Podczas MSPO 2026 spółka Rosomak zaprezentowała dwa bardzo ciekawe rozwiązania dotyczące kołowych transporterów opancerzonych Rosomak. Pierwszym wartym uwagi jest zmodyfikowana wersja eksportowa wydłużonego Rosomaka-L uzbrojona w słowacką wieżę EVPÚ Turra 30v10. Stanowi to wyraźne nawiązanie do wersji polskiego transportera pokazanej na poprzednich targach z wieżą Turra 30 w starszej wersji v9.
Integracja Rosomaka-L z wieżą Turra 30 to wyraz dążenia do zwiększenie szans eksportowych polskiego transportera, który dzięki temu mógłby być oferowany wspólnie przez obu sąsiadów. Według producenta potencjalni klienci to takie państwa jak Kuwejt, Arabia Saudyjska czy Zjednoczone Emiraty Arabskie, ale także Indie i Wietnam.
Rosomak w wersji Long (Rosomak-L), czyli z wydłużonym kadłubem, powstał w nadziei na przystosowanie go do zmieniającego się pola walki. Długość pojazdu wynosi 8,4 metra. Wydłużenie o 60 centymetrów było niezbędne, aby znalazło się miejsce na elementy Rosomak BMS, a pojazd zachował odpowiedni zapas pływalności po integracji ZSSW-30. Wydłużenia dokonano w środku pojazdu, między przednią i tylną parą osi. Nośność nowych Rosomaków zwiększyła się z 24 do 28 ton (DMC do pływania maksymalnie 25,8 tony).
Wymieniono silnik Scania D1 12 56A03PE o mocy 490 koni mechanicznych na nową jednostkę napędową: Scania DC13 o mocy 610 koni. Powiększono też zbiorniki paliwa, które pozwolą co najmniej na utrzymanie zasięgu operacyjnego. W seryjnie produkowanych Rosomakach-L mają znaleźć się nowe pędniki, czujniki cofania, nowe oświetlenie LED, nowy falochron i właz kierowcy, a także nowe lusterka.
Do tej pory na targach pokazywano Rosomaka-L z polskim systemem wieżowym ZSSW-30. Słowacka wieża jest rozwiązaniem tańszym i może być bardziej atrakcyjna dla zagranicznego użytkownika, zwłaszcza takiego, który nie może sobie pozwolić na sięganie głęboko do portfela.
Tegoroczny MSPO był dla nas okresem szczególnego wysiłku. Opublikowaliśmy blisko 20 artykułów. Jeśli były dla Was interesujące, możecie nas wesprzeć w przygotowaniu wyjazdów na kolejne imprezy branżowe, udzielając wsparcia tutaj.
Jeśli zdecydujecie się przesłać nam jakąś kwotę, dopiszcie w wiadomości (dedykacji), że to za relację z MSPO. Będzie to dla nas cenna wskazówka na przyszłość.
Nasze artykuły z tegorocznego salonu i z poprzednich możecie przeczytać tutaj.
Turra 30v10 jest rozwiązaniem skalowanym w zakresie opancerzenia. Jej maksymalna masa wynosi aż około 3 ton, właśnie ze względu na poziom opancerzenia. Maksymalna osłonność balistyczna kształtuje się na poziomie 4 według NATO-wskiej normy STANAG 4569. Chroni to przed pociskiem przeciwpancernym B32 kalibru 14,5 milimetra wystrzelonym z odległości 200 metrów.
Uzbrojeniem podstawowym jest armata automatyczna Mk 44 Bushmaster II kalibru 30 milimetrów i współosiowy karabin maszynowy kalibru 7,62 milimetra z zapasem 600 nabojów. Zamiennikiem może być produkowana przez ZTS Špeciál armata automatyczna GTS-30/N – zmodernizowany wariant sowieckiej armaty 2A42. Zasilana jest amunicją 30 × 173 zgodną ze standardami NATO.
Turrę 30v10 wyposażono także w nowy aktywny system ochrony pojazdu EVPÚ Harpia, akustyczny system detekcji wystrzałów i optoelektroniczny układ ostrzegający przed ppk. Dowódca i działonowy mają do dyspozycji niezależne przyrządy celownicze, zapewniające możliwość obserwacji i zwalczania celów w trybie hunter-killer. Ciekawym zabiegiem było sparowanie wieży ze zdwojoną wyrzutnią ppk Pirat (po prawej stronie wieży, patrząc na pojazd z przodu).
Zasięg Pirata wynosi 2,5 kilometra, naprowadzany jest półautomatycznie za pomocą wiązki laserowej w systemie SECLOS. Zdolny jest do wykonywania ataku z górnej półsfery, głowica umożliwia przebicie pancerza o grubości 550 milimetrów RHA (jednolitej stali pancernej). W miejscu Pirata może się znaleźć wyrzutnia ppk Rafael Spike LR1/LR2.
Po lewej stronie znajduje się natomiast miniaturowa zdalnie sterowana stacja uzbrojenia Gladius Twin, co oznacza, że składa się z pary kaemów kalibru 7,62 milimetra. Jest przeznaczona do zwalczania bezzałogowców i siły żywej. Jednostka ognia na karabin to 750 nabojów. Pancerz kompozytowy zapewnia zwiększony poziom ochrony balistycznej.
System wieżowy nadaje się również do integracji z wielokanałową wyrzutnią Viper, która odpowiada za przenoszenie i start różnych systemów bezzałogowych, w tym rozpoznawczych bsp, platform walki elektronicznej, amunicji krążącej i efektorów przeznaczonych do zwalczania innych dronów.
Rosomak z laserowym systemem analizy chmur chemicznych
Drugim pojazdem jest prototypowy Rosomak RSK, którego zadaniem jest rozpoznanie skażeń chemicznych, biologicznych i promieniotwórczych. Wyposażenie pojazdu umożliwia prowadzenie rozpoznania podczas marszu i postoju, przetwarzanie danych pomiarowych i generowanie komunikatów CBRN. Został opracowany przez konsorcjum utworzone wokół spółki Rosomak (należą do niego także WB Electronics, Wojskowe Zakłady Łączności nr 2 oraz Wojskowy Instytut Chemii i Radiometrii) na zlecenie polskich sił zbrojnych.
Rosomaka skrojonego pod rozpoznanie skażeń (RSK) wyposażono w unikatowy laserowy system analizy chmur chemicznych (detektor skażeń dalekiego zasięgu Falcon 4G). Może działać z bezpiecznej odległości pięciu kilometrów. Ze względu na nieraz względnie szybkie przemieszczanie się takich chmur odległość zwiększa bezpieczeństwo załogi i zespołu chemicznego. Głowicę tego systemu zamontowano za stanowiskiem uzbrojenia, po lewej stronie pojazdu.
Zadaniem Rosomaka RSK będzie wykrywanie i rozpoznanie skażeń chemicznych i promieniotwórczych (w czasie marszu i postoju) oraz wykrywanie i monitorowanie skażeń biologicznych (możliwe tylko w czasie postoju), a następnie przesyłanie meldunków z rozpoznania, co ma być możliwe niezależnie od pory doby, warunków atmosferycznych i klimatycznych typowych dla polskiej szerokości geograficznej. Zabudowane urządzenia pomogą określić rozmiar i kierunek, w którym zmierzają chmury substancji chemicznych czy skażenie jądrowe.
Masa bojowa pojazdu wynosi 22,1 tony, dopuszczalna masa całkowita (z zachowaniem zdolności do pływania) – 22,5 tony. Rosomak RSK ma długość 8,6 metra, 3 metry szerokości i wysokość 3,36 metra (oczywiście bez masztów z zamontowanymi antenami). Napędzany jest silnikiem wysokoprężnym Scania DC13 079A o mocy 550 koni mechanicznych. Pojazd obsadzony jest przez czterech żołnierzy załogi (dowódca, kierowca oraz dwóch specjalistów chemików radiometrystów).
Do obrony wozy zostaną uzbrojone w zdalnie sterowany moduł uzbrojenia ZSMU A3B z karabinem maszynowym WKM-Bm kalibru 12,7 milimetra i 12 wyrzutni granatów dymnych ZWP-81 (cztery gniazda po trzy) kalibru 81 milimetrów, są sparowane z systemem samosłony SSP-1 Obra-3.
W pojeździe znalazło się pokładowe i wynośne wyposażenie rozpoznawcze skażeń biologicznych, chemicznych i promieniotwórczych oraz urządzenia do pobierania próbek. Specjalistycznym urządzeniem jest stacja meteorologiczna rodziny MAW S6065 z głowicą na teleskopowym maszcie (na drugim maszcie zainstalowano głowicę optolektroniczną GOC-1).
Pozostały ekwipunek stanowić będzie wyposażenie ratunkowe, zestaw do odkażania, indywidualne filtry wody, zbiorniki na wodę pitną, skafandry i pistolet sygnałowy kalibru 26 milimetrów. Znalezienie miejsca w środku (w ograniczonej przestrzeni) na tyle sprzętu było nie lada wyzwaniem. W środku znalazły się spektrometr masowy i automatyczny przyrząd do wykrywania bojowych środków biologicznych. To też nie wszystko, gdyż Rosomaka RSK wyposażono w systemy teleinformatyczne, których zadaniem będzie przesyłanie danych do wyższych szczebli dowodzenia.
Umowę w sprawie opracowania i dostawy Rosomaków RSK podpisano pierwszego dnia MSPO 2021. Porozumienie zakończyło postępowanie w sprawie zamówienia tego typu pojazdów, które ruszyło dwa lata wcześniej. Założono, że do 2026 roku powstanie prototyp (terminu, jak widać, dotrzymano), następnie pojazd czekają wymagające badania (na które prototyp ma udać się niezwłocznie po zakończeniu kieleckiej imprezy), mające trwać do 2027 roku.
Testy pozwolą na uruchomienie małoseryjnej produkcji, która skutkować będzie powstaniem dwóch wozów. Pierwszym będzie przeprojektowany prototyp, drugim – całkiem nowy pojazd. Dwa wozy będą poddawane badaniom i testom państwowych, których pozytywny wynik stanie się przepustką do produkcji dziewięciu seryjnych Rosomaków RSK.
W latach 2028–2029 do drużyn rozpoznania skażeń w składzie plutonów chemicznych brygad w Wojskach Chemicznych trafi 11 pojazdów seryjnych. Zakup tych wyspecjalizowanych wozów będzie kosztował polskiego podatnika 542,4 miliona złotych. W skład umowy wchodzi zakup bazowej wersji Rosomaka pod zabudowę, wyposażenie specjalistyczne oraz przekazanie dokumentacji technicznej, pakietu logistycznego i szkoleniowego.
Los tych wozów i wyniki badań państwowych mogą mieć zasadniczy wpływ na postęp w pracach koncepcyjnych wozu rozpoznania skażeń Ares, który ma powstać jako wersja specjalistyczna bojowego wozu piechoty Borsuk. Obecnie program jest mocno konsultowany i niewykluczone, że doświadczenia z Rosomaka RSK zostaną wykorzystane, a sprzęt będzie skopiowany w całości albo w części.
Ale o Rosomakach RSK nie można mówić w samych superlatywach. Mankamentem jest sam czas wdrożenia do służby. O potrzebie znalezienia następców dla samochodów rozpoznania skażeń BRDM-2rs mówiło się już w 2002 roku, gdy ministerstwo obrony stwierdziło, że wśród 690 pozyskiwanych Rosomaków 17 ma powstać jako wozy właśnie o takim przeznaczeniu. Przez ten czas kilkakrotnie próbowano pozyskać pojazdy tej klasy – nawet na lekkim transporterze opancerzonym Kleszcz – ale kończyły się one niepowodzeniem. Najnowsze starania rozpoczęto w marcu 2025 roku.
Na koniec warto wspomnieć, że Rosomaki – o których coraz częściej mówi się w kontekście poszukiwania następcy – wybrano na podwozia kolejnych 64 moździerzy samobieżnych Rak w ramach ośmiu kompanijnych modułów ogniowych (KMO). W skład każdego KMO wchodzi osiem moździerzy samobieżnych, cztery wozy dowodzenia, dwa wozy rozpoznawcze, trzy wozy amunicyjne oraz wóz remontu uzbrojenia i wóz zabezpieczenia technicznego. Wozy dowodzenia i rozpoznawcze osadzone są na transporterach opancerzonych Rosomak, a pojazdy wsparcia – na Jelczach.



