Atak na lotnisko międzynarodowe w Niamey wstrząsnął władzami Nigru. Za pośrednic­twem swojego organu prasowego odpowiedzialność wzięła lokalna komórka Państwa Islamskiego. Nie przeszkodziło to jednak rządzącej juncie oskarżyć o wszystko Francji, która, sterując wydarzeniami z tylnego siedzenia, miała rzekomo posłużyć się siłami Beninu i Wybrzeża Kości Słoniowej.

W nocy z 28 na 29 stycznia niezidentyfikowani mężczyźni zaatakowali lotnisko w Niamey. Operacja dobrze wpisywała się w modus operandi sahelskich bojowników stawiających przede wszystkim na mobilność i zaskoczenie. Napastnicy przyjechali na motocyklach, a całość wspierana była przez zmodyfikowane cywilne drony. Według danych udostępnionych przez nigerskie ministerstwo obrony w wymianie ognia zginęło czterech żołnierzy i dwudziestu terrorystów. Podczas operacji służby aresztowały jedenaście osób, wśród których miał znajdować się obywatel Francji.

W toku starcia uszkodzono trzy samoloty, jeden należący do iworyjskiej linii Air Côte d’Ivoire i dwóch maszyn togijskiej linii Asky. Pracownicy obu firm są bezpieczni, podczas ataku przebywali w hotelach. Wymiana ognia trwała około 30 minut i nie wpłynęła na życie mieszkańców pozostałych części stolicy. Według relacji, do których dotarli dziennikarze Daily Trust, dopiero gdy ostrzelano napastników z broni ciężkiej, cywile zorientowali się, że coś się dzieje.

W odparciu ataku Nigerczyków wspierali Rosjanie z tak zwanego Korpusu Afrykańskiego, którzy stacjonują w bazie do niedawna zajmowanej przez Amerykanów. Ich udział w walce został doceniony przez stojącego na czele junty generała Abdourahamane’a Tchianiego, który chwalił ich profesjonalizm i zaangażowanie w obronę lotniska.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

MARZEC BEZ REKLAM GOOGLE 90%

– Słyszeliśmy jak szczekają, powinni być gotowi, żeby usłyszeć nasz ryk – stwierdził generał Tchiani, oskarżając o przeprowadzenie zamachu Francuzów i ich afrykańskich sprzymierzeńców.

Sahelskie junty wszystkie swoje niepowodzenia tłumaczą złowieszczymi knowaniami Paryża. Znalezienie kozła ofiarnego w postaci dawnego imperium kolonialnego jest wygodne, ponieważ kieruje wzrok społeczeństwa daleko na północ, odsuwając pytania o kompetencje współczesnych caudillos. Sahelscy wojskowi dobrze się prezentują, pozując w mundurach na materiałach propagandowych, jednak ich kompetencje na polu walki pozostają wątpliwe.

Bezzębne lwy

Odrzucenie związków z Zachodem i zwrot w stronę Rosji zbiegły się w czasie z powstaniem klubu sahelskich junt. 16 września 2023 roku w stolicy Mali doszło do sformalizowania współpracy wojskowej między Mali, Nigrem i Burkina Faso. Przymierze nazwano Sojuszem Państw Sahelu (l’Alliance des États du Sahel). Te trzy kraje więcej łączy niż dzieli. Nie tylko zaliczają się do najbiedniejszych na świecie i najbardziej uzależnionych od pomocy zagranicznej, ale również muszą mierzyć się z podobnymi wyzwaniami.

Region w dużej mierze opanowany jest przez organizacje terrorystyczne i zorganizowane grupy przestępcze, z którymi żaden z tych krajów nie potrafi się uporać. Członków sojuszu łączą również rządy dyktatorów, którzy doszli do władzy w wyniku zamachów stanu. Sprawia to, że mają złe relacje nie tylko z sąsiednią Nigerią i całą ECOWAS, ale również z krajami szeroko rozumianego Zachodu.

Powołanie nowej struktury oznaczało rozpad istniejących. Jedną z ofiar zmian były Siły Antyterrorystyczne G5 Sahelu. W ich tworzenie zaangażowane były Niger, Mali, Burkina Faso, Czad i Mauretania, określane właśnie jako G5 Sahelu. Liczące 5 tysięcy żołnierzy oddziały miały skoncentrować się na działaniach przeciwko przemytnikom ludzi i terrorystom działającym w Sahelu. Dodatkowo zachod­nio­af­ry­kań­skie siły anty­ter­ro­rys­tyczne przez lata zapewniały wsparcie międzynarodowym operacjom stabilizacyjnym, takim jak MINUSMA w Mali.

Siły G5 Sahelu zdołały zmusić grupy zajmujące się przerzutem migrantów do Europy do porzucenia części pustynnych szlaków. Miały też kluczowe znaczenie dla ograniczenia skali kryzysu migracyjnego, ponieważ Burkina Faso i Niger należały do głównych krajów tranzytowych wykorzystywanych do nielegalnego przewozu ludzi w kierunku Europy.

Wraz z wystąpieniem Burkina Faso i Nigru ze struktur G5 formacja, z którą początkowo wiązano ogromne nadzieje, straciła rację bytu. Działania Niamey i Wagadugu są konsekwencją przyjętego przez tamtejsze rządy kursu antyfrancuskiego, odrzucającego wszystkie dotychczasowe porozumienia z Paryżem.

Politycy działający na forum organizacji panafrykańskich wielokrotnie potępiali przewroty jako metodę zmiany władzy. Nie znaleziono jednak skutecznego sposobu na umocnienie instytucji i ograniczenie liczby zamachów stanu. Powstały sojusz może świadczyć o początku afrykańskiej zimnej wojny, w której autokraci, popierani często przez Rosję, zadowolą się własnym towarzystwem i egzystencją na militarnej kroplówce z Kremla.

Wsparcie z zewnątrz jest konieczne. Otwartą kwestią pozostaje, czy pieniądze i pomoc popłyną z Zachodu, Moskwy, Chin czy, wyjątkowo mało aktywnej w tym zakresie, Unii Afrykańskiej. Oficjalnie celem jest promowanie współpracy wojskowej i gospodarczej, walka z terroryzmem i wzajemna pomoc w przypadku agresji na państwo członkowskie. Żadne z nich nie ma jednak wystarczającej siły militarnej ani ekonomicznej, aby współpraca w ramach paktu mogła znacząco wpłynąć na sytuację w regionie.

Rolanda Jundt US Department of Energy's Atmospheric Radiation Measurement Program