Pomysł budowy pierwszych od 80 lat amerykańskich pancerników (a przynaj­mniej okrętów tak klasyfikowanych) wywołuje zrozumiałe zainteresowanie. Okazję do upublicznienia kilku interesujących szczegółów ma temat jednostek typu Trump dało ostatnie coroczne sympozjum Surface Navy Association (SNA), gdzie wypowiadał się między innymi szef operacji morskich (czyli szef sztabu US Navy) admirał Daryl Caudle.

Zacznijmy od wyjaśnienia pewnych kwestii terminologicznych i technologicznych. To, co po angielsku nazywa się battleship, po polsku jest „pancernikiem”. Tyle że „pancernik” implikuje obecność nie byle jakiego pancerza. Tymczasem w bardziej dosłownym ujęciu battleship to po prostu „okręt bitewny”. Mamy też w polszczyźnie termin „okręt liniowy”, odnoszący się do nieistniejącego już sposobu toczenia bitew morskich (od angielskiego ship of the line, z którego zresztą wywodzi się termin battleship). Będziemy się umownie posługiwać tutaj terminem „pancernik”, ale ze świadomością, że robimy to z braku laku, a nie dlatego, że typ Trump ma mieć cokolwiek wspólnego z typem Iowa.

Z silnego pancerza na okrętach zrezygnowano po drugiej wojnie światowej z prostego powodu. Aby sprostać coraz skuteczniejszym głowicom pocisków rakietowych, pancerz musiał stawać się coraz grubszy, a tym samym cięższy i droższy. Opancerzone okręty stawały się więc coraz mniej opłacalne. Postęp technologiczny zaczął to zmieniać. Wraz z pojawieniem się nowych lekkich i wytrzymałych materiałów opancerzanie okrętów zaczęło nabierać ponownie sensu.

Jeden z najwcześniejszych pancerników, zwodowany w 1891 roku niemiecki SMS Kurfürst Friedrich Wilhelm (tu na pięknej litografii Hugona Grafa), miał wyporność 10 670 ton i był uzbrojony w sześć dział kalibru 280 mm.
(Hugo Graf; restauracja Adam Cuerden)

Lotniskowce typu Nimitz mają osłonięte „żywotne elementy” kadłuba kevlarowym pancerzem o grubości 64 milimetrów (2,5 cala). Nawet niszczyciele typu Arleigh Burke otrzymały kevlarowe osłony przeciwodłamkowe o łącznej masie 130 ton wokół „żywotnych elementów”. Zdaniem Brenta D. Sadlera z Heritage Foundation (stanowiącej zaplecze intelektualne środowiska Donalda Trumpa) dalsze postępy w dziedzinie materiałów i druku 3D, pozwalają na obniżenie kosztów i czynią zasadnym pytanie o powrót okrętowych pancerzy.

Sęk w tym, że w przypadku jednostek typu Trump nie mówi się o pancerzu, który jest jednym z wymogów stawianych przed rozwijaną w Wielkiej Brytanii koncepcją nowoczesnego pancernika Dreadnought 2050. Stąd też zdaniem Sadlera Trumpy należy raczej określać jako krążowniki liniowe (battlecruisers), szybkie i silnie uzbrojone jednostki pozbawione solidnego pancerza. Dodajmy jeszcze, że nazwa Trump razi w USA wiele osób, stąd w dokumentach jednostki te figurują pod nazwą BBG(X) – pancernik rakietowy (eksperymentalny).

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

MARZEC BEZ REKLAM GOOGLE 90%

Wróćmy teraz do konkretów. Ogólne dane taktyczno-techniczne nie zmieniły się od czasu ogłoszenia 22 grudnia przez prezydenta Trumpa planu budowy nowych pancerników. Wyporność powyżej 35 tysięcy ton, prędkość przekraczająca 30 węzłów, długość i szerokość porównywalne z pancernikami typu Iowa. Uzbrojenie „wagi ciężkiej” złożone z dwunastu wyrzutni pocisków hipersonicznych Conventio­nal Prompt Strike (CPS) i szynowego działa elektromagnetycznego (railgun) o mocy 32 megadżuli. Szerzej o zaletach i wadach dział elektromagnetycznych w roli broni przeciw­lot­ni­czej/przeciw­rakie­to­wej i artylerii głównej pisaliśmy tutaj.

Wizualizacja USS Defiant w walce.
(The White House)

Działo elektromagnetyczne jest pewnym zaskoczeniem. Po fiasku wcześniejszych projektów, wynikającym bardziej z zatrważająco rosnących kosztów niż braków technicznych, pomysł sprawiał wrażenie odłożonego na półkę. Jednak na SNA Nick Bucci, wicedyrektor General Atomics do spraw systemów i technologii obronnych, ogłosił że firma prowadziła po cichu dalsze prace, licząc na rychły powrót zainteresowania ze strony US Navy. Według Bucciego wiele problemów trapiących działa elektromagnetyczne prawdopodobnie udało się rozwiązać. Pomóc w tym miały doświadczenia zdobyte podczas prac nad EMALS.

Prezentowany na sympozjum SNA model zachował dwa działa kalibru 127 milimetrów. Można to uznać za dowód uznania przez US Navy zasadności silniejszego uzbrojenia artyleryjskiego, propagowanej przez Włochów. Amunicja precyzyjna otworzyła drzwi do renesansu artylerii okrętowej. Pociski artyleryjskie są tańsze od rakietowych i również umożliwiają precyzyjne rażenie celów nawodnych i lądowych. Równie istotna jest duża szybko­strzel­ność, pozwalająca „zdusić” obronę przeciwnika – istotny atut i w zwalczaniu celów lądowych, i w obronie przeciwlotniczej. Za potwierdzenie tych założeń uchodzi skuteczne użycie działa Super Rapid kalibru 76 mili­metrów przez włoski niszczyciel Caio Duilio przeciwko dronowi wysłanemu przez jemeńskich Hutich.

Carter Johnston z Naval News dopatrzył się jednak istotnej zmiany w zakresie uzbrojenia. Na prezentowanym modelu zniknął rufowy blok pionowych wyrzutni rakietowych. Tym samym ich liczba spadła o połowę do 64. Dlaczego tak się stało, skoro w ostatnich latach w USA panowała opinia, że im więcej VLS, tym lepiej? Większa liczba komór oznacza więcej zabieranych pocisków. Z drugiej strony więcej pocisków to większe ryzyko utraty okrętu w przypadku trafienia w blok wyrzutni. Takie wnioski płyną z brytyjskich doświadczeń z wojny o Falklandy. Jednak w sytuacji, gdy siła ognia wzmacniana jest przez wyrzutnie CPS, konwencjonalne i elektromagnetyczne działa, a wreszcie lasery – można sobie pozwolić na redukcję liczby VLS.

Temu ostatniemu rodzajowi uzbrojenia dużą część wystąpienia na SNA poświęcił admirał Caudle, wielki propagator laserów i innych typów broni energii skierowanej. Projekt BBG(X) zakłada wykorzystanie dwóch laserów o mocy po 300 lub nawet 600 kilowatów. Ale US Navy nie ma jeszcze systemów o tak dużej mocy. Pracowano nad nimi w ramach programu Gwiezdnych Wojen, a następnie YAL-1 – lotniczego lasera do zwalczania pocisków balistycz­nych. Najpotężniejszy amerykański laser bojowy to LWSD o mocy 150 kilowatów. Uzupełnieniem mają być cztery lasery ODIN instalowane na niektórych niszczycielach typu Arleigh Burke o mocy wystarczającej do oślepienia optycznych systemów naprowadzania. Ich uzupełnieniem z kolei mają być dwa, zapewne mikrofalowe, systemy zwalczania dronów

Admirał przyznał, że funkcjonowanie laserów w warunkach morskich może być bardzo ograniczone. Wskazał jednak na zalety takich systemów w postaci niskich kosztów pojedynczego „strzału” i nieograniczonego zapasu amunicji. Zdaniem szefa operacji morskich laser o mocy nawet jednego gigawata nie jest poza zasięgiem możliwości.

Bronie energii skierowanej trzeba jednak czymś zasilać i to kieruje nas ku kolejnemu zagadnieniu: napędowi BBG(X). Nadal nic na ten temat nie wiadomo. Działo elektromagnetyczne, lasery i liczne urządzenia elektroniczne wymagają zastosowanie wysoko wydajnego układu energetycznego okrętu. Czy Pentagon zdecyduje się na napęd jądrowy czy może wzorem Zumwaltów na zintegrowany napęd elektryczny?

Pozostaje cała masa innych kwestii. Na jedną z najważniejszych zwrócił uwagę sekretarz marynarki wojennej John Phelan. Budowa 20 albo i więcej pancerników wymagać będzie poważnej rozbudowy amerykańskiego przemysłu stoczniowego. Kolejne kwestie podnosi krótki raport dla Kongresu przygotowany przez Ronalda O’Rourke’a. Jak budowa BBG(X) wpłynie na realizację innych morskich programów zbrojeniowych? Jaki jest związek pancerników z planowaną rozbudową floty i innymi projektami nowych okrętów, zwłaszcza niszczycieli następnej generacji DDG(X)? Czy podejmując decyzję o budowie typu Trump, administracja przeanalizowała wszystkie alternatywy? Czy technologie takie jak działa elektromagnetyczne i lasery dużej mocy będą na tyle dojrzałe, aby pancerniki weszły do służby na początku lat 30.?

Obrońcą BBG(X), a właściwie krążowników liniowych, jest wspomniany już Brent Sadler. Jego zdaniem US Navy potrzebuje następców krążowników typu Ticonderoga, dużych jednostek nawodnych stanowiących główną siłę i centrum dowodzenia obrony przeciwlotniczej grup lotniskowcowych. Dzięki zwiększonej przeżywalności, dużej sile ognia i zdolności do rażenia odległych celów pociskami hipersonicznymi krążowniki liniowe znacząco zwiększą możliwości US Navy w ewentualnej konfrontacji z Chinami.

W poświęconym DDX(X) raporcie dla Heritage Foundation z roku 2023 (plik PDF tutaj) Sadler zwraca uwagę na interesujący fakt. Rezygnacja z budowy krążowników o wyporności znacznie przekraczającej 10 tysięcy ton nie wynikała z konkretnych przesłanek operacyjnych. W US Navy utarło się przekonanie, że im większy okręt, tym wyższa cena. Po części wynikało to z doświadczeń z budowy i eksploatacji atomowego krążownika USS Long Beach, a następnie niszczycieli typu Zumwalt. W obu przypadkach wzrost kosztów był spowodowany koniecznością rozwiązywania problemów napotykanych przy budowie eksperymentalnych okrętów. Swoją rolę odegrały też ograniczone zamówienia i wygórowane wymagania. Obecnie jednak kadłub to około połowy kosztów budowy okrętu, a często nawet mniej. Większość kosztów generują systemy instalowane w kadłubie.

The White House