Izrael rozpoczął wycofywanie sił z części terytoriów Libanu, określanych jako „regiony pilotażowe”. W ich miejsce wkraczają oddziały wojsk libańskich. Jednocześnie w Waszyngtonie przebywa prezydent Michel Aoun, który ma przedstawić Donaldowi Trumpowi plan rozbrojenia Hezbollahu.
Koncepcja „regionów pilotażowych” została zawarta w porozumieniu z 26 czerwca. Według umowy niewielka część terytoriów okupowanych przez Izrael zostanie przekazana oddziałom libańskim, które mają zapewnić porządek na tych ziemiach. Cała operacja odbywa się w koordynacji z Izraelem i Stanami Zjednoczonymi, które razem z Libanem tworzą Radę Koordynacji Wojskowej w Libanie.
Celem wojska libańskiego na odzyskanych terytoriach jest likwidacja pozostałej broni i infrastruktury Hezbollahu. Następnie żołnierze będę musieli powstrzymać bojowników przed powrotem na te terytoria. Obecnie program pilotażowy odbywa się w trzech wioskach, Froun, Srifa i Zawtar Al-Gharbijja, mówimy więc o mikroskopijnej skali całego projektu. Ten zresztą już teraz zaliczył pierwsze, niewielkie potknięcie. Wojska libańskie miały przekroczyć granicę strefy o około 150 metrów. W odpowiedzi Cahal zaczął stosować strzały ostrzegawcze. Nikomu nic się nie stało, a żołnierze Kraju Cedrów wycofali się do wskazanej strefy.
Earlier today, IDF soldiers operating in the Security Zone in southern Lebanon identified Lebanese Armed Forces personnel, accompanied by an engineering vehicle, who crossed ~150 meters into the Security Zone and breached barriers in the area of Zawtar al-Sharqiyah, contrary to…
— Israel Defense Forces (@IDF) July 21, 2026
Departament Stanu określił uruchomienie projektu jako „kamień milowy”. Biorąc jednak pod uwagę obszar, za który mają odpowiadać siły libańskie, można uznać to za przesadę. Z drugiej strony, jeśli projekt się powiedzie, możliwe, że coraz więcej ziemi libańskiej trafi w ręce prawowitych właścicieli. Izrael co do zasady nie rości sobie praw do tych terytoriów, jednak nie jest szczególnie chętny się z nich wycofywać.
Utrzymanie Konfliktów jako serwisu wolnego od reklam Google to dla nas priorytet. Dzięki Waszemu wsparciu z Patronite i BuyCoffee udało się to do tej pory i chcielibyśmy, aby tak zostało.
Żeby działać bez reklam Google, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie. To próg, który pozwala nam skupić się na pracy. Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.
Nie spodziewamy się, że każdy będzie nas wspierał finansowo. Ale jeśli zdecydujecie się pomóc, zadbamy o to, by każda złotówka realnie pracowała na rozwój serwisu.
Nasze comiesięczne raporty finansowe możecie przeczytać tutaj.
Oczywiście najwięksi z licznych izraelskich jastrzębi mają w tym zakresie inne zdanie. W marcu Becalel Smotricz mówił, że nowe granice Izraela powinny być na libańskiej rzece Litani. W praktyce jednak taki scenariusz jest mało prawdopodobny.
Bardziej prawdopodobne wydaje się utrzymanie obecnego stanu zawieszenia, podobnego do sytuacji w Syrii i Strefie Gazy. Izrael nie ogłosił aneksji zajętych terytoriów, jednak perspektywa ich opuszczenia pozostaje odległa. Warunkiem wycofania się Cahalu z Libanu jest rozbrojenie Hezbollahu. Historia prób pozbycia się proirańskiej bojówki z kraju sięga dekad. Teoretycznie już porozumienia z Taif kończące wojnę domową zakładały rozbrojenie milicji. W 2006 roku również poruszano tę kwestię, tak samo jak w 2025 roku. Porozumienie z 2026 roku jest więc spadkobiercą nie byle jakich tradycji.
Lebanese President Joseph Aoun: „I’ve been looking forward to this visit for a long time — meeting such a great President like yourself.”@POTUS: „See? He knows how to get to me.” 🤣 pic.twitter.com/6ZgF82QgEf
— Rapid Response 47 (@RapidResponse47) July 21, 2026
Możliwe, że niedługo dowiemy się czegoś więcej w tej sprawie. Libański prezydent Michel Aoun przebywa w Stanach Zjednoczonych, gdzie miał dyskutować z Trumpem na temat rozbrojenia Hezbollahu i dalszego wycofywania Cahalu. Partia Boga oczywiście nie zamierza oddawać broni, a niektórym jej członkom zdarzało się nawet grozić wojną domową. Pozbycie się Hezbollahu wzmocniłoby państwo libańskie, niezależnie jednak od przedstawionego planu, jego realizacja będzie bardzo trudnym wyzwaniem.
Przypomnijmy, że od 1978 roku w Libanie działa oenzetowska misja UNIFIL, w której Polska ma kontyngent. Oddziały Błękitnych Hełmów, pomimo liczebności sięgającej około 7 tysięcy żołnierzy, nie okazały się szczególnie przydatne w zapobieganiu licznym konfliktom na terytorium Libanu. Co gorsza, kilkunastu żołnierzy sił pokojowych zginęło z rąk Izraelczyków w ostatnich latach.
Unia Europejska przejmie UNIFIL?
W sprawie UNIFIL-u wypowiedział się minister spraw zagranicznych Niemiec Johann Wadephul. Według polityka Unia Europejska powinna się zastanowić, czy nie przejąć odpowiedzialności od ONZ za sytuację w południowym Libanie. Na ten moment mówimy o luźno rzuconym pomyśle, który nie wyszedł spoza kuluarów. Taki scenariusz byłby ciekawy, chociaż mało prawdopodobny.
⚡️🇩🇪🇱🇧🇮🇱 —German Foreign Minister Johann Wadephul has proposed replacing the expiring UNIFIL peacekeeping mission in Lebanon with an EU-mandated force to prevent a security vacuum and ensure Hezbollah cannot return to areas vacated by the IDF, — THE JERUSALEM POST.
➡️ With the… pic.twitter.com/DzN0yjDFHl
— MaxOsint Intel (@maxosintintel) July 17, 2026
Potencjalny EUFOR Liban musiałby mieć szersze uprawnienia od UNIFIL-u, żeby działać skuteczne. To wiązałoby się z możliwością starć z Hezbollahem i wplątaniem Europejczyków w bliskowschodnie konflikty. Z drugiej strony przejmowanie działań UNIFIL-u na bliźniaczych zasadach spowoduje jedynie, że zamiast krytykować ONZ, zacznie się narzekać na Unię Europejską. Pamiętajmy, że Cahal ostrzeliwał już europejskich członków UNIFIL-u, więc wątpliwe, że sama zmiana flag wywoła zauważalne konsekwencje.
Sam pomysł aktywniejszego udziału Unii Europejskiej nie jest jednak zły. Stary Kontynent odczuwa niemal każdy konflikt w regionie, czy to gospodarczo czy migracyjnie. Z tego powodu wypracowanie wspólnej polityki bliskowschodniej opłaciłoby się każdej ze stolic. W praktyce nawet zjednoczona Europa nie miałaby ułamku wpływów, jakie obecnie mają Stany Zjednoczone w regionie, ale EUNAVFOR „Aspides” pokazuje, że pewne ograniczone i rozsądne działanie może mieć sens, chociażby w celu rozruszania skostniałego systemu.