Podpisany na początku grudnia w Waszyngtonie układ między Rwandą a Demokratyczną Republiką Konga miał być wielkim sukcesem gospodarzy. Prezydent Donald Trump chwalił porozumienie jako kamień milowy dla budowy pokoju w Afryce. Szybko jednak okazało się, że to kolejny papierowy pokój, który nie wpłynął znacząco na sytuację na pograniczu. Bojownicy M23 kontynuowali marsz na południe i przeprowadzili największą demonstrację siły od czasu zdobycia Gomy – wejście do Uviry, a następnie opuszczenie jej na własnych warunkach.

Przejęcie kontroli nad miastem miało wymiar symboliczny. Wysłało jednoznaczny sygnał do sąsiedniego Burundi, które już wcześniej ostrzegało że operacje na pograniczu spotkają się ze zdecydowaną reakcją. Do odpowiedzi zbrojnej na szeroką skalę jednak nie doszło. Bojownicy M23 wkroczyli do Uviry, zmuszając Kongijczyków do odwrotu.

Rzecznik M23 Willy Ngoma stwierdził, że wycofanie się z Uviry jest aktem dobrej woli związanym z zadowalającym przebiegiem rozmów w Katarze. Odwrót bardziej przypomina jednak przedstawienie dla zagranicznych obserwatorów niż faktyczną zmianę układu sił. Według różnych źródeł rebelianci wycofali się na odległość 5–9 kilometrów od miasta. Zabudowania nadal znajdują się w zasięgu ich artylerii.

Wyjście bojowników z miasta nie oznaczało też pełnego porzucenia przez M23 strategicznie ważnego ośrodka. Ulice nadal patrolują członkowie rebelianckiej policji i nieumundurowani mężczyźni ze służb specjalnych. Bojownicy utrzymują, że ich nadrzędnym celem jest ochrona kongijskich Tutsich przed prześladowaniem ze strony Kinszasy.

Ale odwrót nie odbył się bez przeszkód. Kongijczycy, prawdopodobnie nie wierząc w dobrą wolę M23, ostrzeliwali kolumny rebeliantów. W atakach brały udział również siły burundyjskie, które zaatakowały Minembwe w Kiwu Południowym. Przedstawiciele Burundi potwierdzili, że granica z DRK jest zamknięta, a ruch cywilów ograniczony, jednak nie potwierdzili doniesień o prowadzeniu działań bojowych na pograniczu. Ogień kierowany był również na Mikenke – obszar, na który wycofywali się bojownicy.

Rzecznik M23 Lawrence Kanyuka oświadczył, że Burundyjczycy zaatakowali, wykorzystując drony i samoloty uderzeniowe Su-25. Mimo tych ataków rebelianci ogłosili jednostronne zawieszenie broni. Ma to być kolejny gest dobrej woli związany z trwającymi rozmowami w Katarze.

Wymuszenie uznania

Stojący na czele Sojuszu Rzeki Kongo, grupy będącej elementem koalicji M23, Corneille Nangaa (na zdjęciu tytułowym) oświadczył, że bojownicy byli gotowi wycofać się… na prośbę Stanów Zjednoczonych. Nie wiadomo, czy Waszyngton uczestniczył w rozmowach związanych z sytuacją w Uvirze. Do tej pory państwa niezaangażowanie bezpośrednio w konflikt na wschodniej granicy DRK unikały bezpośrednich rozmów z rebeliantami. Przyjmując stanowisko zbieżne z linią Kinszasy, ich przedstawiciele domyślnie uznawali, że prawdziwą stroną jest Rwanda. Wejście w bezpośrednie kontakty mogłoby być odczytanie jako uznanie M23 za faktyczną siłę, z którą można negocjować.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

MARZEC BEZ REKLAM GOOGLE 90%

Nie oznacza to, że przedstawiciele M23 są całkowicie izolowani politycznie. Uczestniczą w rozmowach z przedstawicielami DRK w Katarze, z którymi jednak nie są wiązane duże nadzieje. Bez zaangażowania czynników zewnętrznych trudno wyobrazić sobie złamanie oporu bojowników. Różnica w wyposażeniu i wyszkoleniu między rebeliantami a żołnierzami jest zbyt mała, żeby możliwe było rozwiązanie konfliktu metodą siłową.

Bezpośrednie rokowania również prawdopodobnie nie przyniosą zakończenia wojny. Kinszasa nie może pozwolić sobie ustępstwa terytorialne. Jakiekolwiek złagodzenie stanowiska oznaczałoby groźbę implozji z Katangą jako pierwszą prowincją, która próbowałaby ogłosić secesję. Bardziej prawdopodobne jest utrzymanie w najbliższej przyszłości stanu zawieszenia, w którym M23 kontrolują parapaństwo na pograniczu.

Działania wokół Uviry mają duże znaczenie dla całego regionu. Oddalone o 20 kilometrów od Bużumbury miasto stanowi, z perspektywy sąsiedniego Burundi, kluczowe przejście graniczne dla wymiany handlowej. Kraj zamknął granicę z Rwandą i Tanzanią, dlatego szlaki z DRK uznawane były za strategicznie ważne. Bez ustabilizowania sytuacji w Kiwu Południowym Burundi pozostaje odcięte od dostaw lądowych, co bardzo szybko może przerodzić się w kolejny kryzys w Afryce Wschodniej.

Problemem z ustabilizowaniem wschodniej granicy DRK jest brak woli politycznej i presji wojskowej. Nie ma mechanizmu mogącego wymusić na Kigali zerwanie współpracy z M23. Obecna sytuacja jest dla Rwandyjczyków zbyt korzystna, utworzenie buforu na pograniczu zapewniło niemal nieograniczony dostęp do bogactw naturalnych regionu. Szybki sukces ofensywy bojowników wzbudzał zaniepokojenie Ugandy i Burundi. Napięcia grożą wybuchem trzeciej wojny kongijskiej, która pociągnęłaby cały region w otchłań przemocy. Dlatego społeczność międzynarodowa stara się negocjować z Rwandą, ale jednocześnie zadać skuteczny cios bojownikom bez bezpośredniej interwencji zbrojnej.

Stany Zjednoczone próbują uderzyć w finansowe zaplecze bojowników, obejmując sankcjami podmioty zaangażowane w rabunkową eksploatację kopalń w pobliżu miasta Rubaya w Masisi. Nie są to jednak działania mogące realnie wpłynąć na sytuację w DRK. „Krwawy kobalt” od lat przenika do łańcuchów dostaw, a sankcje jedynie sprawią, że bojownicy znajdą okrężną drogę do punktów skupu. Całkowita kontrola nad pasem ziemi wokół jeziora Kiwu umożliwia swobodne wydobycie i transfer minerałów do Rwandy, która może dzięki temu czerpać ogromne zyski z kongijskich złóż.

Samuel Ngendahimana / Alamy