W kierownictwie amerykańskiego Departamentu Obrony nastąpiła zmiana decyzji w kwestii pozyskania bądź skasowania samolotów wczesnego ostrzegania i dowodzenia E-7 Wedgetail. W czasie ostatniego posiedzenia podkomisji obrony w komisji budżetowej Izby Reprezentantów sekretarz Pete Hegseth stwierdził, że samolot tego typu jest jednak potrzebny amerykańskim siłom powietrznym. Jest to zwrot o 180 stopni w stosunku do ostatnich kilkunastu miesięcy, podczas których Departament Obrony próbował anulować cały program.

Przypomnijmy: kierownictwo amerykańskiego Departamentu Obrony chciałoby zakończyć program zakupu samolotów wczesnego ostrzegania i dowodzenia E-7 Wedgetail, a w ich miejsce pozyskać pewną liczbę mniejszych maszyn E-2D Hawkeye, które stanowiłyby rozwiązanie pomostowe do czasu wdrożenia kosmicznego systemu rozpoznania powietrznego (Air Moving Target Indicator).

Zwolennicy anulowania zakupu E-7 podkreślali tymczasowy charakter nowych samolotów wczesnego ostrzegania. W tym kontekście E-7 był postrzegany jako zbyt drogi, a do tego jest już opóźniony. To powoduje, że jako rozwiązanie pomostowe nie jest rozwiązaniem ekonomicznym, a potencjalnie jego wejście do służby będzie opóźnione tak bardzo, że zbiegnie się w czasie z wdrażaniem kosmicznego systemu rozpoznania.

E-7A Wedgetail AEW.1 w barwach brytyjskich sił powietrznych
(AS1 Nile Austin, UK MOD © Crown copyright 2024)

Ponadto wadą samolotów takich jak E-7 ma być niska przeżywalność na przewi­dy­wa­nym przyszłym polu walki. Mimo że nie działają na linii frontu, mają padać łatwym łupem pocisków powietrze–powietrze bardzo dalekiego zasięgu. Jedna z głównych hipotez co do użycia chińskiego lotnictwa bojowego w konflikcie pełno­ska­lo­wym zakłada, że myśliwce J-20 mają za zadanie polować na samoloty wczesnego ostrzegania i latające cysterny. Stąd pomysł, aby rozwiązaniem pomostowym stał się E-2D Hawkeye, a docelowym Air Moving Target Indicator.

Przeciwnicy takiego rozwiązania przede wszystkim kwestionowali zdolności E-2D do nawet czaso­wego wypełnienia powstałej luki. Wskazywano na mniejszą długo­trwa­łość i wysokość lotu, mniejszą liczbę operato­rów oraz ogólną niekom­pa­ty­bil­ność tego samolotu z całym systemem logistycz­nym sił powietrz­nych. Do tego E-7 ma dysponować pewnymi zdolnościami rozpoz­naw­czymi wykraczającymi poza monitorowanie przestrzeni powietrznej, których E-2D nie ma.

Utrzymanie Konfliktów jako serwisu wolnego od reklam Google to dla nas priorytet. Dzięki Waszemu wsparciu z Patronite i BuyCoffee udało się to do tej pory i chcielibyśmy, aby tak zostało.

Żeby działać bez reklam Google, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie. To próg, który pozwala nam skupić się na pracy. Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.

Nie spodziewamy się, że każdy będzie nas wspierał finansowo. Ale jeśli zdecydujecie się pomóc, zadbamy o to, by każda złotówka realnie pracowała na rozwój serwisu.

Nasze comiesięczne raporty finansowe możecie przeczytać tutaj.

LIPIEC BEZ REKLAM GOOGLE 61%

Ponadto wskazywano na ograniczenia kosmicznego systemu rozpoznawczego. Satelity kosmicznego systemu AMTI mogą być oślepione laserem, zniszczone wyspecjalizowaną bronią antysatelitarną, cyberatakiem lub w wyniku kosmicznej eksplozji jądrowej. Tym samym poleganie jedynie na kosmicznym systemie rozpoznania może pozbawić Amerykanów dostępu do danych w czasie rzeczywistym w kluczowym momencie wojny. Nie całkowicie, bo posiadając konstelację kilkudziesięciu lub kilkuset satelitów i ewentualnie zapasowe na Ziemi w gotowości do startu, te zniszczone można względnie szybko uzupełnić. Ale nie można wykluczać zsynchronizowanego ataku na satelity, który „oślepi” amerykańskie lotnictwo na kluczowe kilkadziesiąt minut ataku na Ziemi.

Australijski E-7A Wedgetail i amerykański F-22A Raptor w pobliżu Hawajów.
(Department of Defence)

Do tego trzeba dodać niepewność odnośnie daty osiągnięcia gotowości operacyjnej przez AMTI. Jest to rozwiązanie pionierskie i jako takie obarczone duży ryzykiem technicznym. Mogłoby się okazać, że służba tymczasowych E-2D musiałaby być znacznie dłuższa niż się zakłada, a to dodatkowo obniżyłoby potencjał sił powietrznych.

Ostatecznie politycy przymusili Departament Obrony do kontynuowania prac nad E-7. W podpisanej w styczniu ustawie National Defense Authorization Act (NDAA), która autoryzuje politykę i poziomy wydatków obronnych, na dalszy rozwój E-7 zapisano łącznie 846,7 miliona dolarów. Wcześniej 200 milionów na ten sam cel przewidziano w ustawie pozwalającej na otwarcie instytucji rządowych po shutdownie.

– Porozumienie pomiędzy Senatem i Izbą Reprezentantów w tej sprawie obrazuje wagę samolotu E-7 oraz zadań wczesnego ostrzegania i zarządzania powietrznym polem bitwy dla Departamentu Sił Powietrznych – głosiło oświadczenie senackiej komisji wydatków publicznych. – Z tego powodu na dalsze badania, rozwój, testy, szybkie prototypowanie i przejście do fazy produkcji zostało przeznaczone 1,1 miliarda dolarów. Sekretarz sił powietrznych jest zobowiązany do przedstawienia w ciągu 90 dni od wejścia w życie tej ustawy planu dotyczącego wymagań i kontroli kosztów związanych z przyszłą produkcją E-7. Ponadto ustawa zawiera generalny zapis zakazujący wykorzystania funduszy do wstrzymania lub anulowania programu E-7.

Australijski E-7A Wedgetail startuje z bazy Nellis w USA.
(Department of Defence / CPL Nicci Freeman)

Nie wiadomo czy do zmiany zdania sekretarza Hegsetha doszło w wyniku jakiegoś głębszego namysłu jego samego lub jego doradców czy też po prostu uznał on, że skoro kongresmeni i tak dali już na ten cel pieniądze to nie ma co się kopać z koniem, a samolot lepiej mieć niż nie mieć.

– Wiem, że Departament wcześniej twierdził, że większość tych zadań mogą wykonywać inne platformy powietrzne lub satelitarne – mówił Hegseth. – Ale uważam, że to nastawienie świadczyło o mentalności, której się już pozbyliśmy, redukcji w celu inwestycji lub mentalności oszczędnościowej. Oznaczało to pozbycie się jednych platform, żeby zaoszczędzone pieniądze zainwestować w nowe. Ale i tak powstają przy tym pewne luki. Dlatego trzeba finansować również systemy używane na polu walki w tej chwili jak MQ-9 czy A-10. E-7 jest również jednym z nich. Uważam, że ma on przyszłość i będzie miał swoje miejsce na polu bitwy.

Być może teraz, gdy E-7 ma zapewnione finansowanie i przychylność Departamentu Obrony, program będzie realizowany sprawniej, bo na razie boryka się z opóźnieniami. Według pierwotnego harmonogramu w 2025 roku planowano pozyskać dwa prototypy E-7, a wstępna gotowość operacyjna miała być osiągnięta w 2027 roku. Tymczasem według opubli­ko­wa­nego w połowie zeszłego roku raportu Government Accountability Office w związku ze zmianą umowy z Boeingiem w maju 2027 roku ma się odbyć dopiero pierwszy lot samolotu w konfi­gu­ra­cji żądanej przez US Air Force. Osiągnięcie gotowości operacyjnej jest teraz planowane na 2032 rok.

Wizja artystyczna E-7A w barwach NATO.
(Boeing)

W tej chwili zamówionych jest siedem samolotów: dwa prototypy i pięć samolotów seryjnych, które zostały zamówione w marcu tego roku. Oryginalne plany mówiły, że ogółem ma zostać zamówionych dwadzieścia sześć E-7. Nie wiadomo czy te założenia są nadal aktualne. Zmiana nastawiania Departamentu Obrony bez wątpienia jest dobrą wiadomością dla Boeinga, ale i tak nie pomoże mu już odzyskać straconych zamówień z Korei Południowej i NATO.

Przypomnijmy, że bezpośrednim powodem rezygnacji NATO z E-7 było właśnie planowane anulowanie całego programu przez Amerykanów. Wycofanie się USA z programu E-7 oznaczało zamówienie przez pozostałych uczestników mniejszej liczby samolotów, a tym samym znaczący wzrost ceny jednostkowej. W oświadczeniu stwierdzono, że po decyzji Amerykanów program utracił strategiczne i finansowe fundamenty.

I chociaż, wbrew licznym informacjom medialnym o wyborze Globaleye’ów przez NATO, taka decyzja wcale nie zapadła, nie oznacza to automatycznie możliwości powrotu E-7 do konkurencji o kontrakt dla Sojuszu. Od listopada 2025 roku, gdy NATO poinformowało o rezygnacji z E-7, stosunki między poszczególnymi członkami a Stanami Zjednoczonymi się pogorszyły. Jest wątpliwe, czy, przy utrzymującej się niestabilności sojusznika zza oceanu z jednej strony i deklaracjach odbudowy strategicznej europejskiej niezależności przemysłowej z drugiej, NATO będzie chciało wracać do E-7. Boeing może jeszcze walczyć w Kanadzie, ale tu problem jest podobny jak w Europie. Większe szanse może mieć w Australii, która szuka nowych samolotów tej klasy, a jednym z rozwiązań może być zmodernizowany E-7.

Boeing