W hali PGZ Stoczni Wojennej w Gdyni odbyła się dziś uroczystość położenia stępki pod przyszły okręt ratowniczy budowany w ramach programu „Ratownik”. Tym samym zainicjowano proces właściwej budowy okrętu, który nie tylko będzie zabezpieczał działania polskich i sojuszniczych okrętów podwodnych, ale też będzie wykorzystywany do ochrony infrastruktury morskiej i podwodnej. Położenie stępki to nie tylko uroczystość symboliczna, ale także czynność prawna, formalnie inicjująca proces budowy jednostki pływającej.

– Tym okrętem otwieramy nowy rozdział naszej Marynarki Wojennej – mówił prezes zarządu PGZ Stoczni Wojennej, Marcin Ryngwelski. – To nie będzie zwykły statek. To najnowocześniejszy okręt ratowniczy, który będzie domknięciem i wsparciem dla programu „Orka”. Dla mnie osobiście najważniejsze jest to, że w stu procentach jest to polska myśl techniczna, a okręt powstanie przy udziale polskiego towarzystwa klasyfikacyjnego, czyli Polskiego Rejestru Statków. Jako stocznia mamy bardzo mało czasu na budowę. Już w przyszłym roku, 30 września, musimy zwodować ten okręt, w 2028 roku rozpocząć próby na uwięzi, tak żeby w 2029 roku przekazać go Marynarce Wojennej, zanim dotrze pierwszy okręt podwodny zamówiony w Szwecji.

– Położenie stępki to piękna morska tradycja zapoczątkowana setki lat temu. To również moment prawny, bo teraz rozpoczyna się właściwa budowa. To nie jest już tylko rysunek, to nie jest blacha, to jest już konkretna konstrukcja, która w myśl przepisów Polskiego Rejestru Statków musi mieć minimum 5% masy całego kadłuba i nie mniej niż 50 ton – tłumaczył Ryngwelski.

Widok na cały element kadłuba będący symboliczną stępką.
(Maciej Hypś, Konflikty.pl)

Umowę na budowę okrętu podpisano w grudniu 2024 roku. Niemal dokładnie rok później odbyło się pierwsze palenie blach. Za budowę odpowiada konsorcjum w składzie: Polska Grupa Zbrojeniowa z PGZ Stocznią Wojenną na czele oraz Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Centrum Techniki Morskiej. Jednak w powstanie „Ratownika” jest zaangażowanych znacznie więcej polskich przedsiębiorstw i instytucji, a także partnerzy zagraniczni.

Wśród kooperantów szczególne miejsce zajmuje Huta Częstochowa. Historycznie był to największy producent blach okrętowych dla polskiego przemysłu stoczniowego. Była to jej podstawowa działalność, jednak upadek polskiego przemysłu ciężkiego w latach 90. dramatycznie pogorszył jej sytuację. Jeszcze niedawno zakład był w stanie upadłości. Jednak 22 grudnia 2025 roku Skarb Państwa reprezentowany przez Ministerstwo Obrony Narodowej kupił majątek Huty Częstochowa od syndyka masy upadłościowej. Huta ma się stać głównym dostawcą stali dla polskiego przemysłu zbrojeniowego, a „Ratownik” jest pierwszym okrętem budowanym ze stali dostarczanej z Częstochowy. W przyszłości wszystkie okręty budowane w PGZ Stoczni Wojennej ze stali węglowej mają powstawać z blach z Częstochowy.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

KWIECIEŃ BEZ REKLAM GOOGLE 82%

– Jako minister obrony narodowej konsekwentnie działam na rzecz modernizacji Marynarki Wojennej – napisał w liście skierowanym do uczestników uroczystości minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz. – Dzisiejsza uroczystość to wydarzenie o szczególnym znaczeniu dla tego procesu. Budowa jednostki w ramach programu „Ratownik” jest bezpośrednio powiązana z niedawnymi decyzjami prowadzącymi do pozyskania nowoczesnych okrętów podwodnych. Program „Ratownik” to nie tylko bezpieczeństwo dla polskiego Bałtyku, ale także nowe możliwości wspierania sojuszników.

Wizualizacja „Ratownika”.
(PGZ Stocznia Wojenna)

– Okręt powstaje w polskiej stoczni i jest owocem polskiej myśli technicznej, dowodem, że krajowy przemysł obronny posiada zdolności do produkcji na rzecz Marynarki Wojennej – kontynuował Kosiniak-Kamysz. – Okręt „Ratownik” to wyspecjalizowana jednostka wsparcia, kluczowa dla zabezpieczenia działań operacyjnych okrętów podwodnych. Nowoczesne wyposażenia ratownicze, duża autonomiczność i możliwości działania na pełnym morzu sprawiają, że stanie się jednym z ważniejszych elementów systemu zapewnienia bezpieczeństwa i realnym wzmocnieniem zdolności operacyjnych Sił Zbrojnych RP.

„Ratownik” to nazwa projektu, a nie docelowa nazwa okrętu, który będzie jego efektem. Niezależnie od tego, jakie będzie nosił imię, będzie okrętem dużym: 96 metrów długości, 19 metrów szerokości i wyporność 6500 ton. Dla porównania: będące obecnie w służbie okręty ratownicze ORP Lech i ORP Piast mają długość 73 metrów i wypor­ność około 1800 ton. Natomiast fregaty budowane w ramach programu „Miecznik” będą miały około 7 tysięcy ton wyporności. Okręt będzie miał zasięg około 6 tysięcy mil morskich i autonomiczność około 30–40 dni, a prędkość maksymalna wyniesie 19 węzłów.

Spawanie pamiątkowej tabliczki do struktury kadłuba. Pod tabliczką umieszczono pamiątkowy medal.
(Maciej Hypś, Konflikty.pl)

Załoga będzie się składała ze 100 osób. W dużej części będą to specjaliści od prac podwodnych, ratownictwa, lekarze, nurkowie głębinowi czy operatorzy systemów bezzałogowych. Na pokładzie znajdzie się również miejsce dla dodatkowych dziewięciu członków załogi, którzy mogą zostać zaokrętowani w zależności od charakteru konkretnej misji.

Jak sama nazwa wskazuje, podstawowym zadaniem okrętu będzie ratowanie załóg okrętów podwodnych. Do wypadków z ich udziałem dochodzi bardzo rzadko, zwłaszcza w krajach szeroko pojętego Zachodu, ale gdy już się to stanie, są to jedne z najtrudniejszych do wyobrażenia akcji ratunkowych. NATO regularnie trenuje operacje ratunkowe zatopionych okrętów podwodnych w czasie ćwiczeń SUBMAREX i „Dynamic Monarch”. Od lat uczestniczą w nich również polskie okręty ratownicze dysponujące zdolnością do dostarczania tlenu, żywności czy części zamiennych na zatopiony okręt podwodny.

Przedstawiciele Polskiego Rejestru Statków, Marynarki Wojennej i Stoczni Wojennej podpisują certyfikat potwierdzający, że budowa jest realizowana zgodnie z przepisami.
(Maciej Hypś, Konflikty.pl)

„Ratownik” będzie wyposażony w zaawansowane systemy sonarowe umożliwiające wykrycie zatopionego okrętu podwodnego, jak również systemy pozycjonowania dynamicznego do utrzymywania optymalnej pozycji w czasie akcji. Na pokładzie znajdzie się system komór dekompresyjnych, dzwon nurkowy, a także inne urządzenia umożliwiające podejmowanie z dna dużych obiektów.

Umowę na system nurkowania saturacyjnego i ratownictwa okrętów podwodnych zawarto w pierwszej połowie grudnia. Jego dostawcą będzie brytyjska firma James Fisher and Sons, światowy lider tej branży. Do tej chwili ukompletowanie systemu nie zostało ujawnione. Wiadomo, że system ma konstrukcję pozwalającą na prze­miesz­cza­nie kilkudziesięciu osób pod niezmiennym ciśnieniem. Dotyczy to zespołu połączonych komór i współpracujących z nimi za pośrednictwem śluz: dzwonu nurkowego, hiperbarycznej łodzi ratunkowej, a za sprawą śluzy pokładowej, także pojazdu ratowniczego SRV Nemo. Całość jest kompatybilna z NATO-wskim systemem ratownictwa podwodnego NSRS (NATO Submarine Rescue System).

Wizualizacja „Ratownika” od góry.
(PGZ Stocznia Wojenna)

Podobnie jak na dzisiejszych okrętach, na nowej jednostce będzie również wyposażenie do nawiązywania łączności z zatopionym okrętem, podawania tlenu oraz zapasów wody i jedzenia czy narzędzi. Obecne okręty ratunkowe mają możliwość prowadzenia prac podwodnych do głębokości około 90 metrów. Zgodnie z zapowiedziami „Ratownik” będzie miał możliwość prowadzenia prac do głębokości co najmniej 450 metrów, a więc nawet w najgłębszych częściach Bałtyku. Ma to kluczowe znaczenie w kontekście nowych okrętów podwodnych, które w odróżnieniu od ORP Orzeł będą mogły się zanurzać. Na okręcie znajdzie się również lądowisko dla dużego śmigłowca, co na przykład umożliwi szybszy transport poszkodowanych do szpitala.

Te same systemy, które można wykorzystać do ratowania załóg okrętów podwodnych, mogą służyć również do inspekcji czy naprawy podwodnej infrastruktury krytycz­nej. Podwodne kable przesyłowe, gazociągi, infrastruktura portowa czy powstające farmy wiatrowe z pewnością budzą zainteresowanie przeciwnika, który nie ma problemu z tym, aby w działaniach niekonwencjonalnych próbować im zaszkodzić. W ostatnich latach byliśmy świadkami kilku takich zdarzeń na Bałtyku, a można spodziewać się kolejnych.

Maciej Hypś, Konfllikty.pl