Za kilka dni przypada piąta rocznica wypadku okrętu podwodnego USS Connecticut (SSN 22) typu Seawolf. Poważnie uszkodzona jednostka wciąż przechodzi remont, a data jej powrotu do służby jest raz po raz przesuwana. Miało to się stać w roku 2025, potem w 2026, teraz mowa już o 2027. Tymczasem ostateczne opuszczenie bandery na USS Connecticut planowane jest już na rok 2031.

Zacznijmy od przypomnienia: 2 października 2021 roku Connecticut wszedł w zbocze góry w głębinach Morza Południowochińskiego. Jedenastu członków załogi (standardowo liczącej 116 osób) zostało rannych, ale ich obrażenia nie zagrażały życiu. Nie stwierdzono też żadnych uszkodzeń w przedziale reaktora.

Szef 7. Floty, wiceadmirał Karl Thomas, zdjął komandora porucznika Camerona Aljilaniego ze stanowiska dowódcy okrętu i komandora podporucznika Patricka Cashina ze stanowiska zastępcy dowódcy. Usunięty został także chief of the boat, czyli najstarszy stopniem podoficer na okręcie – Cory Rodgers. Te trzy stanowiska na amerykańskich okrętach są określane mianem Wielkiej Trójki. Jej zbiorowa dymisja sugerowała, że do wypadku doprowadziły poważne uchybienia proceduralne albo że ktoś na bardzo wysokim szczeblu znalazł sobie kozły ofiarne.

W maju 2022 roku US Navy opublikowała (mocno ocenzurowany) raport komisji dochodzeniowej, z którego wynika, że chodziło o uchybienia. Orzeczono w nim między innymi, że Aljilani nie sprawował należytego nadzoru nad załogą, dokonywał „powierzchownej samooceny” i nie reagował na komentarze przełożonych. Problemy w tym zakresie trwały praktycznie od objęcia przezeń dowództwa w 2019 roku, morale załogi było wskutek tego niskie, a sytuacji nie poprawiło to, że w 2020 roku na pokładzie rozgościły się pluskwy.

USS Connecticut (SSN 22) przygotowywany do cumowania w bazie Kitsap-Bremerton, lipiec 2018 roku.
(US Navy / Mass Communication Specialist 1st Class Amanda R. Gray)

Ujawniono, że okręt przerwał patrol, rozpoczęty 27 maja 2021 roku, by skierować się bliżej Okinawy w celu wykonania zadania HUMEVAC (humanitarian evacuation) o nieujawnionym charakterze. Mogło na przykład chodzić o odstawienie na ląd marynarza, w którego rodzinie doszło do tragedii, tak aby mógł być przy swoich bliskich. Błędy, które ostatecznie prawie doprowadziły do zatonięcia okrętu, popełniono właśnie w momencie planowania trasy w kierunku Okinawy.

Amerykańskie okręty podwodne wykorzystują do nawigacji w głębinach dwa główne systemy: MATT i VMS (Voyage Management System). Jeden i drugi to oprog­ra­mo­wa­nie pracujące na mapach dna, pomagające wytyczyć najbezpieczniejszą trasę dla jednostki. Szczegółowe zasady działania obu programów są oczywiście tajne. Ale nie trzeba ich znać, aby rozumieć, że poziom szczegółowości map nie jest jednolity. W niektórych rejonach kształt dna jest znany jedynie w przybliżeniu.

Jeśli kiedykolwiek się zastanawialiście, czy nas wspierać czy nie – teraz nadszedł moment na decyzję.

Od blisko dwóch lat utrzymujemy się głównie z Waszej hojności i zrezygnowaliśmy z reklam Google. Od kilku miesięcy nasze dochody nie zbliżają się do założonego progu i nasza „poduszka”, z której finansujemy wszystko poza podstawowymi kosztami utrzymania serwera i domeny, się kurczy.

W tym roku byliśmy w Berlinie na ILA i w Kielcach na MSPO. Na przyszły rok też mamy ambitne plany. Tymczasem koszty utrzymania serwisu idą w górę. Zależy nam aby Konflikty dalej były wolne od reklam Google, dlatego prosimy Was o wsparcie.

Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.

LISTOPAD BEZ REKLAM GOOGLE 70%

Kiedy na gorąco analizowaliśmy możliwe przyczyny wypadku, napisaliśmy, iż niepodobna sobie wyobrazić, żeby Aljilani kazał nawigatorowi ignorować mapę i iść całą naprzód tak, jakby to podwodne góry miały ustępować przed okrętem. Sądziliśmy, że bardziej prawdopodobny jest scenariusz, o którym mówi jeden z oficerów Czerwonego Października w jednej z najlepszych scen tego kultowego filmu. Oficer ten, notabene grany przez naszego rodaka Artura Cybulskiego, kwituje zapewnienia nawigatora o precyzji jego pracy krótkim: „O ile mapa jest wystarczająco dokładna”.

Pomyliliśmy się. Wprawdzie Aljilani nie był aż takim samobójcą, ale dochodzenie wykazało, że dowódca, nawigator i asystent nawigatora korzystali z MATT i VLS niedbale. Mapa, owszem, nie była dokładna, ale oficerowie, zdawałoby się, machnęli na to ręką. Asystent nawigatora nie wykorzystał wszystkich dostępnych mu danych, a dowódca zatwierdził tymczasowy plan nawigacyjny, nie nakazując weryfikacji jego poprawności.

Ostatnią linią obrony byłyby pokładowe systemy sondowania dna AN/BQQ-10, pozwalające mierzyć na bieżąco głębokość wody pod kilem. Te mogłyby wykryć wznoszące się zbocze góry na tyle szybko, aby okręt zmienił kurs. Niestety na SSN 22 doszło do usterki obu czujników, dziobowego i rufowego. Pierwszy kaprysił przez cały rejs i nie można było w pełni polegać na jego wskazaniach, drugi zaś nie działał poprawnie przy szybkości większej niż 16 węzłów. Aljilani wiedział o tym, ale rozkazał zwiększenie prędkości do 24 węzłów.

Bezpośrednio po wypadku okręt wrócił do bazy na Guamie. Wszedł tam 8 paź­dzier­nika i pozostał na miejscu do 18 listopada. W tym czasie dokonano analizy uszkodzeń, przede wszystkim pod kątem zweryfikowania, czy okręt będzie w stanie dotrzeć o własnych siłach do kontynentalnych Stanów Zjednoczonych. Z Guamu okręt wyszedł w rejs do San Diego, gdzie dotarł 12 grudnia, a tydzień później zawinął wreszcie do bazy macierzystej Kitsap-Bremerton.

Admirał floty Karl Thomas rozmawia z załogą USS Connecticut (SSN 22). Po jego prawej stoi komandor porucznik Cameron Aljilani. Zdjęcie z sierpnia 2021 roku.
(US Navy / Mass Communication Specialist 1st Class Amanda S. Kitchner)

Mimo że w linii prostej z Guamu do Bremertonu jest bliżej niż do San Diego, ta druga trasa pozwala przejść bliżej Hawajów, co dawało pewien margines bezpieczeństwa, gdyby okazało się, że okręt zaczyna tracić dzielność morską. Trasę trzeba było zaplanować w najdrobniejszych szczegółach, głównie po to, aby zminimalizować ryzyko wejścia w sztorm.

Były podwodnik Aaron Amick w rozmowie z serwisem The War Zone szacował, że okręt szedł z prędkością około 10 węzłów. Jako że nowoczesne okręty podwodne konstruowane są z myślą o odbywaniu całych rejsów w zanurzeniu, Amick podkreśla, że załoga USS Connecticut cały czas musiała się zmagać z intensywnym kołysaniem i że marynarze prawdopodobnie mieli trudności nawet z zaśnięciem. Możliwe jednak, iż okręt obsadziła szkieletowa załoga (zbędni byli na przykład sonarzyści, marynarze działu broni podwodnej czy ci odpowiedzialni za zanurzanie).

Na zdjęciach udostępnionych przez US Navy widać, że z zewnątrz stan okrętu nie zmienił się w porównaniu z tym, co widzieliśmy pod koniec 2021 roku. Okręt wciąż jest pozbawiony dziobu – a więc i sonaru. Dziobowy zespół aparatury sonarowej BQQ-5D na Seawolfach wygląda jak na poniższej ilustracji. Większe urządzenie na górze (wraz z otaczającą je kratownicą) to zespół sonaru pasywnego. Mniejsze, czarne urządzenie na dole to sonar aktywny.

(US Navy)

Tyle podsumowania. Jak dowiedział się wczoraj TWZ, „trwające prace obejmują odtworzenie stanu technicznego konstrukcji i systemów oraz niezbędne czynności konserwacyjne wynikające z cyklu eksploatacyjnego. Marynarka wojenna zakłada zakończenie tych prac latem 2027 roku”.

Pierwotny harmonogram mówił o wrześniu roku 2025. Jeszcze w 2023 roku przesunięto termin na pierwsze miesiące roku 2026, a rok temu celowano już w końcówkę roku 2026. Choć powodu opóźnień formalnie nie ujawniono, łatwo zgadnąć, że chodzi o poziom skomplikowania.

Connecticut to drugi z zaledwie trzech okrętów typu Seawolf, uchodzących za śmietankę floty podwodnej US Navy – najcichsze (między innymi dzięki systemowi aktywnego tłumienia drgań i napędowi wykorzystującemu pędnik strumieniowy) oraz najgroźniejsze SSN-y służące pod amerykańską banderą.

Typ Seawolf zoptymalizowano do prowadzenia walki podwodnej. Okręty mogą rozwinąć w zanurzeniu prędkość co najmniej 35 węzłów, wyposażono je w osiem wyrzutni torpedowych kalibru 660 milimetrów (dwa razy więcej niż w typie Virginia) i magazyn zdolny pomieścić pięćdziesiąt torped Mk 48 ADCAP. Z wyrzutni można odpalać także pociski manewrujące Tomahawk i przeciwokrętowe Harpoon.

Connecticut w suchym doku w Puget Sound.
(US Navy / Wendy M. Hallmark)

Mimo że pierwszą jednostkę przyjęto do służby w 1997 roku, Seawolfy nadal stanowią punkt odniesienia. Nowe amerykańskie okręty podwodne oznaczone wstępnie SSN(X) mają stanowić skok jakościowy w stosunku do okrętów podwodnych typu Virginia, które opracowano jako tańszą alternatywę dla Seawolfów po zakończeniu zimnej wojny, gdy USA nie miały godnego siebie przeciwnika. SSN(X) ma mieć więcej wspólnego właśnie z Seawolfem – ma być silnie uzbrojony i maksymalnie cichy, aby bez skrępowania działać na wodach równorzędnego przeciwnika.

Tajemnicą poliszynela jest to, że cała trójka Seawolfów jest regularnie wykorzys­ty­wana do zadań zwiadowczych i szpiegowskich. Dotyczy to szczególnie okrętu numer trzy, USS Jimmy Carter (SSN 23). Jest on o 30 metrów dłuższy od pozostałych dwóch jednostek, ponieważ w kadłub wmontowano dodatkową sekcję umożliwiającą wszech­stronną współpracę z nurkami i bezza­ło­go­wymi pojazdami podwod­nymi oraz prowadzenie działań ratowniczych i badawczych. Nieoficjalnie wiadomo, że Jimmy Carter dysponuje także zdolnością zakładania podsłuchów na podmorskie kable światłowodowe.

Jeszcze nie wiadomo, jaki będzie pełen koszt remontu. W poprawce do budżetu Pentagonu na rok podatkowy 2022 przewidziano 10 milionów dolarów jako swoistą zaliczkę na nową kopułę sonaru i 40 milionów na doraźne naprawy. W ostatecznym rozrachunku z pewnością dojdziemy do kilkuset milionów dolarów.

Connecticut wprowadzany do doku.
(US Navy / Wendy M. Hallmark)

Dodajmy również, że okręt wprowadzono do jednego z trzech doków, które zamk­nięto w styczniu 2023 roku ze względu na zagrożenie stwarzane przez potencjalne trzęsienia ziemi. Szerzej o tej sytuacji pisaliśmy w tym artykule. Praktycznie z dnia na dzień US Navy straciła wówczas znaczną część mocy przerobowych do pracy przy swoich okrętach podwodnych. Właśnie dlatego remont SSN 22 ruszył z dużym opóźnieniem, świeżo po ponownej certyfikacji wzmocnionej konstrukcji doku.

Na domiar złego US Navy może przez pewien czas mieć do dyspozycji tylko jeden okręt typu Seawolf. SSN 21 ma rozpocząć rutynowy przegląd techniczny w maju przyszłego roku – i pozostanie unieruchomiony do lutego 2030 roku. Jeśli Connecticut będzie remontowany dłużej, a nie można tego wykluczyć, w gotowości operacyjnej będzie tylko Jimmy Carter.

A jeśli jednak Connecticut wróci do służby zgodnie z obecnym harmonogramem, to za długo sobie nie posłuży. Aktualny plan rozbudowy komponentu okrętowego US Navy zakłada, że SSN 22 zostanie wycofany w roku 2031 w wieku 32 lat jako pierwszy przedstawiciel swojego typu.

US Navy / Wendy M. Hallmark