swojej żywotności. Jednostkę przyjęto do służby 1986 roku, jednak ostatnie lata eksploatacji nie należały do najszczęśliwszych. Okręt ulegał częstym awariom, przez co długie lata spędzał w stoczni. W 2017 roku doszło do pożaru na jednostce. Przez kolejne lata usiłowano przywrócić okręt do gotowości bojowej. Ostatecznie dopiero w marcu bieżącego roku Orzeł przeszedł odbiory podwodne i powrócił do standardowej działal­ności operacyjnej. Wszystko przy pomocy załogi i specjalistów z stoczni.

W 2021 roku wycofano ze służby dwa ostatnie okręty podwodne typu 207, szerzej znanego jako typ Kobben: OORP Bielik i Sęp. Wcześniej wycofano OORP Kondor i Sokół, odpowiednio w 2017 i 2018 roku. Tym samym cały ciężar szkolenia kadr przeszedł na Orła, a część załóg służących na Kobbenach odeszła na emerytury lub została roz­dys­po­no­wana między inne okręty lub stanowiska. Wyszkolenie personelu podwodnego trwa lata i kosztuje niemałe pieniądze. Nie można pozwolić na zatracenie tych cennych zdolności, jak zrobiono to ostatnio w przypadku lotnictwa pokładowego, wycofując śmigłowce SH-2G bez następcy.

Okręt podwodny ORP Kondor, wycofany ze służby 20 grudnia 2017 roku jako pierwsza jednostka typu 207.
(Ministerstwo Obrony Narodowej via Wikimedia Commons)

Szwedzi jeszcze kilka lat temu chcieli odsprzedać Polsce jedynego pozostającego w służbie przedstawiciela typu Södermanland jako rozwiązanie pomostowe, jednak w związku z sytuacją na Bałtyku i opóźnieniami programu A26 podjęto decyzję o remoncie jednostki i pozostawieniu jej w służbie. Wątpliwe więc, by Sztokholm chciał przekazać Warszawie okręt podwodny i osłabić swój potencjał.

Warto również pamiętać, że Södermanland jest okrętem dużo nowocześniejszym od Orła, lecz wciąż wiekowym. Niemniej z ostatecznym osądem i wskazaniem zwycięzcy programu „Orka” należy wstrzymać się do czasu opublikowania oficjalnych komunikatów. Być może pewne aspekty, na przykład offsetowe lub dodatkowe zdolności, mogą niwelować problemy trapiące oferty.

Łukasz Golowanow & Maciej Hypś, Konflikty.pl