W związku z planowanym wycofaniem samolotów szkolno-treningowych T-38 Talon z US Air Force także amerykań­ska agencja kosmiczna podjęła pierwsze kroki w kierunku znalezienia następcy tych maszyn. Teoretycznie nie jest to konieczne, bo T-38N użytkowane przez NASA nie zależą w żaden sposób od sił powietrznych, ale po wycofaniu tych samolotów z wojska utrzymanie mikrofloty starych samolotów będzie bardzo drogie. Stąd decyzja o rozpoczęciu badania rynku w poszukiwaniu potencjalnego następcy.

Za program odpowiada Johnson Space Center w Houston w Teksasie. W ogłoszeniu opublikowanym w obsługującym zamówienia rządowe serwisie sam.gov napisano, że celem programu jest pozyskanie od przemysłu informacji dotyczących dostępności, osiągów, możliwych terminów dostaw, dostępnych warunków finansowania i utrzymania samolotów odrzutowych, które mogłyby zostać poddane ocenie NASA.

Co trzeba podkreślić, w ramach tego programu NASA nie zamierza kupić nowej floty samolotów, ale jedynie pozyskać niewielką liczbę egzemplarzy, które zostaną poddane ocenie w codziennej pracy w Johnson Space Center. Takie testy pozwolą ocenić osiągi, kompatybilność, efektywność kosztową i możliwości szkoleniowe przed właściwym zakupem. Będą to testy dogłębne, ponieważ zakłada się, że mogą potrwać nawet kilka lat.

T-38N Talon należący do NASA.
(NASA / Jim Ross)

Wśród wymagań stawianych kandydatom zapisano między innymi wysoką niezawodność, możliwość uruchomienia silnika bez pomocy agregatów naziemnych, osiągi odpowiadające współczesnym odrzutowym samolotom szkolno-treningowym lub lekkim samolotom bojowym, zdolność do wykonywania dynamicznych manewrów i lotów w formacji, miejsca dla dwóch członków załogi w układzie tandem lub obok siebie, możliwość pilotowania z dowolnego fotela i nowoczesną awionikę umożliwiającą wykonywanie lotów według wskazań instrumentów pokładowych.

Utrzymanie Konfliktów jako serwisu wolnego od reklam Google to dla nas priorytet. Dzięki Waszemu wsparciu z Patronite i BuyCoffee udało się to do tej pory i chcielibyśmy, aby tak zostało.

Żeby działać bez reklam Google, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie. To próg, który pozwala nam skupić się na pracy. Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.

Nie spodziewamy się, że każdy będzie nas wspierał finansowo. Ale jeśli zdecydujecie się pomóc, zadbamy o to, by każda złotówka realnie pracowała na rozwój serwisu.

Nasze comiesięczne raporty finansowe możecie przeczytać tutaj.

PAŹDZIERNIK BEZ REKLAM GOOGLE 66%

Chociaż obecne postępowanie nie zakłada kupna samolotów, zawarto w nim prośbę do producentów o przedstawienie możliwych rodzajów finansowania potencjalnego zakupu po zakończeniu ewaluacji. NASA nie dysponuje dużym budżetem i nie może sobie pozwolić na jednorazowy zakup około dwudziestu samolotów, a taka liczba byłaby potrzeba dla zastąpienia używanych dzisiaj dwudziestu pięciu T-38N. Wśród możliwych opcji finansowania wymienia się leasing, leasing z dojściem do własności i inne zaproponowane przez producenta.

W przypadku zakupu NASA samodzielnie będzie odpowiadała za bezpośrednią realizację zadań lotniczych, ale zakłada, że za serwis samolotów będzie powierzony producentowi, niezależnie od formy własności maszyn. Natomiast w czasie testów NASA jest otwarta na ograniczenie liczby godzin spędzanych w powietrzu, restrykcje w wykonywaniu określonych manewrów i inne ograniczenia operacyjne zgodnie z rekomendacjami dostawcy.

Flota T-38N będących do dyspozycji astronautów w bazie Ellington. Zdjęcie z 1986 roku.
(NASA)

T-38N wypełniają w NASA dwie zasadnicze misje. Pierwszą jest szkolenie przyszłych astronautów w ramach programu SFRT (Spaceflight Readiness Training). Przy czym nie chodzi o zwykłe podnoszenie umiejętności pilotażowych, jak to było w latach 60. Chociaż prawdę mówiąc – i wtedy chodziło bardziej o podtrzymanie umiejętności niż zdobywanie nowych, ponieważ do lotów kosmicznych i tak byli selekcjonowani wyłącznie bardzo doświadczeni piloci z różnych rodzajów sił zbrojnych. Różnica polega na tym, że wtedy statki kosmiczne na wielu etapach były sterowane ręcznie, a dzisiaj sam lot przebiega całkowicie automatycznie. Większość załóg stanowią inżynierowie czy naukowcy nawet bez licencji pilota.

Jednak dzisiaj, nawet jeśli nie trzeba sterować statkiem kosmicznym, używając dżojstiku, astronauci muszą dysponować zespołem cech i umiejętności pokrewnych do pilota. Chodzi o obsługę systemów pokładowych, wielozadaniowość, prowadzenie łączności, współpracę w załodze, umiejętność podejmowania szybkich i trafnych decyzji w dynamicznym środowisku i pod presją czasu. To wszystko można sprawdzić i wytrenować w samolocie szkolno-treningowym wyposażonym w odpowiedni pakiet awioniki. A T-38N taki mają, bo w latach 90. zostały zmodernizowane poprzez wyposażenie w „szklany kokpit”, radar pogodowy, łącze wymiany danych pogodowych czy zmodyfikowane systemy łączności. Ponadto w T-38 można sprawdzić odporność kandydata na przeciążenia i ostre manewry. Do tego T-38 są wykorzystywane w roli samolotów asystujących (chase plane), z których zbiera się dane i obserwuje się zachowanie samolotu badanego.

W latach 60., w trakcie ery podboju kosmosu i kosmicznego wyścigu na Księżyc, gdy astronauci byli narodowymi gwiazdami, można powiedzieć, że T-38 były ich „samochodami służbowymi”. Na co dzień astronauci mieszkali w Houston, ale często latali na przylądek Canaveral. W związku z tym każdy z nich dostał do dyspozycji własnego T-38, aby szybko pokonywać 1500 kilometrów dzielące oba miejsca. W Houston T-38 astronautów stacjonowały w bazie Ellington, gdzie bazowała również Rzyg-Kometa. Latali także w inne miejsca, na przykład do St. Louis, gdzie budowano kapsuły Gemini.

Astronauci Reid Wiseman i Christina Koch, członkowie misji Artemis II, w T-38N na Ellington Field.
(NASA / Josh Valcarcel)

Pierwszy śmiertelny wypadek amerykańskiego astronauty wydarzył się właśnie w T-38. 31 października 1964 roku samolot zderzył się w czasie lotu z gęsią. Kawałki osłony kabiny wpadły do silnika i wywołały pożar. Theodore Freeman się katapultował, ale był zbyt nisko i spadochron nie zdążył się do końca rozwinąć.  Do kolejnego wypadku doszło w lutym 1966 roku. Elliot See i Charlie Bassett lecieli T-38 do St. Louis na inspekcję kapsuły Gemini 9. W czasie lądowania w złej pogodzie pilot zahaczył samolotem o dach hangaru i się rozbił. Obaj astronauci zginęli.

Wracając do współczesności: nikt jeszcze nie potwierdził oficjalnie zainteresowania udziałem w programie NASA, ale zapewne można się spodziewać stałego zestawu konkurentów, znanego z wszystkich ostatnich przetargów na samoloty szkolno-treningowe i szkolno-bojowe. Głównymi kandydatem będzie T-7A Red Hawk, który został wybrany na następcę T-38 w US Air Force. Jego konkurentem będzie zapewne T-50, a być może również M-346.

NASA / Jim Ross