Fala przemocy osadniczej na Zachod­nim Brzegu nie ustępuje. Oprócz ataków na Palestyńczyków ostatnie dni przyniosły również przypadki ataków na dziennikarzy. Tymczasem władze Izraela niezmiennie bagatelizują problem i starają się zrzucić winę na niewielkie grupy złożone z osób wywodzących się „z rozbitych rodzin”. Do aresztowań dochodzi jedynie wtedy, gdy nie ma już innego wyjścia.

Sytuacja stopniowo robi się coraz gorsza i w gruncie rzeczy nie ma nadziei na poprawę w najbliższym czasie. Sam premier Binjamin Netanjahu zapewne ucieszyłby się, gdyby na Zachodnim Brzegu zapanował spokój – i tak ma dość problemów na głowie, w sporej mierze z własnej winy. Ale jego ultraprawicowi koalicjanci, Becalel Smotricz z Partii Religijnego Syjonizmu i Itamar Ben Gwir z partii Żydowska Siła, mają swój bastion właśnie w Judei i Samarii (to jest na Zachodnim Brzegu). Chcąc zachować władzę (i wolność), Bibi musi więc iść na rękę osadnikom, niezależnie od tego, jak odrażające są konsekwencje tej decyzji.

Kolejne napaści odnotowywane są w tempie co najmniej kilku dziennie. Nocą z 31 sierpnia na 1 września banda osadników pobiła starsze małżeństwo we wsi Burka i ukradła kilka owiec. Kobieta została poważnie ranna w głowę. Wczoraj rano zaatakowano meczet w Nablusie. Budynek podpalono i pobazgrano napisami wyrażającymi groźby i „ostrzeżenia”. Na szczęście nikomu nic się nie stało.

Minionej nocy doszło do kolejnych ataków, w których spalono kilka samochodów. Takich ataków też jest dużo – wymierzonych w dorobek i żywy inwentarz, tak aby uniemożliwić ofiarom utrzymanie się. Generał brygady w stanie spoczynku i były minister zdrowia Efrajim Sneh mówi wprost, że na Zachodnim Brzegu trwa czystka etniczna.

Niedawno ofiarą ataków padli również dziennikarze amerykańskiej stacji NBC News, którzy opisywali falę przemocy na Zachodnim Brzegu. W trakcie przeprowadzania wywiadu w miejscowości Dżalud, gdzie doszło do innego ataku, do ekipy podjechał samochód z osadnikami, którzy zaatakowali reporterów kijami i kamieniami.

Według izraelskiej służby bezpieczeństwa Szin Bet tylko około 70–100 osób – najbardziej radykalnych aktywistów – jest prowodyrami większości napaści. Liczba ta pojawia się od kilku miesięcy, ale wciąż nic nie wiadomo o jakichkolwiek aresztowaniach wśród tej grupy.

Wczoraj rano policja poinformowała o aresztowaniu na Zachodnim Brzegu ośmiu Izraelczyków w wieku od 16 do 20 lat podejrzanych o udział w „podpaleniach i napaściach na wzgórzach południowego Hebronu”. Skonfiskowano także trzy samochody, którymi jeździli mężczyźni. Niektórzy z nich są podejrzani o podpalenie meczetu i kilku domów w dniu 5 sierpnia. Pozostali są podejrzani o podpalenie innego meczetu 19 lipca.

Utrzymanie Konfliktów jako serwisu wolnego od reklam Google to dla nas priorytet. Dzięki Waszemu wsparciu z Patronite i BuyCoffee udało się to do tej pory i chcielibyśmy, aby tak zostało.

Żeby działać bez reklam Google, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie. To próg, który pozwala nam skupić się na pracy. Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.

Nie spodziewamy się, że każdy będzie nas wspierał finansowo. Ale jeśli zdecydujecie się pomóc, zadbamy o to, by każda złotówka realnie pracowała na rozwój serwisu.

Nasze comiesięczne raporty finansowe możecie przeczytać tutaj.

PAŹDZIERNIK BEZ REKLAM GOOGLE 66%

Dwa tygodnie temu opisywaliśmy wydarzenia we wsi Kusra. Nadal stanowi ona pole walki. W sobotę 29 sierpnia grupa około 60–70 mężczyzn dokonała szturmu na miejscowość, zajęła jeden dom i obrzuciła kamieniami Palestyńczyków. Według mieszkańców wojsko izraelskie zareagowało z opóźnieniem i ograniczyło się do użycia gazu łzawiącego, który dosięgnął zarówno osadników, jak i miejscowych.

Luaj Adli, mieszkaniec Kusry rozmawiając z CNN, powiedział, że kiedy dom wypełni się gazem łzawiącym, wraz z sześcioma osobami musiał uciekać na dach. Po zdarzeniu Adli został aresztowany i zawiązano mu oczy opaską, a żołnierze Cahalu poradzili mu nie wracać do domu.

Dopiero wczoraj zakończyło się śledztwo w sprawie oficera rezerwy, który wraz ze swoimi żołnierzami dołączył do modlitw osadników w Kusrze, zamiast usunąć ich z zajmowanego terenu. Oficera usunięto ze stanowiska za to, że działał „wbrew oczekiwaniom i wydanym mu poleceniom”. Pozostałych żołnierzy nie spotkały żadne konsekwencje, ponieważ tylko wypełniali rozkazy (formalnie ujęto to: „działali zgodnie z instrukcjami dowódcy”). Wciąż jednak nie aresztowano żadnych uczestników napaści na wieś.

Netanjahu potępił działanie osadników, oskarżając ich o niszczenie reputacji społeczności żydowskiej, przeszkadzanie w pracy wojsku i niszczenie wizerunku Izraela. Wskazał również na szybką reakcję Cahalu (której oczywiście nie było). Według premiera służby prowadzą „energiczne śledztwo”, a Bibi oczekuje jak najszybszych aresztowań.

Rzecznik premiera Doron Szpilman wygłosił krótkie przemówienie na ten temat, podpierające stanowisko jego szefa. Zjawisko przemocy na Zachodnim Brzegu ma szkodzić Izraelowi i być winą niewielkiego marginesu. Według Szpilmana wielu bandytów pochodzi z rozbitych rodzin, a nawet nie mieszka w Judei i Samarii.

Seth Frantzman zwraca uwagę, że te wyjaśnienia nie trzymają się kupy.

„Jak młodzi ludzie mają dostęp do pikapów, które w Izraelu są stosunkowo drogie?” – pyta Frantzman. – „Jeśli pochodzą z rozbitych rodzin, to jak mogą zdobyć prawo jazdy, które większość Izraelczyków otrzymuje dopiero po odbyciu służby wojskowej? Jeśli przeciętny izraelski przedstawiciel klasy średniej z dobrej rodziny nie może zdobyć pikapa i prawa jazdy przed, powiedzmy, 25. lub 40. rokiem życia, to jak ci nastolatkowie z rozbitych rodzin je zdobywają?”

Szpilman zapewnił, że państwo poczyniło istotne postępy mające na celu poprawę sytuacji. Pod koniec wypowiedzi Szpilman zaatakował Autonomię Palestyńską, która nie potępiła żadnego z „tysięcy ataków na Żydów na terenie Judei i Samarii”. Zamiast tego władze palestyńskie mają wspierać tego typu zachowania. „To jest różnica” – zakończył wypowiedź Szpilman.

Faktem jest, że przemoc palestyńska również istnieje na Zachodnim Brzegu. Niedawno Cahal przeprowadził nawet nalot na bojowników Hamasu w tym regionie. W 2025 roku z rąk palestyńskich zginęło 6 żołnierzy i 11 izraelskich cywilów, w tym jedno dziecko. W tym samym czasie osadnicy zabili 9 Palestyńczyków. Cahal w 2025 roku zabił 240 Palestyńczyków, w tym 55 dzieci. Dodatkowo ONZ miała problemy z przypisaniem kolejnych 6 ofiar. Problemem danych zbieranych przez ONZ (dokładniej OCHA) jest fakt, że dokumentuje jedynie ataki osadników izraelskich, bez podawania statystyk ataków ze strony palestyńskiej. Z tego powodu dokładne porównanie nie jest możliwe. Można jednak założyć, że w tej statystyce osadnicy wyraźnie dominowaliby nad Palestyńczykami.

Różnicą jest przede wszystkim charakter przemocy. Osadnicy stosują przede wszystkim przemoc mającą na celu nękanie ludności arabskiej. W 2025 spowodowali rany u 838 Palestyńczyków. Ataki palestyńskie częściej mają charakter ataków terrorystycznych, często prymitywnych, ale bezpośrednio obliczonych na zabicie obywateli Izraela. Tezę o większej ilości ataków potwierdza również Times of Israel.

Swoją drogą sam Bibi niedawno w swoich hebrajskojęzycznych mediach społecznościowych skrytykował Ben Gwira za odmowę zjednoczenia się z Likudem. Wskazał, że dojście do władzy opozycji zaprzepaści osiągnięcia obecnej władzy. Wśród tych w pierwszej kolejności wymienił „historyczny impet w zasiedlaniu Judei i Samarii w ciągu ostatnich czterech lat”, podczas gdy zagroził, że alternatywny rząd skapituluje przed każdym międzynarodowym dyktatem.

x.com/idfonline