Jak poinformował przed kilkunastoma minutami The Washington Post, u wybrzeży Kuby doszło do wymiany ognia między kubańskimi siłami ochrony pogranicza a niezidentyfikowanymi osobami znajdującymi się na zarejestrowanej w Stanach Zjednoczonych motorówce. Według komunikatu kubańskiego ministerstwa spraw wewnętrznych załoga motorówki ostrzelała pograniczników. Ci odpowiedzieli ogniem. Cztery osoby na motorówce zginęły, a sześć zostało rannych.
Do incydentu doszło dziś rano czasu lokalnego opodal prowincji Villa Clara na Kubie. Gdy zarejestrowana na Florydzie jednostka zbliżyła się na odległość jednej mili morskiej do północnego wybrzeża Kuby, została przechwycona przez patrol ochrony pogranicza, który chciał zidentyfikować intruzów. W tym momencie z motorówki padły strzały. Po stronie kubańskiej jedyną ofiarą jest dowódca jednostki patrolowej, który został ranny. Ranni po obu stronach zostali ewakuowani w celu udzielenia pomocy medycznej. Informacje o ich stanie nie są znane.
Nie jest jasne, dlaczego motorówka zbliżyła się do Kuby, a tym bardziej – dlaczego jej załoga wdała się w wymianę ognia z pogranicznikami. WaPo podaje, iż amerykański Departament Stanu odmówił komentarza. Władze Kuby oświadczyły jedynie, iż wszczęły dochodzenie.
– W obliczu obecnych wyzwań Kuba potwierdza swoją determinację w ochronie swoich wód terytorialnych, opierając się na zasadzie, że obrona narodowa jest fundamentalnym filarem państwa kubańskiego, chroniącym jego suwerenność i zapewniającym stabilność w regionie – oświadczyło ministerstwo. Nie da się ukryć, że sprawa jest tajemnicza. Na razie nie ma potwierdzenia przebiegu wydarzeń z innych źródeł.

Prowincja Villa Clara oznaczona na czerwono. Czarne koło wskazuje Hawanę.
(TUBS, Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported)
„Obecne wyzwania” to wysoki poziom napięć na linii Hawana–Waszyngton. Zwłaszcza w ostatnich tygodniach, po obaleniu i pojmaniu wenezuelskiego dyktatora Nicolása Maduro, embargo na ropę naftową nałożone przez Donalda Trumpa (której jedynym źródłem dla Kuby była właśnie Wenezuela) pogłębia trwający od lat kryzys humanitarny.
Już w ubiegłym miesiącu Trump zasugerował, że Kuba, uzależniona od taniej wenezuelskiej ropy, powinna zawrzeć porozumienie z USA. Niewypowiedziana, ale wyraźnie widoczna groźba jest jednoznaczna: Waszyngton nie cofnie się przed działaniami „kinetycznymi” w Hawanie na wzór tych, które widzieliśmy w Caracas.
Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.
Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.
Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.
W poście w swoim serwisie społecznościowym Truth Social Trump napisał, że „Kuba przez wiele lat żyła z ogromnych ilości ROPY i PIENIĘDZY z Wenezueli” i że w zamian „zapewniała «Usługi Bezpieczeństwa» dwu ostatnim wenezuelskim dyktatorom”. Dalej Trump przypomina, że większość Kubańczyków chroniących Nicolása Maduro zginęła w toku operacji „Absolute Resolve” (nieoficjalne źródła sugerują, że było to około 40 osób) i że „Wenezuela nie potrzebuje już ochrony zapewnianej przez bandytów i szantażystów”.
Podsumowanie tego wywodu jest iście w stylu Trumpa: „Wenezuela ma teraz Stany Zjednoczone Ameryki, najpotężniejszą armię na świecie (zdecydowanie!), która ją chroni, i ją ochronimy. NA KUBĘ NIE BĘDZIE TRAFIAĆ WIĘCEJ ROPY ANI PIENIĘDZY – ZERO! Zdecydowanie sugeruję, żeby [Kubańczycy] zawarli umowę, ZANIM BĘDZIE ZA PÓŹNO. Dziękuję za uwagę w tej sprawie”.
Nie należy mieć wątpliwości co do tego, czy Trump wykaże jakieś skrupuły w kwestii siłowej zmiany władzy na wyspie. Pod względem możliwości operacyjno-taktycznych w ogóle nie ma o czym dyskutować. Pod względem podejścia do polityki międzynarodowej – także. Kuba od dziesięcioleci jest dla USA furtką dla wroga na własnym podwórku (dość wspomnieć kryzys kubański). A sekretarz stanu Marco Rubio (syn kubańskich imigrantów) wprost oświadczył, że USA chcą otaczać się przyjaznymi państwami, co stanowi bezpośrednią groźbę wobec Kubańczyków.
Inny syn kubańskich imigrantów, Mario Díaz-Balart, członek Izby Reprezentantów ze stanu Floryda, napisał na Twitterze, iż „tyrania na Kubie nie przetrwa drugiej kadencji” Trumpa, a wyspa „będzie wolna po dziesięcioleciach nieszczęść, tragedii i bólu”.
Abstrahując od perspektyw geopolitycznych, trzeba też spojrzeć na sytuację w polityce krajowej. Na Florydzie, gdzie kubańska diaspora liczy ponad 1,6 miliona osób, Kuba i stosunek do niej to jedna z fundamentalnych kwestii politycznych. Siłowa zmiana ustroju na wyspie mogłaby zagwarantować republikanom, że stan pozostanie „czerwony” (to, jak na ironię, barwa Partii Republikańskiej) na długie lata. Jest o co walczyć, w wyborach prezydenckich Floryda oferuje 30 głosów elektorskich, a do wygranej potrzeba 270. Para Trump/Vance zdobyła w tym stanie 56% głosów.
Z tego względu nie tylko republikanie pochodzący z Kuby zaczynają się wypowiadać w tym tonie. Senator Rick Scott, były gubernator stanu, oświadczył, że „należy powiedzieć, iż mamy okazję dla demokracji także na Kubie”.
W reakcji na komentarze Trumpa prezydent Kuby Miguel Díaz-Canel napisał na Twitterze: „Kuba to naród wolny, niepodległy i suwerenny. Nikt nie będzie nam dyktował, co mamy robić. Kuba nie atakuje, ale jest atakowana przez USA od 66 lat; [Kuba] nie stanowi zagrożenia, przygotowuje się, gotowa bronić ojczyzny do ostatniej kropli krwi”. Podkreślił też, że USA „nie mają moralnego prawa oskarżać Kuby o cokolwiek”.
No tienen moral para señalar a Cuba en nada, absolutamente en nada, quienes convierten todo en negocio, incluso las vidas humanas.
Quienes hoy drenan histéricos contra nuestra nación lo hacen enfermos de rabia por la decisión soberana de este pueblo de elegir su modelo político.
— Miguel Díaz-Canel Bermúdez (@DiazCanelB) January 11, 2026
Minister spraw zagranicznych Bruno Rodríguez Parrilla dodał, że „Kuba nie otrzymuje i nigdy nie otrzymywała rekompensaty pieniężnej ani materialnej za usługi bezpieczeństwa świadczone innemu państwu”, a do tego „w przeciwieństwie do USA” nie ma u steru ludzi, „którzy byliby skłonni do działalności najemniczej, szantażu lub stosowania przymusu środkami wojskowymi wobec innych krajów”.
Sam Trump przestał się bawić w pozory. W wywiadzie dla New York Timesa stwierdził, że „nie potrzebuje prawa międzynarodowego” i że ogranicza go jedynie „własna moralność, własny umysł”. Ogłoszona niedawno, a już osławiona doktryna Donroe jest wyraźnym przejawem tego podejścia.
Wracając do dzisiejszego incydentu: być może Kubańczykom udało się udaremnić jakąś operację zorganizowaną przez CIA i mającą na celu podkopanie fundamentów władzy w Hawanie albo też z prowokacją przygotowującą grunt pod działania zbrojne. Ale z drugiej strony równie dobrze mogła to być samowolna misja członków kubańskiej diaspory pragnących wyciągnąć krewnych z komunistycznego kraju, na wzór słynnej operacji Orestesa Lorenzo, który wrócił na Kubę za sterami Cessny 310, aby ewakuować żonę i syna (tyle że dziesięć osób na pokładzie sugerowałoby raczej, iż motorówka była już w drodze powrotnej). Albo też grupa mieszkańców Florydy wpadła na fatalny pomysł na przygodę i nie przewidziała jego konsekwencji.
Trzeba też przypomnieć, że siły amerykańskie na rozkaz administracji Trumpa regularnie niszczą prywatne łodzie motorowe na Pacyfiku i Karaibach. Łodzie te rzekomo wykorzystywane są do przemytu narkotyków, ale do tej pory nie przedstawiono żadnych konkretnych dowodów mogących podeprzeć to oskarżenie. Od września poinformowano o 42 takich atakach, w których zginęło około 150 osób. Do ostatniej takiej sytuacji doszło dwa dni temu.