Arabia Saudyjska, Turcja i Pakistan podpisały dziś wspólne porozumienie obronne, według którego atak na jedno państwo jest interpretowany jako atak na wszystkie trzy. Media okrzyknęły nowy pakt „Muzułmańskim NATO”. Oficjalną nazwą jest Mekkańskie Wspólne Porozumienie Obronne. Szczegółów umowy nie znamy. Według wiceprezydenta Turcji Cevdeta Yılmaza porozumienie ma charakter ściśle obronny i nie jest wymierzone w jakiekolwiek państwo, nie wpływa również na inne zobowiązania Ankary.

Oczywiście poziom integracji jest daleki od poziomu NATO-wskiego i jeszcze długo będzie poza zasięgiem. Nie wiemy nawet, czy podjęto jakiekolwiek działania w tym zakresie. Niezależnie od czysto wojskowej warstwy umowa ma znaczący wydźwięk polityczny. Samo miejsce ceremonii, kolebka i najważniejsze miejsce islamu, ma pozycjonować jego członków jako kluczowe państwa w ummie – wspólnocie wyznawców islamu. Jest to też jedna z niewielu wartości łączących arabskie królestwo, islamską republikę i bardziej świecką, nawet pod Recepem Tayyipem Erdoğanem, Turcję.

Co skłoniło te państwa do współpracy? Wszystkie bez wątpienia obawiają się coraz agresywniejszej polityki Izraela i chaosu, z jakim mamy do czynienia w regionie. Jedną z głównych motywacji jest również wzmocnienie własnej pozycji, przede wszystkim na polu dyplomatycznym. Turcja to drugie co do wielkości siły zbrojne NATO, duży potencjał przemysłowy i silny gracz w obszarze wschodniego Morza Śródziemnego. Arabię Saudyjską można uznać za najsilniejszego gracza w świecie arabskim. Pakistan to 260 milionów mieszkańców i broń nuklearna. Skoordynowane działania tych państw mogłyby stanowić istotną siłę w całym regionie. Ale ta raczej byłaby dyplomatyczna niż stricte wojskowa.

W przypadku Arabii Saudyjskiej można założyć, że jednym z priorytetów jest stworzenie nowej architektury bezpieczeństwa w regionie. Rijad nie zerwie z Waszyngtonem, ale widzi, że całkowite opieranie się na tym sojuszniku ma wiele efektów ubocznych. Partnerzy z Rady Współpracy Zatoki Perskiej są zbyt słabi i niekiedy problematyczni. Za czasów pierwszej kadencji Donalda Trumpa doszło do ponad trzyletniego kryzysu dyplomatycznego z Katarem. ZEA grają we własną grę, wspierając przeciwne ugrupowania w Jemenie, a także Sudanie i Somalii. Oman natomiast woli być regionalnym negocjatorem.

Utrzymanie Konfliktów jako serwisu wolnego od reklam Google to dla nas priorytet. Dzięki Waszemu wsparciu z Patronite i BuyCoffee udało się to do tej pory i chcielibyśmy, aby tak zostało.

Żeby działać bez reklam Google, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie. To próg, który pozwala nam skupić się na pracy. Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.

Nie spodziewamy się, że każdy będzie nas wspierał finansowo. Ale jeśli zdecydujecie się pomóc, zadbamy o to, by każda złotówka realnie pracowała na rozwój serwisu.

Nasze comiesięczne raporty finansowe możecie przeczytać tutaj.

PAŹDZIERNIK BEZ REKLAM GOOGLE 66%

Turcja podobnie do Arabii Saudyjskiej ma duże ambicje regionalne. Działania w Syrii i Iraku to jedynie ich część. W ostatnim czasie Turcja dokonała również zbliżenia z Egiptem. Kraje do dzisiaj nie rozwiązały wszystkich sporów, jednak kwestie pragmatyczne okazały się ważniejsze. Mowa przede wszystkim o kwestiach gospodarczych i znaczeniu Egiptu w kwestii Strefy Gazy. Sojusz z Pakistanem i Arabią Saudyjską to dalsze umocnienie Turcji w regionie Bliskiego Wschodu i szansa na nowe kontrakty zbrojeniowe.

W przypadku Pakistanu warto wspomnieć, że kraj ten od lat jest blisko związany z Rijadem. Najlepszym dowodem tej przyjaźni jest fakt, że ponad 3‑milionowe miasto Fajsalabad nosi nazwę na cześć króla Fajsala ibn Abd al-Aziza, zamordowanego w 1975 roku saudyjskiego monarchy. Wcześniej aglomeracja nazywała się Lyallpur na cześć brytyjskiego wicegubernatora Pendżabu Jamesa Broadwooda Lyalla.

We wrześniu 2025 roku oba kraje zawarły pakt obronny, który można nazwać protoplastą obecnej umowy. Pakistan co prawda nie musi obawiać się Izraela, jednak Binjamin Netanjahu wspominał o chęci nawiązania bliższej współpracy z Indiami. Oba te kraje współpracują już na niwie wojskowej.

O ile Izrael bez wątpienia jest jednym z czynników zawarcia paktu, o tyle, patrząc na mapę, nietrudno zauważyć, że wszystkie te państwa łączy bliskość Iranu. Arabia Saudyjska od dawna musi mierzyć się z atakami Teheranu i jego sojuszników. Irańskie pociski naruszyły również przestrzeń powietrzną Turcji. W dodatku Ankara mierzyła się z Iranem w Syrii, gdzie oba państwa wspierały przeciwległe strony. Pakistan natomiast ma dużą mniejszość szyicką, w dodatku będącą dwunastowcami (uznającymi 12 imamów), czyli reprezentującą ten sam nurt co szyizm irański.

Kwestia Iranu pokazuje jednak, iż sojusz może mieć nisko zawieszony sufit. Arabia Saudyjska jest od tygodni atakowania przez Iran, a czy Pakistan jakkolwiek zareagował? Władze w Islamabadzie nie mają jakiegokolwiek interesu we wchodzeniu w konflikt czy nawet przesadnym antagonizowaniu Teheranu. Turcję, mimo licznych różnic, z Teheranem łączy kwestia kurdyjska. Oba państwa obawiają się jakichkolwiek zapędów separatystycznych. Ankara od lat zmaga się z Partią Pracujących Kurdystanu. O obawach Teheranu najlepiej świadczą doniesienia o tym, jakie plany do irańskich Kurdów miały Stany Zjednoczone i Izrael.

Według doniesień CNN Centralna Agencja Wywiadowcza planowała wsparcie militarne irańskich Kurdów. Docelowym planem operacji miało być wywołanie powstania w zachodniej części Iranu. Administracja amerykańska miała kontaktować się w tej sprawie z ugrupowaniami działającym w regionie. Według informacji The National siły amerykańskie i izraelskie zostały poproszone o wsparcie lotnicze w razie wybuchu walk. Na samym początku wojny irańskiej pięć kurdyjskich grup z Iranu ogłosiło powstanie koalicji pod nazwą Sojuszu Sił Politycznych Irańskiego Kurdystanu mającej na celu walkę z opresją Teheranu i działalność na rzecz samostanowienia narodu kurdyjskiego.

Liczbę Kurdów w Iranie szacuje się na 9 milionów. Jest to jednak zróżnicowana grupa, w której skład wchodzą sunnici, szyici, jak również wyznawcy synkretycznych religii takich jak bahaizm czy jarsanizm. Opozycyjne grupy zbrojne działają na terenie Iranu od rewolucji 1979 roku, a początków separatyzmu kurdyjskiego można doszukiwać się w czasach Pahlawich.

Czy w takim razie sojusz ten jest przełomem dla regionu czy jedynie wydmuszką? Na pewno hasełka o „muzułmańskim NATO” można schować między bajki. Nie wiemy, jak głęboko ma sięgać trójstronna współpraca. W dodatku obecne wydarzenia jasno pokazują limity tego układu. Pokazuje on jednak, iż państwa regionu chcą wypracować nową strukturę bezpieczeństwa, w dodatku robiąc to bez udziału aktorów zewnętrznych. Na ile to wypali? Czas pokaże. Nie należy się spodziewać, że mekkańskie porozumienie zmieni układ sił w regionie, ale być może zmieni nieco kształt regionalnej polityki.

US Army / Capt. Titus Firmin