To, że Rosjanie prowadzą działania wywiadowcze na Morzu Bałtyckim i obserwują ruchy okrętów państw NATO, wiadomo od dawna. Robią to za pomocą zarówno jednostek pływających, jak i czujników rozmieszczonych na dnie morza. Teraz pojawiają się podejrzenia, że Moskwa poszła o krok dalej i wykorzystuje do tego wraki spoczywające na dnie Bałtyku, a dokładniej: wrak promu pasażerskiego MS Estonia, który zatonął w 1994 roku podczas sztormu. Wyniki międzynarodowego śledztwa sugerują, że Rosja ukryła we wraku urządzenia służące do zbierania danych wywiadowczych.

Do takiej konkluzji doszły niemieckie stacje telewizyjne WDR i NDR oraz gazeta Süddeutsche Zeitung. Według ich ustaleń wywiady państw Sojuszu Północnoatlantyckiego podejrzewają iż Rosjanie wykorzystują wrak promu „jako ukrycie” dla wyposażenia technicznego, między innymi systemów przeznaczonych do precyzyjnej nawigacji robotów podwodnych.

MS Estonia był promem pasażersko-samochodowym typu ro-ro zbudowanym w 1980 roku w niemieckiej stoczni Meyer Werft w Papenburgu. Jednostka miała 155 metrów długości, wyporność 15 tysięcy ton i mogła zabrać ponad 900 pasażerów. Prom pływał początkowo pod różnymi banderami, aż w 1993 roku trafił do estońskiego armatora Estline i obsługiwał trasę między Tallinem a Sztokholmem.

Nocą z 27 na 28 września 1994 roku nastąpiła katastrofa. Podczas silnego sztormu oderwała się furta dziobowa, co doprowadziło do wdarcia się wody na pokład samochodowy i błyskawicznego przechyłu jednostki. Prom zatonął w ciągu niespełna pół godziny, zabierając ze sobą 852 osoby z 989 znajdujących się na pokładzie. Była to jedna z największych katastrof morskich w powojennej Europie. Wrak spoczywa na głębokości około 80 metrów między Finlandią a Estonią, około 35 kilometrów na południowy wschód od fińskiej wyspy Utö, na pozycji 59°23′N 21°42′E, blisko ważnych szlaków żeglugowych Bałtyku, co doskonale widać na załączonej poniżej mapie.

Rok po katastrofie władze Szwecji, Estonii i Finlandii podpisały porozumienie uznające wrak Estonii za morską nekropolię i zakazujące wszelkich nurkowań komercyjnych w jego rejonie. We wnętrzu statku wciąż znajdują się ciała ponad ośmiuset pasażerów i członków załogi. Mimo wszystko okazuje się, że dla Moskwy ani obowiązujący zakaz, ani elementarny szacunek wobec ofiar tragedii nie stanowią poważnej przeszkody.

Według doniesień dziennikarzy kilka państw członkowskich NATO posiada informacje, że na wraku zatopionego promu kilka lat temu mogły zostać zainstalowane urządzenia umożliwiające precyzyjną nawigację podwodnych dronów i robotów. Zachodnie służby podejrzewają, że rosyjskie jednostki wojskowe prowadziły w tym rejonie ćwiczenia z użyciem takiego sprzętu. Istnieją też obawy, że Moskwa wykorzystuje strefę wykluczenia wokół wraku do ukrywania własnych czujników wojskowych, służących do rejestrowania sygnatur okrętów NATO.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

STYCZEŃ BEZ REKLAM GOOGLE 87%

W zależ­ności od stopnia ich zaawansowania można pozyskać wiele informacji na temat floty podwodnej i nawodnej, od ustalenia momentu wyjścia w morze poszczególnych okrętów aż po rozpoznanie charakterystyk hydroakustycznych konkretnych jednostek. W dodatku Rosjanie dysponują organizacją mającą doświadczenie i niezbędne wyposażenie do rozstawiania i nadzorowania takich systemów.

Rosjanie nie używają okrętów wojennych, ale jednostek cywilnych podległych bezpośrednio Głównemu Instytutowi Badań Głębinowych (GUGI) ministerstwa obrony. Rosjanie podkreślają, że instytut uczestniczy wyłącznie w przedsięwzięciach o charakterze naukowym, ale GUGI to ośrodek badawczy jedynie z nazwy. Wykorzystanie jednostek cywilnych (na zdjęciu tytułowym „statek badawczy” Admirał Sibiriakow) wiąże ręce służbom państw bezpośrednio dotkniętych rosyjską działalnością. Dopóki taki statek nie narusza wód terytorialnych ani nie łamie przepisów międzynarodowych dotyczących żeglugi i eksploracji wyłącznej strefy ekono­micz­nej, nie można nic z nim zrobić.

Dziennikarze przesłali zapytania do służb i rządów. Odpowiedzi udzieliło estońskie ministerstwo spraw zagranicznych, które stwierdziło, iż w ostatnim czasie Rosja prowadzi coraz agresywniejsze działania i razem z sojusznikami uważnie monitoruje sytuację. Z kolei fińska straż graniczna, odpowiedzialna za obszar, na którym leży wrak promu, odmówiła szczegółowego komentarza, zasłaniając się działalnością operacyjną. Niemniej potwierdziła, że formacja dysponuje kompleksową wiedzą na temat działań wywiadowczych Moskwy.

Nie jest to też pierwszy raz, kiedy Rosjanie szpiegują okręty NATO. W kwietniu zaczęły pojawiać się doniesienia wskazujące, że Rosja szpieguje brytyjskie okręty podwodne. Przez okres kilku wcześniejszych miesięcy na brytyjskim wybrzeżu zaczęto odnajdywać czujniki, które naj­praw­do­po­dob­niej służyły do śledzenia ruchów okrętów podwod­nych. Część z nich znaleziono na plażach, wyrzucone przez morze. Kolejne dzięki okrętom Royal Navy.

US Navy via National Archives at College Park