Stało się. Kolejny francusko-niemiecki projekt zakończył się klapą. Tym razem nie było wielkiego szumu, ambitny projekt czołgu podstawowego następnej generacji MGCS (Main Ground Combat System) został po cichu odłożony na półkę. Formalnie prace są kontynuowane, ale w praktyce Niemcy i Francja idą osobnymi drogami.
MGCS miał być lustrzanym odbiciem powietrznego systemu bojowego następnej generacji FCAS/SCAF. Chodziło o powtórzenie struktury projektu. Jak FCAS miał być systemem systemów dla sił powietrznych, tak MGCS miał odegrać tę rolę dla wojsk lądowych. Oprócz platform załogowych oba systemy miały obejmować platformy bezzałogowe, w przypadku MGCS – lądowe i powietrzne.
Wspólnie prowadzone miały być także prace nad jednostkami napędowymi, systemami łączności i uzbrojeniem. Spoiwem systemów miały być chmury bojowe, w źródłach francuskich i niemieckich określane jako „suwerenny, interoperacyjny i skalowalny system wymiany informacji”.
Śmierć FCAS ogłosił kanclerz Friedrich Merz podczas otwarcia tegorocznej berlińskiej wystawy przemysłu lotniczo-kosmicznego ILA (nasze sprawozdania z ILA można przeczytać tutaj). Wprawdzie zarówno Francja, jak i Niemcy są zainteresowane kontynuacją w tej czy innej formie innych elementów FCAS, takich jak bezzałogowce, silniki, czujniki, a przede wszystkim chmura bojowa, ale z europejskich projektów samolotu bojowego następnej generacji pozostał tylko brytyjsko-włosko-japoński GCAP.
Natychmiast pojawiły się pytania o przyszłość MGCS, kolejnego programu notującego ciągłe opóźnienia i trapionego sporami kompetencyjnymi. Losy programu miało rozstrzygnąć planowane na lipiec spotkanie Francusko-Niemieckiej Rady do spraw Obrony i Bezpieczeństwa. Celem posiedzenia było opracowanie planu współpracy przemysłowej, koncentrującego się na mniejszej liczbie projektów, za to bardziej realistycznych i istotnych.
Delegacje niemieckiego i francuskiego ministerstwa obrony spotkały się 17 lipca w niemieckim Brühl. Jak poinformował niemiecki resort:
W ramach projektu Main Ground Combat System Niemcy i Francja opracują technologię niezależną od platformy, przeznaczoną dla przyszłych załogowych i bezzałogowych pojazdów opancerzonych oraz ich zintegrowanej współpracy z czołgami bojowymi
W praktyce oznacza to lustrzane odbicie końca FCAS. Obie strony będą opracowywać czołgi podstawowe następnej generacji na własną rękę, a wspólnie realizowane będą prace nad chmurą bojową i systemami bezzałogowymi. Jak nieco kpiąco zauważa serwis Hartpunkt, różnica sprowadza się do tego, że nikt nie chce jeszcze ogłaszać śmierci MGCS. Również po drugiej stronie Renu nie ma wątpliwości. Serwis Zone Militaire otwarcie pisze o końcu francusko-niemieckiego czołgu.
Utrzymanie Konfliktów jako serwisu wolnego od reklam Google to dla nas priorytet. Dzięki Waszemu wsparciu z Patronite i BuyCoffee udało się to do tej pory i chcielibyśmy, aby tak zostało.
Żeby działać bez reklam Google, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie. To próg, który pozwala nam skupić się na pracy. Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.
Nie spodziewamy się, że każdy będzie nas wspierał finansowo. Ale jeśli zdecydujecie się pomóc, zadbamy o to, by każda złotówka realnie pracowała na rozwój serwisu.
Nasze comiesięczne raporty finansowe możecie przeczytać tutaj.
Warto zatrzymać się nieco dłużej nad tym, co Berlin i Paryż chcą dalej robić razem. Jak wynika z kolejnego komunikatu niemieckiego ministerstwa obrony, w centrum stoją interoperacyjność i sieciocentryczność. W domenie powietrznej potwierdzono kontynuację prac nad chmurą bojową. Oprócz tego współpraca ma skupić się na zagwarantowaniu interoperacyjności „wszystkich europejskich systemów walki powietrznej”, w tym celu wypracowane mają zostać „europejskie standardy kierowania walką w warunkach sieciocentrycznych”.
W przypadku MGCS, oprócz dalszego rozwoju studium wykonalności programu badawczego poświęconego mieszanym zespołom platform załogowych i bezzałogowych, prace mają objąć także technologie autonomicznych bezzałogowych pojazdów lądowych. Trzecim polem francusko-niemieckiej współpracy ma być europejski system wczesnego ostrzegania realizowany w ramach inicjatywy JEWEL (Joint Early Warning for a European Lookout), zdolny do wykrywania nadlatujących pocisków balistycznych.
Epitafium dla MGCS
Program niemiecko-francuskiego czołgu następnej generacji ruszył w roku 2017, ale dopiero w roku 2023 przeszedł z „fazy dyplomatycznej do operacyjnej”. Oprócz czołgu podstawowego w oparciu o tę samą platformę powstać miały wóz dowodzenia i kierowania lądowymi bezzałogowcami, nosiciel dronów oraz wóz wsparcia. Do tego dochodziły systemy bezzałogowe i dowodzenia, rozpoznawcze i wskazywania celów na szeroką skalę wykorzystujące sztuczną inteligencję.
Od początku wielką bolączką programu były ciągłe opóźnienia. Początkowo nowy czołg miał trafiać do jednostek od roku 2035. Później termin ten został przesunięty na okres 2040–2045. Istotną przyczyną były ciągłe spory dyplomatyczne. Niemcy niby zostały państwem wiodącym projektu, oddając Francji kierownictwo w pracach nad FCAS/SCAF, ale Francuzi usiłowali wywalczyć dla siebie jak najwięcej w pracach nad czołgiem. Długo trwały spory o to, kto będzie liderem czterech spośród ośmiu głównych projektów realizowanych w ramach MGCS. Ostateczny rezultat był typowym „zgniłym kompromisem” i wyglądał następująco:
- Filar 1 – Platforma MGCS wraz z podwoziem i systemem automatycznej nawigacji ( kierownictwo niemieckie)
- Filar 2 – Działo, wieża i amunicja (kierownictwo francusko-niemieckie). W pierwszym etapie miały zostać opracowane różne krajowe systemy, a po testach porównawczych miał zostać wybrany jeden z nich.
- Filar 3 – Uzbrojenie pomocnicze, takie jak pociski kierowane (kierownictwo francuskie)
- Filar 4 – System łączności, dowodzenia i kontroli (kierownictwo francusko-niemieckie)
- Filar 5 – Środowisko symulacyjne (kierownictwo francusko-niemieckie)
- Filar 6 – Czujniki (kierownictwo francuskie)
- Filar 7 – Ochrona i obrona przed dronami (kierownictwo niemieckie)
- Filar 8 – Wsparcie, logistyka i infrastruktura (kierownictwo francusko-niemieckie)
Po kolejnych długich sporach Niemcy przystali na francuską koncepcję czołgu, lżejszego i bardziej mobilnego. Nie rozwiązało to jednak kwestii uzbrojenia głównego. Żadna ze stron nie zamierzała ustąpić. Francuzi naciskali na modułową armatę ASCALON o kalibrze 120 lub 140 milimetrów, Niemcy lobbowali za gładkolufową Rh 130 L/51 kalibru 130 milimetrów Rheinmetalla.
Nad Sekwaną źródła wszelkiego zła upatrywano właśnie w koncernie z Düsseldorfu, który dołączył do programu już po jego rozpoczęciu. Paryż nie chciał, żeby Rheinmetall współpracował z KNDS, czyli joint venture KMW i Nextera powołanym w celu opracowania MGCS. Kiedy jednak przychodzi do obrony interesów niemieckich koncernów, Berlin wykazuje się wyjątkową determinacją, nawet jeżeli z góry wiadomo, że może to przynieść kłopoty.
Tak też się stało, za co sporą winę ponosiły prywatne animozje między szefem Rheinmetalla Arminem Pappergerem a Frankiem Haunem, byłym prezesem KMW, a następnie szefem KNDS. Papperger regularnie kwestionował w mediach możliwość ukończenia prac nad MGCS i cały czas promuje własny czołg Panther KF51.
Warto zwrócić uwagę, że MGCS nie jest jedynym ambitnym programem pancernym, który w ostatnich latach zakończył się fiaskiem. Podobny los spotkał rosyjską uniwersalną platformę bojową Armata. Na bazie wspólnego podwozia Rosjanie chcieli opracować całą rodzinę wozów bojowych i towarzyszących. Najbardziej znanym jej przedstawicielem był czołg podstawowy T-14, ale trzeba też wspomnieć o ciężkim bojowym wozie piechoty T-15, całej rodzinie czołgów saperskich i wozów zabezpieczenia technicznego, a wreszcie haubicy samobieżnej Koalicyja-SW, która ostatecznie trafiła na zmodyfikowane podwozie T-90.
Co dalej?
Obie strony od dawna przygotowywały się na wypadek zamknięcia programu MGCS. Najwięcej chętnych było w Niemczech, a Papperger nie był nawet najbardziej agresywnym krytykiem współpracy z Francją. Nad Renem i Łabą dość powszechna była opinia, że Francuzi nie wnoszą wiele do jakiegokolwiek programu czołgowego. Nad Sekwaną z kolei to samo mówiono o niemieckim przemyśle lotniczym w kontekście FCAS/SCAF.
Niemcy są zdecydowanie w lepszej sytuacji. Już teraz realizowane są dwa programy pancerne. Pierwszym jest Leopard 2 A-RC 3.0, drugim – MARTE (Main ARmoured Tank of Europe), mający docelowo być owocem współpracy Niemiec z Belgią, Hiszpanią, Estonią, Finlandią, Grecją, Włochami, Holandią, Norwegią, Rumunią i Szwecją. Nie wiadomo jeszcze, który z tych czołgów stanie się Leopardem 3, jednak w obu projektach wiodącą rolę odgrywają KNDS Deutschland i Rheinmetall. Nie należy też zapominać, że koncern z Düsseldorfu ma jeszcze w zanadrzu KF51.
Sytuacja Francji wygląda gorzej, ale nie jest beznadziejna. Także w Paryżu poczyniono odpowiednie kroki. Ich efektem jest przedstawiony na tegorocznym Eurosatory czołg podstawowy CaPINT (CAPacité INTermédiaire). Ten przygotowany przez KNDS wóz jest hybrydą zmodernizowanego podwozia Leoparda 2A8 i nowej wieży bezzałogowej z działem ASCALON. Docelowo jednak CaPINT ma posłużyć jako punkt wyjścia do opracowania nowej platformy.
Główną zaletą tych wszystkich projektów jest prosty fakt, że mają zmaterializować się znacznie szybciej niż MGCS. MARTE ma być dostępny już w roku 2032 i wykorzystywać nową platformę, a nie po raz kolejny zmodyfikowane podwozie Leoparda 2. Od czasu napaści Rosji na Ukrainę Papperger regularnie podkreśla, że nowe czołgi potrzebne są już teraz, a nie za 20 lat.


