Rosyjska napaść na Ukrainę ukazała w pełni wiele problemów, z których Kreml najwyraźniej nie zdawał sobie sprawy. Jednym z nich była ogromna niewydolność systemu uzupełnień. Przeciągająca się wojna zmusiła agresora do sięgania po głębokie zasoby ludzkie – od więźniów aż po de facto państwowych niewolników z „bratnich krajów”, takich jak Korea Północna. Niemal od początku ważną rolę w konflikcie odgrywali najemnicy. Wielu wyjechało na front całkowicie świadomie – jechali zarabiać. Inni zostali podstępem zmuszeni do walki w interesie rosyjskiego imperializmu. Wśród nich znaleźć można Nepalczyków, Afrykanów czy Kubańczyków.

Hawana od początku aktywnie angażowała się w rosyjską inwazję. W 2023 roku donoszono o około 400 kubańskich żołnierzach mających przebywać na terenie okupowanej wschodniej Ukrainy. W ich wyjazdy aktywnie zaangażowany był pułkownik Milián Gómez z kubańskiej ambasady w Moskwie. Nikt z obserwatorów nie miał wątpliwości, że takie wyjazdy odbywały się za zgodą reżimu Miguela Díaza-Canela.

Przedstawiciele kubańskiego rządu początkowo utrzymywali, że nie mają informacji dotyczących wyjazdów swoich obywateli w charakterze żołnierzy kontraktowych. Minister spraw zagranicznych Bruno Rodríguez zapewniał, że jego kraj przestrzega prawa między­naro­do­wego i jest przeciwko angażowaniu się w przemyt ludzi czy działalność najemniczą. Jest to na swój sposób zabawne, zważywszy na historyczne zaangażowanie Kuby w wojny na terenie Angoli, Etiopii i Mozambiku.

Wojna w Ukrainie okazała się dochodowa dla kubańskich najemników. Między czerwcem 2023 a lutym 2024 roku kontrakty z Rosją podpisało ponad tysiąc Kubańczyków. Nieoficjalnie może ich być wielokrotnie więcej. Andrij Jusow, przedstawiciel Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy, ujawnił że statystyczny ochotnik jest mężczyzną w wieku 35 lat mogącym liczyć na pensję o równowartości około 2 tysięcy dolarów. Średnio na froncie przebywa 140–150 dni, zanim zginie.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

MAJ BEZ REKLAM GOOGLE 59%

Kubańczycy, podobnie jak przedstawiciele dziesiątek innych narodowości, wykorzystywani są jako tanie mięso armatnie. Ich śmierć nie wywoła politycznych reakcji w samej Rosji. Ich matki nie powołają komitetów domagających się wyjaśnień. Rodziny nie dostaną nic, nawet informacji o tym, gdzie poległ najemnik, który na froncie szukał pieniędzy mogących poprawić los jego bliskich.

Nie tylko mężczyźni zaciągają się do walki. Członek ukraińskiego parlamentu Marjan Zabłoćkyj ujawnił zdjęcie kontraktu, który podpisała Dianne Gladys García Benavides, 25‑letnia mieszkanka Santiago de Cuba.

Kenijscy przemytnicy ludzi

Dla Rosjan nie tylko Ameryka Łacińska jest atrakcyjnym źródłem najemników. Kenijska Dyrekcja Dochodzeń Kryminalnych (DCI) poinformowała o rozbiciu organizacji przestępczej ułatwiającej wyjazdy na front. 24 września detektywi przeprowadzili nalot na lokal w mieście Athi River na obrzeżach Nairobi. Aresztowano stojącego na czele organizacji Edwarda Kamau Gitukę i 21 obywateli Kenii, którzy mieli wyjechać do Rosji pod przykrywką wyjazdów do pracy. Operacja była ukoronowaniem wielu tygodni śledztwa.

Policjanci zabezpieczyli dokumenty potwierdzające udział grupy przestępczej w wysyłaniu Kenijczyków na front. W proceder zaangażowani byli przedstawiciele Global Face Human Resources Ltd. i Ecopillars Manpower.

W rozpracowaniu grupy bezcenne okazały się zeznania dwóch Kenijczyków przebywających obecnie w stołecznym szpitalu po powrocie z Rosji. Mężczyźni zostali zwerbowani po zapła­ce­niu bardzo wysokich opłat związanych z załatwieniem wizy i kosztami administra­cyj­nymi wyjazdu. Przestępcy wyłudzili od każdego po niecałe 4 miliony szylingów (112 tysięcy złotych). Ofiarom obiecywano świetlaną przyszłość w Rosji i pracę zapewniającą nawet 200 tysięcy szylingów (5600 złotych) miesięcznie. Czekał ich jednak marny koniec w okopach jako najbardziej pogardzany i łatwy do „zużycia” zasób rosyjskiej machiny wojennej.

Innym afrykańskim krajem, który boryka się z problemem grup organizujących nielegalne wyjazdy na rosyjski front, jest Kamerun. Profesjonalizacja sił zbrojnych rozpoczęta wraz z reformami z 2001 roku sprawiła, że żołnierze zyskali niezbędną wiedzę, a walka przeciwko Boko Haram sprawiła, że nabrali doświadczenia. Za wzrostem kompetencji nie szło jednak zwiększenie uposażeń. Kameruńscy starsi szeregowi zarabiają równowartość 234 dolarów miesięcznie. Jego odpowiednik w Rosji otrzyma 2479 dolarów. Tak duże różnice sprawiają, że wielu Kameruńczyków szuka szczęścia jako najemnicy na ukraińskim froncie.

Jak donoszą Ukraińcy, wśród schwy­tanych rosyjskich żołnierzy i wspierających ich sił nieregularnych znajduje się wielu Afrykanów. Nie wszyscy znajdujący się na froncie walczą z własnej woli. Są to często pracownicy sezonowi i studenci, przed którymi postawiono wybór: front albo deportacja. W większości nie są to byli żołnierze, lecz młodzi mężczyźni, którzy po minimalnym przeszkoleniu kierowani są wprost w piekło walki.

Ale mogą również znajdować się wśród nich doświad­czeni bojownicy rekrutowani przez Wagnerowców w Republice Środkowo­afrykańskiej. Afrykańscy najemnicy nie cieszą się dobrą opinią. Wielu jest źle wyszkolonych i nie radzi sobie dobrze w warunkach brutalnej wojny, co dodatkowo utrudnia ogromna nieufność, jaką wykazują wobec nich dowódcy. Znaczna część nie przechodzi przeszkolenia, ponieważ jako osoby posiadające doświadczenie wojskowe od razu kierowani są do walki.

W ubiegłym roku indyjskie Centralne Biuro Śled­cze odkryło siatkę, która sprowa­dzała do Rosji młodych Indu­sów, kusząc ich perspektywą pracy zarobkowej. W procederze uczest­ni­czyły biura rozsiane po całym kraju. Oficjalnie pomagały w załat­wie­niu wizy, jednak w rze­czy­wis­tości organi­zo­wały werbu­nek nie­świa­do­mych mężczyzn, którzy następ­nie trafiali na front.

Osobami kluczowymi dla działalności organizacji było czterech obywateli Indii: Nijil Jobi Bensam, Anthony Michael Elangova oraz Arun i Yesudas Junior. Handlarze ludźmi byli bardzo aktywni w mediach społecz­noś­cio­wych, gdzie skupiali się na pro­mo­wa­niu pracy w Rosji jako metody na wyrwanie się z biedy. Był to model niemal dokładnie taki sam jak zastosowany przez grupę z Kenii

Brazylijczycy przeciwko imperializmowi

Nie dla wszystkich obcokrajowców udział w wojnie rosyjsko-ukraińskiej związany jest z chęcią zarobku. Dla służących w 2. Legionie Międzynarodowym obywateli Brazylii ma ona wymiar ideologiczny. Wielu z nich to zaciekli antykomuniści wywodzący się z ukraińskiej diaspory zamieszkującej stan Parana w południowej części kraju. Można to uznać za chichot losu, ponieważ powoływanie się na radzieckie dziedzictwo wykorzystywane jest przez Moskwę w propagandzie kierowanej do krajów globalnego Południa. W tym przypadku kij faktycznie ma dwa końce.

Wielu brazylijskich ochotników to weterani wojska i policji, dobrze wyszkoleni i doświadczeni. Szczególnie przydatni są specjaliści od walki miejskiej i operowania w ramach małych pod­od­dzia­łów — umiejętności bezcenne w walce na wschodzie Ukrainy. Ostatnio swoją wartość pokazali podczas walk o Pokrowsk, gdzie udało im się niepostrzeżenie okrążyć i zaskoczyć grupy dywersyjne w pobliskich wsiach. Ochotników z Brazylii jest tak wielu, że zapisują się na specjalne listy oczekujących, liczące obecnie 400 osób.

Internacionalnyj łehion terytorialnoji oborony Ukrajiny