Wprawdzie M1E3 Abrams miał publiczną premierę jakiś czas temu, ale od tamtej pory amerykańscy wojskowi ujawnili kilka niezwykle interesujących faktów na temat czołgu. Sam wóz nie jest rewolucyjny, rewolucyjne jest natomiast podejście US Army do rozwoju konstrukcji i produkcji. Pentagon zrywa z systemem funkcjonującym od trzech dekad, w którym kontrakty wojskowe były skupione w rękach kilku korporacji, ze wszystkimi tego konsekwencjami.
Demonstrator technologii M1E3, nazywany też niekiedy przedprototypem, debiutował nie na żadnej imprezie branżowej, lecz na Detroit Auto Show, jednych z największych i najważniejszych targów samochodowych w Ameryce Północnej. Jak się wkrótce przekonamy, taki wybór miejsca miał dobre uzasadnienie. Na początek przyjrzyjmy się jednak nowemu Abramsowi.
Po prawdzie wojsko nie ujawniło wielu szczegółów. Wóz miał zostać dostarczony odbiorcy już w grudniu ubiegłego roku. Upublicznione wówczas zdjęcia niewiele mówiły. W przeciwieństwie do znanego już od roku 2023 demonstratora AbramsX przygotowanego przez General Dynamics Land Systems (GDLS) M1E3 zachował klasyczną wieżę Abramsa. Najważniejszą zmianą wydaje się wprowadzenie automatu ładującego, dzięki czemu zredukowano liczebność załogi do trzech osób. Ma to pozwolić docelowo na redukcję masy wozu nawet o 25%.
The U.S. #Army has unveiled the first prototype of the M1E3 #Abrams program #Tank pic.twitter.com/2Yo3OGCU7R
— Dean Shmuel Elmas (@ElmasDean) January 24, 2026
Na wieży zabrakło systemu obrony aktywnej Trophy, znalazły się tam natomiast nowa głowica obserwacyjna, zdalnie sterowane stanowisko uzbrojenia z granatnikiem Mk 19 kalibru 40 milimetrów i karabinem maszynowym M2 kalibru 12,7 milimetra, a do tego wyrzutnia pocisków przeciwpancernych Javelin.
Ograniczenie masy jest jednym z priorytetów. W przypadku M1A2 SEPv3 miała ona sięgnąć 70 ton metrycznych, co czyni z czołgu koszmar logistyków i kompletnie dyskwalifikuje go do działań na Pacyfiku. US Army chce zmniejszyć masę M1E3 do około 55 ton. Jest to redukcja o prawie 25%, a powrót do masy pierwszych Abramsów przy radykalnym zwiększeniu możliwości bojowych i przeżywalności na polu walki będzie niemałym sukcesem.
Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.
Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.
Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.
Istotniejsze zmiany kryją się pod pancerzem. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami M1E3 otrzymał hybrydowy układ napędowy, w którym turbinę gazową AGT 1500 zastąpiono silnikiem wysokoprężnym. Według deklaracji wojskowych ma to zredukować zużycie paliwa o 50%. To istotny postęp, bowiem jeszcze w ubiegłym roku zapowiadano, że zastosowanie silników elektrycznych i akumulatorów litowo-jonowych zmniejszy zużycie paliwa o 40%.
Jak pół żartem, pół serio mówił w rozmowie z serwisem The War Zone doktor Alex Miller, starszy doradca sztabu US Army do spraw nauki i techniki, zrezygnowano z całkowicie elektrycznego napędu z prostego powodu – na polu walki nie byłoby gdzie ładować akumulatorów. Czołg ma przechodzić na napęd elektryczny w warunkach bojowych, zmniejszając w ten sposób swoją sygnaturę akustyczną i termiczną. Z tych powodów już wcześniej uwagę na pojazdy z napędem hybrydowym lub całkowicie elektrycznym uwagę zwróciły jednostki rozpoznawcze i specjalne.
Osobną kwestią pozostaje dobór silnika wysokoprężnego dla nowego Abramsa. Wóz ma podobno otrzymać sześciocylindrowy silnik Caterpillar C13D o mocy 1100 koni mechanicznych sparowany z układem przeniesienia napędu SAPA ACT1075LP i dodatkowym silnikiem elektrycznym o mocy 250 koni mechanicznych, służącym jako pomocnicza jednostka napędowa. Konkurencja oczywiście nie śpi. Cummins mocno zabiega o to, aby seryjne wozy dostały jego silniki rodziny ACE lub ATE w układzie bokser o mocy do 1500 koni mechanicznych.
Daleko idącym przeobrażeniom uległo również stanowisko kierowcy. Generał Randy George, szef sztabu US Army, żartobliwie porównał je do kokpitu Formuły 1 z wolantem przypominającym raczej kontroler z konsoli Xbox niż rozwiązania znane z dotychczasowych czołgów, nawet tych najbardziej zaawansowanych. Porównanie bardzo trafione, bowiem stanowisko kierowcy zostało zaprojektowane przez firmę Fanatec specjalizująca się w projektowaniu urządzeń sterujących do symulatorów Formuły 1 i wielu popularnych kokpitów do gier wideo.
The M1E3 Abrams uses a Fanatec gaming controller as the driver’s control device. https://t.co/xiZOlusI1u pic.twitter.com/5S9UhQ0j7T
— △ (@TheDeadDistrict) January 15, 2026
Tutaj dochodzimy do kluczowego punktu odróżniającego M1E3 od innych projektów realizowanych na zlecenie Pentagonu w poprzednich dziesięcioleciach. Nową filozofię generał George streścił w następujący sposób:
– Możemy powiedzieć: „Hej, musi rozwijać prędkość 100 mil na godzinę. Musi spełniać określone wymagania” – wyjaśnia generał. – Frank [generał Frank Lozano, dyrektor wykonawczy programu ds. rakiet i przestrzeni kosmicznej] może przyjść i powiedzieć: „Hej, za 30% mniejszą cenę może jechać 90 mil na godzinę i możecie go mieć za sześć miesięcy, albo możecie poczekać, aby zrobić te rzeczy”. Myślę, że są to ważne kwestie, których nie wzięliśmy pod uwagę, a które musimy rozważyć, idąc naprzód.
US Army stawia na wykorzystanie elementów z półki i horyzontalną strukturę projektu. GDELS nie jest głównym wykonawcą, ale jedynie dostawcą „skorupy”, zmuszonym do współpracy na równych zasadach z kilkunastoma innymi firmami, z których część nie miała wcześniej nic wspólnego ze sprzętem wojskowym. Oprócz wspomnianych już Caterpillara, SAPA i Fanatecu w pracach nad M1E3 uczestniczy też American Rheinmetall (gąsienice), Moog (układy kontroli), Recaro (siedzenia) i producent samochodów wyczynowych Roush, który miał odegrać dużą rolę w projektowaniu całego wozu. Takie podejście ma zapewnić obniżenie kosztów, elastyczność i szybkie reagowanie na uwagi zgłaszane przez żołnierzy.
Z uwagi na duże zaangażowanie firm z sektora motoryzacyjnego wybór Detroit na miejsce premiery nowego Abramsa ma symboliczne znaczenie. To także przypomnienie, jak podczas drugiej wojny światowej producenci samochodów zaczęli też dostarczać czołgi.

Abramsy SEP v3 należące do 3. Pancernej Brygadowej Grupy Bojowej „Grey Wolf”.
(US Army / Sgt. Calab Franklin)
M1E3 ma być oparty na otwartej architekturze i oprogramowaniu. Na szeroką skalę mają zostać wykorzystane elementy sztucznej inteligencji, co ma przyspieszyć projektowanie i umożliwić szybka integrację nowych rozwiązań, które pojawią się w przyszłości. Obowiązywać ma zasada plug and play, nowe systemy będą po prostu podłączane do istniejącego. Alex Miller porównał filozofię, na której oparte jest projektowanie i eksploatacja czołgu, do używania telefonu komórkowego. Nowe aktualizacje pojawiają się co kilka miesięcy, a nawet tygodni. Modyfikacje i modernizacje wozu będzie można wprowadzać w bardzo szybkim tempie, w przypadku oprogramowania nawet w ciągu dni.
Tutaj kryje się prawdziwa rewolucja. US Army chce w pełni wykorzystać możliwości stwarzane przez nowe technologie. Dlatego też M1E3 nie jest imponującym przeskokiem w stosunku do M1A2, przynajmniej z zewnątrz. Liczy się tempo, w jakim będzie można w przyszłości wprowadzać zmiany i dostarczać nowe wozy. To już widocznie przyspieszyło. Pierwsze wozy miały trafić do testów w roku 2031. Tymczasem pierwsze cztery prototypy mają zostać dostarczone do prób w jednostce już latem bieżącego roku. Dzięki otwartej architekturze możliwe będą równoczesne testy kilku konfiguracji.