Trwają próby amerykańskiego bombowca strategicznego nowej generacji Northrop Grumman B-21 Raider. US Air Force ze zrozumiałych względów trzyma karty przy orderach, ale nowo opublikowane zdjęcia to coś więcej niż tylko przyjemność estetyczna. Po raz pierwszy USAF i Northrop Grumman dały nam okazję przyjrzeć się Raiderowi od góry.
W tym miejscu trzeba zaznaczyć, iż zdjęcie może być retuszowane. Ba, jest to nawet prawdopodobne. W związku z czym musimy mieć na uwadze, że każda analiza tych fotografii może być fundamentalnie błędna. Ale innych nie mamy.
Zdjęcia przedstawiają pierwszy egzemplarz przedprodukcyjny (Northrop nie chce ich nazywać prototypami, gdyż nawet one mają reprezentować konfigurację niemal identyczną z docelową), noszący nazwę własną Cerberus, oblatany w listopadzie 2023 roku. Zwraca uwagę, że wciąż jest wyposażony w czerwony szpikulec na „podbródku”, zawierający zespół czujników monitorujących parametry lotu. Nie będzie go oczywiście na żadnym kolejnym prototypie ani tym bardziej egzemplarzu seryjnym.
Według danych z ubiegłego roku pierwszy egzemplarz (i jeden z dwóch latających) wykonuje średnio dwa loty tygodniowo z bazy Edwards. Za ich testowanie odpowiada 412. Skrzydło Doświadczalne z bazy Edwards. W jego ramach specjalnie w tym celu odtworzono 420. Eskadrę Prób w Locie (420th Flight Test Squadron), tę samą, która przed laty realizowała cykl prób B-2A.
Co ciekawego zdradza nam widok z góry? Przede wszystkim możemy się pokusić o analizę rozwiązań dotyczących napędu, którą najłatwiej będzie przeprowadzić w porównaniu z poprzednikiem Raidera – B-2A Spiritem. Poniższy fotomontaż, ukazujący obie maszyny w podobnym ujęciu, pozwala od razu zauważyć kluczowe różnice.
A więc przede wszystkim wloty powietrza. Widać, jak głęboko w płatowiec B-21 wtopiono silniki. W klasycznych płatowcach wewnętrzne ruchome elementy silnika (zarówno od strony wlotów powietrza, jak i od strony dysz) są jednym z najbardziej smakowitych kąsków dla nieprzyjacielskich radarów. Takie ich umieszczenie sprawia, że naziemna stacja radiolokacyjna nie będzie w stanie sięgnąć do środka, żeby poniuchać łopatki turbiny. Podobnie atrakcyjnym celem są krawędzie wlotów powietrza. Stąd też charakterystyczne ząbki w Spiricie – są ukształtowane w taki sposób, aby obniżać echo radiolokacyjne tych krawędzi.
Utrzymanie Konfliktów jako serwisu wolnego od reklam Google to dla nas priorytet. Dzięki Waszemu wsparciu z Patronite i BuyCoffee udało się to do tej pory i chcielibyśmy, aby tak zostało.
Żeby działać bez reklam Google, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie. To próg, który pozwala nam skupić się na pracy. Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.
Nie spodziewamy się, że każdy będzie nas wspierał finansowo. Ale jeśli zdecydujecie się pomóc, zadbamy o to, by każda złotówka realnie pracowała na rozwój serwisu.
Nasze comiesięczne raporty finansowe możecie przeczytać tutaj.
Kolejny szczegół, który znaliśmy już wcześniej, ale któremu teraz możemy się przyjrzeć z innego ujęcia, to niewielkie okna kabiny pilotów. Ten element wzbudzał kontrowersje ze względu na to, że widoczność z kabiny pilotów będzie na pewno gorsza niż w Spiricie. Z drugiej strony żyjemy w epoce, w której eksperymentalny X-59 QueSST ma w ogóle nie mieć okien z przodu, jedynie kamery. Nasza hipoteza jest taka, że okna zoptymalizowano pod kątem tankowania w powietrzu, a nie nawigacji jako takiej czy nawet startów i lądowań.
Gdyby się dało, Raider w ogólnie nie miałby okien, z prostego powodu: krawędzie oszklenia także są przysmakiem stacji radiolokacyjnych. W przeciwieństwie do Spirita Raider jest urobiony – jak przyjęło się już mówić w środowisku – z kitu i taśmy klejącej. Najlepiej widać to właśnie wokół okien.
Powyżej widać także różnice w ukształtowaniu wylotów tuneli silników. Z tej perspektywy w Spiricie mają one kształt V, tymczasem w Raiderze jest to Ʌ.
Spójrzmy też na starsze zdjęcie Raidera i porównajmy je ze zdjęciem B-2A. Porównując obie sylwetki z podobnej perspektywy, widzimy, że płatowiec Spirita jest bardziej – z braku lepszego słowa – wypukły. Grzbiet kadłuba Raidera opada ku krawędzi spływu szybciej i bardziej jednostajnie. Tu również doskonale widać, że komory silników są wtopione w płat, wręcz trudne do zauważenia.
Notabene Raider ma najprawdopodobniej dwa silniki, a nie cztery jak Spirit. Jednostką napędową jest silnik Pratt & Whitney PW9000 o ciągu około 120 kiloniutonów. Dla porównania: cztery silniki General Electric F118-GE-100 używane w B-2A wykręcają łącznie 308 kiloniutonów.
Przyjrzyjmy się jeszcze raz centropłatowi Raidera, ale wykadrowanemu trochę inaczej. I zagadka: czego brakuje we wskazanych miejscach? Otóż „brakuje” (na tyle, na ile w Spiricie „nie brakuje”) paneli o wysokiej odporności termicznej za dyszami wylotowymi silników. Serwis The War Zone spekuluje, że właśnie tu możemy mieć do czynienia z retuszem.
Raider powtarza planowany (a nie urzeczywistniony) układ aerodynamiczny Spirita. Ten drugi według wstępnych założeń miał działać wyłącznie na dużych wysokościach. Rozwinięcie konstrukcji pod kątem penetracji nieprzyjacielskiej przestrzeni powietrznej na małej wysokości wymusiło zmianę kształtu płatowca, między innymi dodanie „zęba” na krawędzi spływu bezpośrednio za silnikami.
W przypadku B-2 zakładano, że w wojnie z ZSRR same właściwości stealth nie wystarczą, aby zapewnić wykonanie misji, więc konieczne będzie także korzystanie z rzeźby terenu i przemykanie poniżej pola widzenia stacji radiolokacyjnych.
Zaznaczone poniżej czarne panele o ząbkowanej przedniej krawędzi to również tajemnica. Jedna z najsensowniejszych hipotez pojawiła się w Air & Space Forces Magazine. Miałoby to być coś na kształt wymiennika ciepła, umożliwiającego sprawne chłodzenie silnika oraz zaawansowanych i mocno się nagrzewających systemów awionicznych bombowca. Współgrałoby to z ząbkowaną krawędzią – takiemu panelowi trzeba by zostawić pewien margines na rozszerzanie się wraz ze wzrostem temperatury, co wykluczałoby całkowite wygładzenie powierzchni za pomocą „kitu i taśmy klejącej”, a więc konieczne byłoby zabezpieczenie tego odstępu przed wrogimi radarami.
Bezpośrednio za kabiną widać odznaki – licząc od nosa – Dowództwa Zaopatrzeniowego Sił Powietrznych, 412. Skrzydła Doświadczalnego i Globalnego Dowództwa Uderzeniowego.
W lutym US Air Force i Northrop Grumman formalnie uzgodniły zwiększenie rocznej zdolności produkcyjnej o 25%. USAF nie ujawnia planowanej rocznej skali produkcji B-21, wiemy jedynie, że ma wzrosnąć o 25% w stosunku do wcześniejszych planów. Aviation Week szacuje, że będzie to osiem egzemplarzy rocznie.
Od lat wiadomo, że US Air Force pozyska co najmniej sto bombowców B-21 Raider. Niektóre analizy mówiły, że liczba ta powinna wzrosnąć nawet do 145. Ostatnio pojawiają się nawet analizy mówiące o zapotrzebowaniu na 200 sztuk.
Pierwszy Raider ma rozpocząć służbę liniową w 2027 roku. Northrop potwierdził, że prace nad tym egzemplarzem w zakładach w Palmdale już ruszyły. Flota Raiderów zostanie rozmieszczona w trzech bazach. W pierwszej kolejności bombowce trafią do Ellsworth w Dakocie Południowej, gdzie obecnie stacjonuje 28. Skrzydło Bombowe wyposażone w B-1B Lancery. Następne dwa miejsca w kolejce zajmują bazy Whiteman (Missouri) i Dyess (Teksas).
Maszyna zastąpi w arsenale sił powietrznych bombowce B-1B Lancer i B-2A Spirit. Główną przewagą Raidera nad Spiritem ma być modułowy system oprogramowania o otwartej architekturze, dzięki któremu późniejsze modernizacje B-21 będą szybsze i łatwiejsze. B-21 ma pozostawać nowoczesny przez wiele dekad. Pod względem zasięgu ma on przewyższać wszystkie będące obecnie w służbie bombowce, co zmniejszy zapotrzebowanie na obsługę ze strony latających cystern. A jak wykazała wojna z Iranem, to właśnie tu – w niedoborze samolotów tankujących względem potrzeb – może się kryć pięta achillesowa amerykańskiego lotnictwa.
Samolot od początku projektowano jako opcjonalnie bezzałogowy. Opcja ta nie będzie dostępna w momencie wejścia do służby, ale dzięki otwartej architekturze będzie można ją zaimplementować w przyszłości. Bezzałogowi mają za to być lojalni skrzydłowi Raidera. Zgodnie z najnowszymi trendami bombowiec nowej generacji ma być rdzeniem systemu systemów nazwanego Long Range Strike (pierwotnie program B-21 nosił oznaczenie LRS-B, czyli Long Range Strike-Bomber), obejmującego także drony, systemy łączności, nowe systemy uzbrojenia czy zarządzania misją.




