W ciągu ostatnich trzech lat Niemcy przeszły długą drogę: od negacji użyteczności siły militarnej we współczesnym świecie po dążenie do stworzenia „najsilniejszego konwencjonalnego wojska w Europie”. Jednak skutków trzech dekad zaniedbań i licznych, nie ma co ukrywać, głupich decyzji nie da się odwrócić w ciągu kilku lat. Bardzo dobrze widoczne jest to w przypadku wdrażania systemów bezzałogowych i obrony przed nimi.
Krótko po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę inspektor wojsk lądowych Generalleutnant Alfons Mais stwierdził, że Bundeswehra jest „mniej więcej goła” (mehr oder weniger blank). Z kolei Waldemar Geiger, jeden z ważniejszych niemieckich dziennikarzy zajmujących się kwestiami militarnymi, zauważył na łamach serwisu Hartpunkt, że w przypadku wojny dronowej Bundeswehra jest „faktycznie goła”. Dużą winę ponoszą tutaj politycy, zwłaszcza ci z lewej strony, którzy z zaparciem godnym lepszej sprawy przez lata utrudniali wprowadzenie bojowych systemów bezzałogowych. O tej części niemieckiego życia politycznego pisaliśmy przez lata regularnie.
Światopogląd decydentów nie był jedynym problemem. Jak wytyka Geiger, samo dowództwo Bundeswehry przez lata nie miało pomysłu, jak ustosunkować się do dronizacji sił zbrojnych. Nie oznacza to oczywiście, że nie było ludzi dążących do wprowadzenia na szeroką skalę systemów bezzałogowych. Ich wysiłki rozbijały się jednak o biurokratyczny bezwład i postawę, określaną przez Geigera jako „chorobliwy fanatyzm awersji do ryzyka” (krankhaften Risikoaversionsfanatismus).
W rezultacie nawet podczas ćwiczeń NATO Niemcy regularnie zbierali cięgi od bardziej innowacyjnych sojuszników. Taka sytuacja była tym bardziej dojmująca, że niemieckie firmy mają niemałe osiągnięcia w pracach nad systemami bezzałogowymi.
Rosnącą rolę systemów bezzałogowych na polu walki można było jeszcze ignorować w trakcie wojny domowej w Libii czy między Armenią i Azerbejdżanem. Ot, wojny ubogich, gdzie bezzałogowce były tanim substytutem lotnictwa. Po dotychczasowych doświadczeniach wojny rosyjsko-ukraińskiej dłużej już tego robić nie można. Nawet przeciwnicy uzbrojonych systemów autonomicznych znaleźli się na straconej pozycji. Tym, czego teraz obawia się Geiger, jest przegięcie w drugą stronę: Niemcy zaczną kupować bezzałogowce bez składu i ładu, bez koncepcji zastosowania, byle więcej i szybciej. Na niemieckiej scenie politycznej pojawiły się już głosy za jak najszybszym kupnem 100 tysięcy dronów.
Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.
Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.
Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.
Jak dowiedział się magazyn .loyal, Bundeswehra już opracowała umiarkowanie ambitny program dronizacji na najbliższe lata. W jego myśl liczba systemów bezzałogowych ma wzrosnąć z obecnych 618 do 8381 w roku 2029. Plan zakłada pozyskanie 1200 systemów nanodronów do zadań rozpoznawczych na najbliższym dystansie. Według portalu Sicherheit und Verteidigung w grę wchodzą Black Hornet 3 lub 4 amerykańskiej firmy FLIR Systems. Kolejny stopień to 3028 minidronów do rozpoznania na bliskim dystansie. Tutaj brak bardziej konkretnych informacji. Być może Bundeswehra chce zamówić więcej wdrażanych już od pewnego czasu bezzałogowców FALKE, być może wybrana zostanie zupełnie nowa konstrukcja.
Die #Bundeswehr plant bis 2029 einen massiven Ausbau ihres Bestands an #Drohnen. Bis jetzt verfügen die Streitkräfte über etwas mehr als 600 Drohnen, zum Ende der Dekade sollen es über 8.000 sein. Das zeigen loyal vorliegende Informationen aus der Armee.
Wesentliche Posten… pic.twitter.com/KVtGM0xoBN
— .loyal – Das Magazin für Sicherheitspolitik (@loyalmagazin) August 13, 2025
Plan obejmuje także pozyskanie około 800 dronów mających pełnić funkcję stacji translacyjnych, aby zwiększyć zasięg i bezpieczeństwo połączeń pozostałych systemów. Do tego dochodzą 1424 systemy bliskiego zasięgu. Na sam koniec została amunicja krążąca. Wiosną tego roku rozpoczęto testy dwóch systemów tej klasy HX-2 Hellsinga i OWE-V startupu STARK.
Podane przez .loyal liczby dotyczą systemów, a nie wiadomo, ile dronów ma wejść w skład każdego systemu. Także liczba systemów nie jest finalna. Bundeswehra chce tworzyć rezerwę sprzętową na poziomie 20%, a najlepiej 40%. Oznacza to, iż rzeczywista liczba systemów bezzałogowych w niemieckich siłach zbrojnych w 2029 roku powinna wynosić od 10 057 do 11 733.
Obrona przed dronami
Innym poważnym brakiem Bundeswehry okazało się rozwiązanie oddziałów przeciwlotniczych wojsk lądowych. Niemcy nie były tutaj jedynym nierozsądnym. Wojna rosyjsko-ukraińska doprowadziła do pośpiesznego odtwarzania zdolności przeciwlotniczych w całym NATO, żeby wymienić tylko Stany Zjednoczone. W przypadku Niemiec sprawa jest bardziej eksponowana ze względu na sukcesy bojowe wycofanych Gepardów i systemu Skynex Rheinmetalla.
Obrona przeciwlotnicza wojsk lądowych, to kolejny punkt, w którym Bundeswehra jest „mniej więcej goła”. Na szczęście gotowe rozwiązanie było pod ręką w postaci systemu Skyranger. Niemcy wybrali wariant uzbrojony w działko kalibru 30 milimetrów osadzony na podwoziu transportera opancerzonego Boxer. Wart 595 milionów euro kontrakt w tej sprawie podpisano w lutym 2024 roku. W jego ramach zamówiono wóz prototypowy, przekazany odbiorcy w styczniu bieżącego roku, oraz 18 wozów seryjnych, dwa do szkolenia, pozostałe do jednostek liniowych. Początkowo te ostatnie miały zostać dostarczone w roku 2026 i do połowy roku 2027. Termin ten został przesunięty na lata 2027–2028.
Szesnaście wozów w jednostkach liniowych to zdecydowanie za mało, zwłaszcza w obliczu planowanej rozbudowy Bundeswehry. Większe zamówienie na wozy Flakpanzer Boxer było więc kwestią czasu. Pod koniec czerwca przedstawiono zakrojony na szeroką skalę plan rozbudowy obrony przeciwlotniczej wojsk lądowych. Potrzeby Heer oceniono na 500–600 Skyrangerów i około setki rakietowych samobieżnych systemów przeciwlotniczych IRIS-T SLS, również na podwoziu Boxera.
Wreszcie prezes Rheinmetalla Armin Papperger podczas zamkniętej wideokonferencji z analitykami zajmującymi się obronnością poinformował, że liczy na podpisanie dużego kontraktu na Skyrangery jeszcze w tym roku. Wartość zamówienia ma wynosić 6–8 miliardów euro. Papperger nie powiedział, ile wozów może zostać zamówionych, wyjaśnił jedynie, że dostawy będą realizowane w dwóch okresach: do roku 2029 i w latach 2029-2035.
Skąd wziąć rekrutów?
Plany rozbudowy planami rozbudowy, ale cały czas nie rozwiązano podstawowego problemu, jakim są braki kadrowe. Bundeswehrze brakuje ludzi, a ze zwiększaniem liczby jednostek problem ten jedynie się pogłębi. Minister obrony Boris Pistorius ciepło wypowiadał się o modelu skandynawskim powszechnej służby wojskowej. Przywrócenie poboru nadal jednak jest tematem trudnym w Niemczech. Wyzwanie stojące przed szefem resortu obrony można sprowadzić do pytania: jak zwiększyć pobór, pozostając przy zaciągu (formalnie) ochotniczym?
Stąd pojawiają się niekiedy dziwne pomysły jak „korespondencyjnych WKU”. Każdy obywatel Republiki Federalnej Niemiec w wieku 18 lat otrzymywałby ankietę dotyczącą stanu zdrowia, zainteresowań i tego, czy chciałby związać swoja przyszłość z wojskiem. Według niepotwierdzonych informacji gabinet kanclerza Friedricha Merza zamierza jednak w jakimś stopniu przywrócić zasadniczą służbę wojskową. Głosowanie w tej sprawie ma zostać przeprowadzone pod koniec sierpnia. W następnej dekadzie liczebność sił zbrojnych ma osiągnąć 260 tysięcy, chociaż pojawiają się też opinie, że docelowo może przekroczyć 300 tysięcy osób.
Nawet bez takich środków widać, że coś drgnęło i zmienia się stosunek Niemców do wojska. 31 lipca Bundeswehra opublikowała dane dotyczące zgłaszania się chętnych do służby wojskowej. Liczony rok do roku stan osobowy sił zbrojnych wzrósł ze 181 tysięcy do 183 tysięcy, z czego 11 tysięcy to ochotnicy odbywający dobrowolną służbę wojskową, a pozostali to żołnierze zawodowi. Bundeswehra z zadowoleniem mówi o wzroście zainteresowaniem służbą wśród młodych ludzi. Liczba zgłaszających się na wstępną rozmowę rekrutacyjną wzrosła o 11% do 60,6 tysiąca. Oczywiście po pierwszej rozmowie nie wszyscy zostają, nie wszyscy chętni spełniają też wymagania, niemniej liczba rekrutów wzrosła aż o 28%, co w przełożeniu na liczby bezwzględne daje 13 750 ludzi.

Niemiecki żołnierz na australijskim poligonie w Townsville, w sektorze symulującym teren zurbanizowany.
(US Army / Spc. Mariah Aguilar)
Wojsko zauważyło też skokowy wzrost zgłoszeń na cywilne stanowiska. Liczba sięgnęła 65 tysięcy, o 31% więcej niż w roku poprzednim. Tutaj proces zaczął się wcześniej i ma inną charakterystykę niż wśród mundurowych. Rekordowy był okres między 1 lipca 2023 roku a 30 czerwca 2024 roku, wówczas o stanowiska cywilnych pracowników wojska ubiegało się 88,3 tysiąca chętnych, 41% więcej niż w poprzednim okresie.
Skąd ta zmiana? Efekt przynoszą prowadzone od kilku lat przez Bundeswehrę kampanie werbunkowe. Ponadto, a może przede wszystkim, do świadomości coraz szerszych kręgów zaczyna docierać znaczenie zachodzących zmian geopolitycznych. Rosną obawy o bezpieczeństwo i postrzeganie zagrożenia wynikające z wojny rosyjsko-ukraińskiej.
Warto tutaj przytoczyć historię Tima Schramma, wiceprzewodniczącego oddziału AfD w Wuppertalu w Nadrenii Północnej-Westfalii. Obecnie 22-letni Schramm służył w ukraińskim legionie cudzoziemskim, obsługiwał moździerze, był też operatorem dronów. Po powrocie zaczął dzielić się swoimi doświadczeniami. Do tego jest bardzo krytyczny wobec Kremla.
– Rosja robi dokładnie to, o co wielu na prawicy oskarża globalistów, tylko gorzej – mówi Schramm – Wszystko pod przykrywką antyfaszyzmu.
To bardzo nie spodobało się kierownictwu AfD. Schramm dostał zakaz wypowiadania się na tematy związane z Rosją, Ukrainą, opowiadania o swojej służbie w legionie. Nakazano mu także zrezygnować ze wszystkich partyjnych stanowisk. Młody polityk odmówił. Wówczas przełożeni zastosowali zagrywkę z podręcznika rosyjskich służb. Pojawił się przeciek, jakoby oferowano mu korzystne miejsce na liście wyborczej do parlamentu, jeżeli znajdzie brudy na Svena Tritschlera, szefa AfD w Nadrenii Północnej-Westfalii. Reakcja Schramma była bardzo szybka.
– Walczyłem o to, w co wierzę, i nie żałuję tego – stwierdził. Wówczas ruszyła procedura jego wydalenia z partii, prowadzona przez Hansa Neuhoffa, prorosyjskiego europarlamentarzystę z ramienia AfD. Schramm nie spokorniał nawet wtedy.
– Rosja jako konserwatywna alternatywa? Nie da się nawet tego zademonstrować – powiedział w rozmowie z dziennikiem Welt – Chciałem pokazać rosyjskim boomersom z AfD środkowy palec.
Na koniec dodał jeszcze kilka uwag o postępującej islamizacji Rosji.
