Niemcy zaczynają się gorączkowo zbroić, także na morzu. Pojawiło się nieco więcej informacji na temat bezzałogowych „okrętów arsenałów”, mających zapewnić dodatkową siłę ognia fregatom typu 127. Jednocześnie czarne chmury mają się zbierać nad fregatami typu 126 budowanymi przez Damena. W grę ma wchodzić nawet rezygnacja z kontraktu z holenderską stocznią i zastąpienie jej projektu kolejnym wariantem MEKO.

Zacznijmy od początku, czyli od opublikowanego w kwietniu dokumentu Kurs Marine (plik pdf tutaj), kreślącego plany rozwoju niemieckiej marynarki wojennej do roku 2035. W praktyce jest to lekko odświeżona wersja Zielbild Marine 2035+ z roku 2023. Przypomnijmy, że dwa lata temu dokument zniknął ze strony Bundeswehry w dniu publikacji. Spekulowano, że skala ambicji była nie na rękę politykom, a sam dokument opublikowano bez zgody ministerstwa obrony.

Dwa lata i jedne wybory parlamentarne później sytuacja stała się znacznie korzystniejsza dla ambitnych programów wojskowych. Być może więc dowództwo Marine postanowiło skorzystać z okazji i znów przedstawić pewne koncepcje. Kurs Marine, tak samo jak Zielbild Marine 2035+, jako główne zadania stawia odstraszanie i obronę, w wymiarze zarówno narodowym, jak i sojuszniczym. Jasno wskazuje na to podtytuł dokumentu: Den Gegner abschrecken. Die Freiheit auf See verteidigen (Odstraszyć przeciwnika. Obronić wolność na morzu). Niemieccy admirałowie już wcześniej zdawali sobie sprawę, że w większym stopniu muszą wypełniać zobowiązania sojusznicze.

Kluczowe obszary operacyjne niemieckiej marynarki wojennej, w tym prawdopodobne kierunki rosyjskiego ataku.
(Marine)

Wydarzenia wokół Jemenu, coraz agresywniejsza postawa Rosji i zawirowania amerykańskiej polityki dostarczyły argumentów zwolennikom szerszego zaangażowania się w ochronę żeglugi na odległych wodach odległych. Głównym polem działania Marine nadal pozostają jednak północny Atlantyk, Morze Północne i Bałtyk.

Tym zadaniom ma podołać flota złożona z piętnastu fregat, sześciu do dziewięciu korwet i podobnej liczby okrętów podwodnych. Duży nacisk położono też na pozyskanie i wdrożenie systemów bezzałogowych: powietrznych, nawodnych i podwodnych. Niemiecka admiralicja wykazuje duże zainteresowanie morską amunicją krążącą, a także pozyskaniem trzech dużych bezzałogowych „okrętów arsenałów”, mających zapewnić dodatkową siłę ognia fregatom. Biorąc pod uwagę, jak opornie przebiega „dronizacja” Bundeswehry, należy zachować sporą ostrożność. Do tego konceptualizacja wymagań wobec nawodnych bezzałogowców wydaje się jeszcze odległa od zakończenia.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

MAJ BEZ REKLAM GOOGLE 59%

Już w Zielbild Marine 2035+ widniał pomysł pozyskania nawet osiemnastu jednostek określanych jako Future Combat Surface Systeme (FCSS), mających zapewnić wsparcie typowi K130. Niestety dokument nie wyjaśniał, czym konkretnie ma być FCSS, a Kurs Marine nic tutaj nie zmieniło. Pojawiły się natomiast trzy bezzałogowe „okręty arsenały” Large Remote Missile Vessels (LRMV), mające wspierać sześć fregat typu 127. Pamiętajmy, że projekt F127 przewiduje tylko 64 wyrzutnie pionowe, co jak na okręty o wyporności ponad 10 tysięcy ton jest bardzo małą liczbą. Zapewnienie dowódcom jednostek optymalizowanych pod kątem obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej oraz ataków na cele lądowe dodatkowej siły ognia jest atrakcyjną opcją.

Serwis hartpunkt.de dowiedział się z „kręgów związanych z marynarką wojenną” nieco więcej na temat bezzałogowych „okrętów arsenałów”, niż pokazano w Kurs Marine. Jednostki mają być opcjonalnie załogowe, a ich główną rolą będzie przenoszenie wyrzutni pionowych z pociskami przeciw­lo­tni­czymi i przeciw­rakie­to­wymi SM-2 i SM‑6. Zaskoczenia nie ma. Ciekawie robi się dopiero przy łączności z fregatami. Jeden z zakładanych wariantów zakłada przekazywanie danych na temat celów z okrętów na bezzałogowce za pomocą łączy satelitarnych. Znacząco zwiększyłoby to dystans między jednostkami takiego zespołu załogowo-bezzałogowego.

Wstępna wizualizacja pocisku 3SM Tyrfing.
(Kongsberg)

Jest to istotne, ponieważ niemiecka marynarka wojenna ma planować, aby „okręty arsenały” krążyły po określonym obszarze morskim przez dłuższy czas. Sugeruje to dwie ewentualności. Bezzałogowce mogą działać przed zespołem floty, pełniąc funkcję wysuniętej linii obrony, lub – w przypadku uzbrojenia w pociski manewrujące takie jak Tomahawk i niemiecko-norweski 3SM Tyrfing – będą wysyłane do przełamywania stref antydostępowych i atakowania silnie bronionych celów. W takim przypadku „okręty arsenały” torowałyby drogę zespołom floty. Żeby było jeszcze ciekawiej, jednostki mają otrzymać ograniczone uzbrojenie do samoobrony. Druga ewentualność jest taka, że bezzałogowce nie muszą osiągać takiej samej prędkości jak fregaty typu 127, które mają również eskortować sojusznicze lotniskowce.

Z racji takich wymagań bardzo duży nacisk ma być stawiany na bezpieczną łączność i cyber­bez­pie­czeń­stwo. Niemcy na poważnie biorą ryzyko zhakowania LRMV i uprowadzenia jednostek przez przeciwnika. Być może kontrakt w tej dziedzinie zostanie powierzony Thalesowi, który dostarczy systemy łączności i cyber­bez­pie­czeń­stwa fregat typu 126. Bezzałogowe „okręty arsenały” mają wejść do służby po roku 2030.

Pojawia się jeszcze jeden interesujący wątek. Na prezentowanych grafikach niemieckie LRMV są podobne do holenderskich Multifunctional Support Vessels (MSV, wielozadaniowe jednostki wsparcia, wcześniej znane jako TRIFIC). Holandia zamówiła dwie takie opcjonalnie załogowe jednostki, które mają przede wszystkim pełnić funkcję zaopatrzeniowców i ewentualnie patrolowców.

Wizualizacja holenderskiego Wielozadaniowego Okrętu Wsparcia.
(Defensie.nl)

Podobieństwo może być zupełnie przypadkowe. Niemcy mogli po prostu wziąć grafikę najlepiej pasującą do koncepcji jednostek nieistniejących jeszcze nawet na deskach kreślarskich. Są też zasadnicze różnice. MSV mają operować na wodach Morza Północnego, LRMV mają zaś wypływać na północny Atlantyk i przenosić ciężkie uzbrojenie. Niemieckie jednostki będą zatem musiały być większe niż 53 metry długości i 600 ton wyporności przewidziane dla holenderskich bezzałogowców.

Co z F126?

Bezzałogowe „okręty arsenały” to jeszcze pieśń przyszłości. Ale ich wprowadzenie do służby w latach 2030–2035 wydaje się realne, tym bardziej że jeszcze w tym roku przeprowadzone mają zostać dwa eksperymenty w ramach programu FCSS. Doświadczenia zdobyte w pracach nad mniejszymi nawodnymi bezzałogowcami mają zostać wykorzystane w rozwoju LRMV. Tymczasem pojawiło się zamieszanie w sprawie składu załogowego nawodnego komponentu przyszłej Marine.

Jak dowiedział się serwis Defence Network, Damen nie wywiązuje się ze zobowiązań kontraktowych na budowę sześciu fregat ZOP typu 126 w tak dużym stopniu, że Berlin może zerwać umowę i nie zapłacić kar umownych. Serwis powołuje się na trzy źródła, z czego dwa zupełnie od siebie niezależne.

Informacja pojawiła się podczas organizowanej przez Niemieckie Stowarzyszenie Techniki Obronnej konferencji Marineworkshop. Doniesienia Defence Network wywołały niemałe zamieszanie. Admirał Andreas Czerwinski z Federalnego Urzędu do spraw Wyposażenia, Technik Informatycznych i Wsparcia Eksploatacji Bundeswehry (BAAINBw) publicznie zabrał głos w sprawie.

– Mogę państwa zapewnić, że po wiceadmirale Stawitzkim [kierownik działu wyposażenia w ministerstwie obrony – przyp. red.] jestem jedyną osobą w tej sali, która faktycznie wie, co obecnie omawia się w ramach projektu F126 – oświadczył. – Mogę Państwa również zapewnić, że intensywnie pracujemy nad tym, aby fregaty F126 jak najszybciej trafiły do dyspozycji niemieckiej marynarki wojennej.

Stępkę pod prototypową fregatę Niedersachsen położono w grudniu 2023 roku. Oczywiście projekt typu 126 notował wzrost kosztów, jednak nie tak duży jak w przypadku innych programów Bundeswehry (i nie tylko). Na początku roku 2017 zakładano cenę około 4 miliardów euro za sześć jednostek. W roku 2020 było to już 5,27 miliarda euro, nadal za sześć jednostek. W roku 2023 osiągnięto 5,72 miliarda euro za cztery okręty i cztery dodatkowe moduły misyjne. Sporym zaskoczeniem była decyzja Bundestagu z czerwca ubiegłego roku, aby skorzystać z opcji na piątą i szóstą jednostkę. Pierwsza fregata ma podnieść banderę już 16 czerwca 2028 roku, druga – 15 marca 2030 roku, a dwie ostatnie – w roku 2031, odpowiednio 14 lutego i 17 grudnia. Piąta uczyni to w styczniu 2033 roku, a ostania – w styczniu 2034 roku.

Jeżeli Damen faktycznie nie wywiązuje się z umowy, powstaje pytanie, co zamiast? Według Defence Network pod uwagę brane jest przystosowanie do działań ZOP fregat typu MEKO A400 oferowanych przez TKMS i NVL, będącego częścią Rheinmetalla. Co istotne, A400 stanowi podstawę również dla fregat przeciwlotniczych typu 127. Tą drogą Marine mogłaby dokonać daleko idącej unifikacji sprzętu. Wspomniane źródła serwisu mówiły nawet o możliwości zwiększenia zamówienia z sześciu do ośmiu jednostek. Do Defence Network zgłosił się wysokiej rangi urzędnik ministerstwa obrony, który potwierdził problemy z realizacją kontraktu na F126, zaznaczył jednak, iż MEKO nie są brane pod uwagę jako zastępstwo. Powód jest prosty: TKMS będzie obciążony budową F127 i pierwszą fregatę ZOP będzie mógł dostarczyć najwcześniej w roku 2034. Tak odległy termin jest zaś dla Marine i resortu obrony nieakceptowalny.

US Navy / Mass Communication Specialist 2nd Class Jonathan Nye