Na targach w Kielcach Polska Grupa Zbrojeniowa zaprezentowała docelowe komponenty systemu San – nowego systemu obrony przeciw­lot­niczej z możliwością zwalczania bezzałogowych statków powietrznych. To właśnie San ma być tarczą broniącą naszego terytorium przed rosyjskimi dronami.

Po raz pierwszy pokazano 35-milimetrową armatę na Jelczu i wielolufowy karabin maszynowy WLKM kalibru 12,7 milimetra z Tarnowa na Legwanie (znanym jako „potwór z Tarnowa”) jako w pełni zintegrowane uzbrojenie, nie demonstratory o różnym stopniu przygotowania. PGZ pokazała WLKM w dwóch odmianach: na Legwanie i przeznaczoną do podwieszania pod śmigłowce (może też trafiać na jednostki pływające czy występować w wersji stacjonarnej).

Zakłady Mechaniczne Tarnów podpisały podczas targów porozumienie o współpracy z estońską firmą Milrem i być może WLKM lub karabin o mniejszym kalibrze trafi na platformę THeMIS.

WLKM jest skonstruowany w układzie Gatlinga i zasilany nabojem 12,7 × 99 mm NATO. Szybkostrzelność teoretyczna wynosi 3600 strzałów na minutę. WLKM może prowadzić skuteczny ostrzał w zakresie kątów od -20° do +70°. Przeznaczony jest do zwalczania celów naziemnych w odległości 2,2 kilometra, zaś powietrznych – do 1,5 kilometra. W 2023 roku na MSPO był prezentowany na Waranie.

Radary od APS na Legwanie.
(Andrzej Pawłowski, Konflikty.pl)

Potwór z Tarnowa dysponuje także głowicą optoelektroniczną wyposażoną w kamerę telewizyjną o rozdzielczości 1920 × 1080 pikseli i czujnik podczerwieni pozwalający na detekcję obiektów w odległości 13,6 kilometra, dalmierz laserowy o zasięgu 3–12 kilometrów i częstotliwości pomiaru do 200 herców, a także radar i precyzyjny układ napędowy kierujący środkiem ogniowym. Wszystko składa się na możliwość prowadzenia ognia, gdy pojazd jest w ruchu.

Tegoroczny MSPO był dla nas okresem szczególnego wysiłku. Opublikowaliśmy blisko 20 artykułów. Jeśli były dla Was interesujące, możecie nas wesprzeć w przygo­to­waniu wyjazdów na kolejne imprezy branżowe, udzielając wsparcia tutaj.

Jeśli zdecydujecie się przesłać nam jakąś kwotę, dopiszcie w wiadomości (dedykacji), że to za relację z MSPO. Będzie to dla nas cenna wskazówka na przyszłość.

Nasze artykuły z tegorocznego salonu i z poprzednich możecie przeczytać tutaj.

Legwan powstał na bazie spolonizowanego koreańskiego podwozia KLTV w układzie 4 × 4 produkowanego przez KIA. Dopuszczalna masa całkowita wynosi około 6,1 tony. Wyposażony został w niezależne zawieszenie na wszystkich osiach, jednak będzie dostarczany w wersji ze zmodyfikowanym podwoziem specjalnie na życzenie odbiorcy. Napędzany jest widlastym turbodoładowanym silnikiem wysokoprężnym Hyundai D6EB o mocy 225 koni mechanicznych i otrzymał ośmio­biegową automa­tyczną skrzynię biegów Hyundai Powertech A8TR1.

Przeznaczony jest do transportu czterech żołnierzy z pełnym wyposażeniem indywi­du­al­nym i specjalistycznym w każdych warunkach pogodowych. Wyposażony jest w obrotnicę, w której można zamontować karabin maszynowy albo granatnik automatyczny. Stanowisko strzeleckie osłonięto płytami pancernymi, co zapewni pewną ochronę strzelcowi. Ochrona balistyczna ma kształtować się na poziomie 1 według NATO-wskiej normy STANAG 4569. Pojazd wyposażono w system central­nego pompowa­nia kół i system runflat umożliwiający jazdę po przestrzeleniu opon.

WLKM kalibru 12,7 mm na Legwanie.
(Andrzej Pawłowski, Konflikty.pl)

Armata przeciwlotnicza SA-35

WLKM jako jeden z efektorów systemu San trafi do uzbrojenia Wojska Polskiego w 2027 roku. Kolejnym będzie armata przeciw­lot­nicza SA-35 od spółki PIT-Radwar. Powstała poprzez osadzenie ciągnionej armaty AM-35 na samochodzie cięża­rowym Jelcz 663.45 T60 w układzie 6 × 6. Kabina trzyosobowej załogi jest opancerzona i nieco spłaszczona, co osiągnięto, montując silnik za nią. Ma to dawać dodatkową korzyść w postaci szybszej wymiany lub remontu w warunkach polowych.

Konstrukcja SA-35 nawiązuje do armaty okrętowej AM-35K, będącej częścią okrętowego systemu uzbrojenia OSU-35K, w którego skład wchodzi też zintegrowana głowica śledząca ZGS-35 (przeznaczone dla niszczycieli min projektu 258 Kormoran II). Ma nadawać się do niszczenia szerokiej gamy celów powietrznych, w tym dronów i amunicji krążącej, pocisków artyleryjskich i rakietowych. Zasilana jest amunicją podkalibrową i pociskami programowalnymi.

Te ostatnie niedawno przeszły próby w ramach programu badawczego NCBR. Będzie to skok jakościowy. Wejdzie ona w miejsce dotychczas używanej amunicji podkalibrowej FAPDS-T i odłam­kowo-zapala­ją­cej HEI-T. Manka­men­tem w przypadku konieczności trafienia w cel o niewielkich rozmiarach i względnie szybko przemieszczający się jest wymóg bezpośredniego trafienia. Amunicja programowalna obchodzi to ograniczenie.

WLKM kal. 12,7 milimetra

Zastosowano dwustronne dosyłanie amunicji, a dwa magazyny amunicyjne mieszczą po 100 nabojów. SA-35 w ograniczonym zakresie może niszczyć też cele lądowe. Armatę wyposażono w funkcję szybkiego przeładowania i między innymi dzięki temu ma szybkostrzelność teoretyczną 550 strzałów na minutę. Według producenta SA-35 odznacza się dużą siłą ognia i wysoka celnością. 18 seryjnych armat SA-35 trafi do Wojska Polskiego w ramach umowy na 18 baterii.

Pozostałe efektory i… otwarta architektura

Zespół efektorów kinetycznych uzupełnią 70-milimetrowe pociski rakietowe Hydra z modułami naprowadzania laserowego WGU-59/B APKWS II. W dalszej kolejności przewidziane są moduły artyleryjskie, takie jak zdalnie sterowane systemy wieżowe typu Protector MCT-30 (Medium Caliber Turret).

Dzięki współpracy z Milrem Robotics być może THeMiS stanie się częścią Sanu.
(Andrzej Pawłowski, Konflikty.pl)

Osobną sprawą pozostaje system zwalczania bsp bazujący na dostarczonym Wojsku Polskiemu amerykańskim systemie Merops. Sercem system jest dron przechwytujący o tej samej nazwie, który Amerykanie zaprojektowali jako nieskomplikowane urządzenie do zwalczania bezzałogowców klasy Szahedów i Gierani. System był już testowany w Ukrainie i na poligonie w Nowej Dębie. W Wojsku Polskim jest kilkadziesiąt zestawów, które przybyły z USA w ramach operacji „Eastern Sentry” – ochrony terytorium wzdłuż wschodniej flanki NATO.

PGZ zakłada, że San będzie systemem przeciw­lot­niczym o otwartej architekturze i będzie mógł systematycznie włączać nowsze i bardziej zaawansowane komponenty.

W kierunku pierwszej baterii

30 stycznia podpisano umowę, w której myśl do Sił Zbrojnych RP przekazanych zostanie 18 modułów bateryjnych. W ich skład wejdą 52 plutony ogniowe, 18 plutonów dowodzenia i 703 pojazdy. Wszystko razem ma kosztować 15 miliardów złotych netto (18,45 miliarda brutto). Około 400 samobieżnych zestawów przeciw­lot­niczych powstanie na bazie Jelcza, około 300 – na bazie Legwana. Oba typy wozów dla systemu San w pierwszym plutonie już przekazano, aby wyposażyć i uzbroić w fabrykach w Czernicy i Tarnowie. Efekty mogliśmy właśnie poznać podczas MSPO. Gotowa bateria systemu ma być dostępna w przyszłym roku.

Podstawą dla SA-35 jest podwozie samochodu ciężarowego Jelcz 663.45 T60 w układzie 6 × 6.
(Andrzej Pawłowski, Konflikty.pl)

Plutonami zarządzać będzie dowództwo baterii wpięte w cały system obrony powietrznej. 16 baterii wejdzie do uzbrojenia pułków przeciw­lot­niczych, wzmacniając ich potencjał antydronowy i ułatwiając proces szkolenia żołnierzy. Dwie baterie zostaną włączone do systemu Pilica+.

Każdy pluton ogniowy będzie mieć do dyspozycji również niekinetyczne środki rażenia, stanowisko dowodzenia i kierowania SanView i stacje radiolokacyjne FIELDctrl Ultra i Follow, o których dostawy zadba dobrze znana gdyńska firma Advanced Protection Systems. Umożliwią one autonomiczną detekcję, identyfikację i neutralizację zagrożeń powietrznych. 18 baterii będzie mieć za zadanie wzmocnić ochronę wschodniej granicy w ramach programu Tarcza Wschód.

Natomiast pluton wsparcia otrzyma bateryjne stanowisko dowodzenia, dla którego rozwiązania zaczerpnięto z Pilicy. Stanowisko dowodzenia będzie obsługiwać trzy plutony ogniowe i zapewniać łączność z wyższym szczeblem. Na wyposażeniu plutonu wsparcia znajdą się ponadto dodatkowe czujniki radiolokacyjne Xenta-M do wykrywania zagrożeń powietrznych, system identyfikacji swój-obcy, warsztaty radiolokacyjne, artyleryjskie, cysterny, pojazdy transportowe i rozpoznawcze.

Jelcze będą stanowić podwozia dla wielu komponentów systemu San.
(Andrzej Pawłowski, Konflikty.pl)

Umowa podpisana w styczniu jest jednym z efektów realizacji założeń Narodowego Programu Odstraszania i Obrony Tarcza Wschód. Do końca 2026 roku w tempie iście ekspresowym przekazane Siłom Zbrojnym Rzeczypospolitej mając być trzy pełne baterie. Trafią one do pułków przeciw­lot­niczych, prawdopodobnie z 16. i 18. Dywizji Zmechanizowanej. Na realizację całego programu PGZ ma 24 miesiące od podpisania umowy. San uzupełni inne piętra krajowej obrony powietrznej, w tym Wisła (z Patriotami jako efektorami), Narew i mała Narew (brytyjska rodzina pocisków CAMM/CAMM-ER), Pilica i Pilica+.

San albo jego poszczególne elementy mogą trafić na eksport do Słowacji. W Nowej Dębie w przeddzień MSPO podpisano porozumienie międzyrządowe, którego jednym z punktów jest właśnie San. Minister obrony Słowacji Robert Kaliňák powiedział, że polski system jest „bardzo interesujący”. Co z tego zainteresowanie wyjdzie, przekonamy się pewnie w nieodległej przyszłości.

Zarzuty

Wobec systemu San pojawia się wiele zarzutów, które tutaj jedynie zasygnalizujemy. Przede wszystkim już w momencie projektowania system jest przestarzały i nie nadąża za zmieniającymi się realiami. Podkreśla się, że po wprowadzeniu – które nastąpi w pełni za kilka lat – nie będzie w stanie dostosować się do współczesnego pola walki, nie będzie nadążał z miesiąca na miesiąc za zmieniającą się taktyką użycia dronów.

Co więcej, duże wątpliwości pojawiają się w sprawie udziału firmy APS. Zakupiony w 2022 roku system SKYctrl wycofano ze wschodniej granicy. Stało się tak, gdyż specyfikacja techniczna nie nadążała za rozwijającymi się bsp. A wiemy, że APS dostarczy dla Sanu stanowisko dowodzenia i kierowania SanView oraz stacje radiolokacyjne FIELDctrl Ultra i Follow.

Smaczku dodaje jeszcze jeden aspekt, który zbiorczo moglibyśmy określić jako kwestię operacyjną. Mianowicie toporny i modułowy system bazujący na bateriach i plutonach, obsługujących setki pojazdów, może nie wystarczyć na walkę z tanimi i ciągle ulepszanymi dronami komercyjnymi. Sprawą ostatnią (ale nie wyczerpującą temat) jest koszt około 15 miliardów złotych. Dużo, jeśli weźmiemy pod uwagę, że będzie to jedynie cząstka potrzeb obrony przeciwlotniczej, czyli system obrony ultrakrótkiego zasięgu.

Andrzej Pawłowski, Konflikty.pl