US Navy opublikowała zaktualizowany harmonogram programu Under­gra­duate Jet Training System, który ma wyłonić nowy samolot szkolno-treningowy dla pilotów pokładowych. Do tej pory uczestnicy postępowania mieli udzielić odpowiedzi na zapytanie ofertowe do 9 września, a i tak był to już przesunięty termin (pierwotnie celowano w koniec lipca). Nowy plan zakłada, że odpowiedzi muszą nadejść do 30 października.

Przekłada się to oczywiście na moment wyłonienia zwycięzcy. Miało to się stać w marcu przyszłego roku. Jak podaje Aviation Week, nowy harmonogram przesunął ten termin na 30 czerwca – siedem lat po rozpo­czę­ciu pierwszych wstępnych analiz w tym kierunku.

Chociaż US Navy początkowo ustaliła pułap cenowy na 1,8 miliarda dolarów w fazie rozwoju inżynieryjnego i produkcyjnego, co obejmowałoby także maksymalnie siedem samolotów z produkcji małoseryjnej, w maju zaktualizowano tę kwotę do 2,7 miliarda dolarów. Zmiana ta nastąpiła, gdy producenci samolotów zgodnie stwierdzili, że ​​pierwotny pułap cenowy jest, delikatnie mówiąc, mało realistyczny.

Tymczasem w grze pozostało już tylko dwóch konkurentów. Jako pierwszy wycofał się Lockheed Martin z KF-50N – wersją rozwojową samolotu T-50 Golden Eagle, proponowaną wespół z Korea Aerospace Industries. W lipcu ręcznik rzucił Boeing.

Para T-45C w pobliżu bazy Pensacola.
(US Navy / Capt. Scott Janik)

Problem obu maszyn dotyczyć ma przede wszystkim silnika General Electric F404-GE-103, który wymagałby dodatkowych modyfikacji. O co dokładnie chodzi. F404 to sprawdzona konstrukcja, używana z powodzeniem w środowisku morskim na „klasycznych” Hornetach (to znaczy F/⁠A-18A–D).

Na placu boju pozostały więc dwie drużyny. Pierwszą jest konsorcjum Beechcraft/Leonardo proponujące M-346N. Drugi kandydat to nowa konstrukcja nazwana Freedom, wystawiona przez Sierra Nevada Corporation (która opracowała ją wespół z koncernem TUSAŞ, ale jej głównym partnerem w tej rywalizacji są obecnie Northrop Grumman i General Atomics).

Jeśli kiedykolwiek się zastanawialiście, czy nas wspierać czy nie – teraz nadszedł moment na decyzję.

Od blisko dwóch lat utrzymujemy się głównie z Waszej hojności i zrezygnowaliśmy z reklam Google. Od kilku miesięcy nasze dochody nie zbliżają się do założonego progu i nasza „poduszka”, z której finansujemy wszystko poza podstawowymi kosztami utrzymania serwera i domeny, się kurczy.

W tym roku byliśmy w Berlinie na ILA i w Kielcach na MSPO. Na przyszły rok też mamy ambitne plany. Tymczasem koszty utrzymania serwisu idą w górę. Zależy nam aby Konflikty dalej były wolne od reklam Google, dlatego prosimy Was o wsparcie.

Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.

LISTOPAD BEZ REKLAM GOOGLE 70%

Jeden z tych samolotów zajmie miejsce wiekowych T-45C Goshawków… chyba że cały program trafi do kosza, czego w tej sytuacji nie można wykluczyć. W M-346 stosowana jest para silników Honeywell/ITEC F124-GA-200, natomiast Freedom jest napędzany (również dwoma) silnikami Williams FJ44-4M. Czyżby problem dotyczył zakładanej niezawodności i wyższego poziomu bezpieczeństwa nad morzem zapewnianego przez dwa silniki?

Gra toczy się o zamówienie na 216 samolotów. Od dawna głównym źródłem kontrowersji jest to, iż nowy samolot nie będzie zdolny nawet do wykonywania manewrów touch-and-go na pokładach lotniczych, nie wspominając już o faktycznym stacjonowaniu na lotniskowcach.

Lądowanie na lotniskowcu, nawet jeśli mówimy tylko o muśnięciu pokładu kołami, to brutalny proceder, wymagający specjalnie wzmocnionego podwozia i struktury płatowca (chociaż można by przynajmniej uniknąć instalacji haka hamującego). Trzeba też chronić elektronikę przed skutkami gruchnięcia o podłoże. Pilot musi bowiem wcelować w konkretny punkt na pokładzie. Różnicę między marynarką wojenną a siłami powietrznymi doskonale obrazuje powyższy słynny filmik.

Starty i lądowania z pokładu okrętu są podstawowymi czynnikami odróżnia­ją­cymi szkolenie pilotów lotnictwa pokładowego od pozostałych. A same lądowania na lotnis­kowcu są uważane za najtrudniejszy element pilotażu w lotnictwie jako takim. Według ostatecznych wymogów następca Goshawka nie będzie musiał wykonywać manewrów touch-and-go, ale jedynie mieć wyposażenie pozwalające mu podejść do lądowania i obniżyć wysokość lotu do wysokości decyzji. Kursant będzie wówczas otrzymywał polecenie wave off od oficera nadzorującego lądowania (Landing Signal Officer) i będzie odchodził na drugie okrążenie.

Dzięki zmianie wymogów producenci nie muszą się martwić o wprowadzanie zmian w konstrukcji swoich samolotów. Ale to najwyraźniej nie wystarczyło. W wypowiedzi dla BD przedstawiciel Boeinga oświadczył, że spełnienie wymagań US Navy w stosunku do UJTS oznaczałoby długi cykl rozwoju i utrudniłoby spółce szybkie osiągnięcie wstępnej gotowości operacyjnej Red Hawka w US Air Force.

T-45 z eskadry doświadczalnej VX-23 przygotowuje się do startu z lotniskowca USS Gerald R. Ford (CVN 78).
(US Navy / Zack Guth)

Problem dotyczyć ma przede wszystkim silnika General Electric F404-GE-103, ale nie wiadomo, o co dokładnie chodzi. F404 to sprawdzona konstrukcja, używana z powodzeniem w środowisku morskim na „klasycznych” Hornetach (to znaczy F/⁠A-18A–D). Ale coś może być na rzeczy, bo T-50 Golden Eagle także jest napędzany „Czterysta Czwórką”. W M-346 stosowana jest para silników Honeywell/ITEC F124-GA-200, natomiast Freedom jest napędzany (również dwoma) silnikami Williams FJ44-4M. Czyżby problem dotyczył zakładanej niezawodności i wyższego poziomu bezpieczeństwa nad morzem zapewnianego przez dwa silniki?

A co z lądowaniami? W związku z postępem, jaki dokonał się w systemach wspoma­ga­nia lądowania instalowanych w nowych samolotach pokładowych, jak również dzięki jeszcze wierniej­szemu odwzorowa­niu lądowania na lotniskowcu w symulatorach, marynarce wojennej wystarczy, że szkolący się na nowych samolotach będą jedynie ćwiczyli podchodzenie do lądowania. Dotyczyć to będzie zarówno lotniskowców, jak i symulowanych pokładów na lądzie (Field Carrier Landing Practice). Nawet tutaj manewr touch-and-go byłby bowiem niewykonalny z powodów, które obrazuje załączony wyżej film. Samolot po prostu nie wytrzymałby przyziemie­nia po marynarsku.

W F-35C system wspomagania lądowania jest oznaczony JPALS (Joint Precision Approach and Landing System). Bazuje on na systemie nawigacji satelitarnej GPS i łączy z dużą dokładnością systemy nawigacyjne samolotu z systemami kierowania ruchem lotniczym na okręcie lotniczym. W ten sposób umożliwia przeprowadzenie bezpiecznego lądowania w każdych warunkach atmosferycznych z centymetrową precyzją. JPALS jest wykorzystywany również do całkowicie automatycznego lądowania bezzałogowych samolotów MQ-25.

Myśliwce wielozadaniowe F/A-18E/F Super Hornet i samoloty walki elektronicznej EA-18G Growler nie są kompatybilne z tym systemem, ale dysponują trybem Precision Landing Mode. Nie jest to system automatycznego lądowania, ale oprogramowanie dające pilotowi większą kontrolę nad samolotem przy jednoczesnym zmniejszeniu obciążeniu pracą dla pilota.

Wizualizacja M-346N.
(Textron)

Pilot lądujący w którejś wersji F/A-18 w ostatnich sekundach wykonuje około 300 minimalnych ruchów drążkiem i przepustnicą. PLM pozwala zredukować liczbę ruchów o rząd wielkości. Przykładowo wychylenie klap przez pilota nie powoduje opadnięcia nosa, bo komputer utrzymuje kąt natarcia samolotu na stałym poziomie.

Zmiana w dużej części już się dokonała. W ubiegłym roku program szkolenia zmieniono w taki sposób, że kursant pomyślnie zaliczający szkolenie najpierw otrzymuje uprawnienia pilota (i charakterystyczne złote skrzydełka), a dopiero później wykonuje pierwsze lądowanie na lotniskowcu. W trakcie szkolenia podsta­wo­wego ląduje jedynie na lądzie w ramach Field Carrier Landing Practice, a na okręcie wykonuje tylko touch-and-go.

Nowa filozofia oznacza, że świeżo upieczony pilot pokładowy zagości na pokładzie lotniskowca dopiero po przydzieleniu do eskadry uzupełnie­nio­wej (Fleet Replace­ment Squadron), odpowie­dzial­nej za przeszko­le­nie operacyjne personelu pod kątem służby na danym typie samolotu. Na razie dotyczy to pilotów F/A-18, F-35 i EA-18G, ale nie pilotów E-2. Ostatni kurs kwalifikacyjny dla pilotów samolotów bojowych na rzeczywistym lotniskowcu odbył się w marcu 2025 roku.

US Navy / Mass Communication Specialist 2nd Class Zack Guth