Rosyjski dziennik Izwiestija opublikował dziś obszerny artykuł na temat ciemnych chmur zbierających się nad lotniskowcem Admirał Kuzniecow. Autorzy sugerują, że ministerstwo „obrony” może zrezygnować z kłopotliwego i przeciągającego się remontu i odesłać okręt do innej stoczni – złomowej. Jeśli weźmiemy pod uwagę znaczenie prestiżowe Kuzniecowa, taki artykuł może oznaczać, iż Kreml szykuje zmianę stanowiska i potrzebuje odpowiedniego przekazu.
Oczywiście nie jest to taka zupełna nowość. Wiadomo, że oficerowie zawodowi i w dowództwie Floty Północnej, i w dowództwie całej marynarki wojennej chętnie by się pozbyli kłopotliwego ciężaru, który jedynie pochłania pieniądze i moce przerobowe, a nie oferuje w zamian żadnego potencjału bojowego. Zwłaszcza teraz, kiedy gospodarka rosyjska ledwie zipie pod ciężarem sankcji, a siły zbrojne są już wyczerpane wojną.
Izwiestija zwracają uwagę, że trwające od 2017 roku remont i modernizacja okrętu zawieszono jakiś czas temu. W najbliższym czasie przedstawiciele dowództwa marynarki wojennej i Objediniennoj sudostroitielnoj korporacyi mają podjąć decyzję, czy wskazane jest kontynuowanie prac na Kuzniecowie.
– Perspektywicznie rosyjska marynarka wojenna nie potrzebuje lotniskowców w ich klasycznej formie – powiedział Izwiestijam były dowódca Floty Pacyfiku, admirał Siergiej Awakiancew. – Lotniskowiec to już przeszłość. To ogromna, kosztowna konstrukcja, którą można zniszczyć w kilka minut nowoczesną bronią. To bardzo droga i nieskuteczna broń morska. Przyszłość należy do lotniskowców systemów robotycznych i bezzałogowych statków powietrznych.
Słowa admirała są cokolwiek awangardowe na tle decyzji podejmowanych przez inne wiodące floty świata, od amerykańskiej przez francuską aż po chińską. Okręty lotnicze w różnorodnych formach zdają się wręcz zyskiwać na znaczeniu. Choć rzeczywiście powoli rodzi się trend budowy mniejszych (a więc i tańszych) lotniskowców dla dronów.
– Kiedy okręty wychodzą w ocean na tysiące mil, uzyskanie wsparcia z lądu jest albo bardzo trudne, albo praktycznie niemożliwe – zwraca uwagę Ilja Kramnik z Instytutu Gospodarki Światowej i Stosunków Międzynarodowych Rosyjskiej Akademii Nauk. – Flota potrzebuje lotniska, a tym właśnie jest lotniskowiec.
Utrzymanie Konfliktów jako serwisu wolnego od reklam Google to dla nas priorytet. Dzięki Waszemu wsparciu z Patronite i BuyCoffee udało się to do tej pory i chcielibyśmy, aby tak zostało.
Żeby działać bez reklam Google, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie. To próg, który pozwala nam skupić się na pracy. Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.
Nie spodziewamy się, że każdy będzie nas wspierał finansowo. Ale jeśli zdecydujecie się pomóc, zadbamy o to, by każda złotówka realnie pracowała na rozwój serwisu.
Nasze comiesięczne raporty finansowe możecie przeczytać tutaj.
– Problem tkwi w czym innym: w finansowaniu, ze względu na to, że obecnie trwa specjalna operacja wojskowa – stwierdził kolejny oficer w stanie spoczynku, kontradmirał Michaił Czekmasow, używając narzuconego przez kremlowską propagandę określenia ludobójczej napaści na Ukrainę. – Najważniejsze jest teraz zwycięstwo w specjalnej operacji wojskowej, a wtedy będzie jasne, co budować dalej. Myślę, że program budowy okrętów do 2050 roku, który został niedawno rozpatrzony przez kolegium morskie przy prezydencie, w jakiś sposób uwzględnia kwestię budowy lotniskowców.
Kramnik przyznał, że w kręgach wojskowych panuje opinia, że dalsza modernizacja i remont Admirała Kuzniecowa są bezcelowe. Uważa jednak, iż konieczne jest zbudowanie kolejnego okrętu tej klasy i że rosyjski przemysł okrętowy jest zdolny zrealizować takie zadanie. Docelowy okręt mógłby zresztą jego zdaniem być mniejszy niż Kuzniecow.
— Obecnie nie mamy potencjalnego myśliwca pokładowego wielkości Su-33, a to bardzo duży samolot — mówi Kramnik. — Cała nasza perspektywa sprowadza się najwyraźniej albo do pokładowego Su-75, o ile powstanie jego morska wersja, albo do zakupu chińskich samolotów J-35. Oba są mniejsze od Su-33 i można wykorzystać mniejszy okręt. Możliwy jest też zakup pokładowego samolotu wczesnego ostrzegania z Chin, którego samodzielny rozwój może zająć dużo czasu. Co najważniejsze: okręt musi mieć standardową turbinę gazową, bazującą na jednostkach montowanych na naszych fregatach, lub siłownię jądrową, bazującą na tej z lodołamaczy.
Podkreślmy, że Kramnik nie jest pracownikiem ministerstwa „obrony”, a jego komentarze to tylko luźne spekulacje i sugestie. Niemniej wizja Rosji kupującej samoloty pokładowe w Chinach jest co najmniej zabawna. Istotniejsze w tym wszystkim jest jednak widoczne wycofywanie się rakiem z przekazu o niezbędności Kuzniecowa jako takiego na rzecz niezbędności lotniskowca sensu lato.
Garść historii
Pierwotna decyzja o modernizacji okrętu połączona z kompleksowym remontem zapadła na podstawie wniosków z operacji u wybrzeży Syrii w 2016 roku. W pierwszej kolejności planowano wymienić powszechnie krytykowane układ napędowy i system wspomagania lądowania. Dalsze zmiany miały dotyczyć między innymi radarów oraz systemów walki radioelektronicznej i dowodzenia. Wówczas planowano zakończenie prac w 2020 roku i powrót okrętu do służby liniowej w roku 2021.
Planowany koszt prac oceniano na 50 miliardów rubli, ale budżet obcięto o połowę, co pozwoliło tylko na remont okrętu. We wrześniu 2018 roku lotniskowiec znalazł się w doku pływającym PD-50, jednym z największych tego typu obiektów świata. Nocą z 29 na 30 października goszczący już Kuzniecowa PD-50 zaczął tonąć po przepełnieniu zbiorników balastowych. Lotniskowiec udało się wyprowadzić i przeholować do stoczni remontowej numer 35 w Murmańsku, jednak doznał on licznych uszkodzeń. Badająca stan okrętu komisja naliczyła łącznie pięćdziesiąt dwa uszkodzenia, z których najbardziej widoczna była dziura o wymiarach cztery na pięć metrów wybita w pokładzie lotniczym przez spadającą suwnicę pomostową doku.
Wkrótce potem szef Objediniennoj sudostroitielnoj korporacyi Aleksiej Rachmanow poinformował, że koszt naprawy „ciężkiego krążownika lotniczego” wyniesie ponad 70 milionów rubli, co oznaczało, że o tyle zmniejszyła się kwota przeznaczona na właściwy remont.
Problem w tym, że stocznia w Murmańsku nie dysponowała zapleczem pozwalającym na remont tak dużej jednostki, a zwłaszcza odpowiednio dużym suchym dokiem. Rozważano nawet przeholowanie Kuzniecowa do Sewastopola. Równolegle w mediach zaczęły się pojawiać kontrolowane przecieki mówiące, że „nie wszyscy [w marynarce wojennej] uważają remont okrętu za właściwy” i jakby przygotowujące opinię publiczną na komunikat o odesłaniu okrętu na złom. Trudno się dziwić, w trakcie trzydziestu lat służby Kuzniecow odbył tylko sześć rejsów pełnomorskich, w tym jeden bojowy do Syrii, i zawsze towarzyszył mu holownik. Politycy, widzący w lotniskowcu symbol prestiżu i mocarstwowego statusu, zdecydowali jednak, iż remont będzie kontynuowany.
W oczekiwaniu na powstanie suchego doku prowadzono prace wewnątrz lotniskowca. W połowie 2019 roku minister „obrony” Siergiej Szojgu stwierdził, że wykonano już 25% przewidzianych prac remontowych i modernizacyjnych. Wciąż planowano, że Kuzniecow będzie gotów do służby operacyjnej w 2021 roku, ale już w grudniu 2019 roku na pokładzie cumującego w Murmańsku lotniskowca wybuchł pożar spowodowany nieostrożnością podczas spawania. Zginęło dwóch marynarzy, a ogień rozprzestrzenił się po okręcie na długości 120 metrów. Jak pokazał nam przykład USS Bonhomme Richard, taki pożar może oznaczać zagładę okrętu.
I faktycznie, straty spowodowane pożarem na samym okręcie (nie licząc uszkodzonego i zniszczonego sprzętu stoczniowego) wyceniono na 605 milionów rubli, ale tajemnicą poliszynela jest, że zastosowano tu co nieco kreatywnej księgowości. Według dziennika Kommiersant, powołującego się na źródło w dowództwie Floty Północnej, rzeczywista wartość strat to 95 miliardów rubli. Wartość samego Admirała Kuzniecowa bez systemów uzbrojenia obliczano wówczas na 110 miliardów. Źródło Kommiersanta twierdziło, że podane liczby wywołały wielkie poruszenie w dowództwie marynarki wojennej. Mimo astronomicznych kwot okręt zapadła jednak decyzja o kontynuowaniu remontu „bardziej ze względu na legendarny charakter [okrętu] niż wartość bojową”.
Notabene winą za zaprószenie ognia obarczono miczmana Ilję Czapajewa, który nadzorował spawanie i pozwolił na użycie spawarek elektrycznych zamiast gazowych i zaniedbał zabezpieczenia stanowiska pracy przed latającymi na wszystkie strony iskrami. Czapajewa skazano niedawno na dwa lata pozbawienia wolności w kolonii karnej.
After a delay of three days in moving the carrier, the Admiral Kuznetsov is now inside the newly built drydock of 35th Shipyard in Murmansk.
After they secure the ship, they would reconstruct the removed portions of the drydock and drain the water. Estimaed would take 2-3 mos. pic.twitter.com/4EQ7Z1XTli
— Granger (@GrangerE04117) May 20, 2022
W maju 2020 roku stocznia Zwiezdoczka w Murmańsku poinformowała, że planuje zakończenie remontu i modernizacji okrętu jesienią 2022 roku. Szybko się okazało, że nie ma szans na realizację tego planu, ale oficjalnie wciąż on jeszcze obowiązywał, kiedy w maju 2022 roku wprowadzono okręt do świeżo przygotowanego suchego doku. Nawet to nie obyło się bez problemów. Z powodu warunków pogodowych operację wprowadzenia lotniskowca rozpoczęto z trzydniowym opóźnieniem. Do tego trzeba było częściowo rozebrać dok. Po zabezpieczeniu okrętu przednią część doku odbudowano i dopiero wtedy zaczęto wypompowywanie wody; cały proces zajął około dwóch miesięcy.
W sierpniu 2022 roku Rachmanow zapewniał, że prace są realizowane zgodnie z harmonogramem i że lotniskowiec zostanie oddany marynarce wojennej w pierwszym kwartale 2024 roku. Nie minął rok od tych zapewnień, a rządowa agencja prasowa TASS, powołując się na anonimowe źródło, ujawniła, że przekazanie Admirała Kuzniecowa w ręce marynarki wojennej powinno – ale nie musi – nastąpić pod koniec 2024 roku. Jesteśmy już w drugiej połowie roku 2025 i… figa z makiem.

