W duńskich mediach ponownie rozgorzała dyskusja dotycząca pozyskania następcy trzech fregat rakietowych typu Iver Huitfeldt. W związku z ograniczeniami duńskiego sektora stoczniowego w zakresie budowy tak dużych okrętów plan zakłada kupno nowych fregat za granicą. Krajowe stocznie mają stanowić jedynie wsparcie w programie i odpowiadać za budowę poszczególnych sekcji. Opinia publiczna mimo wszystko domaga się, aby budowę fregat powierzyć duńskim stoczniom, za czym przemawiać ma fakt, iż znaczna część kosztów programu zostanie w ten sposób skierowana do tamtejszego przemysłu.
Gwoli przypomnienia: w połowie ubiegłego roku duński sztab generalny zarekomendował resortowi obrony rezygnację z modernizacji trzech fregat rakietowych typu Iver Huitfeldt. Decyzja ta wynika z bardzo wysokich kosztów programu i problemów technicznych, które razem czynią inwestycję nieopłacalną. Zamiast tego uznano za bardziej perspektywiczne skoncentrowanie się na pozyskaniu fregat rakietowych nowej generacji.
W duńskiej marynarce wojennej służą trzy okręty tego typu: Iver Huitfeldt (zwodowany w marcu 2010 roku) oraz Peter Willemoes i Niels Juel (obie zwodowane w grudniu 2010 roku). Fregaty zaprojektowano na bazie doświadczeń z typem Absalon. O ile Absalony stanowią realizację ciekawej wizji okrętu wielozadaniowego, o tyle trójkę Huitfeldów opisuje się w ojczyźnie jako luftforsvarsfregatter – fregaty obrony przeciwlotniczej.

Duńska fregata Iver Huitfeldt.
(Łukasz Golowanow, Konflikty.pl)
Opinią w sprawie krajowej budowy okrętów podzielił się duński dziennik Jyllands-Posten. Zdaniem gazety w grę może wchodzić pozyskanie nawet pięciu okrętów za kwotę około 7 miliardów koron każdy (około 4 miliardów złotych). Tym samym łączna wartość przedsięwzięcia może sięgnąć kwoty niebagatelnych 35 miliardów koron. Zdaniem serwisu duńskie społeczeństwo uważa program pozyskania nowych okrętów za konieczny wydatek, jednak pozostający tylko obciążeniem budżetu.
Utrzymanie Konfliktów jako serwisu wolnego od reklam Google to dla nas priorytet. Dzięki Waszemu wsparciu z Patronite i BuyCoffee udało się to do tej pory i chcielibyśmy, aby tak zostało.
Żeby działać bez reklam Google, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie. To próg, który pozwala nam skupić się na pracy. Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.
Nie spodziewamy się, że każdy będzie nas wspierał finansowo. Ale jeśli zdecydujecie się pomóc, zadbamy o to, by każda złotówka realnie pracowała na rozwój serwisu.
Nasze comiesięczne raporty finansowe możecie przeczytać tutaj.
Duńczycy mają przykładać znacznie większą wagę do kwestii bezpieczeństwa społecznego, a nie czysto militarnego, jakie dadzą nowe okręty. Ile miejsc pracy i jakie korzyści gospodarcze zagwarantuje program? Według analiz Jyllands-Posten, gdyby kadłuby przyszłych fregat powstawały w duńskich stoczniach, aż 55% kosztów przedsięwzięcia powróciłoby do duńskiego budżetu, generując przy tym dodatkowe miejsca pracy w przemyśle stoczniowym na okres kolejnych kilkunastu lat. Serwis wylicza, że do skarbu państwa mogłoby powrócić aż 11,55 miliarda koron.
Zdaniem serwisu są to środki, które mogłyby zostać przeznaczone między innymi na budowę szkół oraz wzmocnienie systemu opieki zdrowotnej i obrony cywilnej. W tym miejscu warto jednak na chwilę się zatrzymać. W Polsce politycy praktycznie nigdy nie wskazują, jakie korzyści gospodarcze może przynieść lokowanie kontraktów w krajowym przemyśle obronnym, a opinia publiczna rzadko zwraca na ten aspekt uwagę. Tymczasem w innych państwach zachodnich, takich jak Wielka Brytania czy Kanada, informacje o wpływie zamówień wojskowych na gospodarkę, miejsca pracy i rozwój przemysłu stanowią standardowy element komunikatów prasowych dotyczących nowych kontraktów.
Sytuacja zaczęła się częściowo zmieniać dopiero przy zawieraniu umów finansowanych z europejskiego funduszu SAFE. Jest to interesujący trend pokazujący, w jaki sposób obywatele i politycy europejskich państw postrzegają korzyści gospodarcze płynące z zamówień na sprzęt wojskowy oraz związany z nimi rozwój krajowych zdolności przemysłowych.
Wracając jednak do tematu duńskiej marynarki wojennej. Czy mimo nawoływania części opinii publicznej do ulokowania produkcji fregat w kraju jest to w ogóle możliwe? Jeszcze w ubiegłym roku ówczesny minister obrony Troels Lund Poulsen, przy okazji przedstawienia wstępnych planów, podkreślił, że fregaty typu Iver Huitfeldt pozostaną w służbie jeszcze przez dziesięć lat (chociaż przejęcie jednego okrętu negocjowała Argentyna). W opublikowanym wówczas oświadczeniu zapewniono, że duże okręty, w tym fregaty, zostaną zbudowane w Danii lub przy znacznym zaangażowaniu tamtejszego przemysłu stoczniowego.
Problem jest jednak taki, że duńskie stocznie zdolne budować duże okręty zostały zamknięte lata temu. Już w przypadku budowy Huitfeldtów poszczególne bloki kadłuba powstały w stoczniach litewskich i estońskich, po czym przetransportowano je do duńskiej stoczni Odense Staalskibsværft, gdzie połączono je w całość. Możliwe, że Duńczycy zdecydują się na podobny model budowy także tym razem. Stocznia zakończyła jednak działalność w 2012 roku, a jej teren częściowo przekształcono pod potrzeby sektora offshore.

Duński okręt wielozadaniowy Absalon (L16). Na bazie projektu okrętów typu Absalon opracowano fregaty rakietowe typu Iver Huitfeldt
(Łukasz Golowanow & Maciej Hypś, Konflikty.pl)
Duńska scena polityczna chce zobowiązać rząd do skierowania zamówienia na fregaty do krajowych stoczni, do czego nawoływali przedstawiciele partii demokratycznej, socjalistycznej i ludowej. Jednakże duński resort obrony opublikował wspólne porozumienie dotyczące przyszłości Królewskiej Duńskiej Marynarki Wojennej (Søværnet), zawarte przez kilka opcji tamtejszej sceny politycznej. Przyznano w nim, że strony dążą do ulokowania zamówień, w miarę możliwości, na okręty patrolowe, zaopatrzeniowe i fregaty na terytorium Królestwa Danii.
Teraz wiadomo, że priorytetem resortu obrony jest, aby planowane arktyczne okręty patrolowe i jednostki wsparcia powstały w Danii. Podobnie może być w przypadku fregat. Pojawia się jednak zasadnicze pytanie: czy ponoszenie dodatkowych kosztów wyłącznie po to, aby okręty powstały w Danii, jest grą wartą świeczki? Przede wszystkim należałoby poczynić znaczne nakłady finansowe na rozwój i odbudowę stoczni. A podnosi to koszty przedsięwzięcia. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że okręty byłyby serwisowane na miejscu, co uprościłoby logistykę i ich eksploatację w cyklu życia.
Wiadomo, że w grze znajduje się oferta na brytyjskie fregaty Arrowhead 140 od Babcocka, który to projekt powstał na bazie Huitfeldtów. W marcu ówczesny brytyjski premier Keir Starmer potwierdził, że Londyn prowadzi rozmowy z Kopenhagą, aby zdobyć duńskie zamówienie na fregaty typu 31. Jak podkreślił, sprawa jest prowadzona „na poziomie przywódców”, a rząd liczy na szybkie postępy. Chodzi o kontrakt wart około miliarda funtów, dotyczący okrętów budowanych przez Babcock w Rosyth.
HMS Venturer, the first Type 31 Frigate for the Royal Navy, is now afloat and being towed back to Rosyth [2400×1555]
by
u/MGC91 in
WarshipPorn
Starmer połączył te starania z szerszymi sukcesami eksportowymi w sektorze obronnym, takimi jak umowy z Indonezją i Norwegią, podkreślając znaczenie stałego obłożenia brytyjskich stoczni. Indonezja wybrała projekt Arrowhead 140 jako bazę dla dwóch powstających lokalnie fregat typu Merah Putih. W styczniu Dżakarta kupiła licencję na dwie kolejne jednostki. Na bazie projektu Babcocka powstają również trzy fregaty rakietowe „Miecznik” dla Marynarki Wojennej RP. Z kolei Norwegia wybrała fregaty typu 26 jako następcę jednostek typu Fridtjof Nansen.
Koncern Babcock chętnie udziela licencji na fregaty AH140. Jednostki dla Polski i Indonezji powstają w lokalnych stoczniach przy wsparciu koncernu. Stąd też w przypadku wyboru Brytyjczyków można zakładać, że koncern nie robiłby większych problemów w zakresie transferu technologii. Dodatkowo sekcje kadłuba mogłyby powstawać w Danii, skąd następnie byłyby przeholowywane do Rosyth na montaż końcowy. Ostateczna decyzja zależy jednak od Kopenhagi.
Na sam koniec i w ramach ciekawostki dodamy, że przy ofercie Babcocka wybuchł mały skandal. Okazało się, że Bergur Rasmussen, syn duńskiego ministra spraw zagranicznych Larsa Rasmussena, zatrudniony został przez brytyjski koncern jako konsultant do spraw kontaktów z tamtejszym rządem.