Długoletnia walka z Boko Haram doprowadziła do sytuacji, w której trudno zdefiniować sukces. Starcia między wojskiem a bojownikami to wojna na wyniszczenie, w której ostatecznie zapewne przegrają wszyscy. Nigeria wielokrotnie przekonywała się, że poleganie wyłącznie na przewadze ogniowej nie wystarczy i że konieczne jest opracowanie holistycznego systemu rozbicia jedności przeciwnika. Jednak programy zorientowane na reintegrację byłych bojowników spotykają się z nieoczekiwanymi przeszkodami.

Wprowadzony w 2016 roku program „Bezpieczny Korytarz” miał umożliwić byłym bojownikom powrót do życia w społeczeństwie. Opracowany jako element walki o „serca i umysły”, miał wskazywać wybranym członkom Boko Haram, że istnieje możliwość powrotu. Jego odbiorcami w założeniach mieli być terroryści, którzy dobrowolnie złożą broń i zostaną zweryfikowani przez służby jako w niewielkim stopniu zagrożeni powrotem do działalności terrorystycznej.

Program od początku musiał mierzyć się z ogromnymi wyzwaniami. Problem stanowiło między innymi sortowanie bojowników. Gdy w ręce wojska oddawało się kilkaset osób, ustalenie ich tożsamości i tego, czym się zajmowały, było praktycznie niemożliwe. Sytuację komplikowało również zatrzymywanie dużych grup nieletnich na terenach kontrolowanych przez Boko Haram. Brani za dzieci-żołnierzy, byli masowo umieszczani w ośrodkach w celu weryfikacji zgodnie z założeniami „Bezpiecznego Korytarza”. Brak możliwości szybkiej lustracji sprawiał, że program pozostawał w ogromnej mierze nieefektywny.

Do opinii publicznej co jakiś czas docierały również przerażające informacje o warunkach, w jakich przetrzymywani są bojownicy przewidziani do deradykalizacji. Jednym z cieszących się lepszą opinią obozów przejściowych jest Mallam Sidi w Gombe. Jednak nawet tam osadzeni są pozbawieni kontaktu z rodzinami, mają ograniczony dostęp do jedzenia i wody, a przebywają tam nawet kilka lat. Machina administracyjna działa powoli. W takich realiach trudno spodziewać się skutecznej deradykalizacji.

Utrzymanie Konfliktów jako serwisu wolnego od reklam Google to dla nas priorytet. Dzięki Waszemu wsparciu z Patronite i BuyCoffee udało się to do tej pory i chcielibyśmy, aby tak zostało.

Żeby działać bez reklam Google, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie. To próg, który pozwala nam skupić się na pracy. Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.

Nie spodziewamy się, że każdy będzie nas wspierał finansowo. Ale jeśli zdecydujecie się pomóc, zadbamy o to, by każda złotówka realnie pracowała na rozwój serwisu.

Nasze comiesięczne raporty finansowe możecie przeczytać tutaj.

LIPIEC BEZ REKLAM GOOGLE 62%

Program postrzegany jest przez Abudżę jako istotny element walki psychologicznej z Boko Haram. Dlatego „Bezpieczny Korytarz” był wielokrotnie usprawniany. Starano się przyspieszyć proces weryfikacji i poprawić warunki w obozach.

Z oferty skorzystało około 2 tysięcy byłych terrorystów. Ale działania rządu centralnego i władz stanowych nie były konsultowane z przedstawicielami społeczeństwa. Abdullahi Sabi Ishaq, doradca gubernatora stanu Borno, odpowiadając na wątpliwości dotyczące reakcji lokalnych społeczności na byłych bojowników, stwierdził, że „nie otrzymaliśmy żadnej negatywnej opinii od nikogo”. Dziennikarze Deutsche Welle dotarli jednak do mieszkańców którzy wprost wyrażali swoje obawy.

Obawy lokalnych społeczności

O ile władze centralne i stanowe zdają się nie dostrzegać problemu, o tyle lokalne społeczności obawiają się nowych sąsiadów. Wielu wskazuje, że umieszczanie bojowników w miejscach, w których kiedyś działali, jest nieetyczne, a jeśli Abudża chce prowadzić tego rodzaju działania, powinna kierować ich do innych części kraju. Podobne opinie pojawiają się za każdym razem, gdy rząd ogłasza zamiar zwolnienia byłych bojowników. Tym razem zapowiedziano wypuszczenie 700 osób które mają wrócić do społeczności w stanie Borno.

Innym problemem jest to, że w oczach wielu Nigeryjczyków rząd zdaje się bardziej skupiony na reintegracji byłych terrorystów niż na pomocy społecznościom zagrożonym przez Boko Haram. W debacie podnoszona jest również kwestia odpowiedzialności za przestępstwa. Mimo wyselekcjonowania wyłącznie bojowników niskich rangą nie znaczy, że są to osoby niewinne. Zdaniem wielu cywilów może to stanowić furtkę dla de facto amnestii dla zbrodniarzy.

Starając się opracować holistyczny program walki z Boko Haram, rząd zdaje się zaniedbywać problemy, z jakimi borykają się ofiary terrorystów. Wiele z nich pozostaje niemal całkowicie niewidzialnych dla systemu.

O ile na świecie działają dziesiątki organizacji pozarządowych zajmujących się pomocą dzieciom dotkniętym działaniami wojennymi, o tyle seniorzy pozostają grupą niemal niezauważaną. Bojownicy Boko Haram różnie postępują ze starszymi ludźmi. Czasami zabijają ich lub okaleczają, czasem jednak zostawiają przy życiu i zmuszają do płacenia regularnego haraczu. Jest to scenariusz coraz częstszy, ponieważ niejednokrotnie, gdy pojawiają się pogłoski o nadchodzącym uderzeniu, dorośli uciekają z dziećmi, a porzucają ojców i matki, którzy nie mają siły, aby opuścić rodzinne strony.

Pozostawieni przy życiu, cierpią głód, ponieważ ekstremiści w kontrolowanych przez siebie wsiach ściśle regulują, o jakiej porze cywile mogą opuszczać domy. Sprawia to, że prace polowe odbywają się w krótkich okienkach czasu, a wyniszczeni wiekiem cywile nie są w stanie wyprodukować odpowiedniej ilości żywności.

W przypadku odbicia wsi przez nigeryjskie wojsko seniorzy również muszą liczyć się z zagrożeniem życia. Wielu, nie mogąc uciec, zostaje w domach, gdzie po odkryciu przez służby bezpieczeństwa traktowani są jak potencjalni stronnicy Boko Haram, zostawieni na zapleczu jako informatorzy i szpiedzy. Dlatego też wielu zabijanych jest na miejscu. Problem seniorów dotkniętych działaniami wojennymi dotyczy około 150 tysięcy osób.

Bojownicy brutalnie eksploatują ludność żyjącą na terenach, które kontrolują. Kradną zbiory i zwierzęta, a na mieszkańców nakładają coraz to nowe podatki. Płacenie ich jest szczególnie trudne dla samotnych kobiet, które zmuszane są do pozostawania w domach i nie mają możliwości pracy na roli. Sytuacja związana z dostępem do żywności w północnej Nigerii i tak jest bardzo trudna. Ci, którzy nie uciekli, nie są również w stanie pracować na tyle wydajnie, aby utrzymać populację.

Zmilitaryzowana przestępczość

Północna Nigeria mierzy się nie tylko z trwającą od lat wojną z Boko Haram, ale również z poważnym kryzysem związanym z przestępczością zorganizowaną. Rząd skupia się na reintegracji byłych terrorystów, niejako odsuwając na bok kwestię przestępczości zorganizowanej. Wobec członków Boko Haram podjęto próby reintegracji do społeczeństwa, tymczasem walka z gangami w ciągu lat uległa militaryzacji. Abudża doprowadziła do sytuacji, w której łatwiej powrócić do normalnego życia byłym terrorystom niż przestępcom.

Lokalne grupy kryminalne nie przypominają pospolitych gangów czy szeroko rozumianych mafii. Bliżej im do organizacji terrorystycznych. Uzbrojeni w broń automatyczną bandyci od dawna terroryzują niemal cały kraj. Północne stany są jednak szczególnie narażone.

Władze lokalne muszą ostrożnie gospodarować zasobami w sektorze bezpieczeństwa. Środki przesunięte na walkę z przestępczością kryminalną ograniczą finansowanie walki przeciwko religijnym ekstremistom. Gubernatorzy od lat szukają rozwiązania tego problemu i często chwytają się niezwykle oryginalnych pomysłów. Jednym z nich była próba wynajęcia grup myśliwych do „polowania” na terrorystów. Władze próbowały również powoływać do życia lokalne grupy samoobrony, niejako spychając odpowiedzialność za zabezpieczenie wsi na ich mieszkańców.

Rząd od dziesięcioleci nie może poradzić sobie z plagą uzbrojonych gangów terroryzujących użytkowników dróg. Bandyci ustawiają nawet własne punkty kontrolne na głównych trasach i wymuszają opłaty za przejazd. Regularnie dochodzi również do mordowania podróżnych. Nigeryjska policja, mimo iż silnie zmilitaryzowana, nie potrafi poradzić sobie z problemem. Również wojsko, skupione na walce z Boko Haram, nie ma dość zasobów, aby skutecznie zwalczać przestępczość zorganizowaną. Wielu obserwatorów krytykuje nigeryjskie podejście do problemu.

Przejęcie odpowiedzialności za walkę z przestępczością przez wojsko jest więc potencjalnie bardzo niebezpieczne. Decyzja taka prowadzi do zrównania podejścia do gangów z podejściem stosowanym wobec Boko Haram. Prawdopodobnie nie sprawi to, że problem uzbrojonych gangów zniknie, za to może zniechęcić przestępców do składania broni. Żołnierze działają zgodnie z zasadą eliminacji zagrożenia i nie są odpowiednio przeszkoleni, aby przejąć zadania wchodzące w zakres pracy policyjnej.

US Army / Sgt. Conner Douglas