Indyjsko-pakistańskie starcia z maja ubiegłego roku stały się odskocznią do promocji chińskiego myśliwca J-10, ale nie tylko. Inny bohater tych walk, chińsko-pakistański JF-17, zaczyna doganiać, a nawet przeganiać J-10, przynajmniej pod względem liczby deklarowanych kontraktów. Według Reutersa kupnem samolotu są zainteresowane Bangladesz i Arabia Saudyjska. Ta ostatnia informacja jest sporym zaskoczeniem.

Reklama jest dźwignią handlu, a możliwości promowania swojego sprzętu jako sprawdzonego w boju nie pominie żadna firma. O J-10CE zrobiło się głośno, po tym jak Pakistan przypisał maszynom tego typu zestrzelenie przynajmniej jednego indyjskiego Rafale’a. Do tej pory zainteresowanie nabyciem chińskich myśliwców formalnie wyraziła jedynie Indonezja.

JF-17, oferowany jako tańsza alternatywa dla bardziej zaawansowanych samolotów bojowych produkcji zachodniej, a także rosyjskiej i chińskiej, radzi sobie na rynku znacznie lepiej. Maszyny tego typu zakupiły Mjanma, Nigeria, a ostatnio Azerbejdżan.

Bangladesz poszukuje nowych myśliwców

Zainteresowanie Bangladeszu maszyną taką jak JF-17 wydaje się naturalne. Państwo to nie narzeka wszak na nadmiar gotówki, a konieczność zastąpienia leciwych Chengdu F-7 i nielicznych MiG-ów-29 staje się coraz bardziej paląca. Przetarg na nowe myśliwce ruszył już w roku 2017. Początkowo zapowiadano zakup ośmiu samolotów z opcją na kolejne cztery.

Pierwotnie opublikowane warunki zakładały, iż nowy myśliwiec ma być koniecznie maszyną dwusilnikową. Wymagane było również wyposażenie w radiolokator z anteną z elektronicznym skanowaniem fazowym (AESA), celownik nahełmowy, wyświetlacze wielofunkcyjne w kabinie oraz system obserwacji i śledzenia w podczerwieni (IRST).

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

LUTY BEZ REKLAM GOOGLE 85%

Takie sformułowanie warunków przetargu było równoznaczne z interesującym zawężeniem grona potencjalnych kandydatów. Dowództwo najwyraźniej nie było wówczas zainteresowane konstrukcjami takimi jak chińsko-pakistański JF-17 czy szwedzki JAS 39 Gripen, tradycyjnie proponowane mniej zamożnym państwom. W przetargu faworyzowana była wówczas rosyjska Objedinionnaja awiastroitielnaja korporacyja, mogąca zaproponować szeroki wachlarz myśliwców dwusilnikowych: Su-35, Su-30SM czy MiG-35.

Proces wyboru nowego myśliwca jest jednak realizowany w atmosferze zamieszania i niedopowiedzeń. Przez osiem lat wiele się pozmieniało, a przede wszystkim doszło do załamania pozycji Rosji jako eksportera uzbrojenia. Sprawie nie pomaga oczywiście zamieszanie polityczne związane z obaleniem i ucieczką premierki kraju, Sheikh Hasiny, w 2024 roku (w listopadzie ubiegłego roku Hasina została skazana in absentia na śmierć za wydanie rozkazów, które doprowadziły do śmierci kilkuset manifes­tan­tów).

MiG-29 wojsk lotniczych Bangladeszu
(Faisal Akram, Creative Commons Attribution-Share Alike 2.0 Generic)

Rosja prawdopodobnie zupełnie wypadła z gry o bangladeskie zamówienie. W grudniu nastąpił kolejny zwrot akcji. Władze Bangladeszu podpisały list inten­cyjny z włoskim koncernem Leonardo w sprawie potencjalnego zamówienia wielo­zada­nio­wych samolotów bojowych Eurofighter Typhoon. Jednocześnie według mediów potencjalny kontrakt rozrósł się do 12–16 maszyn. Od listu intencyjnego do umowy droga jednak daleka, a Typhoon nie jest faworytem. Palmę pierwszeństwa dzierży chiński myśliwiec wielozadaniowy Chengdu J-10 (w eksportowej wersji CE). Na placu boju pozostaje też JF-17 w najnowszej odmianie Block III.

Skąd pojawienie się JF-17 w gronie kandydatów? Wersja Block III została wyposażona w chiński radar AESA KLJ-7A opracowany przez Nanjing Research Institute of Electronics Technology (NRIET). Nawet w najbardziej zaawansowanej obecnie formie chińsko-pakistański myśliwiec pozostaje tańszy od J-10, o Eurofighterze już nie wspominając. Do tego umowa miałaby być powiązana także z zakontraktowaną już dostawą szkolno-treningowych Super Mushshaków. Sprawa ma też wątek polityczny. Hasina podczas swoich trwających z przerwami od połowy lat 90. rządów stawiała na zbliżenie z Indiami. Jej obalenie otworzyło okno możliwości, z którego Islamabad stara się skwapliwie skorzystać.

Tymczasem w Arabii Saudyjskiej

Wątek saudyjski jest bardziej złożony. Królestwo ma obfite zasoby finansowe z których korzysta. Według zestawienia World Air Force 2026 trzon Królewskich Saudyjskich Sił Powietrznych stanowią 232 myśliwce F-15 Eagle w wersjach C/D/S/SA i 72 Typhoony. Rijad od dekad stawia na zachodnie samoloty bojowe. Wprowadzenie do służby JF-17 oznaczałoby ryzykowanie gniewu Waszyngtonu. Krok zupełnie niepotrzebny, gdy pojawiło się zielone światło dla sprzedaży Królestwu jako pierwszemu państwu arabskiemu F-35 i gdy zostało ono uznane za głównego sojusznika spoza NATO.

Saudyjskie myśliwce Eurofighter Typhoon.
(Eurofighter Jagdflugzeug GmbH / Geoffrey Lee)

Kolejny problem to konieczność budowy zaplecza logistycznego i integracja z istniejącymi systemami zupełnie nowej konstrukcji. Samolot bojowy to jednak coś więcej niż chińskie bezzałogowce nabyte w poprzednich latach przez Saudów.

Według źródeł Reutersa sprawa ma swoje przyczyny w pieniądzach. Pakistan miał zaproponować Arabii Saudyjskiej dostawy JF-17 w ramach spłaty długów. Konwersja miałaby objąć pożyczki o wartości 2 miliardów dolarów, chociaż według jednego z pakistańskich źródeł agencji łączna wartość kontraktu może sięgnąć nawet 4 miliardów dolarów. Taka umowa byłaby niewątpliwym zacieśnieniem zawartego w ubiegłym roku saudyjsko-pakistańskiego porozumienia obronnego.

Nie jest to pierwszy przypadek, gdy pojawiają się informacje o możliwej sprzedaży JF-17 któremuś z państw Zatoki Perskiej. W roku 2016 zainteresowanie myśliwcami wyrażał Katar. To kolejne państwo nienarzekające na brak środków i stawiające na zachodnie samoloty bojowe. Spekulowano, że JF-17 dzięki niższym kosztom mają pozwolić katarskim pilotom wylatać odpowiednią liczbę godzin, mogą też być wykorzystywane w akcjach, gdzie potencjał Rafale’i zwyczajnie nie będzie potrzebny. To samo można powiedzieć o Arabii Saudyjskiej. Wiele, żeby nie powiedzieć: większość celów w Jemenie nie wymaga stosowania F-15 lub Typhoonów.

W grę może wchodzić jeszcze jedna opcja. Arabia Saudyjska nie musi być docelowym odbiorcą JF-17. Może być pośrednikiem, przekazującym samoloty dalej. W przeszłości Pakistan odgrywał taką rolę w stosunku do Chin. Dodajmy jeszcze, że w grudniu Islamabad miał zawrzeć wartą 4 miliardy dolarów umowę na sprzedaż broni Libijskiej Armii Narodowej generała Chalify Haftara. Kontrakt ma obejmować między innymi JF-17.

Kris Christiaens / Alamy