Już od niemal tygodnia izraelscy osadnicy utrzymują oblężenie położonej na Zachodnim Brzegu wsi Kusra. Miejsce to jest symbolem kolejnej fali przemocy osadników wobec Palestyńczyków, dziejącej się przy słabo skrywanym przyzwoleniu władz Izraela. Na swoją bezsilność w zmaganiach z osadnikami mają narzekać nawet żołnierze Cahalu.

Terror osadniczy na Zachodnim Brzegu ma charakter ciągły. Incydenty trwają cały czas i zazwyczaj mają rozproszony charakter. O ile walka toczy się z obu stron, o tyle za najwięcej incydentów odpowiada społeczność osadnicza.

Ekspansja Izraelska ma dwie twarze. Ta bardziej regularna, chociaż nadal nielegalna wedle prawa międzynarodowego, opiera się na rządowych projektach budowy osiedli na terenach palestyńskich, które często są zwykłymi na pierwszy rzut oka miastami. Ta druga natomiast to oddolne działania radykalnych grup, które dosłownie z dnia na dzień potrafią pojawić się na danym obszarze. Oprócz zajmowania terytoriów należących do Palestyńczyków osadnicy atakują również lokalne społeczności w celu zmuszenia ich do wyprowadzki. Działania są nielegalne nawet w świetle prawa izraelskiego, w praktyce jednak państwo przymyka oko na akcje radykałów.

Jednym z najnowszych i najgłośniejszym w ostatnim czasie starć jest oblężenie Kusry. Cała sytuacja miała początek w niedzielę 9 sierpnia. Osadnicy otoczyli i odcięli wioskę od świata, chcąc w ten osób zmusić ludność do ucieczki. Oprócz samego transportu Palestyńczycy zostali odcięci również od prądu i wody. Wojsko izraelskie kilkakrotnie usunęło napastników, jednak ci zawsze wracali tuż po wycofaniu się żołnierzy. Jest to popularne zjawisko, wynikające przede wszystkim z braku realnych sankcji grożących za takie działania. Osadnicy zazwyczaj nie są nawet aresztowani.

Za pierwszym razem żołnierze usuwający blokadę Kusry działali bardzo powoli i nawet wspólnie modlili się z osadnikami. Cały proces trwał aż dwa dni. Za drugim razem trwał dobę. W czwartek 13 sierpnia Cahal ogłosił Kusrę zamkniętą strefą wojskową. Ruch ten miał na celu bronić mieszkańców przed osadnikami, jednak równocześnie wymagał oczyszczenia całej osady. Po 10 godzinach pozwolono Palestyńczykom wrócić do domów. Te jednak miały znajdować się w całkowitym chaosie, co najprawdopodobniej wynikało z przeszukania budynków przez żołnierzy. Pojawiły się nawet oskarżenia o kradzież znajdujących się tam pieniędzy.

Cała sytuacja nabrała wymiaru politycznego. W piątek członek Knesetu Ofer Kasif starał się przedostać na teren wsi i został wpuszczony dopiero po 20 minutach. Oprócz spotkania się z mieszkańcami Kasif dostarczył im również wodę, żywność i leki.

– Tak właśnie wygląda apartheid, tak właśnie wygląda okupacja – powiedział Kasif. – Będziemy nadal walczyć z terrorem okupacji i o sprawiedliwy pokój.

Kasif należy do Hadaszu, skrajnie lewicowej, komunistycznej partii wspierającej rozwiązanie dwupaństwowe. Jest to margines izraelskiej polityki. Ugrupowanie ma zaledwie trzech członków w 120-osobowym parlamencie. W 2022 Hadasz stworzył wspólną listę z arabską nacjonalistyczną partią Ta’al, również wspierającą niepodległą Palestynę.

Utrzymanie Konfliktów jako serwisu wolnego od reklam Google to dla nas priorytet. Dzięki Waszemu wsparciu z Patronite i BuyCoffee udało się to do tej pory i chcielibyśmy, aby tak zostało.

Żeby działać bez reklam Google, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie. To próg, który pozwala nam skupić się na pracy. Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.

Nie spodziewamy się, że każdy będzie nas wspierał finansowo. Ale jeśli zdecydujecie się pomóc, zadbamy o to, by każda złotówka realnie pracowała na rozwój serwisu.

Nasze comiesięczne raporty finansowe możecie przeczytać tutaj.

PAŹDZIERNIK BEZ REKLAM GOOGLE 66%

Bardziej istotne okazały reperkusje międzynarodowe. Mike Huckabee, amerykański ambasador w Izraelu, znany ze skrajnie proizraelskiej postawy, potępił działania w Kusrze nazywając je „przerażającym aktem terroru”. Stany Zjednoczone naciskały również na Netanjahu, by publicznie potępił te działania. To na ten moment się nie wydarzyło. Koalicjanci Netanjahu nie byliby zadowoleni z takiej wypowiedzi, a i sami wyborcy Likudu do umiarkowanych nie należą.

Ambasador Izraela w Stanach Zjednoczonych Jechiel Leiter jako pierwszy potępił działania „chuliganów”. Warto jednak zerknąć na ton jego wypowiedzi. Ambasador mówi, że zasiedlanie ziem Izraela jest obowiązkiem, jednak powinno to być robione sprawiedliwie. Cała retoryka wpasowuje się w izraelską mitologię narodową, w której terytoria Izraela i Palestyny były niczym nieużytki oczekujące na ludzi mających zbudować tam swoje obiecane przez Boga państwo. Jest to nawiązanie do cytatu: „Ziemia bez ludzi dla ludzi bez ziemi”, znanego od czasów wczesnego syjonizmu, chociaż jego znaczenie historyczne podlega dyskusji.

Pewną deklaracją jest również działania Jakowa Liwnego, obecnie zastępcy dyrektora do spraw dyplomacji publicznej w izraelskim MSZ. Były ambasador w Polsce, znany przede wszystkim z kontrower­syj­nych wypowiedzi, spotkał się z przedsta­wi­cie­lami osadników. W mediach społecznoś­cio­wych ogłosił nawet, że „Judea i Samaria są w sercu Ziem Izraela”. Do spotkania doszło w dniu, kiedy rozpoczęło się oblężenie Kusry, toteż najpewniej jedno nie wynika z drugiego. Obecna fala przemocy trwa jednak dłużej, a takie działania pokazują, że dyplomacja izraelska, zamiast starać się przykryć izraelską ekspansję, jest w stanie nawet ją nagłaśniać.

Anarchia na zamówienie

Cahal poinformował, że przyjrzy się zachowaniu swoich żołnierzy. Jak pokazuje przykład zabitego niemal dwa lata temu Damiana Sobóla i sześciorga jego towarzyszy, takie deklaracje nie są tożsame z realnymi działaniami. Z drugiej strony warto zaznaczyć, że część wojskowych nie jest zadowolona z realiów służby na terytoriach Palestyny. Autorytet Cahalu wśród osadników jest minimalny, a część żołnierzy sympatyzuje z zachowaniami, które teoretycznie mają zwalczać. Problem ten dotyczy również oficerów.

Siedliskiem problemów są Hagmar – regionalne oddziały stacjonujące na Zachodnim Brzegu, składające się przede wszystkim z rezerwistów pochodzących ze społeczności osadniczych, zarówno tych „legalnych”, jak i dzikich. Jeden oficer wspomina, jak podczas interwencji związanej z atakiem na Palestyńczyka został poszczuty psem przez młodych Izraelczyków. Mężczyzna przedstawiający się jako członek Hagmaru i właściciel nielegalnego przysiółka zagroził, że młodzieńcy oskarżą go o molestowanie, jeśli nie opuści terenu.

Oficer nagrał konfrontację na kamerze osobowej i zgłosił sprawę do przełożonego. Dowódca jego brygady kazał jednak pogodzić się z członkiem Hagmaru, a nawet zorganizował spotkanie z nim. Inni żołnierze wspominają też o przypadkach, gdzie Hagmarowcy uczestniczyli w atakach, odmawiali działań przeciwko osadnikom, powstrzymywali innych żołnierzy przed wykonywaniem zadań czy stawiali nieautoryzowane checkpointy. Ludzie ci mają dostęp do wojskowych informacji, co tym bardziej sabotuje działania Cahalu.

– Nie zapobiegamy terroryzmowi, to bzdura – powiedział jeden z dowódców rezerwy. – Podczas całego naszego pobytu doszło może do dwóch aresztowań osób uznanych za terrorystów Hamasu. Cała reszta polegała na konfrontacji z Żydami szukającymi prowokacji.

Trudno się dziwić frustracji części żołnierzy. Spora część ich wysiłków idzie na marne, ich głównymi przeciwnikami są rodacy, ich działania sabotują ludzie noszący takie same mundury. Przypadek Kusry również pokazuje, jaką farsą jest funkcjo­no­wa­nie Cahalu na Zachodnim Brzegu. Państwo, działając na pół gwizdka, nie likwiduje problemu, jednak nadal musi angażować czas i środki na w gruncie rzeczy bezproduktywne akcje. Oczywiście, jak wspomniał cytowany żołnierz, Cahal wykonuje też bardziej istotną pracę, ale system jest daleki od optymalnego.

Co gorsza, sytuacja wynika z przyczyn politycznych, a problemy wewnątrz wojska są jedynie objawami ułomności na wyższym poziomie. Problem z radykałami w wojsku istnieje w każdym kraju. Niemcy mieli neonazistów w KSK, a i w Polsce mieliśmy przypadki żołnierzy o poglądach, które można uznać za niebezpieczne. Cahal jest wojskiem opierającym się na służbie prawie każdej części społeczeństwa. Mimo to pula żołnierzy jest ograniczona, mówimy wszak o małym państwie (a do tego charedim są wyłączeni z poboru, co samo w sobie powoduje tarcia i kontrowersje). W ostat­nich latach pojawiły się już doniesienia o przeciążeniu rezerwistów.

Wydaje się jednak, iż głównym powodem patologii nie są problemy kadrowe, ale przyzwolenie na patologie. Rząd Netanjahu wielokrotnie pokazywał niezdolność do skutecznego zwalczania zjawiska, co w sporej mierze wynika ze składu i poglądów obecnej koalicji. Inne rządy również nie rozwiązały tego problemu; nawet kiedy podejmowano próby, były one mocno powierzchowne. Ostatnie lata to okres, w którym skala zjawiska nie ma precedensu.

Wczoraj minister obrony Jisrael Kac ogłosił, że Cahal przygotuje plan, wedle którego to policja miałaby odpowiadać za egzekwowanie prawa wobec Izraelczyków. W tej sytuacji siły zbrojne zajmowałyby się jedynie obroną granic i walką z terroryzmem. Na ten moment mówimy jedynie o propozycji, a decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła. Taka reforma nie rozwiąże jednak problemu. Policja już teraz odpowiada za śledztwa na terytoriach okupowanych, ale ich efektywność, jak widać, pozostawia wiele do życzenia. Hagmarowcy w takiej sytuacji może zostaliby odsunięci od działań wobec osadników, jednak nadal mogliby działać samowolnie.

Ruch ten według Kaca zwiększy praworządność na terytorium Judei i Samarii (czyli Zachodniego Brzegu). Może również zostać odczytany jako kolejny krok na drodze do aneksji palestyńskich terytoriów przez Izrael. Rozszerzenie cywilnego zarządzania obszarem upodobniłoby status tych ziem do terytoriów izraelskich. Ponadto według niektórych lewicowych polityków celem jest to, żeby wojsko nie miało prawa interweniować w takich sytuacjach, tym samym dając większą swobodę osadnikom.

x.com/idfonline