Argentyna już oficjalnie kupiła dwadzieścia cztery myśliwce F-16AM/BM Fighting Falcon używane do tej pory przez duńskie siły powietrzne. W ceremonii zawarcia transakcji miał wziąć udział prezydent Argentyny Javier Milei, ale ostatecznie konieczność skupienia się na kryzysie bliskowschodnim sprawiła, iż do bazy Skrydstrup udał się minister obrony Luis Petri.

Transakcja obejmuje także cztery symulatory, pewną liczbę pocisków AIM-9 i AIM-120 oraz zapas części zamiennych mający wystarczyć na pięć lat. Jej łączna wartość to około 350 milionów dolarów, z czego część pokryją Stany Zjednoczone. Będzie to największy wzrost potencjału bojowego Fuerza Aérea Argentina od półwiecza.

– Od tej pory, Argentyńczycy, znów mamy podniebne siły, które będą nas bronić – oznajmił Petri. „Znów” jest tu wyjątkowo trafnym słowem: Argentyna wprawdzie przez cały czas miała lotnictwo wojskowe, ale w praktyce nie od lat nie dysponowała myśliwcami zdolnymi bronić jej przestrzeni powietrznej.



Pozostałe duńskie F-16 powinny trafić do Ukrainy, tyle że jeszcze nie wiadomo, kiedy mogłoby to nastąpić. W sierpniu ubiegłego roku premierka Danii Mette Frederiksen w obecności Wołodymyra Zełenskiego potwierdziła, że Kopenhaga przekaże dziewiętnaście Fighting Falconów. Pierwsza dostawa miała objąć sześć maszyn już za cztery–pięć miesięcy. Reszta byłaby dostarczona w kolejnych dwóch partiach do końca 2025 roku.

Jak jednak informuje duński dziennik Berlingske, tamtejszy resort obrony spodziewa się co najmniej półrocznego poślizgu w pierwszej dostawie. Obecny harmonogram zakłada przekazanie myśliwców najwcześniej w drugim kwartale tego roku. Według duńskich dziennikarzy na przeszkodzie stanął proces szkolenia pilotów i techników. Wątpliwości mogą dotyczyć również tego, czy Ukraina dysponuje już odpowiednią infrastrukturą. Są to jednak tylko spekulacje, ministerstwo obrony nie ujawnia przyczyny opóźnienia.

Dania była – obok Belgii, Holandii i Norwegii – jednym z czterech pierwszych użytkowników F-16. W końcowym okresie ich służby posiadała trzydzieści trzy F-16AM i dziesięć F-16BM z łącznie siedemdziesięciu dziewięciu pozyskanych w latach 80. (z wyjątkiem dwóch, które kupiono w latach 90. w miejsce egzemplarzy utraconych w wypadkach). Sześćdziesiąt jeden przeszło modernizację w ramach programu MLU.



Garść historii

Poszukiwania nowych myśliwców dla argentyńskiego lotnictwa trwają już od ponad dziesięciu lat, to znaczy od momen­tu, w którym podjęto decyzję o wycofaniu ze służby starych francuskich Mirage’ów III i 5 oraz izraelskich Daggerów (czyli Mirage’ów 5 proweniencji izraelskiej). Od tego czasu pojawiało się wiele propozycji, jak załatać dziurę w systemie obrony powietrznej kraju.

Początkowo ciężar spoczywał na barkach A-4AR Fightinghawków, czyli głęboko zmodernizowanych A-4M Skyhawków. Te jednak wielokrotnie uziemiano wskutek usterek i braku części zamiennych spo­wo­do­wa­nego brakiem funduszy. Wkrótce rolę argentyńskich „myśliwców” musiały wziąć na siebie samoloty szkolno-treningowe IA-63 Pampa III, które dysponują możliwością podwieszenia uzbrojenia niekierowanego. Obecnie, mimo że w służbie pozostaje formalnie około dwudziestu pięciu A-4AR tego typu (w tym trzy szkolne OA-4AR), praw­do­po­dob­nie jedynie kilka jest utrzymywanych w gotowości.

Argentyński Dagger, zdjęcie z 1984 roku.
(Carlos Ay)

O problemach Argentyny z pozyskaniem nowych samolotów bojowych pisaliśmy wielokrotnie. Nie ma sensu podsumowywać w tym miejscu całej telenoweli, ale przypomnijmy ostatnie kluczowe punkty „fabuły”. Trzy lata temu rząd w Buenos Aires dał do zrozumienia, że zrezygnował ze starań o pozyskanie myśliwców produkcji zachodniej. Było to pokłosie zablokowania przez Londyn sprzedaży do Argentyny samolotów FA-50 Golden Eagle.



W obliczu problemów z embargiem nałożonym przez Londyn Argentyńczycy zwrócili uwagę na maszyny rosyjskie i chińskie. W 2021 roku wystąpili z formalnym zapytaniem do Ros­obo­ron­eks­portu – państwowej agencji odpo­wie­dzial­nej za eksport rosyjskiego uzbrojenia – w sprawie pozyskania MiG‑ów‑35. Wkrótce potem gruchnęła wiadomość, jakoby Buenos Aires zamówiło dwanaście chińsko-pakistańskie JF-17. Ta jednak szybko okazała się kaczką dziennikarską.

Argentyński A-4AR Fightinghawk.
(Chris Lofting, GNU Free Documentation License, Version 1.2)

Później sprawa ucichła na kilkanaście miesięcy. We wrześniu 2022 roku pojawiła się informacja, że Argentyna zabezpieczyła 664 miliony dolarów na nowe myśliwce (plus 20 milionów na budowę nowej infrastruktury). Zapowiadało to rewolucję techniczną w argentyńskim lotnictwie, zmagającym się z krańcowym niedofinansowaniem od czasu wojny o Falklandy. Na scenę wróciły wtedy F-16.

Także w 2022 roku delegacja Fuerza Aérea Argentina odwiedziła Danię, aby wstępnie zapoznać się z myśliwcami i dowiedzieć się z pierwszej ręki, jak wygląda ich codzienna obsługa. Wnioski były pozytywne, ale podobnie jak amerykańska oferta – miały charakter wyłącznie wstępny.

Duński F-16 w efektownym malowaniu nawiązującym do flagi państwowej.
(Maciej Hypś, Konflikty.pl)

Z kolei w lutym 2023 roku mieszana delegacja złożona z przedstawicieli duńskich i amerykańskich wojsk lotniczych oraz koncernu Lockheed Martin wizytowała bazę lotniczą Tandil, 260 kilometrów na południe od Buenos Aires. Stacjonuje tam VI Brygada Lotnicza, wyposażona obecnie w samoloty szkolno-bojowe IA-63 Pampa III, z konieczności delegowane również do zadań obrony powietrznej kraju. Można przypuszczać, że jeśli transakcja dojdzie do skutku, właśnie do tej bazy trafią duńskie „szesnastki”.



Serwis Defense News, powołując się na rozmowę z przedstawicielem argentyńskiego wojska, przekazywał, że lotnictwo zdecydowanie preferuje amerykańskie maszyny, jednak wstępne warunki umowy podane przez Waszyngton okazały się bardzo restrykcyjne. Dodatkowo Amerykanie mieli podchodzić niechętnie do kwestii sprzedaży Argentynie pocisków AMRAAM i integracji F-16 z uzbrojeniem izraelskim, co może mieć związek z wpływem Brytyjczyków na transakcję.

Ale prezydent Argentyny Alberto Fernández oświadczył, że rząd nie planuje kupować żadnych samolotów bojowych. – Argentyna musi przeznaczać swoje zasoby na ważniejsze sprawy niż zakup samolotów wojskowych – powiedział na konferencji zorganizowanej przez Financial Times. – Żyjemy na kontynencie pełnym nierówności, gdzie nie ma problemów wojennych, a wspólnym mianownikiem jest pokój.

Krajobraz polityczny zmienił się radykalnie, kiedy w grudniu ubiegłego roku nowym prezydentem został kontro­wer­syjny Javier Milei, który szybko wziął się do pracy. Na arenie międzynarodowej praktycznie z dnia na dzień wstrzymał zbliżenie z blokiem BRICS i nadał krajowi kurs bardziej prozachodni. Już w dniu inauguracji spotkał się z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim i zadeklarował poparcie dla Kijowa w wojnie z Rosją.

Za pięć dwunasta do walki o argentyńskie zamówienie próbowały jeszcze włączyć się Indie. Ambasador Indii w Buenos Aires Dinesh Bhatia nawet spotkał się w tej sprawie z szefem sztabu Fuerza Aérea Argentina, generałem dywizji Fernandem Luisem Mengo. Starania te, jak widać, spaliły na panewce.

twitter.com/luispetri