Według doniesień norweskiego dziennika VG kierownictwo tamtejszego resortu obrony rozważa ograniczenie zamówienia na brytyjskie fregaty rakietowe typu 26. Latem ubiegłego roku jednostki te wskazano jako następców fregat typu Fridtjof Nansen, a zgodnie z obowiązującymi planami rozwoju sił zbrojnych norweska Sjøforsvaret miała docelowo dysponować pięcioma nowymi fregatami. Możliwa redukcja wynika z rosnących kosztów programu i konieczności nadania priorytetu innym przedsięwzięciom modernizacyjnym, w tym między innymi niedawnemu rozszerzeniu zamówienia na okręty podwodne typu 212CD.

Ostateczna decyzja o ścięciu zamówienia jeszcze nie zapadła. Rząd i resort obrony analizują możliwość wprowadzenia redukcji przy aktualnie obowiązującym planie rozwoju sił zbrojnych, który przyjęto w 2024 roku. VG informuje, że koszt pozyskania fregat typu 26 znacząco przewyższył ówczesne plany. Brytyjski rząd informował przy okazji wskazania projektu BAE, że szacunkowy koszt transakcji będzie opiewał na 10 miliardów funtów, czyli około 132 miliardów koron. W 2024 roku szacowano, że koszt pozyskania następcy Nansenów może wynieść 100 miliardów koron.

Norwegowie mają prowadzić prace nad modyfikacją przyjętego planu obronnego. W ramach aktualizacji kupione zostałyby trzy fregaty, a pozostałe środki skierowano by na inne programy obronne. Resort obrony w pierwszej kolejności priorytetowo traktuje pozyskanie dodatkowych okrętów podwodnych typu 212CD. 30 stycznia podpisano stosowną umowę na dostawę dwóch jednostek, zwiększając łączną liczbę zamówionych okrętów podwodnych do sześciu. Niestety okręty podwodne typu 212CD również trapione są nieplanowanym wzrostem kosztów.

HMS Glasgow – pierwsza fregata typu 26 – przed wodowaniem.
(Ian Dick, Creative Commons Attribution 2.0 Generic)

Według ustaleń VG koszt programu wzrósł niemal dwukrotnie, do 96 miliardów koron. Norweski parlament również opowiada się za redukcją zamówienia, a nie zwiększaniem budżetu na program. W dyskusjach pojawia się też argument braków kadrowych.

Politycy jednogłośnie podkreślają, że najważniejszy jest zakup okrętów podwodnych, a następnie do 28 okrętów wielozadaniowych – dziesięciu oceanicznych okrętów będących hybrydą patrolowca i jednostki wielozadaniowej oraz osiemnastu mniejszych okrętów do działań na wodach przybrzeżnych, w ramach programu P1118. Część okrętów zasili Sjøforsvaret, a część straż wybrzeża – Kystvakten.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

MARZEC BEZ REKLAM GOOGLE 90%

– Najważniejsze są okręty podwodne i popieramy zakup dwóch kolejnych – powiedział Bjørnar Moxnes z norweskiej Partii Czerwonych. – Następnie mamy 28 wielozadaniowych jednostek, które będą stanowić siłę roboczą wzdłuż najdłuższego wybrzeża. Fregaty to najdroższa platforma w całym planie obronnym i martwimy się o naszą zdolność do obsady pięciu fregat.

Politycy zaznaczają, że te dwa programy powinny być traktowane jako te o największym znaczeniu do obronności. W przypadku fregat wskazano, iż lepiej mieć trzy fregaty, lecz z pełną i gotową do działania obsadą, niż tak jak teraz – cztery ostałe Nanseny bez pełnej załogi.

Najmłodsza fregata typu Fridtjof Nansen – KNM Thor Heyerdahl.
(Alan Wilson, Creative Commons Attribution-Share Alike 2.0 Generic)

Przedstawiciele norweskiej floty nie podchodzą jednak do decyzji polityków z entuzjazmem i podkreślają, że pięć fregat to niezbędne minimum, a w wariancie optymalnym – sześć. Trzy okręty nie pozwolą zabezpieczyć nie tylko zobowiązań wobec sojuszników, ale również własnych interesów.

– Jeśli zmniejszymy ich liczbę i kupimy trzy, w rzeczywistości będziemy dysponować w najlepszym razie tylko dwiema fregatami w danym momencie – stwierdził komandor Ivar Strømmen z norweskiej akademii marynarki wojennej. – Wtedy nie będziemy w stanie realizować kluczowych zadań NATO, takich jak udział w zwalczaniu okrętów podwodnych na Morzu Norweskim i zapewnienie dostępu do portów, a tym samym zaopatrzenia i wsparcia dla Norwegii, Szwecji i Finlandii.

Na wybór brytyjskich okrętów Norwedzy zdecydowali się w sierpniu ubiegłego roku. Zawarte wówczas porozumienie międzyrządowe przewiduje udział norweskich firm w procesie budowy, ale same okręty powstaną w stoczniach w Wielkiej Brytanii. Dostawy rozpoczną się już w 2030 roku. Ze względu na harmonogram pojawiają się głosy mówiące, że Londyn odstąpi sojusznikowi budowaną fregatę HMS Belfast.

Typ 26 zostawił w tyle konkurencję w postaci francuskich fregat FDI (Frégate de Défense et d’Intervention), amerykańskich Constellation i niemieckich MEKO A-200. Oslo i Londyn mają wynegocjować i sfinalizować wiążącą umowę międzyrządową dotyczącą współpracy. Następnie rozpoczną się negocjacje kontraktowe z głównym producentem – BAE Systems. Równocześnie kraje będą negocjować oddzielne umowy o współpracy przemysłowej dla różnych projektów.

Na ten moment nie przekazano, w jakiej konkretnej konfiguracji zostaną dostarczone norweskie okręty. Podkreślano jednak, iż te budowane dla Royal Navy i te dla Sjøforsvaret będą w jak największym stopniu tożsame. W oświadczeniu norweskiego rządu stwierdzono, że wspólna konfiguracja nie tylko ułatwi wykonywanie wspólnych misji, ale również uprości eksploatację i skróci łańcuch dostaw. Na bazie fregat typu 26 powstają także kanadyjskie niszczyciele typu River i australijskie fregaty typu Hunter.

BAE Systems